search
REKLAMA
Recenzje

ULTIMATUM BOURNE’A. Perfekcyjne kino akcji

Za wyśmienicie dopracowaną fabułą Ultimatum Bourne’a idzie równie wysmakowana warstwa techniczna.

REDAKCJA

24 stycznia 2023

ultimatum bournea 2
REKLAMA

Autorem tekstu jest Adam Górczyński.

„Samotny mężczyzna stał w ciemnej alejce. Nie był pewien, w którą stronę iść. Zapomniał, dokąd zmierzał i… kim jest.

Usiadł na chwilę, by odciążyć zmęczone nogi, spojrzał w górę i dostrzegł stojącą nad nim starszą kobietę.

Zachichotała i wyszczerzyła resztki zębów w uśmiechu, mówiąc: Teraz trzecie życzenie. Jakie ono będzie?

Trzecie życzenie? – zapytał zdumiony. – Jak to możliwe, skoro nie wypowiedziałem pierwszego ani drugiego?

Wykorzystałeś już dwa – odpowiedziała staruszka. – Ale drugim życzeniem było, abym cofnęła wszystko do momentu, zanim wypowiedziałeś pierwsze życzenie, toteż nic nie pamiętasz. Wszystko jest tak, jakbyś nie wypowiedział żadnego z nich. Dlatego właśnie zostało ci ostatnie, trzecie życzenie.

Dobrze – odpowiedział niepewnie. – Nie wierzę w to, ale nie szkodzi spróbować… Chciałbym wiedzieć, kim jestem.

Zabawne – rzekła kobieta, spełniając jego prośbę i znikając na zawsze. – Tak brzmiało twoje pierwsze życzenie…”

Ta krążąca po Internecie pasta zawsze kojarzyła mi się z historią Dawida Webba, znanego bardziej jako Jason Bourne – literacki bohater Roberta Ludluma. Doczekał się on w latach 80. pierwszej ekranizacji z Richardem Chamberlainem w roli głównej oraz serii filmów, w których zagrał go Matt Damon, zapoczątkowanej w 2002 roku wyreżyserowaną przez Douga Limana Tożsamością Bourne’a.

Wyłowiony z morza mężczyzna nie pamięta, kim jest, aż odkrywa swoją brutalną przeszłość maszyny do zabijania na usługach rządu. W konsekwencji zmuszony jest zmierzyć się z własnymi demonami i sprzeciwić się systemowi, któremu niegdyś podlegał. Tym samym rozpoczyna się nieskończona vendetta protagonisty, która z każdą kolejną odsłoną serii zdaje się coraz bardziej daremna. Można powiedzieć, że dzięki temu otrzymujemy rzadki przykład sytuacji, gdzie sequele mają coraz silniejszy wydźwięk narracyjny i emocjonalny, skłaniający do głębszych (zapewne raczej pesymistycznych) refleksji.

bourne

Debiut Damona w roli tajnego agenta stanowi niemalże klasyczne love story z akcją w tle. Bourne szybko odkrywa największą tajemnicę swojej przeszłości i wraz z przypadkowo wciągniętą w intrygę Marie Kreutz podejmuje się ucieczki przed ścigającymi ich zabójcami. Jak można się spodziewać, między parą bohaterów szybko zaczyna rodzić się uczucie, a gdy złoczyńca wreszcie ginie, oboje mogą razem odpocząć na rajskiej wyspie z dala od niebezpieczeństw.

Historia mordercy z amnezją nie mogła się jednak tutaj zakończyć. Film Limana jasno daje do zrozumienia, że przeciwnicy Bourne’a są takimi samymi jak on zagubionymi jednostkami zniewolonymi przez system. Grany przez Clive’a Owena zabójca tuż przed śmiercią pyta głównego bohatera: Czy widzisz, jak wiele musimy im oddać?, dając do zrozumienia, że sam jest ofiarą wyższej, amerykańskiej siły. Natomiast Conklin, będący odpowiedzialnym za tajny projekt Treadstone, którego częścią był kiedyś Bourne, i pełniący w Tożsamości Bourne’a funkcję głównego antagonisty ostatecznie ukazany jest jako maleńki trybik w wielkiej maszynie, która po jego śmierci nadal ma się świetnie.

Jest to dość przerażająca konkluzja, jaką można wysnuć z pierwszej części cyklu. Podczas gdy James Bond po odstrzeleniu kolejnego megalomana chcącego zniszczyć ludzkość może spokojnie wrócić do znajomego sobie Londynu i zamówić martini, Bourne skazany jest na wieczną walkę z siłą, której nawet najlepszy assassin nie jest w stanie wykorzenić. Demokratyczny rząd jednego z najpotężniejszych mocarstw świata kontra perfekcyjny zabójca to sytuacja bez wyjścia, której brzemię Bourne będzie musiał dźwigać do końca życia.

Tak więc dwa lata później na ekrany kin weszła druga część serii, Krucjata Bourne’a, odcinająca się fabularnie od książkowego pierwowzoru. Już w pierwszym akcie Marie Kreutz zostaje zabita przed podszywającego się pod Bourne’a mordercę, a były agent bez pamięci ponownie musi sięgnąć po broń. Choć cynik mógłby z pewnością powiedzieć, że powstanie sequela podyktowane było zadowalającymi zarobkami pierwszego filmu, to warto jednak zwrócić uwagę, że dopiero w nim tytułowa postać zaczyna być definiowana jako bohater tragiczny, muszący żyć w niewoli swojej przeszłości, mogącej zapukać do drzwi w najmniej spodziewanym momencie. Niemniej w finale dostajemy kolejną złudną nadzieję na happy end, gdy po stanięciu twarzą w twarz z córką swojej ofiary Bourne na moment zdaje się znaleźć szansę na zerwanie ze swoją dotychczasową tożsamością.

Krucjata Bourne’a nie tylko pod kątem treści, ale i technicznego wykonania przewyższa archaiczną dziś nieco Tożsamość… oferując surowe, dynamiczne sceny akcji, doskonale wpisujące się w chęć stworzenia wiarygodnego świata przedstawionego. Na jakiś czas stały się one symbolem kina akcji XXI wieku, dając inspiracje takim filmom jak Mission: Impossible III czy 007 Quantum of Solace. Jednocześnie z perspektywy czasu można stwierdzić, że pierwsza kontynuacja stanowi jakościowy moment przejścia między pierwszym filmem a mającym swoją premierę w 2007 roku Ultimatum Bourne’a, które na długi czas stało się zamknięciem tej opowieści.

bourne

Trzecia część osiągnęła perfekcję zarówno w formie, jak i treści, dlatego to przy niej pragnę zatrzymać się na dłużej. Gdyby ktoś zapytał mnie o najlepszy nowoczesny film sensacyjny, to bez wahania wskazałbym właśnie na Ultimatum Bourne’a. Brawurowo wykorzystuje on wszelkie techniki przedstawiania historii filmowej, będąc dziełem praktycznie doskonałym.

Już pierwsza scena bez słów pokazuje nam, że pomimo małych promyków nadziei główny bohater nieodwracalnie został skazany na życie w ciągłej ucieczce. Nie znając jeszcze kontekstu, patrzymy, jak Bourne ucieka przed moskiewską milicją, po czym znajduje schronienie w aptece, gdzie ponownie w jego pamięci ożywają szczątki traumatycznych wspomnień. Tym samym w ciągu pierwszych kilku minut optymistyczny wydźwięk końcówki Krucjaty… zostaje tu rozszarpany, przez dobitne danie widzowi do zrozumienia, że na tę postać nie czeka żadne szczęśliwe zakończenie.

W dalszej części filmu dowiadujemy się, że program Treadstone został wznowiony pod nazwą Black Briar. Zakłada on nadawanie agentom fałszywych tożsamości, by wykorzystywać ich do przeprowadzania nieetycznych operacji. Po nieudanej próbie ocalenia życia dziennikarzowi, który trafił na trop rządowego spisku, protagonista postanawia samodzielnie zdemaskować skorumpowane kierownictwo Black Briar. Pomocy udziela mu była pracownica CIA – Nicky Parsons. Jak się okazuje, byli oni kiedyś parą, co nasuwa Bourne’owi wspomnienia o Marie i jej tragicznym końcu. Bourne obawia się, że Nicky może podzielić jej los.

bourne

Jak widać, historia zatacza koło. Stary rządowy program pod nową nazwą. Partnerka głównego bohatera, na którą również czyha niebezpieczeństwo, i w końcu sam Bourne, który w wirze kolejnych zdarzeń zdaje się nie dostrzegać, że jego żywot już dawno stał się wojną bez końca. Można jednak przyjąć, że były agent jest tego w pełni świadom, lecz pogodził się z tym faktem, postrzegając resztę swojej ziemskiej egzystencji jako swego rodzaju czyściec. Nie ma co bowiem ukrywać, że i sam Bourne ma wiele na sumieniu. Zbrodnie, jakich dokonał, pracując dla CIA, nie dadzą o sobie nigdy zapomnieć i jedyne, co może z tym zrobić, to doprowadzić do upadku ludzi, którzy zbudowali swój kapitał na zadanych przez niego krzywdach. Sprawia to, iż Bourne jawi się jako protagonista idealny. Zmagający się ze swoimi błędami, które można uznać za niewybaczalne, i jednocześnie z władzą niszczącą w białych rękawiczkach każdego, kto stanie jej na drodze. Jasona Bourne’a da się nie lubić, lecz nie sposób mu nie kibicować.

Tak jak wspomniałem, za wyśmienicie dopracowaną fabułą Ultimatum Bourne’a idzie równie wysmakowana warstwa techniczna, która zapewniła filmowi trzy Oscary. Reżyser Paul Greengrass zjadł zęby na kręceniu dokumentów i doświadczenie to zaprocentowało również przy tworzeniu filmów fabularnych. Ujęcia robione z najróżniejszych kątów roztrzęsioną kamerą, zamiast irytować, wzmacniają poczucie ciągłej inwigilacji; na ekranie udaje się uzyskać kontrolowany chaos. Dzięki temu widz jest jeszcze bardziej zaangażowany w prowadzoną opowieść. Opowieść, która ponownie kończy się sugestią, że oto i nastał kres cierpień głównego bohatera, gdy temu raz jeszcze udaje się uciec z ognia walki.

Graniczyłoby jednak z naiwnością wierzenie, że Bourne znajdzie kiedykolwiek spokój. Abstrahuję tu nawet od tego, że doczekaliśmy się jeszcze jednego filmu z jego udziałem i na nim pewnie też się nie skończy. Istotne jest bardziej to, że póki świat żyje w cieniu rządzących największymi mocarstwami, ktoś wyjęty spod prawa stale rzucający kłody pod nogi spiskowcom na szczycie nigdy nie zazna spokoju. Bourne jest więc symbolem walki z siłą, której nie da się pokonać, ale nie należy się jej podporządkować. Każdy z osobna musi sobie jednak zadać pytanie, czy ta walka ma sens.

REDAKCJA

REDAKCJA

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA