search
REKLAMA
Archiwum

AZYL. Panika na widowni

Edward Kelley

5 czerwca 2019

panic room
REKLAMA

Kolejna sprawa – trzech włamywaczy – Junior, Burnham i zamaskowany Raoul to sztandarowy wręcz przykład sztampowego podejścia do tworzenia postaci. Junior – były opiekun właściciela kamienicy to niezbyt rozgarnięty narwaniec, którego zachowania powodują, że część filmu do pierwszego punktu zwrotnego staje się momentami mocno komiczna. To głównie za jego sprawą siedziałem zaskoczony przed ekranem i nie mogłem uwierzyć, że oglądam film Finchera. Na drugim biegunie znajduje się Raoul (Dwight Yoakam) – psychopata z wyraźnymi skłonnościami sadystycznymi, który stanie się z kolei powodem najbardziej dramatycznych wydarzeń w domu. Gdzieś pośrodku między nimi stoi Burnham, grany przez swoją drogą świetnego czarnego aktora Foresta Whitakera – bandyta z przymusu, rzezimieszek o złotym sercu, któremu pieniądze są niezbędne na spłatę alimentów. Czy coś więcej trzeba dodawać? Role drugoplanowe, a szczególnie jedna – męża Meg – Stephena Altmana (Patrick Bauchau) to prawdziwe kuriozum – pojawia się w zasadzie jedynie po to, by zostać pobitym i krwawić. Serce się kraje.

Można jednak wybaczyć filmowi brak wybitnych kreacji aktorskich, o ile zostałby on nadrobiony doskonałym scenariuszem i wielowarstwową intrygą. Niestety, również na tym polu czeka widza srogi zawód – historia, którą prezentują twórcy nie dość, że poza niewielkimi wyjątkami pozbawiona napięcia, jest do bólu (tak, do bólu) przewidywalna. A chyba nie muszę mówić, że w przypadku dotychczasowych dzieł Finchera element zaskoczenia był jego nieodłącznym, wręcz firmowym znakiem. Mimo ciekawego pomysłu będącego podstawą fabuły, jej rozwinięcie i zakończenie przyprawione brakiem wiarygodnych bohaterów dramatu spowodowało, że Panic room najzwyczajniej nie potrafi wciągnąć widza w swój świat. Co z takiego tematu mógłby zrobić np. mistrz Polański, który swoimi obrazami nieraz udowodnił, że klimaty odosobnienia nie są mu obce pozostaje już tylko kwestią domysłów. Co ciekawe, w Azylu da się doszukać co najmniej kilku cytatów czy też zapożyczeń z innych filmów, których akcja odbywa się w opuszczonych lub odizolowanych budynkach – na przykład Szklana pułapka czy Lśnienie.

Bez wątpienia David Fincher jest doskonałym reżyserem, który potrafi poprowadzić bezbłędnie swoich aktorów, czego dowiódł już niejednokrotnie choćby takimi filmami jak Siedem, Gra czy Podziemny krąg. Niech zatem najnowszy film tego twórcy zostanie potraktowany jak potknięcie lub niezbędny przystanek na drodze do kolejnego dzieła. W mojej pamięci jednak Azyl pozostanie dzięki trzem wartym zapamiętania elementom: świetnej czołówce, pierwszorzędnym zdjęciom i  Jodie Foster.

Tekst z archiwum film.org.pl.

REKLAMA