search
REKLAMA
Plebiscyt

Najlepsze filmy o ZOMBIE w historii. Ranking czytelników

REDAKCJA

29 sierpnia 2020

REKLAMA

Zombie – postać, która straszy, śmieszy i wciąż ogrzewa się w blasku swej niegasnącej sławy. Po sukcesie Nocy żywych trupów George’a Romero, który dał początek nowej epoce horroru, nieumarłe, żądne mięsa i mózgów potwory przedarły się do popkultury i wciąż cieszą się kultowym statusem wśród wielbicieli kina grozy. Ekranowa legenda tych postaci jest długa i obfitująca w wiele świetnych produkcji. Prezentujemy wam wyniki plebiscytu na najlepsze filmy o zombie wszech czasów! 

Poniżej znajdziecie listę 20 filmów z największą liczbą głosów. Co woleli nasi czytelnicy – klasyczne, oldschoolowe filmy o zombie czy może świeżą, nowoczesną reinterpretację kultowego motywu? Sprawdźcie sami, po czym dajcie znać w komentarzach, czy wyniki was zaskoczyły.

 

20. Smętarz dla zwierzaków (1989)

Powieść Stephena Kinga jest jedną z najbardziej przerażających historii, jakie udało mu się wymyślić, a zarazem wyjątkowo ponurym dramatem o istocie śmierci i umierania w naszym życiu. Pierwsza ekranizacja znajduje odpowiednio posępny ton, kreśląc opowieść o ojcu, który nie może pogodzić się ze śmiercią swego małego synka i postanawia go wskrzesić. Tym samym wykracza poza typowy horror o żywych trupach, czyniąc z nich ofiary czyjejś żałoby. Film Mary Lambert posiada kilka prawdziwie szokujących scen (zwłaszcza jedną, ze skalpelem), wziętych bezpośrednio z książki Kinga, poruszającą rolę Freda Gwynne’a jako sąsiada głównego bohatera oraz małego Miko Hughesa, który jako żywy trup naprzemiennie straszy i budzi litość. Pośród wszystkich filmów o zombie ten uderza w widza najmocniej. [Krzysztof Walecki]

19. Reanimator (1985)

Ta uwspółcześniona adaptacja Lovecraftowskiego opowiadania od lat 80. zdążyła zyskać już status kultowego filmu o ożywianiu umarłych. Zapewne swoją popularność film ten zawdzięcza poniekąd figurze „szalonego naukowca” – zapałem i dążeniami, przypominającej słynnego doktora Frankensteina, jednak w nieco skrzywionym zwierciadle. Obok czarnego humoru estetyka sztucznej krwi, zielonej tajemniczej mazi i gumowych części ciała zdecydowanie bardziej bawi niż przeraża, zwłaszcza współczesnych widzów. Tym, czym Reanimator wyróżnia się na tle pozostałych filmów wymienionych w plebiscycie, jest m.in. obecność karykaturalnej kukły zombie-kota – tej sceny nie da się zapomnieć! Pozycja wręcz obowiązkowa dla miłośników groteskowych horrorów klasy B. [Dominika Nowicka]

18. Zombieland: Kulki w łeb (2019)

Kontynuacja hitu, który premierę miał dziesięć lat wcześniej. Na stołku reżysera znów zasiadł Ruben Fleisher, a swoje role powtórzyły gwiazdy oryginału – Woody Harrelson, Jesse Eisenberg, Emma Stone i Abigail Breslin. Dołączyli do nich m.in. Zoey Deutch i Rosario Dawson. Tym razem bohaterowie muszą zmierzyć się z czymś więcej niż zombie – z trudnymi decyzjami w życiu prywatnym. Zombieland: Kulki w łeb podzielił fanów pierwowzoru. Na pewno warto wyrobić sobie własne zdanie. [Filip Pęziński]

16. Powrót żywych trupów (1985) ex aequo

W bezpośrednim starciu z trzecią częścią serii Romero, Dniem żywych trupów, który miał premierę miesiąc wcześniej, to właśnie prześmiewcza wizja O’Bannona przyciągnęła do amerykańskich kin więcej widzów, jak również spotkała się z zaskakująco dobrym przyjęciem ze strony krytyki. Najwyraźniej w latach 80. rozrywka była bardziej w cenie niż społeczny komentarz, nawet jeśli oba filmy mówiły praktycznie o tym samym, w podobnym, krytycznym tonie prezentując autorytet wojska. I choć żywe trupy z Powrotu… nie niosą ze sobą żadnego przekazu ani ukrytej metafory, trudno nie rozpatrywać ich w kategorii najlepszych zombie w historii filmowego horroru. Myślą, mówią i bawią, nie rezygnując ze swojej jakże niebezpiecznej natury. Człowiek jest przy nich nie tylko bezbronny, ale jawi się jako głupszy. Apokaliptyczny wręcz finał nie powinien nikogo dziwić. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji]

16. Noc żywych trupów (1990) ex aequo

Niby powtórka z rozrywki, ale wolę ją od oryginału. Remake nie tylko wygrywa użyciem koloru i bardziej profesjonalnym wykonaniem oraz dopracowaniem materiału, ale też jest o wiele… żywszy. Wszystkie akcenty również wydają się nieco lepiej rozłożone, bogatsze. Największym plusem jest natomiast główna bohaterka i stojąca za nią charyzmatyczniejsza aktorka, której łatwiej przejść od słów do czynów. Przy tych wszystkich kosmetycznych zmianach twórcom udało się zachować ducha oraz wydźwięk małego, wielkiego prekursora i bardzo zgrabnie zdołali go uwspółcześnić. Klasowa to zatem powtórka z rozrywki, nawet jeśli pozbawiona już podobnej mocy oddziaływania. [Jacek Lubiński]

15. 28 tygodni później (2007)

Pominąwszy kwestię scenariuszowych głupot, pozostałe elementy 28 tygodni później tworzą prawdziwie wyjątkowy horror. Inny niż pierwowzór, ale również odznaczający się własnym niesamowitym klimatem. Tę niezwykłą atmosferę kreują przede wszystkim piękne zdjęcia oraz wybitna ścieżka dźwiękowa. […] Powracający w roli kompozytora John Murphy wykorzystuje zaś najciekawsze motywy z poprzedniego filmu i dodaje sporo nowych, dzięki czemu całość jest bezbłędna w każdej scenie. Wielka szkoda, że w dalszym ciągu nie doczekaliśmy się 28 miesięcy później, choć od premiery tygodni minęło już ponad 10 lat. Osobiście nadal żywię nadzieję, że kontynuacja powstanie i pokaże, że między ugrzecznionym World War Z a skrajnie idiotyczną serią Resident Evil wciąż jest miejsce na skromniejszy angielski horror o zombie. [Mikołaj Lewalski, fragment recenzji]

14. Gnijąca panna młoda (2005)

Godny przedstawiciel kina animowanego w tymże zestawieniu. I to w postaci animacji poklatkowej. Gnijąca panna młoda (uwielbiam polski tytuł!) to klasyczny już film w reżyserii Tima Burtona. Opowiada historię Victora, który przypadkiem oświadcza się nieżyjącej dziewczynie – nieboszczka, by go poślubić, zabiera młodzieńca ze sobą do świata zmarłych. Zwariowany, zabawny i oparty na czarnym humorze film Burtona to bez wątpienia produkcja warta polecenia. Nie tylko ze względu na świetną obsadę, w której znalazło się miejsce m.in. dla Johnny’ego Deppa, Heleny Bonham Carter, Emily Watson i Christophera Lee. [Filip Pęziński]

13. Świt żywych trupów (1978)

Druga, po Nocy żywych trupów, część serii George’a A. Romero o zombie jest przez wielu uważana za nie tylko jeden z najlepszych filmów o żywych trupach, ale i jeden z najważniejszych horrorów w historii kina. Reżyser poszerza swoją metaforę o krytykę konsumpcjonizmu, którego nie możemy wystrzec się nawet po śmierci, ukazując zamkniętych w wielkim centrum handlowym żywych bohaterów i napierające na budynek setki, a może i tysiące martwych. Świt żywych trupów nie rezygnuje z trzymających w napięciu sekwencji oraz hektolitrów krwi (słynny spec od charakteryzacji, Tom Savini, miał pełne ręce roboty), ale bardziej jest zainteresowany komentarzem społecznym i upiorną próbą ułożenia sobie życia w sztucznych dekoracjach, w świecie, który stanął na głowie. [Krzysztof Walecki]

12. Grindhouse: Planet Terror (2007)

Połowa wspólnego, zwariowanego projektu Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza, za którą odpowiadał ten drugi. To prosta w konstrukcji, ale szalona historia o grupie ludzi, która próbuje przeżyć w świecie opanowanym przez zombie. Całość nawiązywała oczywiście do niskobudżetowych, tandetnych filmów grozy dla dorosłych. Dziś film miło wspominam głównie dzięki obsadzie. W Planet Terror wystąpili m.in. Rose McGowan, Michael Biehn, Josh Brolin i Bruce Willis. [Filip Pęziński]

11. Wysyp żywych trupów (2004)

Wysyp żywych trupów to nowe spojrzenie na temat, który dotąd albo był traktowany śmiertelnie poważnie (nowy Świt żywych trupów, Miasto żywych trupów), albo z wielką dawką humoru i makabry (Martwica mózgu). I choć jest to naprawdę znakomita komedia, twórcy nie skupiają się jedynie na naśmiewaniu się z poszczególnych elementów filmów o zombie. W pewnym momencie pojawia się prawdziwy, horrorowy klimat, a wszystko jest bardziej „na poważnie”, ale to nie zmienia faktu, że film wciąż ogląda się naprawdę świetnie. Oczywiście chwile powagi autorzy filmu rekompensują fantastycznym, szokującym i zabawnym zakończeniem, które przypomina, że Wysyp… to przede wszystkim mocna komedia gore. [Karol Baluta, fragment recenzji]

REKLAMA