Recenzje

28 TYGODNI PÓŹNIEJ

Autor: Filip Jalowski
opublikowano

Wyobraźcie sobie… Mieszkacie w jednym z najbardziej uprzemysłowionych miast na świecie. Kilometrowe korki samochodowe, tysiące nieznanych twarzy na ulicach, multum sklepowych wystaw i wielobarwnych afiszy reklamowych to dla was szara codzienność – chleb powszedni. Pewnego poranka rutyna dnia codziennego zostaje przerwana, może nie w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów, ale jednak. Potrąceni przez samochód, nieprzytomni lądujecie w pobliskim szpitalu. Otwierając oczy, wzdychacie z ulgą, myślicie – przeżyłem, nie jestem sparaliżowany, Bogu dzięki. Niemniej jednak coś was niepokoi. Powietrze, którym oddychacie, nie jest zanieczyszczone przez niegdyś wszechobecne spaliny, wokół was cisza, żadnego szeptu, żadnego dźwięku. Czy to normalne, zważywszy na to, iż miejscem waszego zamieszkania jest Londyn? Wstajecie z łóżka i z niepokojem wyrytym na twarzy szukacie kogoś. Kogokolwiek, kto mógłby zamienić z wami chociaż marne parę zdań, zdań, które utwierdziłyby was w tym, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku. W szpitalu „go” nie ma, na ulicach też pusto. Za chwilę uświadamiacie sobie, iż to, co was otacza, bezapelacyjnie nazwać można mianem sennego koszmaru. Gonieni przez bandę zmutowanych postaci przypominających ludzi, a zachowujących się jak dzikie, żądne krwi zwierzęta, wpadacie na parę wybawców. Wybuchła epidemia, wszyscy nie żyją. Jedno ugryzienie, jedna kropla krwi zakażonej osoby w twoim organizmie, a zabijemy i ciebie – to słowa, którymi cię witają.

28 tygodni później

Te smutne realia to świat, w jakim przyszło funkcjonować bohaterom przeboju filmowego wyreżyserowanego przez Danny’ego Boyle’a. 28 dni później przeżywało swoje przysłowiowe „pięć minut” w roku 2003. Zyskawszy sobie rzeszę zwolenników, spokojnie czekało na kogoś, kto zdecyduje się na kontynuację ciekawego i oryginalnego pomysłu twórcy takich hitów jak Niebiańska plaża czy też Trainspotting. Nowy reżyser musiał spełnić jednak jeden, priorytetowy i bezwzględnie egzekwowany warunek – zyskać akceptację twórcy pierwowzoru, który zmienił dopisek przed swoim nazwiskiem na „producent wykonawczy”.Szukaliśmy filmowca o wyrazistej osobowości, który kontynuując wcześniejsze wątki dorzuciłby do filmu coś od siebie – przyznaje Boyle – wielkie znaczenie w pierwszym filmie odgrywa Londyn, uznaliśmy więc, że ktoś z zagranicy spojrzałby na stolicę świeżym okiem.” Zaszczytną funkcję „kogoś z zagranicy” i przysługujący jej reżyserski fotel otrzymał młody Hiszpan – Juan Carlos Fresnadillo. Do swojego zadania podszedł z wielkim zapałem, chociażby ze względu na to, iż sam siebie definiuje jako wielkiego fana obrazu o spustoszonym epidemią Londynie.

28 tygodni później

Sequel ponownie przenosi nas na opustoszałe ulice miasta będącego stolicą Wielkiej Brytanii. Zarażeni wirusem obywatele brytyjscy nie wytrzymali próby czasu, umierając śmiercią głodową. Na pomoc wyspiarzom przybywa jak zawsze wspaniałe, mężne i wyśmienicie zorganizowane amerykańskie wojsko. Tworząc swoisty azyl, strefę nazywaną przez nich „Dystryktem numer jeden”, wyciągają pomocną dłoń do osób, które przeżyły krwawą epidemię. Może wszystko zaczęłoby się od nowa, może Wielka Brytania znów stałaby się potęgą gospodarczą, a zarazem jednym z najpotężniejszych państw naszego globu. Może… gdyby jedna kobieta – żona, matka dwojga dzieci nie okazała się być odporna na wirus. Gdyby nie została jego nosicielem, gdyby nie kochała męża i gdyby choroba nie roznosiła się przez ślinę, która jest nieodzownym składnikiem każdego pocałunku.

28 tygodni później

28 tygodni później spogląda na problemy poruszone w oryginale pod nieco innym kątem. Pokazuje nam prawdopodobny obraz odbudowy zniszczonego przez katastrofę biologiczną państwa. W swoich rozważaniach nie pomija tej najgorszej wersji – nawrotu. Zjawiska nagłego i wymykającego się spod kontroli z każdą kolejną sekundą. Szkoda, iż skupiając się na dość ciekawym temacie i pisząc scenariusz „dotrzymujący kroku” temu, który kilka lat wcześniej stworzył Danny Boyle, Fresnadillo nieco niszczy efekt końcowy. Uciekając momentami zbyt „głęboko” w konwencje horroru, faszerując film niesmacznymi obrazami i bezsensownymi aktami brutalności, niewnoszącymi kompletnie nic do fabuły, młody Hiszpan zapomina o tym, iż „Dwudziestkoósemkowy duet” to w głównej mierze dramat. Fragmentaryczne zatracenia klimatu nie są bynajmniej jedyną wadą kontynuacji. Momentami ustępują miejsca nieścisłościom występującym w scenariuszu. Nie zamierzam zabawiać się w ich ordynarne wyliczanie. Myślę, iż po seansie każdy wyrobi sobie odpowiednie zdanie na ich temat. Całkowicie subiektywnie do listy wad dopiszę chwilami zbyt agresywną dynamikę scen. Towarzyszące temu drżenie kamery i nieznośnie szybkie zmiany ujęć, a co za tym idzie nieco rozmazany obraz, może i są efektem zamierzonym, do mnie on jednak zupełnie nie przemawia, a, delikatnie mówiąc, irytuje.

28 tygodni później

28 tygodni później, mimo swoich niezaprzeczalnych wad i braków względem filmowego protoplasty, w dalszym ciągu jest obrazem godnym obejrzenia. Jego wartość znacząco wzrasta, gdy spojrzymy na niego pamiętając, że jest sequelem, który to – jak uczy historia – niemalże zawsze upada na kolana przed pierwowzorem. Dzieło Fresnadilla łamie ogólnie przyjętą regułę dzielnie trzymając się na nogach, składając poprzednikowi jedynie delikatny ukłon.

Tekst z archiwum film.org.pl (11.08.2007).

Ostatnio dodane