Zestawienie

Najlepsze ROLE EMMY STONE. Tańczy, śpiewa, recytuje, na zombie poluje

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Czy jest w ogóle ktoś, kto nie lubi Emmy Stone? Wątpliwe. Aktorka, która właśnie skończyła 30 lat, uchodzi za jedną z najsympatyczniejszych w branży. Mimo sławy, pieniędzy i nagród, pozostała skromną, naturalną dziewczyną. Obce są jej obyczajowe skandale, ma do siebie spory dystans, a w wywiadach przebija z niej poczucie humoru. Ja ją po prostu uwielbiam.

Choć jej kariera zaczęła się zaledwie 11 lat temu, Stone ma na koncie mnóstwo świetnych ról. To jedna z tych aktorek, które odnajdują się w każdym gatunku. Po zdobyciu słynnego złotego rycerzyka z pewnością nie spoczęła na laurach, o czym świadczy hit festiwalu w Wenecji Faworyta. Zanim jednak ten film pojawi się w polskich kinach, z okazji okrągłych urodzin Emmy zapraszam do zapoznania się z top 5 jej dotychczasowych ról.

Zgadzacie się z tym wyborem? Jakich tytułów waszym zdaniem brakuje na tej liście? Podzielcie się swoimi typami w komentarzach!

Olive Penderghast, Łatwa dziewczyna

Emma Stone Łatwa dziewczyna

Stone bez cienia wysiłku niesie cały film na swoich barkach.

To był pierwszy film z Emmą Stone, który miałem okazję zobaczyć, a jednocześnie moment, w którym zakochałem się w tym przepięknym, niezwykle utalentowanym rudzielcu. Łatwa dziewczyna mogła być typową komedią dla nastolatków, nic niewnoszącą kalką, ale twórcom udało się nakręcić coś szczególnego. Ta produkcja to jasny punkt na mapie gatunku i duża w tym zasługa właśnie roli Stone. Jej Olive jest najsympatyczniejszą dziewczyną wśród wszystkich bohaterek kina o dojrzewaniu. Bez cienia wysiłku niesie cały film na swoich barkach, pokazując swój komediowy timing i cały wachlarz mimiki (te oczy!). Tylko aktorka o wielkiej osobowości mogła wcielić się w taką rolę. Stone nadała tej roli świeżość i naturalność, coś, czego brakowało w podobnych filmach. To właśnie po występie w Łatwiej dziewczynie przeszła ona do wyższej hollywoodzkiej ligi – a od tamtego momentu była już tylko droga w górę, na sam szczyt.

Eugenia „Skeeter” Phelan, Służące

Służące Emma Stone

Film Tate’a Taylora z 2011 roku to aktorskie Himalaje. Cały zespół spisał się tu wręcz rewelacyjnie, o czym świadczy prestiżowa nagroda SAG – Amerykańskiej Gildii Aktorów Ekranowych – dla najlepszej obsady. Największe zaszczyty spotkały Violę Davis i Octavię Spencer, stąd też rolę Emmy nieco pomijano w większości recenzji. A to przecież ona jest tu tak naprawdę główną postacią, tą, która spaja te wszystkie historie czarnoskórych służących. Przejmujemy się losami tych, które Skeeter opisuje, to w ich wątkach znajduje się emocjonalne serce filmu, ale gdyby zamiast Stone zagrała inna aktorka, Służące mogłyby sporo stracić na wiarygodności. To był tak naprawdę pierwszy poważny, dramatyczny występ tej aktorki – duże wyzwanie, z którym Emma świetnie sobie poradziła. Oczywiście wykorzystała tutaj sporo sprawdzonych, komediowych środków wyrazu – w końcu Skeeter to nieco niezdarna, powodująca krępujące sytuacje dziewczyna – ale utrzymała to wszystko w ryzach, tworząc postać z krwi i kości.

Sam, Birdman

Birdman kadr z filmu

Birdman przyniósł Stone pierwszą, bardzo zasłużoną nominację do Oscara. Jako uzależniona od narkotyków córka głównego bohatera, pracująca równocześnie jako jego asystentka, jest bardzo wyrazista. Ta rola zostaje w głowie, choć to przecież występ drugoplanowy. Śmiało można powiedzieć, że Emma ukradła sporo scen bardziej doświadczonym kolegom po fachu, Michaelowi Keatonowi i Edwardowi Nortonowi. Ta, w której Sam wygarnia ojcu, że jest zupełnie nieistotny, to majstersztyk, moment wielkości tej aktorki. Choć z pewnością istniała pokusa, aby tę rolę przeszarżować, Stone postawiła na dojrzałość. Owszem, dostała mnóstwo dobrego tekstu, ale to w jej oczach znajduje się klucz do tej postaci. To tam, między wierszami, dzieje się najwięcej.

Mia, La La Land

La La Land kadr z filmu

To najlepsza rola w całej karierze tej aktorki.

Wiem, że La La Land ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, ale ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Ten film oczarował mnie w stu procentach, to jeden z tych przypadków, kiedy po wyjściu z kina pomyślałem: „Taki seans zdarza się co najwyżej raz na kilka lat”. Mimo że to kolorowy musical, ta historia jest tak bardzo prawdziwa – słodko-gorzka, w dużej mierze smutna, z końcówką, której daleko do typowego hollywoodzkiego happy endu. Czy romantyczna miłość musi oznaczać rezygnację z miłości do samego siebie? Czy rezygnując ze swoich marzeń, możemy dać drugiej osobie to, co w nas najlepsze? Ważne, niegłupie pytania w bodaj najpiękniejszej filmowej otoczce. Oboje głównych aktorów zachwyca, ale Stone pokazała w tym filmie coś wyjątkowego. Mamy do czynienia z najlepszą rolą w jej karierze. Nawet ci, którzy krytykowali samą produkcję, o aktorce nie mogli powiedzieć złego słowa. To taki występ, o którym będzie się tak samo ciepło mówiło za 10, 20, 30 lat. Wszystko jedno, czy tańczy na Wzgórzach Hollywood, czy śpiewa o marzycielach, czy ze szklanymi oczami mówi, że widocznie jest zbyt mało utalentowana, aby osiągnąć sukces, ta rola nie pozostawia obojętnym.

Gwen Stacy, Niesamowity Spider-Man, Niesamowity Spider-Man 2

OK, być może w tym miejscu mogłaby się znaleźć rola Stone z Zombieland, Wojny płci, Supersamca albo serialu Maniac. Ale mam słabość do jej Gwen Stacy z Niesamowitego Spider-Mana. To prawda, że ta krótka seria zbierała mieszane opinie – wszyscy jednak zgadzali się, że Stone jako partnerka głównego bohatera poradziła sobie znakomicie. Dla wielu widzów to ona była najlepszym elementem obu filmów. Pokazała nam zupełnie inną dziewczynę człowieka-pająka niż kilka lat wcześniej Kirsten Dunst – daleko jej było do nijakości, nie czekała na to, aż Spider-Man uratuje ją z opałów, ale brała sprawy we własne ręce. Nie bez znaczenia była też chemia, jaką widać było między Stone a Andrew Garfieldem, wcielającym się w główną rolę. Wszystkie ich wspólne sceny podnosiły tę popcornową rozrywkę do wyższego poziomu. Oboje są w swych rolach niezwykle uroczy i wiarygodni. Oczywiście aktorzy byli wtedy parą w życiu prywatnym, ale, jak pokazało wiele innych filmów, to wcale nie musi oznaczać przekonującej relacji ekranowej (vide saga Zmierzch). Powiem szczerze, że ja tę serię lubię o wiele bardziej niż tę z lat 2002–2007 i udział Emmy miał w tym swój spory udział.

Ostatnio dodane