Connect with us

Felietony - Cykle

PATOSTREAMY. Kiedy przemoc w kinie to za mało

PATOSTREAMY to kontrowersyjny świat, gdzie przemoc i patologia stają się codziennością, a widzowie pragną jeszcze więcej.

Published

on

PATOSTREAMY. Kiedy przemoc w kinie to za mało

„Ja ci dam drinka! Dopiero padaczkę miałeś!” – wrzeszczy Marlenka do Rafatusa, którego chwilę wcześniej trzepało na barłogu pod ścianą. „Daj, kurwo, mnie nie wkurwiaj” – odpowiada Rafatus, próbując jej wyrwać butelkę z wódką. „Chodź tu, kurwo, to ci zajebię strzała” – mówi pijany Rafatus do Marlenki, po czym daje jej z pięści w twarz. „Ty kurwo, zajeb mnie, zajeb, ty pierdolona szmato” – krzyczy przez łzy Marlenka. To wybrane i „lżejsze” cytaty ze streamów niejakiego Rafatusa, który transmitował nie tak dawno urywki ze swojego życia na YouTube i Showup.

Advertisement

tv. Było też wypróżnianie się do wiadra, bicie Marlenki do krwi, sikanie pod siebie na tzw. poalkoholowym zgonie oraz przemoc seksualna. Mimo oficjalnego zbanowania kanału Rafatusa nie on jedyny jest patusem na YT. Inni miłośnicy jego twórczości reuploadują skasowane filmiki, a platforma tym razem na nich zbija kolejne setki tysięcy like’ów, subów, innego typu udostępnień, a co najważniejsze, zwyczajnej kasiory. A zaczęło się tak niewinnie – od transmisji z gier wideo. Internauci potrzebowali jednak czegoś ostrzejszego, a Rafatus z Marlenką chcieli mieć za co żyć i pić. Żeby wszyscy byli więc zadowoleni, stworzyli patoshow, które odniosło sukces.

Nie pozbierano jeszcze całego szamba, które wybiło w polskich narodowych mediach w związku z „polskimi obozami zagłady”, a po przeciwnej stronie barykady wypłynęło już nowe. Tym razem redaktor Sołtysik z nieco dowcipnym zażenowaniem odkrył na antenie Dzień Dobry TVN, że internauci, i w ogóle ludzie, lubią oglądać na ekranie patologię, o ile tylko sami nie biorą w niej czynnego udziału. Szacowni goście w postaci blogera i psychologa Andrzeja Tucholskiego oraz psycholożki Marii Rotkiel dyskutowali o naszej ludzkiej skłonności do podglądactwa. Gdzieś w tle owej rozmowy unosił się duch Rafatusa, o którym od początku 2018 roku mówiło się więcej niż zwykle, ponieważ nagle okazało się, że robi w sieci oszałamiającą karierę swoimi patostreamami.

Advertisement

Dostał nawet srebrny przycisk dla youtuberskich twórców i planował go oddać na jakąś charytatywną aukcję. Swoją drogą ciekawe, za ile by się sprzedał. Jego kanał uzyskał ponad 3 miliony wyświetleń, nim YouTube zdecydował się go zamknąć. Mam jednak takie ogólne wrażenie, że serwis zrobił to tylko i wyłącznie z powodów wizerunkowych.

Gdyby nie intensywna w ostatnich miesiącach nagonka na Rafatusa, kanał wciąż by nadawał, stanowiąc istotną konkurencję nawet dla niektórych programów w telewizji, i przynosząc coraz większe zyski platformie YouTube. Kolejny raz zwyciężyła maska poprawności, a nie wierność jakimś zasadom, zwłaszcza że pikantne kawałki Rafatusa wciąż są dostępne na YT i wcale z taką zaciekłością nikt ich nie usuwa. Nabijają oglądalność kolejnym youtuberom, aż do tej magicznej granicy, poza którą nie wolno im wykroczyć. Póki co nie dla nich jest świat komercyjnego przekazu, trzymany w rękach przez największych graczy.

Advertisement

Czyżby więc Rafatus padł ofiarą zbyt dużej popularności? A może „psuł” rzekomo niewinną młodzież bezpretensjonalnym pokazywaniem wszystkiego tego, co lepiej zamiatać pod społeczny dywan? Nie zobaczyłem w jego filmach niczego nowego. Większości z tych rzeczy w mniejszej lub większej skali sam byłem świadkiem. chociażby w szkole, pod blokiem, u sąsiada za ścianą czy też w socjalnych gettach (gdzie robiłem zdjęcia), które buduje się albo adaptuje z nieużywanych budynków na obrzeżach wielkich miast. Wszystko po to, by ci gorsi, czyli biedniejsi Cyganie, alkoholicy, samotni inwalidzi, chorzy psychicznie i różnej innej maści ci, którzy nie potrafili sobie załatwić odpowiedniej pozycji w społeczeństwie, nie wchodzili w drogę tym lepszym.

Lubimy na nich patrzeć z daleka, przez szkło obiektywu, jednak obrzydza nas ich realny smród. Gdyby w kinie 4DX bezdomny śmierdział, jak na to przystało, czyli moczem, kałem, wymiocinami i przetrawionym kwasiorem, a z ekranu rzucały się na widzów łoniaki, nikt by nie przyszedł na taki seans. Problemem nie jest Rafatus, DanielMagical albo Rafonix, ale ci, którzy im płacą za to, żeby tacy byli, żeby udawali sterylną patologię, która nie zaraża tyfusem, HIV albo wszami, tylko cieszy oko, że ja jestem tu, a on leży w swoich szczynach gdzieś o tam…

Advertisement

Media lubią co jakiś czas generować takie sztuczne, etyczne zrywy, żeby stworzyć wrażenie dbania o moralność i humanizm w narodzie. Mam tu na myśli nie tylko polskie media. To ogólnoświatowy trend. Co by jednak zrobiły, gdyby w ogóle wyeliminować patologię? Sensacyjna racja ich funkcjonowania przestałaby istnieć. Trzeba więc tak działać, aby porcja dewiacji w wiadomościach była opłacalna, lecz nie przesadna. Rafatus nie pokazał nic nowego, chociaż przekroczył granicę, bo zbyt dużo osób w zbyt krótkim czasie powiedziało oficjalnie, że jego stream jest git. Złamali w ten sposób medialne tabu.

Nie byłoby afery, gdyby robili to wyłącznie na Pornhubie, Showup.tv lub w jakiejś innej niszy, którą odwiedzają miliony Polaków, skoro jednak robią to nieoficjalnie, to wszystko ok. Zakłamanie jest drugą twarzą naszej kultury.

Advertisement

Chwilowo za największego patusa na YT uchodzi Rafatus. Dwa tysiące lat temu jednak zbytnio by nikogo nie zachwycił. Rzymianie woleli zabawiać się w spływające realną krwią walki gladiatorów, robiąc zakłady, kto kogo pierwszy wybebeszy na arenie. Jakiś czas później ludzie uwielbiali już kibicować nawet krzyżowaniu własnego Boga, skwierczącym w ogniu czarownicom, wieszanym skazańcom, gwałconym kobietom wroga, nabijanym na pal zdrajcom i ścinanym na gilotynie niepokornym królom. Minęło jeszcze trochę czasu, a przemoc zagościła na stałe w coraz bardziej czerstwej kulturze mieszczańskiej, wiążąc się z rasą, pochodzeniem i światopoglądem.

Po raz pierwszy po zachłyśnięciu się pozaklasowymi ideałami wartości człowieka, zaczęła się kształtować ideologia, wedle której naukowo udowadniano, komu należy się życie, a kto posiada cechy mniej wartościowe niż mleczna krowa. W końcu po dwóch krwawych wojnach, kiedy media zaczęły w coraz większym stopniu kreować rzeczywistość dla przeciętnego obywatela, nastąpiła istotna zmiana. Przemoc ukryła się za bardziej cywilizowaną maską, nie zmieniając przy tym swojej natury. Wciąż istniały przecież instytucje, które stanowiły od wieków jej katalizator i mecenasa w jednym.

Advertisement

W nowoczesnym świecie zaakceptowaliśmy jej obecność, lecz w pewnej odległości od nas. Tę okazję dały nam media. Oddzieliły zwykłego człowieka Zachodu kamerą lub aparatem fotograficznym od świata, gdzie aktualnie dzieje się cierpienie. Nadal jednak wielu z nas otwarcie podnieca oglądanie bólu, gwałtów, dewiacji, co widać np. po liczbie subów Rafatusa albo po popularności zdjęć przedstawiających koszmar wojny. Istnieje również druga potężna grupa widzów. Oglądają oni przemoc z ciekawości, chociaż nieraz zajadle ją krytykują. Gdzieś tam jednak skrycie oczko niekiedy im ucieka, co zresztą widać w wynikach wyszukiwania Google.

Advertisement

 Oficjalny trend kulturowy każe nam się jednak tego wszystkiego wstydzić, a więc mainstream nigdy nie wesprze oficjalnie patostreamerów, chociaż nie widzi nic zdrożnego w czerpaniu zysków z ich działalności. No chyba że kultura się zmieni, a przecież ona ciągle ewoluuje. Kto powiedział, że w stronę podwyższania standardów nowożytnego humanizmu? Może punkt szczytowy sinusoidy ochrony praw człowieka mamy już za sobą? I to właśnie w Internecie zacznie się jej zjazd w kierunku zera. Gdyby było inaczej, wszystkie podmioty, które zarobiły na streamach Rafatusa oraz innych patusów, natychmiast zwróciłyby te pieniądze, jeśli nie wpłacającym, to chociaż przekazały jasno zdefiniowany i nagłośniony datek na jakąś organizację, która walczy np. z przemocą w rodzinie.

Pytanie najważniejsze. Co przeszkadza pewnej grupie zgłaszających profil Rafatusa do adminów YT? Przemoc czy rosnąca popularność jego streamów? Sądzę, że to drugie. Do pewnej dawki przemocy są oni przyzwyczajeni, nawet gdy wydaje im się, że najbardziej na świecie brzydzi ich cierpienie innego człowieka. To samooszukiwanie się, obrona przed tym, co ma potencjalną władzę nad nimi. Nie wiedzieć czemu zechcieli przecież oglądać Rafatusa i dali się złapać na pewien chwyt tego sposobu przekazu. Livestream dociera lepiej, głębiej, ponieważ widzowi zdaje się, że jest bliżej tego, co postrzega.

Advertisement

Decyduje przede wszystkim świadomość, że to dzieje się naprawdę. Podglądacz nie jest już oddzielony bezpieczną szybą od przemocy, a zatem trudniej mu powiedzieć, że to go nie obchodzi, chociaż gdyby zobaczył to samo na wystawie World Press Photo albo w sequelu Cannibal Holocaust Ruggero Deodato może i by się zachwycił, jakie to fotograf i operator mieli świetne reporterskie oko.

Advertisement

Jak twierdzi wspominana już przeze mnie na początku tekstu psycholog Maria Rotkiel, człowiek jest takim stworzeniem, które od wieków było zafascynowane i jednocześnie przerażone bólem, złem i krzywdą sprawianymi innym żywym istotom. Za Jerzym Kosiewiczem i Rene Girardem można powiedzieć, że gwałt, przemoc i odwet są formami niezbędnej i koniecznej realizacji potrzeb człowieka jako takiego. To zupełnie naturalne, wpisane w naszą historię, kulturę i politykę. Te tendencję widzę także w świecie filmu. W tej chwili np. nie potrafię sobie przypomnieć żadnej produkcji, w której nie byłaby obecna przemoc w takiej czy innej formie.

Pamiętajmy, że niekoniecznie trzeba komuś wyrwać nogę, by go skrzywdzić. Patostreamerzy w większości również nikogo fizycznie nie dręczą „na antenie”. Nie licząc Rafatusa, zachowują owe bezpieczne granice medialnie dopuszczonej przemocy, więc nikt ich nie banuje. Przypomnę tylko, że wciąż w naszej postkomunistycznej kulturze patrzymy znacznie luźniej na tzw. przemoc niefizyczną. To dosłownie kasiasta furtka dla patusów.

Advertisement

Ważne, żeby mieć świadomość procesu zmian, jakie z chwilą pojawienia się Internetu nastąpiły w świecie samego filmu. Poziom brutalizacji produkcji filmowych nie jest związany wyłącznie z jakąś nagłą ewolucją mentalności widzów. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że potrzeby takiego ludka z lat 50. są bardzo podobne do naszych, współczesnych. To, co się jednak zmieniło, to świadomość tego, co aktualnie wolno w społeczeństwie na styku ze świadomością tego, czego się indywidualnie chce. W Internecie te dwa elementy znakomicie współgrają, bo za pomocą filmu w sieci można pokazać wszystko to, czego nie widziało się w kinie.

Kinematografia jednak również się rozwija i obserwuje, ile tysięcy, a nawet milionów użytkowników sieci w danym kraju wykazuje zainteresowanie określonymi tematami. W tym sensie film stara się dorównać Internetowi, tworząc fikcję z tego, co wydarzyło się w sieci (i w rzeczywistości) naprawdę. A to niebezpieczny trend zarówno dla filmu, jak i nieznających miary sieciowych patusów. Kto z nich jednak nad tym się zastanowi, skoro na patostreamingu mogą zarobić nawet 20 tysięcy złotych miesięcznie.

Advertisement

Przyszłość filmu to nie statyczne i ciemne kino, a Internet w formie reaktywnej sensorycznie wirtualnej rzeczywistości, która na bieżąco dostosowuje się do potrzeb widza poprzez oferowanie mu najbardziej niedorzecznych ról wśród innych użytkowników. Od sieciowego, anonimowego podglądacza będzie można przejść gładko do roli aktora w interaktywnym przedstawieniu. I dopiero wtedy twórcy filmowi staną przed dylematem, co zrobić, żeby ich oferta kinematograficznej fikcji była konkurencyjna dla pełnometrażowych relacji z patusowych, realnych, ekscesów. Neill Blomkamp, Tymoteusz Górski czy też Tobias Weber wydają się rozumieć te fantastyczne możliwości sieci.

Streamy Rafatusa również można nazwać w pewnym sensie interaktywnymi, ze względu na opcję ustawienia celów kwotowych. Po uzyskaniu wystarczającej liczbie tzw. donejtów, Rafatus wykonywał polecenie, czyli np. sikał do wiadra albo pokazywał bydlaka. Wszystko to nadal jest na YouTube. Nie trzeba szukać żadnych pornoserwisów dla koneserów i ryzykować, że gdzieś na kompie zainstaluje się nam jakiś złośliwy robaczek.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *