Zestawienie

REŻYSERZY, którzy powinni nakręcić FILM SCIENCE FICTION

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Niechęć do tworzenia filmów science fiction u niektórych reżyserów bierze się z przekonania, że szeroko pojęta fantastyka nie zawiera w sobie znamion artyzmu. Jest w pewnym sensie gatunkiem czysto rozrywkowym, a przez to gorszym, ponieważ taka rola w kinematografii przypomina filmowcom, którzy mają się za „prawdziwych” artystów, czasy, gdy kino postrzegane było jako teatr dla plebsu. Podobnie jest w literaturze. Wielu krytyków, literaturoznawców, pisarzy, a nawet czytelników postrzega literaturę sci-fi za zbyt odrealnioną, by mogła znaleźć się w kręgu zainteresowań człowieka oceniającego siebie jako intelektualistę.

Nawet jeśli pewni reżyserzy oficjalnie nie oceniają filmów SF niżej, jak na przykład Martin Scorsese produkcje Marvela, to po ich filmografiach widać, że stronią od tematyki kosmosu, obcych, transhumanizmu oraz sztucznej inteligencji. Co ciekawe jednak, jeśli by przeanalizować ich filmy, dałoby się znaleźć mnóstwo fikcji, której fantastyka nie ustępuje jakością i poziomem. To, że z uporem wystrzegają się tematyki science fiction, wynika jedynie z ich emocjonalnych uprzedzeń. Poniżej kilka nazwisk zdolnych twórców, którzy niesamowicie ubogaciliby swoimi umiejętnościami reżyserskimi świat fantastyki naukowej.

Quentin Tarantino

Tyle się nasłuchałem o planach wyreżyserowania przez niego kolejnego odcinka Star Treka, że w końcu w to uwierzyłem. Miał to być Star Trek wreszcie dla dorosłych, z kategorią R. O ile pamiętam wywiady z Tarantino, gdzieś w styczniu przyznał, że jednak nic z tego nie wyjdzie, a Star Trek wciąż pozostanie familijnym filmem z rodzaju soft sci-fi, lub – jak wolą niektórzy gatunkowi puryści – produkcją typu space opera. Szkoda, bo nikt inny, tylko właśnie Tarantino mógłby dokonać przełomu w kinie science fiction. Swoim nietuzinkowym podejściem do kina wprowadziłby fantastykę naukową na nową ścieżkę. Z pewnością nie zabrakłoby elementów gore, porno czy wysublimowanych filozoficznych dialogów. Reinterpretacji uległyby również obecne w świadomości fanów archetypy i mity związane z kosmosem. Dla Star Treka, który box office’owo nie jest żadną rewelacją, zwłaszcza na tle swojego odwiecznego konkurenta, czyli franczyzy Star Wars, mogłoby być to szansą na radykalną przemianę marki z naiwnej fantastyki w coś, co poruszy gust widzów do tej pory kontestujących gatunek jako rozrywkę wartą uwagi wśród koneserów artystycznego kina.

Sofia Coppola

Gdybym był złośliwy, stwierdziłbym, że Sofia Coppola kręci delikatne filmy dla kobiet, ale taki być nie chcę, więc napiszę jedynie, że Sofia Coppola reżyseruje filmy dla widzów spragnionych oglądania na ekranie problemów osobistych innych ludzi. Z chęcią więc poeksperymentowałbym z jej talentem. W kosmosie pośród androidów i obcych również zdarzają się skomplikowane relacje obyczajowe. W znakomitej większości kina science fiction tego typu relacje są spłaszczane, jak tylko się da, bo cała ta marketingowa machina ubzdurała sobie, że tematyka fantastycznonaukowa jest po pierwsze dla mężczyzn, a po drugie dla bardzo młodych mężczyzn, czyli nastolatków. Problem niedowartościowania intelektualnego kina fantastycznego rodzi się już na poziomie targetowania. Sofia Coppola ze swoim wiwisekcyjnym i melodramatycznym podejściem do emocji skutecznie rozbroiłaby owe plany reklamowe zarobienia jak największej ilości pieniędzy na maksymalnie szerokiej grupie docelowej.

Pedro Almodóvar

Piszę to jako jego fan, którym z pewnością będę dozgonnie. A wszystko przez jeden film – Skóra, w której żyję. Gdyby tak zamienić przetrzymywaną przez szalonego lekarza Roberta Ledgarda (Antonio Banderas) pacjentkę Verę Cruz (Elena Anaya) na syntetyka, powstałby niesamowity, kontrowersyjny i mądry przedstawiciel science fiction. W ogóle brakuje w tym gatunku produkcji, które w almodovarowski sposób i z charakterystyczną dla reżysera manierą stylistyczną poruszają wątki homoseksualne i równościowe osadzone w kosmosie. O ile byłoby mniej sztampowo, patetycznie i blockbusterowo. Zapewne trzeba by nieco okroić grupę wiekową, lecz z powodów artystycznych przybyłoby na pewno wielu nowych fanów.

Peter Jackson

Dlaczego on? Z bardzo prostej przyczyny – ponieważ ma do tego przygotowanie. Świat fantasy nie leży aż tak daleko od świata science fiction. Obydwa wykazują radykalne odrzeczywistnienie, z tym że jeden odnosi się do zatrzymanej w czasie przez tysiące lat przeszłości, a drugi do przyszłości. Poza tym nie zapomniałem o niegdysiejszych dokonaniach Jacksona na polu kina gore. Mógłby wrócić do nich i wykorzystać swój talent w kreowaniu krwawych jatek. W tematyce transhumanistycznej niewiele jest kontrowersyjnych produkcji, zwłaszcza takich o kategorii R. Jackson swoim podejściem gore miałby szansę zerwać okowy politycznej poprawności jedzącej blockbusterową tematykę science fiction jak hieny skruszałą padlinę.

Tomasz Bagiński

Wielu reżyserów zaczynało od filmów krótkometrażowych, a kończyło na wielkich produkcjach. Dlaczego więc nie Tomasz Bagiński? Katedra czy Sztuka spadania są już produkcjami kultowymi, inspirującymi filmowców oraz pisarzy młodego pokolenia. Bagiński był też producentem serialu Wiedźmin, który odniósł oszałamiający sukces mimo licznie spadającego nań hejtu ze strony nerdowskich miłośników Sapkowskiego. Bagińskiemu brakowało do tej pory doświadczenia z zachodnim kinem w tym formacie, które zdobył, produkując serial Netfliksa. Nic więc już teraz nie stoi na przeszkodzie, żeby wyreżyserował swój własny pełnometrażowy film science fiction. Może pokusiłby się na rozwinięcie wątków z Katedry? Nie obraziłbym się, a właściwie czekam z niecierpliwością, co się w tym osobliwym katedralnym świecie jeszcze kryje.

Ostatnio dodane