Ranking

Zwiąż mnie, wyssij, a potem zabij. TOP 5 RÓL ANTONIO BANDERASA

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Mimo tak mocnych kreacji jak Zorro czy El Mariachi udało mu się jako aktorowi uciec przed łatką artysty, który nie jest w stanie zagrać zwykłego, śmiertelnego człowieka. Antonio Banderas wciąż umie wcielić się w zwykłego człowieka, takiego właśnie jak postaci z okresu, kiedy grał u Pedro Almodóvara. Ta zwykłość i szarość jednak nie są stereotypowe. Ci pozornie słabi bohaterowie są często inni, odrzuceni, a kiedy czegoś pragną, umieją to osiągnąć bez pozostawienia na swojej życiowej drodze stosu trupów. W pewnym sensie nawet El Mariachi jest właśnie taki, za wyjątkiem martwych przeciwników. Nie jest tak nierealistycznie superbohaterski, żeby nie móc się z nim zidentyfikować, jak np. z Batmanem.

1. El Mariachi, Desperado (1995), Robert Rodriguez

Zarówno film, jak i rola w nim Banderasa na razie oparły się nieubłaganemu upływowi czasu w kinematografii i związanej z tym ewolucji stylu. Antonio właśnie u Rodrigueza dojrzał naprawdę do kreowania postaci mrocznych, lecz nie do końca negatywnych. Warto tę jego znakomitą rolę zapamiętać i zestawić z wizerunkiem, jaki ulepił Banderasowi Pedro Almodóvar. Wszystkie te mroczne instynkty, które hiszpański reżyser usilnie kamuflował delikatną i wielkomiejską powierzchownością młodego Banderasa (np. Matador oraz Zwiąż mnie), w Desperado dokonały nietuzinkowej, wizualnej erupcji i utopiły widza w morzu uzależniającej, krwawej stylistyki. Chociaż to wciąż takie oczywiste dla mnie nie jest, czy naprawdę chcę utożsamić się z El Mariachi, nawet jeśli ma on nieograniczony dostęp do ciała Salmy Hayek, czy np. pozostać w psychologicznie skomplikowanym świecie geniusza Roberta Ledgarda z produkcji Skóra, w której żyję.

2. Robert Ledgard, Skóra, w której żyję (2011), Pedro Almodóvar

Gdyby tego filmu nie wyreżyserował Almodóvar, może nie byłby tak charakterystyczny. Wątek lekarza, który eksperymentuje na pacjentce, która jest jego i więźniem, i obiektem ukrytych żądz, tym razem nie powstał w umyśle reżysera. Tym razem Banderas wcielił się w postać stworzoną przez Thrierry’ego Jonqueta. Mimo ewidentnych braków technicznych w realizacji, zapewne z powodów istotnego niedofinansowania produkcji, Banderas stworzył postać na wskroś perwersyjną. Przy tym wcale nie musiał rzucać w widza słownym mięsem, a i dosłownie kawałkami skóry, która akurat nie przyjęła się na ciele jego tajemniczej pacjentki, albo i innych ofiar kontrowersyjnych i nieetycznych eksperymentów. Czy rzeczywiście taki to potwór z tego Banderasa? A może zakwitł w nim psychologiczny, aktorski geniusz, który swoje skrzydła ostatecznie rozpostarł w europejskim kinie. Na szczęście!

3. Ricky, Zwiąż mnie (1990), Pedro Almodóvar

O tej ukrytej dzikości pod z pozoru grzeczną powierzchownością pisałem wyżej. Będący na progu swojej komercyjnej kariery Banderas wcielił się w skomplikowaną i zboczoną postać Ricky’ego. Zrobił to na tyle desperacko i naturalnie, że w sumie można mu uwierzyć. Kiedy Ricky twierdzi, że kocha Marinę wprost proporcjonalnie do siły, z jaką krępują ją na łóżku więzy, możemy z łatwością wyobrazić sobie dalsze ich łóżkowe, sadystyczne losy. Aktorstwo Banderasa zostaje radykalnie uwolnione przez Almodóvara, zwłaszcza w scenach przemocy (pamiętna sekwencja z drzwiami i ręką boskiego Antonia chwytającą za głowę szarpiącej się Mariny). Trochę szkoda, że reżyser wprowadził elementy komediowe, bo zrobiłyby się z tego Lśnienie albo Psychoza. Banderas sprawdziłby się i w tych kreacjach, tylko czy odbiorca wytrzymałby to jego uderzająco anormalne spojrzenie?

4. Miguel Bain, Zabójcy (1995), Richard Donner

Ta rola Banderasa zawsze będzie mi nieco przypominać El Mariachi. Tym razem jednak Miguel Bain to postać wyjątkowo negatywna. Pasja, krwiożerczość i chęć bycia sławnym w zawodzie morderców kompletnie zdominowały jego osobowość i system moralny. Podczas gdy dzikość kreacji Banderasa w Desperado miała swoje granice, tutaj przeradza się w opętanie chęcią wygranej. Zabicie przeciwnika jest niemal totemicznym aktem potwierdzenia własnej wartości. Za to oddanie roli doceniam bohatera tego zestawienia, chociaż mam świadomość, że udział w komercyjnej produkcji Richarda Donnera miał i swoje złe strony. Zapewne stąd uwidaczniająca się czasami bolesna jednowymiarowość postaci Baina. Postać miała być czytelna dla większości widzów, zatem talent w odgrywaniu skonfliktowanych wewnętrznie postaci został u Banderasa tym razem zmarnowany.

5. Armand, Wywiad z wampirem (1994), Neil Jordan

Ostatnie miejsce w rankingu zajęła rola mrocznego Armanda w filmie o wampirach. Na szczęście w czasach, gdy powstawał, jeszcze nie było tej tandetnej mody na amatorów ludzkiej krwi, którzy zakochują się na zabój w ludzkich kobietach, a później wynikają z tego werterowskie katusze. Banderas nie dostał w tej produkcji głównej roli, niemniej nic straconego. Swoją aktorską pracą przyćmił dwie główne postaci, a więc Brada Pitta i Toma Cruise’a. Postać przez niego stworzona jest niebezpieczna, moralnie dwuznaczna, czasem nawet biseksualna, ekscentryczna, a jednocześnie pełna lęku. Chociaż otacza ją mrok, a na ekranie nie widzimy jej długo, idealnie dopełnia złowrogie tło dla smutnych losów wampirów, których ludzki świat nie chce zaakceptować. A mogło być tak pięknie i krwiście.

Ostatnio dodane