Zestawienie

NAJLEPSZE MOMENTY KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA. Zestawienie subiektywne

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Nie skłamię, jeżeli nazwę się fanem Kinowego Uniwersum Marvela. Oczywiście nie bezkrytycznym, bo część produkcji wchodzących w jego skład uważam za filmy przeciętne lub dobre w porywach, ale jeżeli chodzi o współczesne blockbustery, to żadna inna seria nie daje mi tyle radości. Na poziomie pojedynczych scen MCU osiągnęło niejednokrotnie prawdziwe mistrzostwo – poniżej subiektywny wybór dziesięciu ulubionych (plus kilka honorowych wzmianek).

TEKST OCZYWIŚCIE ZAWIERA SPOILERY – również z Avengers: Wojny bez granic!

Odbicie wioski (Iron Man, 2008)

Na pierwszą faktyczną akcję Tony’ego Starka w gotowej zbroi przychodzi nam trochę czekać, ale jest to wynagrodzona cierpliwość. Debiutancką misję Iron Mana stanowi ratunek mieszkańców afgańskiej wioski ciemiężonej przez terrorystów – sprawa jest bardzo poważna i tak też podchodzi do niej Stark. Nie ma tu miejsca na żarciki, one-linery czy kolorową widowiskowość. Iron Man jest dla Afgańczyków dosłownym wybawieniem, bezpardonowo eliminując wroga. Jego ciężkie ruchy i postura budzą wielki respekt, a śmiertelnie niebezpieczne gadżety są skuteczniejsze niż jakakolwiek broń palna. Postawienie na taką właśnie surowość to kapitalny zabieg, który skutecznie kreuje wizerunek Iron Man, a późniejsza scena wysadzenia czołgu i – oczywiście! – odwrócenia się od eksplozji jest jednym z najlepszych pojedynczych ujęć MCU.

Avengers Assemble! (Avengers, 2012)

Cudowny fragment, przy którym aż ma się ochotę przyklasnąć.

Dziś to już chyba ikoniczny moment. Pierwsza część Avengers spod ręki Jossa Whedona w dużej mierze opowiada o wzajemnym docieraniu się członków tytułowej drużyny, którzy muszą zrozumieć, że jedynym sposobem na pokonanie przeciwnika jest – tak po prostu – połączenie sił. Śmierć Phila Coulsona staje się dla nich bodźcem do tego, by wreszcie zapomnieć o własnych niesnaskach i razem ruszyć na przeciwnika. Nawet oni nie spodziewają się (może z wyjątkiem Tony’ego Starka), że już na polu bitwy dołączy do nich Bruce Banner, aby pomóc im za pośrednictwem swojego olbrzymiego alter ego. Nie wyobrażam sobie, aby tę chwilę ostatecznego zjednoczenia można było pokazać lepiej – poczynając od “zawsze jestem zły” Bannera, a kończąc na okrążeniu kamerą całej ekipy, z huczącym w tle motywem przewodnim. Cudowny fragment, przy którym aż ma się ochotę przyklasnąć.

Kapitan Ameryka kontra Zimowy Żołnierz (Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz, 2014)

Bracia Russo nie mają sobie równych w tym uniwersum, jeżeli chodzi o realizację walk wręcz. Reżyserowane przez nich pojedynki charakteryzują się piorunującym wręcz dynamizmem, a siła każdego ciosu rozbrzmiewa jeszcze długo po jego zadaniu. Nie inaczej jest w przypadku konfrontacji Kapitana Ameryki z Zimowym Żołnierzem, którzy otoczeni samochodami w zatrważającym tempie wymieniają się uderzeniami. Obaj są niesamowicie silni i dysponują wyjątkowym refleksem, zatem jest to pojedynek bardzo równy, w którym trudno jednoznacznie wytypować możliwego zwycięzcę. Nawet, gdy w ruch idzie nóż, to i tak niemal niemożliwe jest zadanie skutecznego pchnięcia. Ostatecznie Steve’a zatrzymuje nie kolejny cios przeciwnika, ale świadomość, kim on tak naprawdę jest – dzięki temu, że walczy bez maski, możemy w pełni zaobserwować szok na jego twarzy.

“We are Groot” (Strażnicy Galaktyki, 2014)

Usłyszawszy po raz pierwszy o Strażnikach Galaktyki, byłem mocno sceptyczny – z trudem przychodziła mi akceptacja, że do uniwersum wprowadzeni zostaną gadający szop i chodzące drzewo (co było dość irracjonalne, wszak i poprzedzające Strażników filmy Marvela nie stroniły od fantastycznych elementów). Nie pomyślałbym, że nie tylko te dwie postaci wkroczą do czołówki moich ulubionych, lecz także dostarczą tak potężnego wzruszenia, jak w opisywanej tutaj scenie. Poświęcenie Groota, który przez cały film na zmianę rozczulał, rozbawiał i dostarczał fantastycznej dawki ciepła, jest ostatecznością, na którą nikt nie chciałby pozwolić – a już na pewno nie Rocket, któremu niemalże namacalnie pęka w tym momencie serce. “We are Groot” to perfekcyjny zabieg scenariuszowy – wystarczyło jedno słowo, by w pełni zaakcentować, jak bliską sobie drużyną stali się Strażnicy. Groot o tym wiedział i nie mógł pozwolić, by wszyscy zginęli. To ostateczny akt przyjaźni.

Ostatnio dodane