Publicystyka filmowa
NAJLEPSZE MOMENTY KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA. Zestawienie subiektywne
NAJLEPSZE MOMENTY KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA to subiektywne zestawienie, które odkrywa mistrzostwo scen z MCU pełne emocji i akcji.
Nie skłamię, jeżeli nazwę się fanem Kinowego Uniwersum Marvela. Oczywiście nie bezkrytycznym, bo część produkcji wchodzących w jego skład uważam za filmy przeciętne lub dobre w porywach, ale jeżeli chodzi o współczesne blockbustery, to żadna inna seria nie daje mi tyle radości. Na poziomie pojedynczych scen MCU osiągnęło niejednokrotnie prawdziwe mistrzostwo – poniżej subiektywny wybór dziesięciu ulubionych (plus kilka honorowych wzmianek).
TEKST OCZYWIŚCIE ZAWIERA SPOILERY – również z Avengers: Wojny bez granic!
Odbicie wioski (Iron Man, 2008)
Na pierwszą faktyczną akcję Tony’ego Starka w gotowej zbroi przychodzi nam trochę czekać, ale jest to wynagrodzona cierpliwość. Debiutancką misję Iron Mana stanowi ratunek mieszkańców afgańskiej wioski ciemiężonej przez terrorystów – sprawa jest bardzo poważna i tak też podchodzi do niej Stark. Nie ma tu miejsca na żarciki, one-linery czy kolorową widowiskowość. Iron Man jest dla Afgańczyków dosłownym wybawieniem, bezpardonowo eliminując wroga.
Jego ciężkie ruchy i postura budzą wielki respekt, a śmiertelnie niebezpieczne gadżety są skuteczniejsze niż jakakolwiek broń palna. Postawienie na taką właśnie surowość to kapitalny zabieg, który skutecznie kreuje wizerunek Iron Man, a późniejsza scena wysadzenia czołgu i – oczywiście! – odwrócenia się od eksplozji jest jednym z najlepszych pojedynczych ujęć MCU.
Avengers Assemble! (Avengers, 2012)
Dziś to już chyba ikoniczny moment. Pierwsza część Avengers spod ręki Jossa Whedona w dużej mierze opowiada o wzajemnym docieraniu się członków tytułowej drużyny, którzy muszą zrozumieć, że jedynym sposobem na pokonanie przeciwnika jest – tak po prostu – połączenie sił. Śmierć Phila Coulsona staje się dla nich bodźcem do tego, by wreszcie zapomnieć o własnych niesnaskach i razem ruszyć na przeciwnika. Nawet oni nie spodziewają się (może z wyjątkiem Tony’ego Starka), że już na polu bitwy dołączy do nich Bruce Banner, aby pomóc im za pośrednictwem swojego olbrzymiego alter ego.
Nie wyobrażam sobie, aby tę chwilę ostatecznego zjednoczenia można było pokazać lepiej – poczynając od „zawsze jestem zły” Bannera, a kończąc na okrążeniu kamerą całej ekipy, z huczącym w tle motywem przewodnim. Cudowny fragment, przy którym aż ma się ochotę przyklasnąć.
Kapitan Ameryka kontra Zimowy Żołnierz (Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz, 2014)
Bracia Russo nie mają sobie równych w tym uniwersum, jeżeli chodzi o realizację walk wręcz. Reżyserowane przez nich pojedynki charakteryzują się piorunującym wręcz dynamizmem, a siła każdego ciosu rozbrzmiewa jeszcze długo po jego zadaniu. Nie inaczej jest w przypadku konfrontacji Kapitana Ameryki z Zimowym Żołnierzem, którzy otoczeni samochodami w zatrważającym tempie wymieniają się uderzeniami. Obaj są niesamowicie silni i dysponują wyjątkowym refleksem, zatem jest to pojedynek bardzo równy, w którym trudno jednoznacznie wytypować możliwego zwycięzcę.
Nawet, gdy w ruch idzie nóż, to i tak niemal niemożliwe jest zadanie skutecznego pchnięcia. Ostatecznie Steve’a zatrzymuje nie kolejny cios przeciwnika, ale świadomość, kim on tak naprawdę jest – dzięki temu, że walczy bez maski, możemy w pełni zaobserwować szok na jego twarzy.
„We are Groot” (Strażnicy Galaktyki, 2014)
Usłyszawszy po raz pierwszy o Strażnikach Galaktyki, byłem mocno sceptyczny – z trudem przychodziła mi akceptacja, że do uniwersum wprowadzeni zostaną gadający szop i chodzące drzewo (co było dość irracjonalne, wszak i poprzedzające Strażników filmy Marvela nie stroniły od fantastycznych elementów). Nie pomyślałbym, że nie tylko te dwie postaci wkroczą do czołówki moich ulubionych, lecz także dostarczą tak potężnego wzruszenia, jak w opisywanej tutaj scenie.
Poświęcenie Groota, który przez cały film na zmianę rozczulał, rozbawiał i dostarczał fantastycznej dawki ciepła, jest ostatecznością, na którą nikt nie chciałby pozwolić – a już na pewno nie Rocket, któremu niemalże namacalnie pęka w tym momencie serce. We are Groot” to perfekcyjny zabieg scenariuszowy – wystarczyło jedno słowo, by w pełni zaakcentować, jak bliską sobie drużyną stali się Strażnicy. Groot o tym wiedział i nie mógł pozwolić, by wszyscy zginęli. To ostateczny akt przyjaźni.
Kapitan Ameryka kontra Iron Man (Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów, 2016)
Trzeci akt Wojny bohaterów to fragment stosunkowo skromny i oszczędny, szczególnie biorąc pod uwagę standardowe dla wielu filmów Marvela finałowe bitwy lub pojedynki, po brzegi wypchane efektami specjalnymi i skrzące się akcją. Inaczej jest w tym przypadku: tego typu sceną jest wcześniejsza walka na lotnisku, a finałowy pojedynek to już bezpośrednia walka trzech facetów w wielkim konflikcie, w której puszczają hamulce i jakiekolwiek granice rozsądku. Ból wywołany wydarzeniami z przeszłości jest zbyt wielki, by dopuścić do głosu racjonalne myślenie – w tym jednym momencie biorą górę najprostsze pobudki: z jednej strony chęć zemsty, z drugiej: obrona przyjaciela i własna.
Niezgoda, która kiełkowała w Stevie Rogersie i Tonym Starku już na kilka filmów wstecz, tu eskaluje do poziomu, od którego bardzo niedaleko do tragedii. Niezwykłe emocje, wspaniałe aktorstwo i perfekcyjna realizacja. Niesamowita, jakże ważna dla uniwersum scena.
„Dormammu, przyszedłem się targować” (Doktor Strange, 2016)
Kolejne oryginalne podejście do finałowego starcia – tym razem tytułowy protagonista walczy nie siłą, ale jedynie sprytem. Spotkałem się z zarzutami, że Doktor Strange nie wykorzystuje w pełni potencjału na to, by stać się wizualną bombą.
Być może twórcy rzeczywiście mogli bardziej puścić wodze fantazji w tym temacie, ale konfrontacja z Dormammu – jak i poprzedzająca ją walka w Hongkongu – wygląda znakomicie, a samo pokonanie potężnego przeciwnika, choć odbywa się głównie poprzez dialog, i tak jest bardzo satysfakcjonujące. Również dzięki ogromnej charyzmie Benedicta Cumberbatcha, idealnego w swojej roli (zresztą osoby odpowiedzialne za casting zasługują na wszelkie wyróżnienia).
Thor kontra Hulk (Thor: Ragnarok, 2017)
Dwaj wymienieni bohaterowie pojedynkowali się już w Avengers i wtedy pewnie nawet nie przeszło im przez myśl, że kilka lat później walkę będą toczyć w ramach kosmicznej walki gladiatorów. Po jednej stronie Thor, któremu w ostatnim czasie wali się na głowę wyjątkowo dużo (a jedyne, co z niej spada, to ukochane włosy), po drugiej rozwścieczony, dziki Hulk, od dwóch lat pozostający w swojej formie. Na trybunach między innymi Arcymistrz w cudownej interpretacji Jeffa Goldbluma oraz nieco zakłopotany Loki. Cóż za okoliczności! Sama walka to dynamiczne, kapitalne zainscenizowane starcie, w którym czuć siłę każdego ciosu – w połączeniu ze znakomitymi humorystycznymi elementami (Loki, kłaniam się) ogląda się ją wprost wybornie, nawet za którymś razem. Wreszcie to istotna dla fabuły scena, wszak tu po raz pierwszy objawia się potężna, prawdziwa moc Thora.
Walka na Bifroście (Thor: Ragnarok, 2017)
To drugi film o Thorze, gdzie finałowa walka odbywa się na moście do Asgardu – w pierwszej części trylogii był to dramatyczny pojedynek skłóconych braci, w Ragnarok protagoniści rozprawiają się już z całą armią.
To nie jedyna różnica, wszak tym razem Loki stoi po stronie tych dobrych, wśród walczących jest Hulk, a sam Thor nabywa zupełnie nowe, znakomite moce. Budzi w sobie prawdziwego boga piorunów, który jednym uderzeniem potrafi zmieść przeciwnika z powierzchni ziemi. Jakże satysfakcjonujący jest moment uchwycony na powyższym kadrze, gdy z głośników płyną pierwsze dźwięki
Thor w Wakandzie (Avengers: Wojna bez granic, 2018)
Jeżeli Wojna bez granic była kulminacją dotychczasowych wydarzeń w uniwersum, to moment z Thorem pojawiającym się w Wakandzie jest tym jej punktem, gdy radość z obcowania ze światem Marvela osiąga absolutne apogeum. Scena ta dostarcza na tyle potężną dawkę radości, heroizmu i nadziei, że można odnieść wrażenie, iż dla takich właśnie chwil docelowo tworzono komiksy i superbohaterów – aby bez względu na wiek odbiorcy potrafili wydobyć najczystsze, dziecięce wręcz emocje i dać autentyczne szczęście.
Sam odczułem to w pełni i gdy świeżo nabyty przez Thora Stormbreaker przeleciał po polu bitwy, a potem powrócił do swojego właściciela przy akompaniamencie tematu Avengers, nie potrafiłem nie tupać w kinie z powodu gigantycznej ekscytacji.
Pstryknięcie Thanosa (Avengers: Wojna bez granic, 2018)
Gdy patrzy się na ten nagłówek, nie wygląda on szczególnie złowieszczo, a już bez znajomości filmu z całą pewnością trudno go skojarzyć z wymordowaniem połowy wszechświata. A jednak – w końcówce Wojny bez granic Thanos osiąga swój cel i jednym pstryknięciem palców unicestwia równo połowę żyjących istot. Z całą pewnością wydarzenie to spowodowało całe mnóstwo kataklizmów i tragedii (wystarczy pomyśleć o znikających pilotach samolotów, kierowcach autobusów czy kobietach w ciąży), bracia Russo skupili się zaś na ukazaniu śmierci superbohaterów.
Giną bez heroizmu czy poświęcenia, w kompletnej ciszy, dosłownie obracając się w pył na oczach swoich przyjaciół, a sympatyków MCU bolą serca, gdy na to patrzą. Szczególnie na odejście Spider-Mana, które wyjątkowo szarga emocje – głównie dzięki wspaniałemu aktorstwu Toma Hollanda.
HONOROWE WZMIANKI
Poniżej kilka scen, które nie załapały się do dziesiątki, a zasługują na wspomnienie:
„Jestem Iron Manem” (Iron Man, 2008) – niesamowicie odświeżająca scena, szczególnie w kontraście ze wszystkimi filmami, gdzie superbohater z całych sił próbuje ukryć swoją tożsamość. Tony Stark ma w nosie konwenanse. W końcu jest Iron Manem.
Transformacja w Hulka (Avengers, 2012) – oczywiście ta na lotniskowcu. Klimatyczna, posępna i niemal namacalnie bolesna dla Bannera. Świetna scena.
Hulk kontra Loki (Avengers, 2012) – za rozbrajające potraktowanie antagonisty filmu i jeden z najlepszych komediowych momentów MCU.
Hulk kontra Hulkbuster (Avengers: Czas Ultrona, 2015) – czyż nie jest przyjemne oglądanie starcia rozwścieczonej bestii z człowiekiem okutym w potężną zbroję?
Pogrzeb Yondu (Strażnicy Galatyki 2, 2017) – za dawkę emocji i wzruszenia. Bardzo poruszający moment i najlepsze możliwe zamknięcie filmu.
„Wezwij pomoc” (Thor: Ragnarok, 2017) – absurdalne i zabawne, a jednocześnie świetnie podbudowujące relację Thora i Lokiego. Można oglądać na zapętleniu.
Wanda zabija Visiona (Avengers: Wojna bez granic, 2018) – żadna z tych postaci nie należy do grona moich ulubionych, a i ich związek nie dostał dużo ekranowego czasu, ale moment w którym Wanda jest zmuszona zabić Visiona, a on uspokaja ją w trakcie, po prostu łamie serce. Wspaniałe aktorstwo Elizabeth Olsen!
Jakiej sceny zabrakło wam?

