Connect with us

Publicystyka filmowa

WIELCY KOMPOZYTORZY W KINIE. 10 pamiętnych utworów klasycznych w filmach

WIELCY KOMPOZYTORZY W KINIE to fascynująca podróż przez klasyczne utwory, które wzbogacają filmowe opowieści. Odkryj, jak muzyka kształtuje emocje!

Published

on

WIELCY KOMPOZYTORZY W KINIE. 10 pamiętnych utworów klasycznych w filmach

Reżyserzy często sięgają po kawałki muzyki klasycznej. Przede wszystkim z uwagi na brak dodatkowych kosztów z tym związanych. Ale również dlatego, że napisane przed stuleciami melodie idealnie zdają się pasować do ich ekranowej wizji. Oto kilka najlepszych takich przykładów – bez filmów bezpośrednio opartych na muzyce i/lub muzykach oraz bez powtarzania za tym artykułem. Komponujcie też własne typy.

Advertisement

Dzień świra

Etiuda op. 10 nr 12 „rewolucyjna”, Fryderyk Chopin

Zaczynamy na wesoło. Marek Koterski z premedytacją użył Szopena jako przeszkody na drodze do twórczego spełnienia Adasia Miauczyńskiego. Etiuda wielkiego kompozytora jest tu bronią nieprzyjacielskiego sąsiada i zarazem niecodziennym sposobem sięgnięcia do muzyki poważnej. A żeby było śmieszniej, to w ramach przeciwwagi reżyser wykorzystuje w filmie również Preludium e-moll op. 28 nr 4 tegoż kompozytora, które towarzyszy romantycznym uniesieniom naszego stłamszonego rzeczywistością bohatera.

Advertisement

Imperium Słońca

Mazurki op. 17 nr 4, Fryderyk Chopin

Advertisement

Raz jeszcze Chopin – tym razem w interpretacji Johna Williamsa na potrzeby genialnego (i wypełnionego paroma innymi klasykami muzyki tradycyjnej) filmu Stevena Spielberga. Tutaj będący częścią większej kompozycji mazurek (w utworze poniżej pojawiający się ok.

3 minuty) tworzy ciepło domowego ogniska i zarazem jedno z nielicznych pozytywnych skojarzeń nieletniego bohatera w ogarniętym wojną, obcym kraju. Piękny fragment nabierający w tym wcieleniu kompletnie innego znaczenia.

Advertisement

Jeździec znikąd

Advertisement

Uwertura z opery Wilhelm Tell, Gioachino Rossini

Znakomite, często wykorzystywane fragmentami w kinie dzieło Rossiniego przez lata stało się muzyczną wizytówką zamaskowanego mściciela z Dzikiego Zachodu. Niesamowicie dynamiczny galop części finałowej całej kompozycji – a konkretnie Marszu Armii Szwajcarskiej – idealnie pasuje do realiów danych czasów, niemal zawsze w podniosły sposób podkreślając iście kawaleryjski heroizm Jeźdźca. Absolutne mistrzostwo osiągnął w tej kwestii zwłaszcza ostatni film pod tym szyldem, gdzie dokonana przez Hansa Zimmera adaptacja melodii została świetnie zmontowana z efektami dźwiękowymi oraz bombastyczną akcją, której tym samym stanowi motor napędzający (poniżej krótka próbka).

Advertisement

Melancholia

Preludium z opery Tristan i Izolda, Richard Wagner

Advertisement

Na przeciwległym biegunie stoi niełatwa produkcja Larsa von Triera, który za tło dla kończącego się w zwolnionym tempie świata wybrał mocno ślamazarny, w większości wyciszony wstęp z Wagnerowskiej opery o dwojgu kochanków. Oczywiste piękno kompozycji wspaniale uzupełnia się tu z malarskimi zdjęciami, tworząc atmosferę tyleż depresyjną, co wielce podniosłą.

A przecinające wszystko ujęcia zderzających się planet przywodzą na myśl najlepsze tego typu momenty z 2001: Odysei kosmicznej Stanleya Kubricka.

Advertisement

https://www.youtube.com/watch?v=1JEYnjKxf4A

Obcy – Ósmy pasażer „Nostromo”

Eine kleine Nachtmusik, Wolfgang Amadeus Mozart

Advertisement

A skoro już przy kosmosie jesteśmy, to ciekawy zabieg pojawia się w klasyce science fiction od Ridleya Scotta. Jak wielu przed nim i wielu po nim, reżyser w przerwie od eksterminacji swojej nielicznej załogi sięgnął po wielce kojący duszę kawałek Mozarta, czyli dosłownie Małą nocną muzykę. Ten obecnie najpopularniejszy z całej twórczości Austriaka fragment pojawia się dosłownie na chwilę i w dodatku nie jest jedynym wykorzystanym w filmie kawałkiem klasyki (słyszymy jeszcze Incidental music z Symfonii nr 2 Howarda Hansona na napisach końcowych). Ale w tym ponurym wszechświecie, gdzie nikt nie usłyszy twojego krzyku, po prostu działa bezbłędnie.

Advertisement

Oczy szeroko zamknięte

Musica Ricercata: II. Mesto, György Ligeti

Wspomniany już wcześniej Kubrick lubował się w genialnym wykorzystywaniu ogranych utworów dawnych mistrzów. Wyjątkiem od reguły nie jest jego ostatni film, na którego soundtracku pojawiają się między innymi kompozycje Liszta i Szostakowicza. Całe show kradnie dla siebie jednak bez wątpienia ponura praca Ligetiego z lat 50. ubiegłego stulecia. Na pierwszy rzut ucha to proste, banalne wręcz stukanie w klawisze fortepianu. Wspaniale budują one jednak napięcie danej sceny, podnosząc ciśnienie. Ot, kolejny zacny przykład mocy prostoty środków.

Advertisement

Rashomon/ Femme Fatale

Bolero, Maurice Ravel

Advertisement

Dubel, który śmiało można by było rozszerzyć jeszcze o kilka tytułów. Dzieło życia francuskiego kompozytora, pierwotnie powstałe jako balet, to bezustanna inspiracja nie tylko dla kina, ale całej współczesnej kultury. Dość napisać, że na podstawie tej melodii powstał w latach 30. film pod tym samym tytułem. Jako pierwszy rozsławił ją jednak Akira Kurosawa w swojej głośniej produkcji z 1950 roku. Co ciekawe, nie wkleił bezpośrednio do kadrów nut Ravela, lecz kazał swojemu własnemu kompozytorowi – Fumio Hayasace – napisać coś bliźniaczo podobnego. Podobnie uczynił po latach Ryūichi Sakamoto, tworząc dla Briana De Palmy kawałek o wszystko mówiącej nazwie Bolerish, który posłużył za tło genialnej sekwencji rabunkowej dziejącej się w trakcie festiwalu w Cannes. Warto przy tym nadmienić, że całkiem niedawno oryginalne Bolero stało się w większości krajów własnością publiczną.

Advertisement

Szklana pułapka

Symfonia nr 9: Oda do radości, Ludwig van Beethoven

To zaskakujące, jak bardzo ta seria filmów akcji oparta jest w sferze dźwiękowej na kompozycjach muzyki poważnej. W samej tylko części pierwszej usłyszeć możemy jeszcze fragmenty Koncertu brandenburskiego nr 3 G-dur, (Allegro Moderato) Johanna Sebastiana Bacha, a w trójce w genialnym stylu twórcy wykorzystali tradycyjną melodię amerykańską z czasów wojny secesyjnej When Johnny Comes Marching Home oraz Symfonię nr 1 Johannesa Brahmsa. Kiedy jednak myślimy w tej kwestii o Szklanej pułapce, to jako pierwsza przychodzi na myśl właśnie Oda do radości, użyta w postaci fanfar mających ukazać sukces kryminalistów.

Advertisement

Brzmi kontrowersyjnie, nie powinno zatem dziwić, że pracujący nad całym soundtrackiem Michael Kamen tak bardzo przeciwstawiał się temu recyklingowi klasyki, że nawet zaproponował reżyserowi, iż skomponuje osobny temat na podstawie Ody…. McTiernan się jednak nie zgodził i dzięki temu scena otwarcia sejfu przeszła do historii kina. Motyw ten powrócił potem jeszcze w części piątej, ale, jak można się spodziewać, nie miał już tej siły wyrazu.

Advertisement

Truman Show

Romance – Larghetto, Fryderyk Chopin

Dzieło Petera Weira to zbiór muzycznych zapożyczeń, wśród których, oprócz powracającego niczym bumerang Chopina pojawia się jeszcze utwór Wojciecha Kilara z filmu o Maksymilianie Kolbe. Reżyser nie był co prawda specjalnie oryginalny, na podkład dla sekwencji miłosnej wybierając… Romans z I koncertu fortepianowego mistrza. Trafił z nim jednak bezbłędnie, gdyż zabarwiona spokojem i melancholią melodia nadaje tym scenom odpowiedni nastrój i staje się cichym bohaterem całego soundtracku.

Advertisement

X-Men 2

Requiem: Dies irae, Wolfgang Amadeus Mozart

Advertisement

Na koniec prawdziwa bomba. Znowu Mozart i znów fragment, po który filmowcy nader często sięgają (systematycznie pojawiał się kiedyś w trailerach). Bryan Singer użył go jednak w wielkim stylu, za pomocą tej chóralnej, liturgicznej pieśni tworząc nie tylko intrygujący wstęp do swojego blockbustera o mutantach, ale przede wszystkim fascynujący, perfekcyjnie zaaranżowany balet przemocy na solówkę Nightcrawlera i pełnej sekcji Secret Service. Od finalnego efektu nie można oderwać ani oczu, ani uszu. Majstersztyk.

Advertisement

A w razie gdyby powyższe zestawienie rozbudziło dalszą ciekawość naszych czytelników, to TUTAJ znajduje się mała (choć niestety niekompletna) ściągawka w temacie.

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *