Publicystyka filmowa
GDY BACH I CZAJKOWSKI PRZENIKAJĄ DO FILMU. Przykłady użycia muzyki klasycznej w kinie
GDY BACH I CZAJKOWSKI przenikają do filmu, odkrywamy magiczne połączenia muzyki klasycznej z kinem, które zachwycają widzów na całym świecie.
Tekst zawiera spoilery.
Historia pokazała, że niekonwencjonalne rozwiązania zastosowane przez twórców filmowych nieraz mogą zaowocować fragmentem, który szczególnie wybija się przed szereg i zostaje zapamiętany jako jeden z najlepszych nie tylko w samym filmie, ale również w kinematografii w ogóle. Rozwiązaniem, które szczególnie często ma podobny efekt, jest użycie w danej scenie klasycznego utworu zamiast oryginalnego, napisanego specjalnie do filmu. Nieraz jest to wyłącznie ilustracja, a niekiedy element samej sceny, ale zawsze dowodzi niezwykłego talentu danego kompozytora. Przyjrzyjmy się kilku takim przykładom, wyszczególniając użyte przy ich okazji utwory.
Fantazja (1940) – Uczeń czarnoksiężnika (Paul Abraham Dukas)
Właściwie cała Fantazja, będąca trzecim pełnometrażowym filmem Disneya, to fantastyczny przekrój przez wspaniałe klasyczne utwory, w imponujący sposób skomponowane z animacją. Postawiłem w tym tekście na ten akurat segment, bo po pierwsze utwór Dukasa jest fenomenalny, po drugie to, jak dopasowano przebieg akcji do melodii to małe arcydzieło, po trzecie animacja jest tutaj na najwyższym poziomie, a gra cieni powoduje opad szczęki.
Wreszcie to tutaj pojawiła się Myszka Miki w dobrze znanym stroju tytułowego ucznia czarnoksiężnika, wszak to animowana adaptacja ballady Goethego pod tym samym tytułem. Warto znać całą
2001: Odyseja kosmiczna (1968) – Tako rzecze Zaratustra (Richard Strauss)
Niecałe dwie minuty. Tyle trwa otwierająca scena jednego z najsłynniejszych filmów w historii. To oszczędne wprowadzenie, widzimy bowiem zaledwie przesuwające się w jednej linii ciała niebieskie, ale Stanley Kubrick potrafił sprawić, że po pierwsze wygląda to tak, jakby było stworzone w erze dzisiejszego kina, a po drugie – pomimo ubogiej treści – jest absolutnie monumentalne.
Perfekcyjne zgranie obrazu i muzyki, w tym przypadku – cudownego utworu Straussa, napisanego w 1896 roku. Gęsia skórka za każdym razem. Nie wyobrażam sobie, jak ogromne wrażenie musi to intro robić na wielkim ekranie.
Mechaniczna pomarańcza (1971) – Sroka złodziejka (Gioachino Rossini)
Na ścieżce dźwiękowej do dzieła Kubricka znajdziemy niejeden klasyczny utwór, wobec czego przyszło mi zawęzić wybór do jednej sceny.
Słynny marsz wzdłuż bulwaru przerwany nagle atakiem Alexa DeLarge’a na jego kompanów wydał mi się odpowiednią opcją. To scena dziwaczna i nieprzewidywalna, ale również pięknie sfotografowana i sfilmowana (slow motion pasuje perfekcyjnie). Wybrany do tej sceny utwór świetnie podkreśla absurdalny charakter tego momentu, ale i sprawia, że ujęcia wrzucanych do wody, dziwacznie odzianych mężczyzn, wyglądają właściwie poetycko.
Czas apokalipsy (1979) – Cwał Walkirii (Richard Wagner)
Po co pisać muzykę do sceny ostrzału wietnamskiej wioski, skoro można wykorzystać klasyczny utwór z 1870 roku i nim zilustrować wojenne piekło? Szczęście, że Francis Ford Coppola wyszedł z takiego założenia, bo dzięki temu dostajemy jedną z najbardziej pamiętnych scen w historii kina.
Utwór Richarda Wagnera, będący fragmentem dramatu muzycznego
Wściekły byk (1980) – Intermezzo z Cavalleria rusticana (Pietro Mascagni)
Przepięknie sfotografowane intro, którego walory wizualne fantastycznie dopełnia muzyka.
Bohater Roberta De Niro miota się niespokojnie po ringu, ale zwolnione tempo, czarno-białe kadry i właśnie utwór Mascagniego nadają całości dostojny, senny klimat. Widzimy agresywne ruchy Jake’a LaMotty, ale w tej atmosferze, na tle mgły, mają w sobie elegancję, jak gdyby były nie narzędziem do walki, a wyjątkowym sposobem tańca. A jak pięknie kontrastuje z brakiem kolorów intensywnie czerwony tytuł filmu!
Pluton (1986) – Adagio for Strings (Samuel Barber)
Ten uważany za najsmutniejszy w historii utwór wielokrotnie używany był nie tylko w kinie i telewizji, ale też przy okazji telewizyjnych relacji na temat czyjejś śmierci (chociażby Johna F. Kennedy’ego) i pogrzebów (Albert Einstein). Z tego wszystkiego najbardziej ikoniczna jest scena z filmu Olivera Stone’a, w której bohater Willema Dafoe zostaje zabity przez Wietnamczyków, a uciekając przed nimi, błagalnie wyciąga ręce ku niebu. Ten kadr to – i myślę, że tu nie przesadzę – jeden z najsłynniejszych momentów w historii kinematografii, a sama scena dzięki utworowi Barbera zyskuje wyjątkowe pokłady dramatyzmu.
Milczenie owiec (1991) – Wariacje Goldbergowskie (Jan Sebastian Bach)
Hannibal Lecter wzbudza niepokój samą swoją prezencją i nawet za kratkami, zatem przynoszący mu obiad strażnicy musieli mieć duszę na ramieniu, gdy zakuwali jego ręce w kajdanki po drugiej stronie celi.
Strach mogli przełożyć na większą ostrożność – być może wtedy uniknęliby paskudnej śmierci z jego rąk, gdy już uwolnił ręce spinką. Ugryzienie w twarz, psiknięcie gazem pieprzowym w oczy i rozbicie głowy pałką, a w tle tych brutalnych scen ulubiony utwór Lectera,
Skazani na Shawshank (1994) – Canzonetta sull’aria (Wolfgang Amadeusz Mozart)
Andy Dufresne wśród winylowych płyt w gabinecie naczelnika odnajduje Wesele Figara.
Wykorzystując fakt, że jest sam, kładzie igłę na płytę i rozpoczyna słuchanie. Andy chce podzielić się muzyką z innymi, wobec czego uruchamia radiowęzeł. Z głośników, które więźniowie do tej pory kojarzyli głównie z głosem naczelnika, płynie głos dwóch włoskich śpiewaczek. Naczelnik jest wściekły, ale ci osadzeni w Shawshank zatrzymują się nagle, podchodzą do okna i słuchają, przeniesieni na te parę minut w inny świat, choć nie mają pojęcia, o czym śpiewają kobiety. Nie wiedział tego też Red, ale założył, że było to coś tak pięknego, że nie można tego wyrazić słowami. Przez te cudowne kilka chwil wszyscy w Shawshank poczuli się wolni. Siła muzyki w najczystszej postaci.
Pianista (2002) – Ballada g-moll op. 23 (Fryderyk Chopin)
Władysław Szpilman po kilku latach udręki i tęsknoty siada do fortepianu i zaczyna grać. Po chwili całkowicie zatraca się w muzyce. Twarz i dźwięki wydobywające się z instrumentu wyrażają więcej niż tysiące słów.
Ból, cierpienie, żal, ale również wzruszenie, bo Szpilman wreszcie może wcisnąć klawisze i wrócić do tego, co zostało mu brutalnie odebrane – realizacji swojej pasji, będącej jednocześnie tym, co napędza jego życie. Grze Szpilmana przysłuchuje się niemiecki żołnierz, który go uratował. Fortepian, Polak, Niemiec i muzyka. W tym jednym momencie, przy dźwiękach kompozycji Chopina, zacierają się wszystkie różnice, wojna zanika i jest nadzieja, że na tym świecie zostało jeszcze jakieś dobro.
V jak Vendetta (2005) – Rok 1812 (Piotr Czajkowski)
V byłby szczęśliwy, gdyby widział tłum londyńczyków w rozesłanych przez niego maskach Guya Fawkesa, protestujących przeciwko reżimowi panującej władzy. Swoista trumna w postaci pociągu wyłożonego materiałami wybuchowymi prowadzi go ostatecznie do celu jego podróży, Londyńskiego Parlamentu, który – w przeciwieństwie do idei reprezentowanych przez V – może ulec zniszczeniu, dokładnie tak jak rząd. Parlament wybucha w rytm niesamowitego zakończenia uwertury Rok 1812 Piotra Czajkowskiego. Podniośle, patetycznie. Muzyka jest ukoronowaniem sukcesu V, czyli, zgodnie ze słowami Evey – każdego z nas.
Powyższe propozycje pokazują, jak wiele z tych filmów to klasyki kina, wymieniane wśród tych najlepszych w historii. Przykładów jest naturalnie więcej (te dziesięć to wierzchołek góry lodowej!) i zachęcam do przedstawiania swoich ulubionych. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że samo użycie klasyki gwarantuje dzieło ostateczne, bo trzeba oczywiście niebagatelnego talentu, aby odpowiednio dany utwór użyć i moment taki właściwie zainscenizować. To jednak miła konkluzja, że muzyka klasyczna jest tak uniwersalna i ma tak dużą siłę, że nawet wykorzystana po ponad stu latach pasuje do obrazu tak, jakby była specjalnie pod niego napisana. Świadectwo geniuszu.
korekta: Kornelia Farynowska
