search
REKLAMA
Zestawienie

UPADLI BOHATEROWIE. Najlepsze polskie filmy SENSACYJNE

Odys Korczyński

20 marca 2020

REKLAMA

Kroll (1991), reż. Władysław Pasikowski

Nim zrodziła się legenda Psów, był Kroll, film znacznie bardziej otwarcie wywrotowy i piętnujący stan polskiego wojska niż Psy ubecję czy milicję. Nie da się Krolla pominąć, wymieniając najważniejsze polskie filmy sensacyjne, tak jak nie można pominąć Władysława Pasikowskiego. Nie da się również zlekceważyć w ramach analizy bohaterów romantycznych w naszym rodzimym kinie tak symbolicznej postaci, jaką jest Marcin Kroll (Olaf Lubaszenko). A właściwie to jest ich dwóch, tyle że porucznik Arek (Bogusław Linda) podporządkował się fali w tym sensie, że nie wierzy, by cokolwiek dało się z nią zrobić. Jest więźniem systemu, a może również życia, które gdyby się zmieniło, zrujnowałoby całe jego jestestwo. Bo wojsko, nieważne, czy wtedy, czy dzisiaj, zapewnia drugie życie. Zmienia ludzi w narzędzia do realizacji celów, ale nie własnych, nie tych, które prowadzą do szczęścia. Nic do niego nie prowadzi, co stosuje przemoc jako metodę do zarządzania ludźmi. Trzeba więc być niezmiernym ryzykantem, żeby stracić wszystko – dopiero wtedy można przeciwstawić się fali tak, jak zrobił to Kroll. Jego romantyzm jest ślepy i werterowski, zaś romantyzm porucznika Arka agonalny i przeszły. Stać go jeszcze na jeden gest, chociaż może to jedynie działanie pomagające zachować twarz należącą do tych, którym potrzebne są wojskowe narzędzia. Kroll jest więc filmem anarchistycznym i pacyfistycznym, a dzięki temu wyjątkowo humanistycznym.

Sztos (1997), reż. Olaf Lubaszenko

Rozumiem Eryka (Jan Nowicki), przynajmniej jeśli chodzi o jakość podawanych w restauracji potraw. Zdarzało mi się to aż nazbyt często, a jedna taka wizyta skończyła się nawet wezwaniem policji. Nie jest to miłe, kiedy się płaci, a w zamian otrzymuje się letnią zupę. Zupa ma być gorąca i przyprawiona, czyli najogólniej mówiąc – jakaś, konkretna. To ciekawe, czy Sztos można nazwać „jakimś”, w sensie ideowej walki o pokazanie współczesnym widzom, którzy komunizmu już nie pamiętają, jaki to był straszny czas wszechobecnej biedy. Akcja Sztosu dzieje się w latach 70., a wizualnie w ogóle nie czuć klimatu domniemanych ograniczeń życia szeregowych obywateli tamtych czasów, a dokładnie tak często prezentowanego w polskim kinie skrzywienia komunistycznej rzeczywistości, jaki wtłoczył do naszej popkultury Stanisław Bareja. W Sztosie czuć tylko dawne czasy. Pod tym względem wizja Olafa Lubaszenki nie jest kolejnym pastiszem o ideologicznie zaplanowanym zadaniu propagandowym, a pełnokrwistym pod względem klimatu filmem sensacyjno-kryminalnym. Rzecz jasna, głównymi bohaterami są tak zwani walutowi spekulanci i typowi oszuści, którzy byli zjawiskiem charakterystycznym dla państw o reglamentowanej wymianie pieniędzy. To jednak, jak są pokazani, tyczy się raczej ich człowieczeństwa, moralności i przyjaźni, a nie krytyki politycznej sytuacji lat 70. To jest cała siła Sztosu, bazująca na personalnym konflikcie między bohaterami a ich antagonistą (Krzysztof Zalewski jako Grucha) i ich chęcią zemsty na nim. Gdzieś w tle czuć inspirację Wielkim Szu, z tym że Cezary Pazura znacznie lepiej niż Andrzej Pieczyński poradził sobie z rolą ucznia.

Krótki film o zabijaniu (1988), reż. Krzysztof Kieślowski

“Są takie chwile w życiu, kiedy wydaje się, że wszystko jest możliwe” – twierdzi adwokat Piotr Balicki (Krzysztof Globisz) – tak, jak wtedy na osiedlu, pod warzywniakiem. Co by było, gdyby taksówkarz Waldemar Rekowski (Jan Tesarz) nie zachował się jak cham, tylko wziął spod sklepu zmarzniętych pasażerów? Być może nie spotkałby się z Jackiem Łazarem (Mirosław Baka), swoim oprawcą, a Łazar w jakiś inny sposób rozładowałby swój gniew i przeszłą traumę. To jednak pobożne życzenia, gdyż tylko pozornie drogę człowieka zdeterminowanego i skrzywionego można tak prosto zmienić. Niesprawiedliwe jest zarówno morderstwo niewinnego, ale niesprawiedliwa jest również kara śmierci, która mordercę spotyka, bo stosująca ją władza umywa ręce od odpowiedzialności za to, kim stał się w ramach państwa skazany za zbrodnię obywatel. Z pewnością Krótki film o zabijaniu nie jest produkcją sensacyjną, raczej pełnym napięcia dramatem psychologicznym, a miejscami dreszczowcem. W ramach naszego zestawienia najlepszych filmów sensacyjnych z upadłymi bohaterami romantycznymi dobrze jednak przedstawia rzeczywistość po drugiej stronie zbrodni; najdosadniej spośród wszystkich tu opisanych tytułów. To z takich produkcji późniejsi twórcy kina czerpią (i powinni to robić) wiedzę o rozgrywaniu napięcia w filmach opowiadających o przestępstwach i przestępcach. Stawia także szereg niewygodnych pytań o granice tego, co wymiar sprawiedliwości może zrobić z człowiekiem oraz czy istnieje jakaś moralna granica między skazańcem i katem. Skoro jest ona dość wątła, czy równie słaba linia demarkacyjna dzieli policjantów od przestępców?

Bonus
Jestem mordercą (2016), reż. Maciej Pieprzyca

Rzadko się zdarza, że współcześni twórcy, ucząc się od dawnych mistrzów, odrabiają pilnie lekcję, jak konstruować pełne napięcia kino sensacyjne. Receptą na nie wcale nie są wymyślne pościgi i strzelaniny, a coś, co zdaje się czasami passé we współczesnym blockbusterowym kinie – dobrze napisane postaci oraz dialogi. Maciej Pieprzyca świetnie rozegrał i suspens, i psychologię postaci. Wtłoczył głównego bohatera (Mirosław Haniszewski) w sieć tak niejasnych relacji z podejrzanym (Arkadiusz Jakubik jako Waldemar Kalicki), że widz również się zagubił. Jedyny podobny film, jaki widziałem w światowej kinematografii, to Labirynt Denisa Villeneuve’a.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA