Connect with us

Publicystyka filmowa

Świetne filmy, o których się NIE MÓWI, a POWINNO

O jednych filmach mówi się dużo, mimo że są kiepskie, a o innych nie mówi się w ogóle, mimo że są znakomite. Pomówmy więc o tych drugich.

Published

on

Świetne filmy, o których się NIE MÓWI, a POWINNO

Są takie filmy, o których mówi się cały czas, mimo że w pewnym momencie nie chce się już o nich słuchać. Jest też druga strona barykady – filmy, o których nie mówi się w ogóle, chociaż zdecydowanie na to zasługują. Dzisiaj zajmiemy się właśnie tymi drugimi, czyli z różnych powodów znakomitymi lub ważnymi produkcjami, które przeszły bez echa – przynajmniej w naszym lokalnym poletku. Jednocześnie zaznaczam, że biorę pod uwagę wyłącznie filmy z ostatnich lat, jako że o starszych często nie mówi się ze zgoła innych powodów ­– np. upływ czasu – podczas gdy tutaj interesują mnie tytuły, które po prostu utonęły w natłoku innych dzieł popkultury.

Advertisement

A że szukałem filmów z najróżniejszych gatunków i o najróżniejszych ambicjach, dzięki czemu na poniższej liście znajdziecie i dramaty społecznie zaangażowane, i kino policyjne, i horrory, to powodów do dyskusji z pewnością nie brakuje.

No więc – dlaczego powinno się o nich mówić?

Advertisement

Ponieważ to wstrząsająca opowieść o burzącej życie nienawiści: W ułamku sekundy

W ostatnim czasie coraz częściej w kinie europejskim i nie tylko sięga się po tematy związane z terroryzmem. Temat, choć mimo wszystko stosunkowo świeży, powoli przestaje być dla filmowców tabu, stąd jakiś czas temu mieliśmy okazję obejrzeć aż dwa wydania tej samej historii – Utoya, 22 lipca i 22 lipca. Śmiem jednak twierdzić, że bodaj żadna z ostatnich tego typu produkcji nie opowiedziała o nim równie dobrze jak W ułamku sekundy.

W tym przypadku życie głównej bohaterki (granej rewelacyjnie przez Diane Kruger) dosłownie wali się w ciągu ułamka sekundy, gdy jej synek i mąż giną w wyniku wybuchu bomby. Kto to zrobił? Dlaczego to zrobił? Jak się go powinno ukarać? Czy jakakolwiek kara będzie wystarczająca? I czy da się w ogóle przejść do porządku dziennego po takiej tragedii? Te i wiele innych pytań usłyszymy w trakcie seansu, który najpierw przetyra nas emocjonalnie, później będzie budował naszą wściekłość, by w końcu dać jej ujście w sposób co najmniej niejednoznaczny.

Advertisement

Ponieważ to pierwszoosobowa relacja z horroru, który wydarzył się naprawdę: Detroit

Choć ogólnie rzecz biorąc, film opowiada skrótową historię zamieszek rasowych rozgrywających się w Detroit w 1967 roku, to jego najbardziej intensywnym i być może najważniejszym fragmentem jest odtworzenie wydarzeń w motelu. Wtedy to grupa czarnoskórych mężczyzn i towarzyszące im dziewczyny zostają uwięzieni w jego pomieszczeniach przez paczkę nadużywających władzy policjantów. Sytuacja szybko wymyka się spod wszelkiej kontroli, gdy stojący na ich czele funkcjonariusz (Will Poulter) daje upust swoim psychopatycznym zapędom. Na naszych oczach terroryzuje przetrzymywanych ludzi poprzez zastraszanie ich, grożenie śmiercią i kalectwem, ubliżanie czy w końcu użycie siły.

Kamera cały czas pozostaje blisko twarzy bohaterów, przez co poczucie klaustrofobii udziela się także nam, a oddech ulgi – mimo że ulotny – przychodzi dopiero wraz z końcem tej długiej, bo trwającej ponad godzinę sekwencji. Kino grozy, które po prostu odtwarza historię.

Advertisement

Ponieważ to jeden z najlepszych romansów ostatnich lat: Dusza i ciało

Nieśmiałe spojrzenia rzucane niby mimochodem, niezręczne pierwsze interakcje, wspólna praca – czy to typowa komedia romantyczna? Prawie, bo wyjście poza schemat już na wejściu budzi podziw – ta walka o uczucie rozgrywa się w rzeźni pomiędzy dojrzałym mężczyzną a młodą autystyczną kobietą. Siła filmu polega właśnie na zderzeniu skrajnie odmiennych elementów. Wszak trudno się spodziewać tak ciepłego wątku romantycznego po produkcji, której jedną z otwierających scen jest trwające kilka minut zarzynanie krowy. Później wcale nie jest mniej dziwnie – główni bohaterowie łapią połączenie ze sobą dopiero po tym, jak w trakcie badań psychologicznych okazuje się, że oboje mają podobne sny.

W nocy wstępują bowiem w dusze hasających po lesie jeleni i chłoną otaczający ich świat właśnie z tej zwierzęcej perspektywy. Zmysłowe kino dla czułych dusz.

Advertisement

Ponieważ to najlepsza część Nocy oczyszczenia, która nie jest częścią Nocy oczyszczenia: Assassination Nation

Assassination Nation jest dokładnie tym, czym próbuje być każda część Nocy oczyszczenia, a rzadko jej to wychodzi – bezkompromisową, trzymającą w napięciu, ale nie pozbawioną humoru krwawą rzeźnią, która przemyca przy okazji uproszczony komentarz społeczny. Jeśli wcześniej o tym filmie nie słyszeliście, a po tym skróconym opisie jesteście zainteresowani – czym prędzej biegnijcie po pilota. Spodziewać się możecie charakterystycznej dla Levinsona łopatologii połączonej z przestylizowaną, mocno kiczowatą estetyką, do jakich przyzwyczaił nas w swojej twórczości.

W krytyce nowych mediów reżyser pozostaje… krytyczny, jednak błyszczy najbardziej, gdy przychodzi w końcu czas na eskalację przemocy. Wtedy pokazuje kunszt inscenizacyjny – którego, nawiasem mówiąc, zabrakło w Malcolm & Marie ­– i w kilkanaście sekund kreuje atmosferę tak gęstą, że nim się obejrzymy, nasze zęby skrócą długość paznokci o przynajmniej połowę. #swietnazabawa

Advertisement

Ponieważ to jeden z najlepszych thrillerów ostatnich lat: Płomienie

Rok temu świat zachwycił się realizacją i przekazem Parasite, jednak chyba zapomniano, że jeszcze rok wcześniej pojawił się inny koreański film poruszający podobną problematykę. Lee Chang-dong przy okazji Płomieni wykazał się jednak subtelnością, która nie interesuje zwycięzcy Oscara Bonga Joon-ho. Wykreowany przez niego thriller uwodzi nas sennym klimatem i podsuwa wskazówki tak nienachalnie, że wystarczy mrugnąć w nieodpowiednich momentach, a całkowicie przegapimy najbardziej sugestywne detale. Pewnie to jest zresztą powodem jego krótkiej sławy, nawet pomimo wyniesionych z festiwalu w Cannes nagród.

Przedstawiony w Płomieniach trójkąt miłosny rozgrywa się na płaszczyznach emocjonalnej i klasowej, przez co konflikt robi się w kluczowych scenach tyleż osobisty, co symboliczny. Na dodatek jedną z najlepszych ról w swojej karierze odgrywa tu nominowany w tym roku do Oscara Steven Yeun, gwiazda serialu The Walking Dead. Dla fanów koreańskiego kina pozycja obowiązkowa.

Advertisement

Ponieważ to trzymający w napięciu obraz przemocy w rodzinie: Jeszcze nie koniec

Opowiadanie o patologicznej sytuacji w domu nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać – łatwo popaść wtedy w dydaktyzm czy ustanowić jasny podział na dobrych i złych, co w życiu może i ma miejsce, ale na ekranie rzadko bywa interesujące. Z tego problemu Xavier Legrand wybrnął w banalny, jednak działający sposób – poprzez tajemnicę. Tajemnicą od początku są rzeczywiste wydarzenia w domu rodziny Bessonów, bowiem nie uświadczymy tu nieomylnej ekspozycji czy retrospekcji, które miałyby nam je przybliżyć. Zamiast tego najpierw obserwujemy zmagania o opiekę nad dzieckiem dwojga rodziców, a później dzień z życia ojca z synem.

Podsuwane nam na każdym kroku skrawki informacji każą jednak wątpić w ich prawdziwość, stąd odpowiedzi szukamy raczej w drobnych elementach – mimice, zachowaniu bohaterów, ich reakcjach. Stąd pomimo ograniczonej wiedzy przez większość seansu pozostajemy przykuci do ekranu, gdyż nieustannie wyczekujemy na to, czy coś się wydarzy. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele – w końcu się doczekamy, a kiedy już to nadejdzie, to będziemy mieli serce w gardle do samego finału.

Advertisement

Ponieważ to znakomicie poprowadzony brudny „policyjniak” przywodzący na myśl starsze kino tego typu: Krew na betonie

S. Craig Zahler nie bierze jeńców. Jak dotąd każdy z wyreżyserowanych przez niego filmów – a tych ma na koncie trzy, wszystkie podobnie bardzo dobre – łączy w sobie niespieszne kreowanie postaci rodem z kina artystycznego z eksplozjami przemocy godnymi najbardziej niesubtelnych tytułów exploitation. Trwająca blisko trzy godziny Krew na betonie to przetworzenie motywów znanych z kina policyjnego (niemalże zaprzeczenie buddy cop movie) oraz produkcji o zbieraniu ekipy na napad. Z tym że tu grany przez Mela Gibsona Ridgeman zbiera do ekipy jedną osobę, przez następne półtorej godziny obserwuje z nią grupę przestępców, by do bezpośredniego działania przejść dopiero w ostatnim akcie.

Ta niespieszność dla wielu stanowi przeszkodę nie do przeskoczenia, jednak sam przy okazji filmów Zahlera postrzegam ją wyłącznie jako zaletę – trudno wtedy nie ulec zaskoczeniu przy niezwykle nagłych i niespodziewanych przypływach przemocy. Dodajmy do tego krytykę opartego na ukazywaniu wyrwanych z kontekstu sytuacji systemu mediów społecznościowych i parę narzekań z cyklu „kiedyś to było”, a otrzymujemy bilet w jedną stronę do tego dobrego starego kina.

Advertisement

Ponieważ to zniuansowane spojrzenie na problem brutalności policji: Zaślepieni

Kino w ostatnim czasie rozlicza się z amerykańską policją, śmiało ukazując ich najbardziej niemoralne występki. Wydaje się, że te działania ulegną jedynie nasileniu w związku z wydarzeniami z ubiegłego roku. Tym razem bierzemy jednak pod uwagę film powstały przed zamieszkami w USA, w którym główną rolę zagrał gwiazdor spektaklu Hamilton, Daveed Diggs. Collinowi do końca okresu warunkowego zostały trzy dni, więc planuje przeżyć je spokojnie i wyjść na upragnioną wolność. Los ma dla niego jednak przykrą niespodziankę – pewnej nocy jest świadkiem tego, jak biały policjant zabija uciekającego człowieka.

Przepełniony emocjami mężczyzna po prostu odjeżdża z miejsca zbrodni. Pomimo tak poważnego zawiązania akcji film nie jest wolny od humoru – niemal każda interakcja z przyjacielem protagonisty, beztroskim i narwanym Milesem, wiąże się z jakąś zabawną puentą. Mimo to dzieło Estrady nie zapomina o swojej dramatycznej podszewce i w kluczowych momentach serwuje nam uderzające w czułe miejsca sceny. A jeśli lubicie rap, to znajdziecie tu także sporo świetnej muzyki, nierzadko stanowiącej osobną formę narracji.

Advertisement

Ponieważ to jeden z najlepszych filmów zombie ostatnich lat: Jednym cięciem

Na koniec listy coś mniej na serio – pora na kolejne ekranowe przetworzenie motywu żywych trupów! Pewna polska reżyserka powiedziała kiedyś „o filmie w filmie w ramach filmu” i gdyby miała na myśli właśnie Jednym cięciem, to lepiej nie mogłaby tego ująć. Choć w pierwszych scenach wydaje się, że mamy do czynienia jedynie z amatorskim i fatalnie nakręconym horrorem, to przestrzegam – pod żadnym pozorem nie przestawajcie oglądać! Gwarantuję, że kolejne kilkadziesiąt minut znacząco zmieni wasze postrzeganie pierwszego aktu… by jeszcze następne kilkadziesiąt minut zmieniło postrzeganie obu na raz.

To znakomita zabawa, która najpierw rozczarowuje, później konsternuje, a na końcu doprowadza nas do bólu brzucha ze śmiechu. Pisanie o fabule tego wyjątkowego filmu jest jednak trudną sztuką, dlatego aby ustrzec się przed spoilerami, na tym skończę. Jeśli nie macie jeszcze filmowych planów na nadchodzący weekend – dodajcie ten tytuł do listy!

Advertisement

O jakich filmach waszym zdaniem mówi się za mało? Co dodalibyście do powyższego zestawienia? Dajcie znać w komentarzach!

Advertisement

Kocha kino azjatyckie, szczególnie koreańskie, ale filmami zainteresował się dzięki amerykańskim blockbusterom i ma dla nich specjalne miejsce w swoim sercu. Wierzy, że kicz to najtrudniejsze reżyserskie narzędzie, więc ceni sobie pracę każdego, kto potrafi się nim posługiwać.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *