Connect with us

Publicystyka filmowa

SERIALE W 2017 ROKU. Redakcyjne podsumowanie

W 2017 ROKU seriale zaskoczyły nas różnorodnością i emocjami. Odkryj z nami, co przyniósł ten telewizyjny rok pełen niespodzianek!

Published

on

SERIALE W 2017 ROKU. Redakcyjne podsumowanie

W duchu podsumowań wieńczących 2017 rok nasi redakcyjni maniacy serialowi przyjrzeli się temu, co działo się w produkcjach telewizyjnych przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Są tu żelazne pozycje, których można się spodziewać na każdej tego typu liście, ale również mniej znane produkcje i tegoroczne zaskoczenia, z którymi warto się zapoznać. Kolejność przypadkowa. Zapraszamy do dzielenia się waszymi serialowymi odkryciami w komentarzach.

Advertisement

Gra o tron – sezon siódmy

Parafrazując fragment własnej recenzji: dobrym podsumowaniem zeszłorocznej odsłony Gry o tron był finał kumulujący jej wady i zalety. Fantastyczna strona audiowizualna poszła w parze z wyraźną chęcią scenarzystów do pospiesznego zamykania wątków tak, aby w finałowej serii zostało już wyłącznie samo mięso.

Stąd też bohaterowie zdają się teleportować pomiędzy kolejnymi krainami i miastami, nagle okazuje się, że przypadkowe spotkania to rzecz na porządku dziennym, a część bohaterów bez większego powodu traci swój animusz i ustępuje miejsca tym, którzy ostatecznie naprawdę liczą się w tej opowieści. W teorii brzmi to nie najlepiej, ale moja sympatia do bohaterów i tego świata jest tak duża, że – świadom wad – jednocześnie nie mogę się doczekać zakończenia i jest mi żal, że wkrótce do niego dojdzie. Przymykam oko na skrótowość i chęć pójścia na łatwiznę, bo widowiskowość jest tu na poziomie niebotycznym, a dzięki realizacji i właśnie przywiązaniu do postaci siódmy sezon potrafi naprawdę solidnie zaangażować i wciągnąć. [Łukasz Budnik]

Advertisement

Rick i Morty – sezon trzeci

Perypetie tytułowych bohaterów całkowicie skradły moje serce i szturmem wdarły się do czołówki ulubionych seriali. Twórcy w trzecim sezonie utrzymują poziom swoich poprzedników, a czasem nawet go przewyższają, rozwijając postaci i nadając całości poważniejszy ton. Siłą Ricka i Morty’ego jest ponadprzeciętna kreatywność scenarzystów przy opracowywaniu historii i dynamika między bohaterami – w serii trzeciej najlepszą wypadkową tych dwóch aspektów jest odcinek The Ricklantis Mixup, przez wielu uważanego za najlepszy epizod całego serialu (z czym się zresztą zgadzam).

To fantastyczny mariaż kilku gatunków wyrażonych w poszczególnych wątkach odcinka – naprawdę trudno nie docenić tego, z jakim powodzeniem zdołano rozwinąć kilka różnych historii w czasie zaledwie dwudziestu minut. Jest to też znakomity przykład wspomnianego już poważniejszego tonu trzeciej serii. Uwielbiam przedstawione w Ricku i Mortym poczucie humoru (którego oczywiście i w tym sezonie nie braknie), ale to talent twórców do przemycania porażająco życiowych scen jest tym, co ostatecznie wynosi ich serial ponad przeciętność, a trzeci sezon oferuje na tym polu naprawdę wiele. [Łukasz Budnik]

Advertisement

Twin Peaks

Powrót tego tytułu na ekrany od samego początku wzbudzał ogromne emocje i nie ma w tym zupełnie nic dziwnego. Sam z ekscytacją obserwowałem kolejne wiadomości dotyczące produkcji i zapoznawałem się z bardzo oszczędnymi zwiastunami, po których zupełnie nie było wiadomo, czego się spodziewać po całości. Jak się okazało, naiwni byli ci, którzy nastawiali się na tradycyjną kontynuację oryginału i kilkanaście odcinków spędzonych w tytułowym miasteczku wraz z agentem Cooperem zachwycającym się kawą i plackiem z wiśniami.

David Lynch i Mark Frost obrali zgoła odmienny kierunek, który w pierwszej chwili rzeczywiście mógł wzbudzić zwątpienie i wymóc sporo cierpliwości. O ile jednak pewne rozwiązania są faktycznie dyskusyjne, tak zeszłoroczne Twin Peaks jest jako całość niezwykłą podróżą w rozbudowany lynchowski świat, zachwycającą, zagadkową i absolutnie wciągającą. Brak tu żerowania na sentymencie, choć Lynch pięknie oddaje hołd postaciom i aktorom – to nowa, świetnie pomyślana historia, w najlepszy sposób rozwijająca mitologię zarysowaną w oryginalnej serii. Zakończenie siedzi w głowie do dziś, podobnie jak fenomenalny występ Kyle’a MacLachlana. [Łukasz Budnik]

Advertisement

Santa Clarita Diet

WILFRED - Ni pies, ni wydra

Czarna komedia od stacji Netflix. Produkcja w konwencji horroru, a raczej jego parodii. W roli głównej Drew Barrymore kreująca postać Sheili, kobiety sukcesu, której przyszłość – za sprawą tajemniczego zbiegu okoliczności – zaczyna malować się w krwawych barwach. Santa Clarita Diet to jedyna komediowa produkcja minionego roku, która mnie porwała i szczerze rozbawiła. Nie tylko dla miłośników ekranowych zombie. Sezon drugi w przygotowaniu. [Karolina Nos-Cybelius]

Stranger Things – sezon drugi

Drugi sezon Stranger Things mocno podzielił miłośników serialu. Dla jednych lepszy od pierwowzoru, dla innych kiepska kontynuacja, której brakuje oryginalności i czynnika zaskoczenia. Sama jestem gdzieś po środku.

Advertisement

Drugi sezon miał słabsze i lepsze momenty, nie był tak nowatorski jak pierwsza odsłona serii, ale i tak jest to jedna z najlepszych serialowych produkcji minionego roku. Ewolucja postaci Jedenastki, mierzenie się z mrokiem ukrytym wewnątrz i na zewnątrz, klimatyczny finał drugiego sezonu… Nie wiem jak wy, ale ja znów połknęłam wszystkie odcinki w kilka dni, znów to poczułam i czekam na kolejną odsłonę Stranger Things. [Karolina Nos-Cybelius]

Dark

Jeszcze przed premierą Dark dorobiło się etykietki niemieckiego Stranger Things. Czy oba seriale naprawdę są aż tak bardzo podobne? Zdecydowanie nie. Poza znajomą scenografią wynikającą z umieszczenia części akcji Dark w połowie lat osiemdziesiątych, podobieństw jest niewiele. Owszem, oba seriale łączy zbliżony klimat niesamowitości i czającej się w ukryciu grozy, fabułę obu osadzono w małych miasteczkach, ale Dark to zupełnie inna opowieść. Podróże w czasie, równoległe wszechświaty, tajemnicze związki między postaciami, do tego grasujący od pokoleń (sic!) nieuchwytny porywacz i morderca. Wyjątkowo mroczna i klimatyczna. Binge-watching murowane. To nie tylko kolejna udana i wciągająca produkcja od Netflixa, ale wręcz jeden z najlepszych seriali sezonu. [Karolina Nos-Cybelius]

Advertisement

Czarne lustro – sezon czwarty

Tuż przed końcem roku doczekaliśmy się premiery czwartego sezonu Czarnego lustra. Sześć odcinków, w moim odczuciu bardzo nierównych. Całość wypada na plus, ale z poprzednimi odsłonami nie może się równać.

Wśród reżyserów znalazła się między innymi Jodie Foster, ale najciekawszy – finałowy – epizod wyreżyserował Colm McCarthy (współtwórca tytułów Sherlock i Peaky Blinders). Miłym zaskoczeniem okazał się epizod czwarty, nie przypominam sobie, by którakolwiek z czarnolustrzanych historii kończyła się w tak pozytywny sposób. Czarne lustro to zazwyczaj czysta groza, przerażenie wizją przyszłości, w której wszystko jest posunięte do ekstremum, ale mimo to jak najbardziej realne.

Advertisement

Czwarty sezon pokazuje, że produkcja trochę wyhamowuje, ale kolejne epizody nadal tworzą spójną, i podaną w atrakcyjnej formie, wizję tego, co najprawdopodobniej czeka ludzkość. [Karolina Nos-Cybelius]

Opowieść podręcznej

Rewelacja tego sezonu i zasłużone nagrody Emmy. To nie jest tylko ambitne science fiction o obliczu antyutopii. Jakość Opowieści podręcznej polega na kontraście. Z jednej strony jest to produkcja niezwykle odważnie przekazująca aktualne przesłania, zachęcając kobiety do wyzwolenia z kulturowych oków.

Advertisement

Z drugiej strony z kolei, za sprawą swej subtelnej, niemalże teatralnej kompozycji, skupiającej się na emocjach bohaterów, daleko jej do tworzonej pod dyktando politycznej agitki. Co rzadko się podkreśla, Opowieść podręcznej to także uczta dla oka – dawno nie oglądałem tak wysmakowanych zdjęć w produkcji serialowej. [Jakub Piwoński]

Ozark

To z pewnością jedno z większych zaskoczeń tego roku – przynajmniej dla mnie. Niczego nie spodziewałem się po tym serialu, podszedłem do niego z umiarkowaną ciekawością, a efekt końcowy złożył mi ręce do oklasków. Produkcja Netflixa w sposób mistrzowski bawi się ogranymi schematami, łącząc w jedną całość zagrywki znane z kryminału, thrillera i komedii.

Advertisement

Jak pisałem już w recenzji, jeśli miałbym do czegoś przyrównać Ozark, chcąc wskazać zachęcającą analogię, to pierwsze skojarzenie, jakie nasunęło mi się podczas seansu, skierowało mnie do kultowego już serialu Breaking Bad. A to najlepszy z możliwych wzorców. Za efekt ten w przeważającej mierze odpowiada Jason Bateman, który w tym wypadku nie tylko popisał się świetnym aktorstwem, ale także serial wyprodukował i nakręcił (!) większość jego odcinków. [Jakub Piwoński]

Dom z papieru

Rzutem na taśmę w ostatnich dniach grudnia pojawił się na Netflixie serial, który bez problemu zajął miejsce w mojej osobistej czołówce tych najlepszych w 2017 roku. Znakomicie napisana historia pewnego napadu na bank, a właściwie – na Mennicę Państwową. Łupem mają być miliardy euro, a chytrymi złodziejami jest grupa drobnych rzezimieszków z pewnym Profesorem na czele, który ma plan, jak to wszystko właściwie rozegrać. Dom z papieru to przedstawiciel typowego „heist-movie” – tutaj oczywiście w formie serialu – z całą masą twistów, które nie pozwalają oderwać się od ekranu, z bardzo dobrze nakreślonymi bohaterami, których motywacje są odkrywane z minuty na minutę.

Advertisement

Trzynaście odcinków totalnego zassania w tę wywrotową historię, która owszem, jest często na bakier z logiką, prawdopodobieństwem i sensem, ale jak się to ogląda! Jak się przeżywa! Dzieci płaczą, obiad się przypala, a ty nie potrzebujesz jedzenia ani picia – chcesz tylko dalej oglądać. Binge-watching jest stworzone właśnie dla takich seriali i doceniam tę hiszpańską produkcję właśnie za wielkie emocje, którym z łatwością dałem się ponieść. [Rafał Oświeciński]

The Good Fight

W 2016 roku zakończył się jeden z najlepszych seriali XXI wieku, Żona idealna. Ta sama ekipa, z częścią starej obsady, postanowiła zrobić spin-off. Pierwsze reakcje na tę wiadomość oczywiście oscylowały wokół krytyki samego zamysłu, który jawił się jako typowe odcinanie kuponów od bardzo dobrze ocenianej produkcji CBS, wielokrotnego laureata nagród typu Emmy czy Złote Globy (pomijając niezwykle wysokie oceny każdego sezonu wśród krytyków).

Advertisement

Ale jak się okazuje, dialogi, aktorstwo, realizacja to jest pierwsza klasa inteligentnego telewizyjnego dramatu – nie ma lipy, poziom znakomity. Może ta szalenie wysoko zawieszona poprzeczka jeszcze nie została przeskoczona, ale powiadam wam, to może wkrótce nastąpić, bo The Good Fight to jest obecnie najlepszy serial prawniczy i niebanalny dramat obyczajowy. Kibicuję. [Rafał Oświeciński]

Narcos – sezon trzeci

Biorąc pod uwagę, że po niesamowicie klimatycznych, pełnych świetnych kreacji aktorskich (na czele z genialnym Wagnerem Mourą!) dwóch sezonach, między słowami „Pablo Escobar” a „Narcos” stawiano znak równości, trudno było sobie wyobrazić kontynuację serialu po zamknięciu wątku osławionego barona z Medellín.

Advertisement

Netflix zaryzykował i wygląda na to, że odniósł sukces. Mimo wszelkich obaw kwartet złożony z braci Gilberta i Miguela Rodrígueza Orejuela, wspieranych przez Hélmera „Pacho” Herrerę i José „Chepe” Santacruza Londoña, czyli konkurencja Escobara z Cali, którą przedstawiono nam już wcześniej, świetnie sobie poradził. Trzeci sezon Narcos jest inny, nieco słabszy od idealnej drugiej serii, ale wciąż bardzo dobry. Tu jednak pojawiają się wątpliwości, gdyż Netflix nie zamierza zarzynać kury, która znosi złote jaja. Trwają prace nad kolejną odsłoną narkotykowej historii, tym razem jednak z trudem będziemy mogli doszukiwać się nawiązań do starszych sezonów. [Damian Halik]

BoJack Horseman – sezon czwarty

Zmiany w życiu naszego ulubionego człekokształtnego konia, jakie postanowiono wprowadzić w czwartej serii, okazały się sukcesem, choć paradoksalnie przeniosły ciężar narracyjny z głównego bohatera na jego przyjaciół, na czele z Diane Nguyen i Peanutbutterem. Jak uczy historia (mam na myśli oczywiście inne animacje dla dorosłych), serial wielkimi krokami powinien zbliżać się do pierwszego kryzysu (problemy zazwyczaj zaczynają się w okolicy piątego sezonu), jednak scenarzysta Raphael Bob-Waksberg oraz ilustratorka Lisa Hanawalt zdają się mieć pełną kontrolę nad rozwojem sytuacji.

Advertisement

Być może to zasługa spokoju, jaki zyskują, tworząc zaledwie dwanaście odcinków na rok, ale w moim odczuciu to po prostu solidnie odrobiona praca domowa i wyciągnięcie wniosków z błędów, jakie w przeszłości popełniali Matt Groening, Mike Judge czy Trey Parker i Matt Stone. Każdy sezon serialu BoJack Horseman obfitował jak dotąd w ogrom doskonałych sekwencji, urozmaicających i tak genialną fabułę, dlatego po świetnej „czwórce” nie pozostaje nic innego, jak czekać na „piątkę”. [Damian Halik]

Legion

Jedno. Wielkie. Zaskoczenie. FOX wzięło na cel postać, którą kojarzyli co prawda fani komiksów o X-Menach, ale szerszej publiczności była nieznana, oddało ją w ręce jednego z lepszych specjalistów w branży – Noaha Hawleya (Fargo) – i odniosło spektakularny sukces, oferując widzom serial tak dziwaczny, że trudno było się od niego oderwać.

Przesycenie absurdem, niepewność tego, co jest prawdą, a co fikcją, oraz dobór towarzyszącej temu muzyki to podstawowe elementy, które dają poczucie, że pierwszy sezon Legionu jest dziełem niemal doskonałym. Każdy, kto jeszcze nie miał okazji go zobaczyć, szybko powinien nadrobić zaległości, gdyż niebawem doczekamy się premiery drugiej serii. [Damian Halik]

Advertisement

Pozostawieni – sezon trzeci

Emitowani od 2014 roku Pozostawieni, którzy mimo świetnej realizacji i genialnego scenariusza polegli w zderzeniu z rzeczywistością konsumencką, otrzymali od HBO szansę na postawienie kropki nad i.

Trzeci, ostatni sezon jednego z najambitniejszych seriali tej stacji był nieco krótszy i – jak Damon Lindelof i Tom Perrotta zdążyli nas już przyzwyczaić – zupełnie inny od poprzednich. Pierwsze dwie serie nie wywoływały jednak tak skrajnych emocji. W finale postawiono na prostotę, być może nawet nieco otarto się o kicz i silenie się na oryginalność, co wielu osobom się nie spodobało, jednak ja to zakończenie kupuję. Jak by nie patrzeć, Pozostawieni od początku byli bowiem prostą historią o miłości, którą umieszczono w bardzo specyficznych warunkach. Dla mnie najważniejsze jednak, że ostatecznie powrócono do głównej idei, która przyświecała Tomowi Perrotcie podczas pisania powieści, na kanwie której zrealizowano serial. [Damian Halik]

Dolina Krzemowa – sezon czwarty

Ten tytan wyraźnie zaczyna się chwiać. Już trzeci sezon pokazał, że stoi na glinianych nogach – w porównaniu z nim czwarta odsłona jest o niebo lepsza. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że historia grupki programistów ze słynnego zagłębia technologicznego między San Francisco a San Jose dobiega końca.

Czwarty sezon wprowadził sporo zmian, dodał elementy, których wcześniej wyraźnie brakowało w rozwoju postaci, dlatego skusić powinny się głównie te osoby, które odpuściły sobie Dolinę Krzemową po powtarzalnym drugim i słabym trzecim sezonie. Tym bardziej że piąta seria, nad którą trwają właśnie prace, będzie prawdopodobnie ostatnią. [Damian Halik]

Advertisement

Geniusz

Niespodzianka od National Geographic. To był dobry rok dla stacji popularnonaukowych – Discovery Channel zaskoczyło kryminałem Manhunt: Unabomber, a NatGeo Długą drogą do domu i właśnie Geniuszem, w którym tytułową rolę odegrali wespół Geoffrey Rush i Johnny Flynn.

Panowie wcielili się w Alberta Einsteina na różnych etapach jego życia i obaj odegrali swoje role koncertowo. Serial okazał się niesamowicie wciągający, przy okazji zacierając wrażenie chylenia się popularnonaukowego giganta ku upadkowi, jakie towarzyszy mi za każdym razem, gdy widzę ramówkę zapchaną programami o poszukiwaczach złota, antyków czy śmieci. [Damian Halik]

Marvel: The Punisher

Marvel to nie tylko kolorowi superbohaterowie, ratujący świat w opałach – znajdzie się też kilku ogarniętych chęcią zemsty psychopatów. Serialowe uniwersum tego wydawnictwa rozrasta się w różnych kierunkach i na różnych platformach, ale jak dotąd nieco marnowano jego potencjał. Netflix, który przoduje w przenoszeniu na mały ekran bohaterów Marvela, tak naprawdę miał dużo szczęścia. Gdyby nie świetny pierwszy sezon Daredevila, gdyby współpraca z należącym do Disneya wydawnictwem zaczęła się np. od Iron Fista, pewnie bardzo szybko zwinięto by ten interes.

Po przygodach Diabła z Hell’s Kitchen otrzymaliśmy już cztery inne serie w tym uniwersum, ale dopiero piąta z nich, The Punisher, okazała się naprawdę wysokiej jakości serialem. Co ciekawe, osiągnięto to przez oderwanie postaci Franka Castle’a od komiksowego oryginału – nie brak tu brutalnych scen, ale nie stanowią one treści samej w sobie. Dzieło powstające pod batutą Steve’a Lightfoota to przede wszystkim przepełnione silnym ładunkiem emocjonalnym studium stresu pourazowego, wyniszczającego człowieka od wewnątrz. I choć serial zbierał świetne recenzje, ze strony fanów „prawdziwego” Punishera słychać było pewne głosy niezadowolenia. [Damian Halik]

Advertisement

Big Mouth

Animacja Netflixa, która przeszła bez większego echa, ma prawo ubiegać się o tytuł jednego z najbardziej niedocenionych seriali 2017 roku. Nie ma tu zbędnych wulgaryzmów czy szokowania, jest za to wiele niesamowicie zabawnych gagów i życiowych prawd, przekazywanych nam, dorosłym, przez dorastających chłopców.

Big Mouth to błyskotliwa i szczera do bólu, ale dzięki temu bawiąca do łez satyra, której po prostu nie dano szansy. Zabrakło argumentów, po jakie sięgają inni (South Park, Simpsonowie czy Głowa rodziny, przy której pracowała część twórców Big Mouth) – wulgarności i obrazoburczych treści. [Damian Halik]

Riverdale

Riverdale to ekranizacja młodzieżowych komiksów Archie Comics. Nie da się ukryć, że rzeczywiście serial jest skierowany przede wszystkim do młodszego odbiorcy, ale jeśli ktoś lubi wyłączyć czasem mózg przy oglądaniu czegoś luźniejszego, lecz nie doszczętnie głupiego – Riverdale to świetny wybór. Jest bardzo ładnie nakręcone, aktorsko stoi na znakomitym poziomie – na wyróżnienie szczególnie zasługują tutaj Camila Mendes i Madelaine Petsch – a intryga również wciąga. Póki co pierwszy sezon oceniam nieco wyżej niż drugi, lecz do końca wciąż zostało jeszcze odcinków. Polecam szczególnie fanom lekkiej, niezobowiązującej rozrywki z wątkiem kryminalnym. [Kornelia Farynowska]

Advertisement

Grace i Grace

To nie aż tak głośna produkcja, jak większość omawianych w tym podsumowaniu, ale serial Netflixa zasługuje na uwagę. Grace i Grace to ekranizacja powieści Margaret Atwood o tym samym tytule. Oskarżona o zamordowanie pracodawcy pokojówka Grace Marks opowiada historię swojego życia doktorowi Simonowi Jordanowi, który chce wyjaśnić, czy Grace rzeczywiście jest winna morderstwa. Sześcioodcinkowa miniseria rozkręca się powoli i szkoda, że wskazówka dotycząca rozwiązania zagadki jest zawarta już w tytule – prawdopodobnie bez tego produkcja wciągałaby jeszcze bardziej. To jednak bardzo przyzwoity, solidny, dobrze zrobiony serial, który można szybko obejrzeć, na upartego w jeden wieczór. I nawet Anna Paquin nie jest tak irytująca… [Kornelia Farynowska]

Wielkie kłamstewka

Dla wielu serialomaniaków to największe zaskoczenie ubiegłego roku. Wielkie kłamstewka rozbiły bank podczas ostatniej ceremonii wręczenia nagród Emmy – 16 nominacji zamieniło się na 8 statuetek. Serial ma też na koncie aż 6 nominacji do Złotych Globów, a na tym pewnie się nie skończy. Są to bardzo zasłużone wyróżnienia. Ta produkcja uwiodła zarówno krytyków czy gremia przyznające branżowe nagrody, jak i miliony widzów z całego świata. Wielkie kłamstewka to zdecydowanie coś więcej niż ciekawa historia z wybitnymi aktorkami w głównych rolach.

Advertisement

Mamy tu wciągającą zagadkę kryminalną, socjologiczne obserwacje, skomplikowaną narrację. Jednak największą zaletą jest chyba klimat. Reżyser Jean-Marc Vallée (Dzika droga, Witaj w klubie) zaprezentował serial przesiąknięty wyjątkową atmosferą – wystarczy wspomnieć tu oryginalny montaż, zdjęcia czy świetną, pamiętaną przeze mnie do dziś ścieżkę dźwiękową. Twórcy, choć początkowo zarzekali się, że Wielkie kłamstewka to tylko siedem odcinków i jedna zamknięta całość, niedawno ogłosili, że nakręcą kolejny sezon. Z jednej strony, cieszę się, że to nie koniec. Z drugiej – boję się o powodzenie tego projektu. Obyśmy się znowu pozytywnie zaskoczyli. [Karol Barzowski]

Amerykańscy bogowie

Długo wyczekiwana adaptacja powieści Neila Gaimana dopiero w tym roku – mimo wielu lat przymiarek – trafiła na mały ekran. Rezultat jest… Cóż, jestem w mniejszości, ale moim zdaniem – nie porywa.

Advertisement

Wygląda oszałamiająco, ale wlecze się potwornie. Niektóre postacie poznaliśmy lepiej niż w książce, zupełnie niepotrzebnie, a do tego ciągłe retrospekcje były nierówno rozłożone. Obejrzeć do końca obejrzę, teraz chociażby dlatego, że ciekawi mnie, jak odejście Bryana Fullera wpłynie na serial. Sądząc po jego innych produkcjach, miał duży wpływ na wygląd Amerykańskich bogów, więc może teraz jednak będzie więcej akcji, a mniej dramatycznych, spowolnionych ujęć? [Kornelia Farynowska]

Mindhunter

To było długie oczekiwanie, wypatrywanie, narastające emocje, bo przecież to Fincher i książka Johna Douglasa, mojego prywatnego guru, pioniera profilowania kryminalnego.

Advertisement

Warto było czekać, serial jest fantastyczny. Łączy w sobie porywająco intrygujący temat, rewelacyjne aktorstwo (Cameron Britton jako Ed Kemper zasługuje na wszystkie nagrody świata), wciągającą konstrukcję, niezwykły klimat, oprawę wizualną i złożone, niejednoznaczne, sprawnie budowane postaci. To świetna filmowa wariacja wokół książki Douglasa, która rozbudza apetyt na więcej i więcej. [Karolina Chymkowska]

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *