Publicystyka filmowa
Sceny z FILMÓW DC, które możemy oglądać BEZ KOŃCA
Odkryj niezapomniane momenty w SCENY Z FILMÓW DC, które wciągają fabułą i emocjami. Przyjrzyj się mrocznemu uniwersum, które fascynuje!
Kiedyś, jeszcze za czasów Burtonowskich Batmanów, wydawało mi się, że DC Comics prześcignie Marvela, bo jest mniej pulpowe, bardziej mroczne, filozoficzne i nacechowane racjonalnym pesymizmem. Piszę o moich wrażeniach, a nie faktach, z których przecież wynika, że pulpa w DC miała się wtedy doskonale. Od kilku lat jednak widzę wyraźny odwrót Universum DC, chociaż pod względem tematyki wcale nie odstaje ono od świata Marvela. Teraz, w czasach pandemii, widmo klęski szczególnie zajrzało w oczy redaktorom DC, bo Warner zdecydował o czystkach etatowych.
Jak odbije się to na całym uniwersum, okaże się za kilka lat, niemniej Marvel również mierzy się z epidemicznymi stratami. Tym bardziej więc powinniśmy zapamiętać te wspaniałe sceny z filmów opartych na świecie DC, żeby mieć porównanie, jak było kiedyś, przed COVID-19, a jak będzie po nim.
Walka Supermana z Zodem – Człowiek ze stali
Niezwykle dynamiczna, a zarazem nieuciekająca od dramatyzmu. Nie ma co obawiać się, że szybkie starcia i odbicia dwóch latających między budynkami herosów będą wyglądać sztucznie. Kadry są tak szybkie, że wszelkie niedociągnięcia nie są widoczne, a tło w formie powiększających i zmniejszających się wieżowców tylko przydaje całości energii. Finał jednak zaskakuje nie dynamiką samej walki, lecz emocjonalną kulminacją. Akcja wyraźnie zwalnia. Superman, czy też Kal-El, chwyta Zoda za szyję, a on wypuszcza ze swoich oczu śmiercionośną wiązkę promieniowania słonecznego.
Kal-El prosi go, by przestał, ale Zod jakby na przekór zdrowemu rozsądkowi cały czas nie przestaje, aż wiązka energii z jego oczu niebezpiecznie zbliża się do niewinnych ludzi. Wtedy Superman skręca mu kark. Ostatecznie wybiera. W obronie ludzi zabija kogoś ze swojej rasy. Czyżby Zod chciał udowodnić Kal-Elowi, nawet za cenę własnego życia, że nie było warto?
Przebudzenie Supermana – Liga Sprawiedliwości
Lubię oglądać tę scenę przede wszystkim dlatego, że widać w niej, jaka przepaść dzieli Kal-Ela od reszty superherosów z Ligi Sprawiedliwości. Żaden z nich nie jest w stanie go nawet zranić.
Wygląda to trochę tak, jakby Superman znalazł się zupełnie przypadkiem w całym uniwersum DC. Gdyby tak obrócił się przeciwko niemu, nic by z ludzkiego świata nie zostało. Ma jednak słabość – ludzkie wychowanie uczyniło zeń wrażliwego człowieka, a właściwie zakochanego mężczyznę. Od wieków wiemy, że nie powierza się takim żadnej ważnej misji, gdyż przeciwnik z łatwością może znaleźć na zakochanego jegomościa haka w postaci np. groźby zgładzenia jego wybranki. Jak wiemy z Ligi Sprawiedliwości, Lois Lane była słabością Supermana, ale w sumie, gdyby jej nie było, kto wie, co stałoby się z Ligą po przywróceniu Kal-Ela do życia. Tak więc słabe strony mają czasem i pozytywne działanie, zwłaszcza w nierealnym świecie superbohaterów.
Zamordowanie Komedianta, czy też upadek przypinki z uśmieszkiem – Watchmen. Strażnicy
Komediant był postacią równie kontrowersyjną, co i czasy, w których działał. W przeciwieństwie do systemu jednak Komediant nie bawił się w ukrywanie, jaki naprawdę jest.
Był sukinsynem, i to mu do szczęścia wystarczało. Zginął wcześnie, bo najwidoczniej nie był zbyt grywalną postacią wśród Strażników. To, jak zginął, czyli z wielką pompą, godne jest jednak zapamiętania, bo to zarówno w książce, jak i w filmie jeden z ciekawszych momentów. Bronił się zaciekle, lecz przeciwnik był przede wszystkim szybszy. Scena walki między nim a mordercą (nie chcę spojlerować) została nakręcona wybitnie, z dbałością o wszelkie detale i suspens, którego wybuch w postaci wyrzucenia Komedianta przez okno równoważony jest niemal metafizycznym obrazem, kiedy krew powoli broczy na symbolu superbohatera – żółtej przypince z uśmieszkiem. Tak kończą herosi – śmieją się nawet, gdy umierają, a ich symbole żyją nadal.
Pierwsze i ostatnie spotkanie Jokera z Grissomem – Batman
Nakręcona z charakterystycznym przymrużeniem oka Tima Burtona scena, w której Jack Napier najpierw się przedstawia, a potem zabija największego Gothamskiego przestępcę, Carla Grissoma (Jack Palance), zapada w pamięć właśnie dzięki Jackowi Nicholsonowi.
To jego pierwsze wyjście z mroku w postaci Jokera. Warto przytoczyć, co mówi do swojego niegdysiejszego szefa, nim go w cyrkowy sposób zastrzeli. – Jack, słuchaj, może zawrzemy układ? – mówi Grissom, wyraźnie zdenerwowany sytuacją. Wtedy Jack wychodzi z cienia do światła, zdejmuje kapelusz i wypowiada jedną ze swoich najbardziej znanych kwestii. – Jack… Jack nie żyje, mój przyjacielu. Możesz mnie nazywać Joker. Jak widzisz, teraz jestem znacznie weselszy. Potem następują strzały. Joker skacze jak bawiące się pistoletem dziecko. Zabija Grissoma, a sam staje się nowym bossem Gotham.
Dla przypomnienia, postępuje tak dlatego, że wcześniej Grissom chciał się go pozbyć rękami skorumpowanego policjanta, Maxa Eckhardta, gdyż dowiedział się o romansie Napiera ze swoją partnerką Alicią. Plan był taki, żeby jednocześnie pozbyć się dowodów winy Grissoma, a przy okazji usunąć Jacka. Zwabili go więc do Axis Chemicals, ale zamach nie wyszedł do końca. Jack przeżył jako oszpecony i żądny zemsty szaleniec.
Rozmowa Bruce’a Wayne’a z Ra’s Al Ghulem na przyjęciu – Batman – Początek
Spotkanie na szczycie, rzec można. Uczeń niezbyt tęsknił za mistrzem, ale za to mistrz stwierdził, że musi po raz ostatni porozmawiać ze swoim „dzieckiem”, może z nutką nadziei, że Bruce mógłby się do niego przyłączyć. Wspaniale w tej scenie rozmowy z Ra’s Al Ghulem Nolan rozłożył suspens. Zaczyna się tak niewinnie przywitaniem. Atmosfera stopniowo jednak się zagęszcza, a od przemówienia Bruce’a do gości – w sumie bardzo prawdziwego, bo to stado hien – napięcie szybuje w górę z szybkością rakiety. Spotkanie rozgrywa się w ciepłych barwach, sugerujących, że konwersację zwieńczy coś strasznego, jakaś destrukcja.
I faktycznie, ludzie Ghula podpalają dom Wayne’a, zaś on sam, uderzony spadającą belką, wydaje się zupełnie bezbronnym, wyidealizowanym przez społeczność Gotham Batmanem. Trochę dziwne jest, że tak biegły w sztuce wojennej Ghul nie sprawdza, czy faktycznie jego najlepszy uczeń zginął. No ale w końcu Batman – Początek to amerykański film z nieracjonalnie postępującymi bohaterami.
Przesłuchanie Jokera – Mroczny Rycerz
Joker świeci jasno niczym supernowa w tym jednym z najbardziej przecenionych filmów, jakie widziałem w całym swoim życiu. Zawyżona ocena i wszelkie ochy i achy, które słyszałem i zapewne będę słyszał na temat Mrocznego Rycerza wcale jednak nie wykluczają doskonałych momentów, a je właśnie zawdzięczamy Jokerowi, czy też Heathowi Ledgerowi. Zaczyna się rewelacyjnie – porucznik Gordon wychodzi z pokoju przesłuchań i mroczna twarz Jokera nagle się rozświetla. Ledger mruży oczy, a za nim stoi Batman. Jeden mocny cios, a raczej pchnięcie, i głowa Jokera odbija się od stołu. Nie robi to na nim jednak wrażenia. Nie zaczynaj od głowy – woła – bo ofiara się gubi.
Nie poczuje…
Spotkanie Aquamana z Atlanną – Aquaman
Z początku wydaje się, że jest to potwór, wróg, ktoś, kogo trzeba się obawiać, ale tylko ze względu na strój. Potem okazuje się, że bez jego ingerencji Mera by nie przeżyła. Wszystko rozgrywa się na plaży, tuż przed ostateczną próbą Aquamana, polegającą na wyjęciu trójzębu z dłoni Atlana.
Dziwny stwór, podobny raczej do krzyżówki ślimaka, koralowca i ryby, powoli zdejmuje swoje przebranie, a tymczasem Aquaman wychodzi z wody, jeszcze w zwykłym stroju, a nie w superbohaterskim wdzianku. Nieznana istota powoli się odwraca, ściąga hełm i okazuje się, że to Atlanna, zaginiona matka. I tak, jak Superman z herosa w ramionach Lois Lane zamieniał się w pokornego szczeniaczka, tak wielki Jason Momoa, Aquaman, w ramionach matki znów staje się zagubionym, stęsknionych chłopcem. Rozczulająca scena, tak jak i kilka innych w produkcji, sprawiająca, że Aquaman jest jednym z lepszych filmów w uniwersum DC.
Rozmowa Wonder Woman z Trevorem na łódce – Wonder Woman
Najlepszym wstępem do tej sceny jest pierwsze spotkanie Trevora i Diany Prince. On jeszcze nie za bardzo wie, gdzie się znalazł i z kim ma do czynienia, natomiast ona zdaje sobie sprawę przynajmniej z tego, że spotkała tak osobliwą istotę jak mężczyzna. Poza tym kompletnie nie wie, do czego facet może jej się przydać, a to właśnie Trevor będzie jej próbował wytłumaczyć w scenie na łódce. Jego podchody są naprawdę śmieszne, a reakcje Diany jeszcze bardziej zabawne. Przeciwieństwem klimatycznym ich rozmowy jest za to sceneria – mrok, zgaszone barwy, brudna scenografia, czające się gdzieś na morzu niebezpieczeństwo i konieczność konfrontacji z nim.
Wonder Woman to po Aquamanie drugi najlepszy film we współczesnym uniwersum DC, nie licząc oczywiście Batmanów z przełomu lat 80. i 90. A osiągnął to dzięki dobremu zrównoważeniu pozornie sobie przeciwnych gatunków – komedii, filmu akcji, melodramatu itp. Scena na łódce jest tego doskonałym przykładem – dowcipny dialog rozgrywający się w pełnym tajemnicy otoczeniu.
Narodziny Pingwina z Oswalda Cobblepota – Powrót Batmana
Pingwin jest postacią na wskroś Burtonowską, podobnie jak sposób ukazania jej genezy. Pewnego dnia przychodzi na świat dziecko inne niż wszystkie – zniekształcone, agresywne, niedostosowane do życia wśród ludzi. Tak przynajmniej wydaje się bogatym rodzicom Oswalda.
Postanawiają go więc porzucić, z nadzieją, że sam długo nie przeżyje. Jak bardzo się mylą. Swoim postępowaniem tworzą jednego z najlepiej skonstruowanych i zagranych antagonistów w całym DC. Mało tego, amoralność Pingwina, jak mało która, ma uzasadnienie, przekonującą genezę i niekiedy nawet wzrusza. Co do zaś samej sceny, Burton powrócił w niej do studyjnego, dusznego kręcenia historii z dreszczykiem rodem z Cormanowskich horrorów klasy B, a przez to niesamowicie zadziałał na wyobraźnię widza. Oczywiście nie każdego. Trzeba lubić ten rodzaj hiperrealizmu.
Joker ratuje Harley Quinn – Legion samobójców
To były jeszcze czasy, gdy Harley nie nosiła tak ostrego makijażu, baseballa, ani krótkich spodenek. Była dość grzeczną, ale jednocześnie psychotyczną doktorką z Arkham, która dostała świra na punkcie Jokera. Scena, która rozegrała się w Ace Chemicals dobitnie o tym świadczy.
Zaangażowanie emocjonalne Harley przekroczyło nawet oczekiwania samego Jokera. Jego przewrotne pytanie – Would you live for me? miało być testem, ale odpowiedź na nie zadziwiła Jokera na tyle, że nie pozwolił Harley umrzeć – chociaż z początku chciał się jej pozbyć. Pięknie sfilmowany skok po nią do kadzi z chemikaliami, oraz sam taniec w trującej mazi, która ostatecznie ją zmieniła, jest metaforą przeistoczenia się Harley w partnerkę w zbrodni, kochankę, a potem nawet przeciwniczkę Jokera, co zresztą on sam musiał przewidzieć. Był jednak na tyle niezrównoważony, że na to pozwolił. Zostawiłem tę pięknie od góry sfilmowaną scenę na koniec zestawienia, gdyż pocałunek Jokera i Harley, a potem jego dziki śmiech pośród feerii barw pojawiających się na powierzchni zbiornika z trującą cieczą, są jednym z najdoskonalszych momentów w całym DC, a ja chciałbym niemal dosłownie czuć smak tego przekleństwa pożądania, które dała Jokerowi Quinn i zadać jej to pytanie, żeby ona dla mnie się przeistoczyła, wyszła z siebie i stanęła obok, żeby znów przeżyć kolejne życie. Moje marzenie się jednak chyba nie spełni.
