Felietony

WATCHMEN. STRAŻNICY Zacka Snydera kończą dziesięć lat

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

W 2009 roku kino superbohaterskie nie było postrzegane tak jak dziś. W świadomości widzów historie te funkcjonowały głównie jako kiepskie filmy pokroju Daredevila z Benem Affleckiem czy Hulka z Erikiem Baną (niezależnie od mojej osobistej sympatii do obu tytułów). Kinowe Uniwersum Marvela liczyło zaledwie dwie pozycje, a za najbardziej dojrzałe ekranizacje komiksów o zamaskowanych bohaterach uważano Spider-Mana 2 Sama Raimiego i oczywiście Mrocznego Rycerza Christophera Nolana. Świadomość widzów była znikoma, a wyczucie gatunkowe niewyrobione. Właśnie w tym roku – 23 lutego, czyli dokładnie dziesięć lat temu – premierę mieli Watchmen. Strażnicy Zacka Snydera.

Snyder po całkiem udanym komercyjnym i artystycznym przyjęciu innej ekranizacji kultowego komiksu – 300 Franka Millera – dostał od Warner Bros. zielone światło na przeniesienie na ekran kolejnej ikonicznej powieści graficznej. Uzbrojony w ukochane slow motion i z oryginalnym komiksem w ręku przedstawił widzom w miarę wierną ekranizację dzieła Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa. Z jednej strony kurczowo trzymał się oryginalnych kadrów, wątków i dialogów, z drugiej zmuszony był do kilku uproszczeń i pominięć, postanowił też względem komiksu zmodyfikować zakończenie. Tam gdzie rysownik Dave Gibbons nawiązywał do klasycznych komiksów superbohaterskich, Snyder bawił się stylizacjami znanymi z ich ekranizacji – komiksowy Nocny Puchacz wyglądał jak komiksowy Batman, filmowemu bliżej było do Batmana o twarzy Michaela Keatona. Nie zabrakło też ukochanej przez Snydera groteskowej przemocy i odważnych scen erotycznych. Reżyser był na tyle pewny siebie, że na jednym z kostiumów umieścił gumowe sutki znane z niesławnego dzieła Batman i Robin, a soundtrack naładował iście wybuchową mieszanką od The Sound of Silence Simona i Garfunkela po 99 Luftballons Neny.

strażnicy

Często zastanawiam się, jak wyglądałby odbiór dokładnie tego samego filmu dzisiaj.

Dziś dostrzegam przynajmniej kilka problemów filmu Zacka Snydera, ale w 2009 roku Watchmen. Strażnicy zrobili na mnie ogromne wrażenie – formą, aktorstwem, (względnie) zgrabnym przeniesieniem na ekran wielowątkowej, inteligentnej historii Moore’a. Byłem niestety w mniejszości. Sam podczas kinowego seansu widziałem widzów wychodzących z sali na długo przed napisami końcowymi. Kiepskie recenzje krytyków i chłodny odbiór publiczności doprowadziły film Snydera na popkulturowy śmietnik.

Często zastanawiam się, jak wyglądałby odbiór dokładnie tego samego filmu dzisiaj, kiedy widzowie doskonale znają wszystkie superbohaterskie archetypy i gatunkowe tropy, kiedy Marvel bawi się konwencjami, a Deadpool nie razi wysoką kategorią wiekową. Mam nieodparte wrażenie, że dziś film przełamujący konwencję zamaskowanych herosów, rozliczający się z gatunkiem i ukazujący bohaterów, którym naliczyć można więcej wad niż zalet, zachwyciłby widzów i krytyków na całym świecie.

watchmen-hbo

Telewizyjne Watchmen zapowiedziane zostało już na ten rok.

W pewnym sensie będziemy się mogli o tym przekonać. HBO wyprodukowało serial na podstawie komiksu Moore’a i Gibbonsa, a telewizyjne Watchmen zapowiedziane zostało już na ten rok. Twórcą serialu jest Damon Lindelof (Zagubieni), a w obsadzie znajdą się m.in. Jeremy Irons (który zagrać ma Ozymandiasza – tego samego bohatera, którego w filmie Snydera odgrywał Matthew Goode, a który okazał się największą castingową wpadką tamtej produkcji) czy Don Johnson. Pierwsze materiały i zdjęcia z planu wyraźnie pokazują, że – w przeciwieństwie do filmu Snydera – nie będzie to wierna ekranizacja. Serial, zdaje się, będzie jedynie korespondował z komiksem, bawił się jego treścią. Trudno powiedzieć, co dokładnie zobaczymy, bo Lindelof twierdzi, że nie dostaniemy ekranizacji, której chcemy, ale której potrzebujemy. Cokolwiek to znaczy.

Dokładna data premiery nie jest jeszcze znana. Materiały promocyjne są tajemnicze i oszczędne, ale moja wyobraźnia mocno już rozgrzana.

Trzymam kciuki.

Ostatnio dodane