Publicystyka filmowa
Filmy, które ZYSKAŁY na ZŁYM AKTORSTWIE
FILMY, KTÓRE ZYSKAŁY NA ZŁYM AKTORSTWIE to zestawienie kultowych dzieł, które dzięki fatalnym występom stały się niezapomniane.
Współcześnie możliwe jest wyróżnienie dwóch kategorii filmów: dobrych oraz tych bardzo złych. Ważnym aspektem jest nie tylko sama historia czy reżyseria. Coraz częściej aktorzy wspinają się na wyżyny swoich możliwości, kreując niezapomniane role, nawet jeżeli sam film okazuje się dość przeciętny.
Zdarzają się jednak przypadki, kiedy złe aktorstwo sprawia, że film na tym zyskuje – dzieło dość przeciętne przeistacza się w coś wartego uwagi, stając się trochę lepszą produkcją, nawet jeżeli miejscami wciąż tandetną. Niektóre występy są tak złe, że stają się kultowe, a dane dzieła są znane tylko dzięki koszmarnym popisom aktora czy aktorki.
W niniejszym zestawieniu skupiam się na tragicznie zagranych filmach, które „poprawiły się” dzięki fatalnemu aktorstwu.
The Room (2003)
Tego filmu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Produkcja, zwana przez niektórych Obywatelem Kane’em złych filmów, to festiwal koszmarnych występów, nie tylko samego reżysera, lecz także i pozostałych aktorów, dla których w większości przypadków był to pierwszy popis zdolności aktorskich na dużym ekranie.
Skutków, jakie niosło to ze sobą, nie przewidział chyba nikt, nawet sam Tommy Wiseau. Dziwaczny akcent i dość niecodzienny sposób grania sprawiły, że jego zły występ okazał się poniekąd strzałem w dziesiątkę, przez co jeszcze długo nie zapomnimy o The Room. Złe aktorstwo zostało docenione między innymi przez Jamesa Franco, który przedstawił historię powstawania tego już kultowego dzieła.
Kult (2006)
Nowa wersja Kultu jest przerażająco zła. I prawdopodobnie przepadłaby w otchłań zapomnienia, gdyby nie „fantastyczna” rola Nicolasa Cage’a, obecnego króla złego aktorstwa i tandetnych filmów. Jego gra to bez wątpienia najlepszy występ komediowy, jaki dane mi było zobaczyć. Bohater Kultu jest dziwaczny do granic możliwości, w czym źle napisany scenariusz tylko mu pomaga. Niemniej dzięki tej roli produkcja bez wątpienia zyskała i mimo porażki w box offisie stała się dziełem w niektórych kręgach już, cóż, kultowym.
Bez twarzy (1997)
Do realizacji filmu zatrudniono samego Johna Woo, natomiast w rolach głównych wystąpili Nicolas Cage oraz John Travolta – i cóż to jest za genialny duet! Sam film zapewne zostałby zapomniany, gdyby nie widowisko, które tworzą dwaj tytułowi bohaterowie. Jest to aktorstwo przerysowane do granic możliwości, szalone, nieprzewidywalne, a momentami tak śmieszne, że widz autentycznie zastanawia się, co ogląda. Trzeba przyznać, że to bez wątpienia element, który sprawił, że produkcja okazała się hitem, zarabiając pod koniec lat 90 prawie 250 milionów dolarów i zbierając na Rotten Tomatoes 92% pozytywnych recenzji.
Showgirls (1995)
Zdarza się, że dzięki wskazówkom reżysera aktor wspina się na wyżyny swoich możliwości, a niekiedy nawet przekracza je, tworząc niezapomnianą kreację aktorską. Co jednak, kiedy twórca danego dzieła filmowego każe aktorowi dać najgorszy występ na świecie? Cóż, odpowiedź na to pytanie odnajdziecie w filmie Showgirls, który niestety nie należy do udanych.
Mimo iż samo dzieło okazało się porażką, to fani po latach docenili śmieszne dialogi oraz przerysowany do granic możliwości, cringe’owy występ Elizabeth Berkley, który na przestrzeni kolejnych lat zyskał miano kultowego. To bez wątpienia jedyny powód, dla którego warto sięgnąć po ten film.
Batman Forever (1995)
Batman Forever to zły film od początku do końca, ale… zyskuje bez wątpienia na złym aktorstwie takich gwiazd jak Val Kilmer, Jim Carrey oraz Tommy Lee Jones. Wszystko tu od początku do końca jest ukierunkowane na drewniane występy bądź przerysowane do granic możliwości popisy (nie ma tu półśrodków). Dzieło Schumachera zapewne przeszłoby bez echa, gdyby nie dość dziwaczne występy aktorów w głównych rolach, które jednocześnie sprawiają, że widz naprawdę dobrze się bawi na seansie, choć mimo wszystko pozostaje on trudny.
Władcy Wszechświata (1987)
Jeżeli w jakimś filmie występuje Dolph Lundgren, to można mieć pewność, że będzie to autentyczna jazda bez trzymanki. Dorzućmy jeszcze do tego Franka Langellę w roli Szkieletora i jego wszechobecne dramatyczne zwroty głowy z towarzyszącą mu muzyką, a otrzymamy dzieło kompletne. Film jest okropnie zły, ale dzięki fatalnej grze aktorskiej bez wątpienia zyskuje niezamierzony efekt komediowy, ku uciesze większości fanów złych filmów.
Zdarzenie (2008)
Po raz kolejny wracam do M. Nighta Shymalana, i to nie bez powodu. Zdarzenie w zamierzeniu miało być przyzwoitym horrorem, a okazało się bardziej komedią ze źle napisanymi dialogami i postaciami wyciętymi z papieru. Prym wiedzie Mark Wahlberg, który jest tak drewniany, że widz od samego początku może zastanawiać się, czy przypadkiem to jego występ nie jest tym wielkim, zapowiadanym plot twistem.
Jest on w istocie tak zły, że całość ogląda się z tak niesamowitą frajdą, jak żaden z innych filmów reżysera. Produkcja słaba, ale za to główny aktor jest przekomiczny, co podnosi wartość dzieła o pół gwiazdki.
Samurai Cop (1991)
Film, który do dzisiaj walczy z The Room o miano najgorszej produkcji w dziejach kina. Poza drewnianym aktorstwem (wysuwającym się na pierwszy plan) mamy tu smoka, wybuchy oraz białych samurajów, którzy w swoim pojedynku udowadniają, jak może wyglądać występ najgorszy z możliwych. Oczywiście produkcja broni się sama, bo jest w niej praktycznie wszystko, od seksizmu po tandetne kostiumy, dialogi, jak i muzykę. Niemniej główny bohater biegający w peruce sprawia, że całość ogląda się jeszcze lepiej.
Sharknado i kontynuacje (2013)
Do jednego z najbardziej nieoczekiwanych sukcesów stacji Syfy bez wątpienia przyczyniło się drewniane aktorstwo, dzięki któremu film Sharknado stał się produkcją kultową. Są to występy na tyle niesamowite, że bez nich mielibyśmy do czynienia wyłącznie z kolejną wariacją na temat rekinów. Tara Reid gra tak beznamiętnie, że można odnieść wrażenie, iż została podmieniona przez robota. Ian Ziering niespodziewanie dla wszystkich okazał się prawdziwym bohaterem kina „akcji”, wymachującym piłą łańcuchową, podczas, gdy John Heard… mam dziwne wrażenie, że aktor przypadkiem trafił na plan filmowy, bo chciał się zwyczajnie napić piwa w barze, a został na dłużej. Na pochwałę zasługują jego wyczyny przy użyciu stołka barowego.
