Ranking

Kosmiczny łowca. Ranking wszystkich filmów z PREDATOREM

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Predator – drapieżny, tajemniczy, przebiegły i nadludzko silny osobnik, wywodzący się nie z tego świata. Znacie go? To postać z gier, komiksów, książek i rzecz jasna sześciu filmów SF. Dwa z nich to crossovery, a cztery stanowią serię okraszoną dwoma rebootami. Który z nich cenicie najbardziej? Ja znam swoją kolejność. Wniosek, jaki nasuwa mi się po przypomnieniu sobie wszystkich filmów z udziałem tego kosmicznego łowcy, jest jeden – dziesiąta muza mogła lepiej wykorzystać potencjał tej postaci. Ale z tego, co nam dano, też jest w czym wybierać i przy czym się bawić.

6. Obcy kontra Predator 2 (2007)

Wiele grzechów można było wybaczyć Paulowi W.S. Andersonowi, także to, jak koślawo przeniósł na ekran kapitalny koncept starcia legendarnych zabójców z kosmosu, wywodzący się z komiksów i gier. Ale już niesławnym braciom Strause wybaczyć się tego nie da. Rzeczy, które dało się zignorować w pierwszej odsłonie crossovera, tu zaczęły kłuć w oczy. Z niegroźnej, acz mało poważnej zabawy kultowymi postaciami zeszliśmy do podziemi, gdzie najzwyczajniej zabrakło światła (film jest zdecydowanie za ciemny) i tlenu, by ten seans przeżyć w jednym kawałku. Nie wiem, czy jest w ogóle sens przytaczać poszczególne fragmenty fabuły, gdyż jest ona tak prosta, tak przewidywalna, że odnalazłby się w niej mój trzyletni syn, gdyby oczywiście film wpisywał się w jego kryterium wiekowe. A do tego wcale nie było daleko, bo w momencie, gdy potwory na moment schodzą ze sceny, mamy w zachowaniu bohaterów i całej otoczce mnóstwo dziecinady. O czym więc jest AVP 2? Napieprzają się, zielona krew i kwas się leją, a ja ziewam przy tej tandecie niemiłosiernie, jakbym patrzył na coś tworzonego za grosze, bez serca, bez pasji i na odpieprz.

5. Predator (2018)

Tego to ja się nie spodziewałem. Kogo jak kogo, ale nazwisko Shane’a Blacka siedzącego za kółkiem tego podszytego kultem pojazdu zwiastowało ni mniej, ni więcej, tylko seans co najmniej udany. Żeby spartolić takiego samograja, trzeba się postarać. Black to przecież aktor z pierwszej części, który poznał ten świat od podszewki. Ale po kolei. Casting wyszedł obiecująco, ale w filmie żaden aktor nie zdołał do siebie przekonać, nie wykorzystano niczyjego potencjału. Fabuła zapowiadała się oryginalnie, przynajmniej w stosunku do tego, co w serii już widzieliśmy, ale okazało się, że Predator nie bardzo lubi i nadaje się do zmian. Zmian, dodajmy, wprowadzonych na siłę i nieporadnie. W konsekwencji tego to, co oglądamy przez prawie dwie godziny, to festiwal głupich i nietrafionych pomysłów na to, jak odświeżyć serię. Zawiodłem się na Predatorze tym bardziej, gdy podczas seansu zdałem sobie sprawę, jak bardzo ten twór jest usilnie pchany we współczesne trendy kina akcji, mające na celu zadowalać wszystkich i zawsze. Za kuriozum uznaję obecność w jednym filmie scen krwistych niczym wołowy stek, przeplatanych wstawkami komediowymi oraz obecnością bohatera dziecięcego jak żywo wyjętego z filmu familijnego. Nic tu się do siebie nie dodaje, wszystko za to w oczy kole niemal w każdej scenie. Tylko charyzmy Boyda Holbrooka żal mi jest najbardziej.

Ostatnio dodane