search
REKLAMA
Artykuł

NIEHORRORY, czyli filmy o PRAWDZIWYCH zbrodniach – część II

Katarzyna Kebernik

4 stycznia 2019

REKLAMA

Samotny człowiek uderza z bezwzględną furią* – masakra w Columbine High School

Słoń (reż. G. Van Sant, 2003)

Columbine High School
Dylan Klebold i Eric Harris

*cytat z dziennika Dylana Klebolda

Obaj byli ponadprzeciętnie zdolni, pochodzili z „normalnych” rodzin i mieli dobre oceny. Eric Harris chciał zostać wojskowym, tak jak jego ojciec. Dylan Klebold pochodził z inteligenckiej rodziny, był chorobliwie nieśmiałym i nadwrażliwym dzieckiem – ze względu na wyścig szczurów i nadmiar stresu zrezygnował z elitarnego programu szkolnego, którym w latach 90. obejmowano najinteligentniejszych uczniów Ameryki.

Zaprzyjaźnili się jeszcze przed tym, jak wspólnie rozpoczęli naukę w Columbine High School. Poza sobą nawzajem mieli niewielu znajomych, w szkole uważano ich za dziwaków. Zainteresowani komputerami i informatyką, noszący się na czarno i zawsze ponurzy Dylan i Eric szybko stali się ulubionym obiektem prześladowań szkolnej elity – sportowców i mięśniaków. Obaj uciekali w wirtualny świat: gry komputerowe i tworzone przez siebie strony internetowe oraz blogi, których zawartość stawała się z roku na rok coraz bardziej niepokojąca. Zapiski chłopców (w większej mierze Erica) były pełne nihilizmu, depresyjnych przemyśleń, poczucia beznadziei, pogardy do samego siebie i całego świata, a z czasem: paranoidalnej wizji świata, nienawiści do ludzkości, fascynacji bronią i nazizmem, fantazji o masowym morderstwie oraz manii wielkości.

Eric Harris Dylan Klebold
Nagranie z monitoringu

U Erica po raz pierwszy stwierdzono problemy psychiczne na długo przed szkolną masakrą. Zaobserwowano u niego zachowania antyspołeczne i depresję, jednak psychotropy, jakie przepisano mu na te problemy, tylko wygenerowały nowe: lęki, schizy i paranoje. Także Dylan przyjmował antydepresanty. Wspólnie odreagowywali, zadzierając z prawem, dokonując drobnych przestępstw i kradzieży. W efekcie jako siedemnastolatkowie – na rok przed tragedią – zostali objęci programem resocjalizacyjnym, w ramach którego sprawowali się ponoć dobrze. Nikt nie podejrzewał, że następne kilkanaście miesięcy zajmie im szczegółowe planowanie zamachu na ich liceum, Columbine High School: gromadzenie broni, montowanie bomb, pieczołowite notowanie każdego szczegółu. Cel? Zabić jak najwięcej osób.

Do spełnienia tych makabrycznych planów doszło 20 kwietnia 1999 r. Biorąc pod uwagę zainteresowanie obu chłopców nazizmem, wielu interpretuje tę datę jako hołd dla Hitlera, złożony w rocznicę jego urodzin. Nie jest to jednak prawda: masakra pierwotnie była zaplanowana na 19 kwietnia. Zamachowcy musieli przesunąć datę o dzień ze względu na to, że kolega, który załatwiał im część broni, spóźnił się z dostawą.

Pierwszym punktem zamachu miał być wybuch kilku bomb domowej roboty. Następnie mieli czekać na zewnątrz szkoły i strzelać do uciekających z budynku osób jak do kaczek. Mimo ponad roku intensywnych przygotowań pierwsza część akcji okazała się – nomen omen – niewypałem. Bomby podstawione w stołówce miały zostać zdetonowane kwadrans po jedenastej: na szczęście nigdy do tego nie doszło. Wybuchowe ładunki nie wypaliły. Wobec tego Eric i Dylan byli zmuszeni przejść od razu do punktu drugiego – strzelania. Wkroczyli do szkoły uzbrojeni po zęby, przez nikogo niezatrzymani (nikomu nie przyszło do głowy, że broń może być prawdziwa), i najzwyczajniej w świecie zaczęli strzelać do ludzi. Rozpętały się panika i piekło.

Columbine gus van sant elephant 2003
Alex Frost w filmie Słoń

Biorąc pod uwagę arsenał zgromadzony przez zamachowców i spóźnioną reakcję policji, która dała Dylanowi i Ericowi naprawdę dużo czasu, to cud, że zginęło „zaledwie” 13 osób, a ranionych zostało 24. Gdyby akcja przebiegła tak, jak zaplanowali to nastolatkowie w swoich dziennikach, liczba ofiar byłaby o wiele wyższa. Również zachowanie chłopców jest nietypowe, kłóci się z deklarowaną chęcią zabicia jak największej liczby ludzi i dokonania „naturalnej selekcji”. Zamachowcy, co widać na taśmach z monitoringu, przez większość czasu przechadzali się po korytarzach i strzelali do pustych ścian. Dobór ofiar również był przypadkowy, co wyklucza przypuszczenie, jakoby celem ataku mieliby być szkolni prześladowcy – tak naprawdę żaden z nich nie zginął 20 kwietnia. Dylan i Eric strzelali do tego, kto im się nawinął, według kaprysu. Po co więc rozpętali całą tę masakrę? Być może najbliższy mrocznej prawdy jest wpis z pamiętnika Erica, w którym wynurza się on na temat tego, że strzelanina będzie niepowtarzalną okazją, by poczuć się jak bohater gry komputerowej. Rzeczywiście, zabijanie sprawiało obu zamachowcom dziką radość. Taśmy ze stołówki i biblioteki – dwóch miejsc, w których zabili i ranili największą liczbę osób – są bardzo niepokojące: przedstawiają dwóch wyrostków uzbrojonych jak profesjonalni komandosi, śmiejących się przy strzelaniu tak, jakby właśnie znajdowali się na najlepszej imprezie w życiu.

Ostatnim punktem zaplanowanym przez morderców było samobójstwo. Zamachowcy od początku wiedzieli, że jest to ostatni dzień ich życia – zabicie samych siebie było koronnym punktem ich planu. Po otoczeniu szkoły przez policję i wymianie ognia z funkcjonariuszami, obaj strzelili sobie w skroń i zginęli na miejscu. Mieli 18 lat. Kontrowersje budzi jednak fakt, że Dylan został zastrzelony z broni Erica, co może sugerować, że tak naprawdę nie popełnił on samobójstwa, a zamordował go jego przyjaciel.

słoń gus van sant elephant columbine high school massacre

Nic nie usprawiedliwia Erica i Dylana, nawet postępujące problemy psychiczne nie były na tyle poważne, by uczynić ich niepoczytalnymi i zaburzyć osąd rzeczywistości. Młody wiek, nieukształtowany charakter i nastoletnia głupota w żadnym wypadku nie tłumaczą wykalkulowanego i zaplanowanego na zimno mordu. A jednak Eric i Dylan budzą nie tylko obrzydzenie, ale i współczucie. Jak bardzo trzeba być zgorzkniałym, wypalonym wewnętrznie i zeżartym nienawiścią do świata, by w tak łatwy sposób i bez wyraźnego motywu odebrać życie kilkunastu przypadkowym osobom, a następnie sobie? Cierpienie i samotność rodzi zło, a ciemna strona ludzkiej natury jest przepastna i tajemnicza.

Jak zawsze w podobnych sytuacjach następstwem było polowanie na czarownice i rozpaczliwe szukanie winnych: często krzywdzące. Dostało się grom komputerowym i graczom, ponieważ obaj chłopcy byli fanami brutalnych strzelanek, z Doom i Kingpinem na czele. Dostało się także koncernom farmaceutycznym dystrybuującym psychotropy, które przyjmował Eric. Producentom zarzucano, że niedostatecznie zbadano wszystkie możliwe skutki uboczne, a psychiatrom – że zbyt lekko przepisują silne leki dzieciom i nastolatkom. Co najbardziej bolesne dla kinomanów, masakra w liceum Columbine po raz kolejny rozpętała dyskusję o zgubnym wpływie filmów na młodzież – Eric i Dylan, jak wielu zbrodniarzy, nie kryli się ze swoją fascynacją m.in. Natural Born Killers. Co zaś najbardziej oburzające z ludzkiego punktu widzenia – winą za całe zajście obarczano rodziców chłopców.

columbine high school elephant film o strzelaninie szkolnej
Eric Deulen i Alex Frost w filmie Słoń

Pod ich adresem leciały kalumnie, sąsiedzi i znajomi przypuścili prawdziwą nagonkę na normalnych, nieidealnych, popełniających błędy wychowawcze (jak każdy), ale przecież chcących dla swoich dzieci jak najlepiej ludzi. Nikt nie pomyślał o tym, jak wielką traumą i tragedią musi być dla rodzica świadomość wychowania mordercy, a także przeżycie samobójstwa własnego dziecka: jakkolwiek złe to dziecko by nie było. Abstrahując od ich nieskuteczności, ojciec Erica podejmował liczne starania mające na celu pomóc jego synowi, np. odnotowywał wszystkie jego niepokojące zachowania, wyciągał konsekwencje z niepożądanych zachowań. Kiedy na miesiąc przed strzelaniną otrzymał telefon z informacją, że jego zamówienie na broń jest już gotowe do wysyłki, odpowiedział, że to pomyłka i zapomniał o całej sprawie. Nie podejrzewał, że jego syn gromadzi w piwnicy prawdziwy arsenał.

Jednakże Gus Van Sant nie próbował forsować żadnej prostej, łopatologicznej tezy – i to właśnie świadczy o ogromnej klasie jego Słonia. Główną inspirację reżysera stanowiło oprócz strzelaniny impresyjne opowiadanie jego przyjaciela po fachu, Harmony’ego Korine’a. To, co zadziało się w głowach dwóch nieletnich zamachowców, pozostaje tajemnicą. Reżyser nie stara się jej rozwiać, a raczej postawić widza oko w oko z jej mrokiem i cieniem. Zło jest u niego nieprzeniknioną zagadką. Przede wszystkim jednak, jest do bólu banalne. Odarte z blasku i pozbawione sensu czy celu. Istotą zła i tragedii – czy szerzej: życia – jest u Van Santa przypadkowość. Przypadkowe jest tutaj wszystko, począwszy od tytułu: w pokoju jednego z nieletnich zamachowców wisi obrazek słonia, na którym przez moment zatrzymuje się oko kamery – to jedyne nawiązanie do tego zwierzęcia w całym filmie. Inne interpretacje tytułu przywołują angielski idiom „elephant in the room” („słoń w pokoju”) – określenie czegoś rzucającego się w oczy, natarczywego, alarmującego. A jednak ktoś kiedyś przeoczył ewidentne problemy Erica i Dylana tak, jak my przeoczamy kolejne postacie nastolatków, zlewające się ze szkolnym tłem.

elephant gus van sant columbine high school
John Robinson w filmie Słoń

Słoń przypomina miejscami paradokument – to portret kilku godzin z życia szkolnej społeczności, przed strzelaniną i w jej trakcie. Wrażenie realizmu potęguje obsadzenie w rolach uczniów aktorskich naturszczyków. Bardzo długie, kilkuminutowe ujęcia sprawiają, że czujemy się jak jedni z uczniów, chodzący za kolegami ze szkoły i podglądający ich codzienność. Oglądamy chaotyczne i niepowiązane ze sobą sceny: bulimiczne nastolatki wymiotujące po nietkniętym obiedzie ze stołówki, syn alkoholika próbujący radzić sobie z problemami w domu i szkole, zakochana para planująca wspólne spędzanie wolnego czasu. Większe i mniejsze problemy, które przerywa niespodziewana strzelanina. O tym, które z tych osób stracą życie, zadecyduje wyłącznie przypadek.

Reżyser z dystansu, chłodno i bez komentarza rejestruje cały absurd życia, którego to absurdu uosobieniem jest szkolna masakra. Śmierć wybiera swoje ofiary bez logiki, porządku i sprawiedliwości: tak w trakcie zamachu, jak i w życiu. Wydestylowane studium bezsensowności oraz łatwości przemocy jest dziełem zaskakująco przy tym melancholijnym, subtelnym, refleksyjnym. Dla wrażliwego widza Słoń będzie seansem, który z pewnością głęboko przeżyje. Złota Palma dla tego filmu była całkowicie zasłużona.

Masakra w Columbine High School do dziś pozostaje chyba najszerzej znaną szkolną strzelaniną. Akta w sprawie zostały całkowicie odtajnione. Tragedia inspirowała wielu filmowców poza Van Santem: na jej motywach powstały choćby Kwietniowe łzy. Co jednak przerażać może najbardziej, to że po dziś dzień Eric i Dylan inspirują… życie. W różnych dziwnych zaułkach Internetu nadal można znaleźć fanów masakry Columbine, otaczających zamachowców swoistym kultem. W kilku przypadkach fascynację poparły czyny, kiedy to dochodziło na terenie Ameryki – i nie tylko – do strzelanin bezpośrednio inspirowanych ostatnim dniem życia Erica Harrisa i Dylana Klebolda.

 

Katarzyna Kebernik

Katarzyna Kebernik

Pisze. Żyje dla czytania, oglądania, słuchania i snucia opowieści. Lauretka II nagrody w Konkursie im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych oraz zwyciężczyni konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Kamera Akcja. Publikuje w "KINIE", "Pleografie" i (oczywiście) na film.org.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA