publicystyka filmowa

Najlepsze NISKOBUDŻETOWE filmy SCIENCE FICTION. Niski budżet w służbie wyobraźni

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Wysoki budżet sprzyja produkcjom science fiction tylko w teorii. Pojedynczy reżyserowie – jak James Cameron, Steven Spielberg czy Christopher Nolan – potrafią każdego centa przetopić na fragment świetnie wyglądającego materiału, ale przekrój przez wysokobudżetowe produkcje z tego gatunku budzi wątpliwości co do zależności między ilością zainwestowanej gotówki a poziomem filmu. Coraz częściej wielkie spektakle opierają się jedynie na efektach specjalnych i wizerunkach znanych aktorów. O ile wartość rozrywkowa takich produkcji może w pełni satysfakcjonować, o tyle miłośnicy inteligentnych, kreatywnych, zmuszających do myślenia historii powinni zwrócić swoje oczy raczej ku produkcjom niezależnym i niskobudżetowym. Niski budżet sprzyja bowiem produkcjom SF w praktyce: niedostatki produkcyjne trzeba nadrabiać wyobraźnią, braki sprzętowe – kreatywnym podejściem do filmowej materii, a efekty trzeba dozować z umiarem i w ścisłej relacji z historią, a nie zamiast niej.

Minimaliści rekordziści

Uważaj, to ostatnie piętnaście centów na efekty specjalne!

Nie można mówić o niskobudżetowym SF bez wspominania o filmie, którego historia powstania i sukces zdają się przeczyć jakimkolwiek prawom logiki i prawdopodobieństwa. Wynalazek jest filmem ze wszech miar wyjątkowym. To reżyserski debiut Shane’a Carrutha, który z branżą nie miał wspólnego prawie nic – poza pomysłem na film. Carruth z wykształcenia jest matematykiem. Zanim został filmowcem, pracował przy oprogramowaniu do symulacji lotów. W jego głowie narodził się pomysł filmu o podróży w czasie. Scenariusz Wynalazku jest taki, o jaki można posądzić matematyka obdarzonego ścisłym umysłem – trudny do zrozumienia, skomplikowany, ale niebanalny i fascynujący. Cały budżet pochodził z własnej kieszeni Carrutha – a był to budżet nie byle jaki, bo opiewał na kwotę… siedmiu tysięcy dolarów, z czego większość pochłonął zakup taśmy filmowej i catering. Twórca zagrał w swoim filmie główną rolę, zajął się też wszystkimi pracami scenograficznymi oraz montażem i samodzielnie skomponował muzykę. Krótki, treściwy i dziwaczny film jest dziś obiektem kultu i przedmiotem niezliczonej ilości analiz. Ciekawostka: statystycznie rzecz biorąc, jeden budżet Avatara mógłby pokryć sześćdziesiąt tysięcy siedemset dziesięć produkcji Wynalazku. Na kolejny film Carrutha trzeba było czekać aż jedenaście lat. Upstream Color został nakręcony już za pięćdziesiąt tysięcy dolarów, co nadal pozostaje kwotą, jak na filmowe i hollywoodzkie standardy, śmieszną… Dwa razy więcej, bo okrągłe sto tysięcy, kosztował inny szalenie interesujący obraz – Druga Ziemia w reżyserii Mike’a Cahilla. To miniaturowe arcydzieło opowiada historię kobiety, która otrzymała szansę odpokutowania swoich życiowych win w momencie, gdy w pobliżu naszej planety pojawiła się jej bliźniacza „siostra”. W filmie wystąpiła gwiazda niezależnego kina, Brit Marling, a jej kreacja stanowi jeden z najmocniejszych punktów filmu, skupiającego się na historii, bohaterach i emocjach.

Wygadani

Plakat zawierający większą liczbę efektów wizualnych niż sam film

Choć kino uznaje się za medium wizualne, to jeden z jego mistrzów – Sidney Lumet – uważał, że dialogi są równie ważne jak obraz. Nie wypada nie wziąć słów twórcy Dwunastu gniewnych ludzi do serca i udać się w rejony kina przegadanego, którego siła tkwi w tekstach, przemyśleniach i we wnioskach. Oczywiście wśród tego typu filmów z powodzeniem da się znaleźć reprezentantów gatunku fantastyki naukowej. Doskonałym przykładem jest Człowiek z ziemi – ubogi, ale wcale nie wybrakowany krewny filmu K-PAX – w którym poznajemy historię mężczyzny liczącego sobie czternaście tysięcy lat. Oparty na dialogach scenariusz stworzył weteran gatunku Jerome Bixby, który pracował jako scenarzysta między innymi przy oryginalnej wersji horroru Coś, serialowym Star Treku oraz przy Strefie mroku. Równie interesujące historie znajdziemy w produkcjach Czworo do pary i Równoległa rzeczywistość. Pierwsza z nich kosztowała sto tysięcy dolarów, a wystąpili w niej Elisabeth Moss i Mark Duplass. Drugą nakręcono za pięćdziesiąt tysięcy – nie ma w niej żadnych znanych nazwisk, ale historia z nawiązką rekompensuje wszystkie braki.

Ostatnio dodane