Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze NISKOBUDŻETOWE filmy SCIENCE FICTION. Niski budżet w służbie wyobraźni

NISKOBUDŻETOWE FILMY SCIENCE FICTION udowadniają, że wyobraźnia jest potężniejsza niż pieniądze. Odkryj kreatywne arcydzieła!

Published

on

Najlepsze NISKOBUDŻETOWE filmy SCIENCE FICTION. Niski budżet w służbie wyobraźni

Wysoki budżet sprzyja produkcjom science fiction tylko w teorii. Pojedynczy reżyserowie – jak James Cameron, Steven Spielberg czy Christopher Nolan – potrafią każdego centa przetopić na fragment świetnie wyglądającego materiału, ale przekrój przez wysokobudżetowe produkcje z tego gatunku budzi wątpliwości co do zależności między ilością zainwestowanej gotówki a poziomem filmu. Coraz częściej wielkie spektakle opierają się jedynie na efektach specjalnych i wizerunkach znanych aktorów. O ile wartość rozrywkowa takich produkcji może w pełni satysfakcjonować, o tyle miłośnicy inteligentnych, kreatywnych, zmuszających do myślenia historii powinni zwrócić swoje oczy raczej ku produkcjom niezależnym i niskobudżetowym.

Advertisement

Niski budżet sprzyja bowiem produkcjom SF w praktyce: niedostatki produkcyjne trzeba nadrabiać wyobraźnią, braki sprzętowe – kreatywnym podejściem do filmowej materii, a efekty trzeba dozować z umiarem i w ścisłej relacji z historią, a nie zamiast niej.

Minimaliści rekordziści

Uważaj, to ostatnie piętnaście centów na efekty specjalne!

Nie można mówić o niskobudżetowym SF bez wspominania o filmie, którego historia powstania i sukces zdają się przeczyć jakimkolwiek prawom logiki i prawdopodobieństwa. Wynalazek jest filmem ze wszech miar wyjątkowym. To reżyserski debiut Shane’a Carrutha, który z branżą nie miał wspólnego prawie nic – poza pomysłem na film. Carruth z wykształcenia jest matematykiem. Zanim został filmowcem, pracował przy oprogramowaniu do symulacji lotów. W jego głowie narodził się pomysł filmu o podróży w czasie. Scenariusz Wynalazku jest taki, o jaki można posądzić matematyka obdarzonego ścisłym umysłem – trudny do zrozumienia, skomplikowany, ale niebanalny i fascynujący.

Cały budżet pochodził z własnej kieszeni Carrutha – a był to budżet nie byle jaki, bo opiewał na kwotę… siedmiu tysięcy dolarów, z czego większość pochłonął zakup taśmy filmowej i catering. Twórca zagrał w swoim filmie główną rolę, zajął się też wszystkimi pracami scenograficznymi oraz montażem i samodzielnie skomponował muzykę. Krótki, treściwy i dziwaczny film jest dziś obiektem kultu i przedmiotem niezliczonej ilości analiz. Ciekawostka: statystycznie rzecz biorąc, jeden budżet Avatara mógłby pokryć sześćdziesiąt tysięcy siedemset dziesięć produkcji Wynalazku.

Advertisement

Na kolejny film Carrutha trzeba było czekać aż jedenaście lat. Upstream Color został nakręcony już za pięćdziesiąt tysięcy dolarów, co nadal pozostaje kwotą, jak na filmowe i hollywoodzkie standardy, śmieszną… Dwa razy więcej, bo okrągłe sto tysięcy, kosztował inny szalenie interesujący obraz – Druga Ziemia w reżyserii Mike’a Cahilla. To miniaturowe arcydzieło opowiada historię kobiety, która otrzymała szansę odpokutowania swoich życiowych win w momencie, gdy w pobliżu naszej planety pojawiła się jej bliźniacza „siostra”. W filmie wystąpiła gwiazda niezależnego kina, Brit Marling, a jej kreacja stanowi jeden z najmocniejszych punktów filmu, skupiającego się na historii, bohaterach i emocjach.

Wygadani

Plakat zawierający większą liczbę efektów wizualnych niż sam film

Choć kino uznaje się za medium wizualne, to jeden z jego mistrzów – Sidney Lumet – uważał, że dialogi są równie ważne jak obraz. Nie wypada nie wziąć słów twórcy Dwunastu gniewnych ludzi do serca i udać się w rejony kina przegadanego, którego siła tkwi w tekstach, przemyśleniach i we wnioskach.

Advertisement

Oczywiście wśród tego typu filmów z powodzeniem da się znaleźć reprezentantów gatunku fantastyki naukowej. Doskonałym przykładem jest Człowiek z ziemi – ubogi, ale wcale nie wybrakowany krewny filmu K-PAX – w którym poznajemy historię mężczyzny liczącego sobie czternaście tysięcy lat. Oparty na dialogach scenariusz stworzył weteran gatunku Jerome Bixby, który pracował jako scenarzysta między innymi przy oryginalnej wersji horroru Coś, serialowym Star Treku oraz przy Strefie mroku.

Równie interesujące historie znajdziemy w produkcjach Czworo do pary i Równoległa rzeczywistość. Pierwsza z nich kosztowała sto tysięcy dolarów, a wystąpili w niej Elisabeth Moss i Mark Duplass. Drugą nakręcono za pięćdziesiąt tysięcy – nie ma w niej żadnych znanych nazwisk, ale historia z nawiązką rekompensuje wszystkie braki.

Advertisement

Technicy magicy

Zasada kreatywnej reżyserii: zamiast pokazywać potwora, pokaż reakcje bohaterów na jego widok. Chyba że umiesz zrobić potwora na komputerze – wtedy pokaż potwora.

Wynalazek, Upstream Color i Druga ziemia to świetne, inteligentne, zmuszające do myślenia filmy fantastyczne oparte na mocnych konceptach, w których próżno szukać efektów wizualnych.

Okazuje się jednak, że nawet za niewielkie pieniądze da się nakręcić film wyglądający jak blockbuster. Dowiódł tego Gareth Edwards swoim pełnometrażowym debiutem, Strefa X. Film opowiada historię fotoreportera, który musi zapewnić ochronę córce swojego szefa podczas przemarszu przez obszar Ameryki Południowej zamieszkany przez potężne potwory. Edwards napisał scenariusz i wyreżyserował film, a wszystkie efekty specjalne stworzył samodzielnie na swoim komputerze. Produkcja pochłonęła pięćset tysięcy dolarów i zapewniła reżyserowi angaż przy ogromnych hitach studyjnych, jakimi były Godzilla i Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie. Gwiedne wojny – historie. Niewiele mniej, bo trzysta pięćdziesiąt tysięcy dolarów kanadyjskich, potrzebował Vincenzo Natali do zrealizowania swojego klasycznego, paranoicznego horroru SF, Cube. Obraz oparty jest na prostym, ale efektywnym i efektownym pomyśle serii sześciennych pomieszczeń, w których uwięzieni zostali bohaterowie. Szukając ucieczki, trafiają oni do kolejnych sześcianów, gdzie czekają na nich wymyślne pułapki. Film ten doczekał się dwóch kontynuacji, z których żadna nie pobiła oryginału.

Klasycy milionerzy

Czy niezależni filmowcy śnią o wielkich budżetach?

Krótka, lakoniczna notatka z historii kina amerykańskiego: pod koniec lat sześćdziesiątych producenci zauważyli, że większą popularnością niż wyrafinowane, olśniewające, wysokobudżetowe produkcje pełne znanych nazwisk cieszą się mniejsze, niezależne filmy napisane i nakręcone przez młodych, niepokornych artystów. Na fali fascynacji kontrkulturą wyrosły kariery m.in. George’a Lucasa, Martina Scorsese czy Briana De Palmy. Ten pierwszy, zanim zrealizował Gwiezdne wojny (które, notabene, jak na swoje czasy również nie były produkcją drogą, ot – średni produkcyjniak), w 1970 otrzymał od swojego przyjaciela i mentora Francisa Coppoli szansę wyreżyserowania filmu według własnego scenariusza za kwotę nieprzekraczającą miliona dolarów.

Lucas wykorzystał pomysł na swój wczesny studencki film i rozbudował go do rozmiarów pełnego metrażu. Rok później do kin wszedł THX 1138. Wizja Lucasa totalnie nie pasowała do jego czasów, ale twórca udowodnił swój talent do kreowania fantastycznych światów oraz genialne wyczucie kwestii dźwiękowych. W tym samym czasie Douglas Trumbull – który pracował zresztą przy efektach specjalnych do Gwiezdnych wojen (świat jest mały!) – realizował Niemy wyścig, z budżetem wynoszącym okrągły milion.

Advertisement

Ten tytuł również nie cieszył się zbytnią popularnością w momencie premiery. Zarówno Niemy wyścig, jak i THX 1138 godne są odświeżenia chociażby ze względu na niebywałą umiejętność ich twórców do stworzenia sugestywnego obrazu SF za budżety przeciętnej komedii obyczajowej.

Europejczycy i Australijczycy

Kamera, trzech aktorów, trochę ruin za miastem oraz genialny zmysł estetyczny – to wystarczy, by nakręcić arcydzieło.

Choć źródeł gatunku science fiction doszukiwać należałoby się w dziełach Francuza Georges’a Mélièsa, to popularność i perfekcję osiągnęli na tym polu Amerykanie.

Advertisement

Nie oznacza to jednak, że poza granicami kraju Wuja Sama nie powstaje ten rodzaj kina. Co jeszcze ciekawsze, po gatunek ten, często uważany za pośledni lub mniej poważny niźli klasyczne dramaty czy filmy historyczno-kostiumowe, sięgali najwięksi artyści i autorzy. Andriej Tarkowski nakręcił dwa obrazy SF – Solaris i Stalkera, oba kosztujące po mniej więcej milion rubli (odpowiednik ośmiuset tysięcy dolarów amerykańskich w latach 70.

XX wieku). Nie trzeba chyba przedstawiać najsłynniejszej filmowej adaptacji jednego z najsłynniejszych pisarzy nowożytnych – Stanisława Lema – oraz klasycznego, symbolicznego obrazu, który na zawsze ukierunkował kino postapokaliptyczne. Warto za to przedstawić (lub przypomnieć) obraz Jean-Luca Godarda, cudownego dziecka kina, przedstawiciela francuskiej awangardy i nowej fali, który w ramach bezustannych eksperymentów z filmową formą zrealizował szereg obrazów quasi-gatunkowych.

Advertisement

Jednym z nich było Alphaville – zręczny i porywający romans kina detektywistycznego i science fiction. Nigdzie nie podano oficjalnie, ile kosztowała produkcja, ale znając Godarda, nie była to duża suma. Akcja rozgrywa się w przyszłości, ale futurystyczne miasto zagrał Paryż, praktycznie bez żadnych poprawek scenograficznych. Efekty osiągnięto za pomocą kadrowania, oświetlenia i zabawy optyką. Alphaville pozostaje jednym z najbardziej wpływowych filmów science fiction, inspirując kolejne pokolenia filmowców. Z piątego kontynentu przybył z kolei szalony Maks Rockatansky, czyli Mad Max.

Budżet pierwszej części był taki niski, że na planie była tylko jedna kurtka z prawdziwej skóry – a przecież większość postaci w filmie nosiła skórzaną odzież. Nie przeszkodziło to filmowi w podbiciu światowego kina i uczynieniu z Mela Gibsona gwiazdy dużego kalibru. Film zarobił na świecie sto milionów dolarów i doczekał się trzech kontynuacji. Nieźle jak na niskobudżetowy film akcji wypełniony scenami kraks samochodowych.

Advertisement

Znani i nieznani

W lewo, w prawo czy w przeszłość?

Swój pełnometrażowy debiut John Carpenter nakręcił za sześćdziesiąt tysięcy dolarów – a była to Ciemna gwiazda, absurdalna komedia rozgrywająca się na statku kosmicznym, którą można uznać za nieoficjalny prequel Obcego za sprawą nazwiska scenarzysty – Dana O’Bannona. Taki sam budżet miało Pi Darrena Aronofsky’ego, który swoim czarno-białym, paranoicznym filmem, przesyconym matematycznymi wzorami, równaniami i ciągami, nakręconym na szesnastomilimetrowej taśmie filmowej złamał wszelkie konwenanse i rozpoczął jedną z najbardziej błyskotliwych karier w kinie niezależnym.

Na podobną karierę szansę miał Colin Trevorrow, który w 2012 zrealizował Na własne ryzyko – błyskotliwy miks komedii, dramatu i filmu science fiction. Historia kręciła się wokół popularnego w niskim budżecie motywu podróży w czasie. Film stronił od efektów specjalnych, kładąc nacisk na bohaterów i relacje międzyludzkie, które ukazano z niesamowitą wrażliwością i wyczuciem. Trevorrow niemal z miejsca stał się sensacją i dostał angaż na reżysera najnowszej odsłony Parku Jurajskiego. Okazało się, że lepiej byłoby, gdyby Trevorrow pozostał przy kinie opartym na postaciach, a nie efektach – udało mu się zrealizować film z efektami specjalnymi wyglądającymi gorzej niż w produkcji z 1993.

Porażka jego kolejnego filmu – Powieść Henry’ego – skłoniła Disneya do odsunięcia go od dziewiątej części Gwiezdnych wojen. W końcu docenić należy niesamowitą ambicję, determinację i kreatywność Jamina Winansa, twórcy Ink. Film ten, na poły baśń, na poły paranormalny thriller, opowiada o świecie snów i koszmarów, z wizualnym rozmachem przedstawia wizję niesamowitego świata, za nic mając swój mikroskopijny budżet.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *