Recenzje

CIEMNA GWIAZDA (1974). Pełnometrażowy debiut Johna Carpentera

Od czasu "Ciemnej gwiazdy" wielu twórców naśladowało lub czerpało z obrazu Carpentera, niekiedy pełnymi garściami, z różnym skutkiem. Specyficzny klimat i humor sprawiają, że do dziś jest on oryginalny, jedyny w swoim rodzaju.

Autor: Tomasz Stankunowicz
opublikowano

Kiczowaty pionier

Film klasyczny. Często posługujemy się takim pojęciem, określając obrazy, które były pionierskie w swoim gatunku, które stały się bazą dla twórców późniejszych (niejako wzorem do naśladowania, co zresztą przemysł filmowy często wykorzystywał) i jednocześnie jakością samą w sobie. Jednak nie wszystkie filmy określane tym mianem jako pierwsze wytyczały drogę i nie wszystkie pomysły w nich wykorzystane były pierwszej świeżości.

Dlaczego zaczynam recenzję od takich banałów? Dlatego, iż nie wszyscy wiedzą, że klasyki takie jak Obcy – ósmy pasażer Nostromo czy Gwiezdne wojny nie były tymi, które przecierały szlaki. Ktoś zrobił to trochę wcześniej. W 1974 roku młody reżyser John Carpenter wraz z kolegą Danem O’Bannon’em nakręcili niskobudżetowy film science fiction pod tytułem Dark Star.

Obraz ten utrzymany jest w tonie komediowym, chwilami ocierając się o parodię, pojawiają się w nim elementy kina przygodowego, filmu drogi, horroru i dzięki tym atrybutom można uznać go za rzecz klasyczną, pionierską, godną do naśladowania i, co dosyć ważne, szalenie nowoczesną jak na tamte czasy. Jest on uznawany za pierwszy pełnometrażowy film w dorobku Carpentera i przez wielu postrzegany jako kultowy.

Obraz ten utrzymany jest w tonie komediowym, chwilami ocierając się o parodię, pojawiają się w nim elementy kina przygodowego, filmu drogi, horroru...

Akcja filmu rozgrywa się na pokładzie statku kosmicznego Dark Star. Pięcioosobowa załoga ma za zadanie niszczyć niestabilne planety, czyli takie, które mogą być zagrożeniem dla rozprzestrzeniającej się we wszechświecie ludzkiej cywilizacji. Już na początku dowiadujemy się, że jeden z członków załogi, komandor Powell, zginął w wypadku, a jego duch egzystuje dzięki zamrożeniu jego ciała w komorze kriogenicznej (?!). Inny z członków załogi, sierżant Pinback, opiekuje się przygarniętym obcym (kosmita wygląda jak piłka plażowa z pazurami), pozostali członkowie załogi oddają się różnym zajęciom, pozwalającym im zapomnieć o tęsknocie za domem. W takiej oto scenerii Carpenter przedstawia scenki rodzajowe z życia kosmonautów, żeby jednak nie było zbyt nudno, tradycyjne czynności nie idą tak jak powinny. Nasi bohaterowie napotykają różne problemy (natury iście kosmicznej), które wywrócą życie na statku do góry nogami.

Mimo archaicznych efektów specjalnych (które chwilami wyglądają wręcz śmiesznie), Carpenterowi udało się świetnie oddać charakter bezkresu wszechświata. Załoga Dark Star, oddalona setki (tysiące?) lat świetlnych od domu, niszczy kolejne planety. Członkowie podchodzą do tego w sposób bardzo mechaniczny (a przecież robią to dla dobra ludzkości), jakby ich misja miała się nigdy nie skończyć. Kosmiczna nieskończoność i jej pustka powodują więc uczucie klaustrofobicznej ciasnoty na statku. Bohaterowie filmu powtarzają wciąż te same czynności, oddają się wciąż tym samym rozrywkom, a na swej drodze napotykają coraz to większe problemy (awaria komputera; niesforny obcy, który nie chce wrócić do swojego pomieszczenia), co pogłębia uczucie beznadziejności sytuacji, rodzi wątpliwości co do sensu całej misji i jej końca. I mimo bogatej (chwilami wręcz formatu przygodowego) akcji, również widzowi udziela się ten niezwykły klimat.

To jest jedna strona medalu, z drugiej jest tu obecny inteligentny humor sytuacyjny, w obliczu powagi sytuacji wręcz ocierający się o parodię. Na przykład w scenie, gdy bomba (samoświadoma maszyna) zostaje przez pomyłkę uzbrojona, jeden z członków załogi przekonuje ową bombę, by się rozbroiła, bo ani jej to w głowie (czy może raczej w głowicy…). Cały dialog z bombą jest niezwykle dowcipny, a wnioski, do których dojdzie wyżej wspomniana, niejednego przyprawią o dziki atak śmiechu.

Historia jest opowiedziana sprawnie, sceny dynamiczne przeplatane są dowcipnymi dialogami. Gdzieniegdzie pojawiają się elementy, które dziś są uznawane za znak rozpoznawczy Carpentera, jak również te, które były inspiracją dla twórców późniejszych. Film, mimo słusznego wieku, wciąż zaskakuje, a to humorem, a to niektórymi pomysłami czy rozwiązaniami natury czysto technicznej. Od czasu Ciemnej gwiazdy wielu twórców naśladowało lub czerpało z obrazu Carpentera, niekiedy pełnymi garściami, z różnym skutkiem. Specyficzny klimat i humor sprawiają, że do dziś jest on oryginalny, jedyny w swoim rodzaju.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane