search
REKLAMA
Zestawienie

NAJGORSZE efekty specjalne w STAR WARS

Wszystkie filmy, w których użyto na większą skalę efektów specjalnych, starzeją się szybciej niż produkcje bez w ten sposób poszerzonej rzeczywistości.

Odys Korczyński

7 października 2022

efekty specjalne SW
REKLAMA

Wszystkie filmy, w których użyto na większą skalę efektów specjalnych, starzeją się szybciej niż produkcje bez w ten sposób poszerzonej rzeczywistości. Dotyczy to również jakże niegdyś odkrywczej i eksperymentalnej pod względem wizualnym sagi Star Wars. George Lucas zebrał ekipę specjalistów, którzy na podstawie wizji artystycznej byli zmuszeni dopiero wymyślać, jak przełożyć fantazję na techniczną rzeczywistość. Przetarli szlak dla fantastyki naukowej w sposób wielkoskalowy i na całe lata. Dlatego Gwiezdne wojny starzeją się wolno, ale jednak. To więc oczywiste, że większość najgorszych efektów specjalnych powinna być obecna w najstarszych filmach z serii, ale co ciekawe w czasie wybierania najbardziej jaskrawych przypadków okazało się, że wcale tak nie jest. W nowych filmach również zdarzają się wpadki i jest ich całkiem sporo. Zobaczmy więc, jakie to słabości wizualne zmieściły się w najlepszej dziesiątce. Na koniec wstępu dodam, że o denerwujących ustach i tańcu Sy Snootles wspomniałem, kiedy pisałem na temat scen, które rujnują fanom klimat w GW.

Pierwsza lekcja bycia Jedi, „Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi”

46 minuta. Luke tłumaczy Rey, czym jest moc, bo uważa, że do tej pory nie miała o niej pojęcia, powtarzając jedynie truizmy. Każe jej usiąść na kamieniu, który znajduje się na trójkątnej półce skalnej przytwierdzonej do stromego urwiska. W pewnym momencie kamera zmienia ujęcie, żeby pokazać uczennicę oraz jej mistrza w szerokim planie. Widzimy dwie małe postaci doklejone do skały, jakby ktoś to robił w Photoshopie i zapomniał wyretuszować odpowiednio światła. Przy całej wizualnej kunsztowności tej części serii ten moment wydaje się totalną amatorszczyzną.

Roboty, „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja”

Pierwszy, który mnie zadziwił, to robot-specjalista od przesłuchań czy też wymuszania zeznań. Kiedy zobaczyłem strzykawkę sztywno przytwierdzoną do jednego z jego boków, podczas gdy on sam był tylko unoszącą się w powietrzu, czarną kulą, pomyślałem sobie, jakim sposobem to coś może kogoś przesłuchać i tą strzykawką w niego trafić. Mam tu na myśli zupełną nieużytkowość robota w jego konstrukcyjnej formie. Jeszcze bardziej to widać, kiedy Jawowie prezentują rodzinie Skywalkerów cały asortyment robotów. Żadnego z nich, może prócz C-3PO. Bo R2-D2 zajmuje tyko sporo miejsca, a jego pomoc w trakcie rozwijania się fabuły jest niesamowicie wymuszona i naciągana logicznie. Tak więc roboty w GW są niepraktyczne, a użyte w ich tworzeniu efekty specjalne (prócz rzecz jasna CGI w najnowszych odsłonach serii) szczątkowe. Ubieranie ludzi w metalowe przebrania nie wygląda już dzisiaj dobrze. Może wtedy, w latach 70., jeszcze tak nie raziło.

Jak umierają szturmowcy, wszystkie części „Gwiezdnych wojen”

Szybko – tylko taka odpowiedź się nasuwa. Naprawdę trudno zrozumieć, jakim cudem tak indolentna armia zdominowała tyle układów w Galaktyce. Zostawmy to jednak, bo przecież Gwiezdne wojny są kosmiczną operą, a nie poważnym science fiction. Co więc razi w efektach specjalnych używanych w czasie walki ze szturmowcami? Niektóre strzały z blasterów ich nie dotykają, a pomimo tego oni upadają martwi. Zdecydowanie za rzadko noszą na sobie ślady od uszkodzeń, a przecież w całej sadze padają masowo, i to z powodu różnych rodzajów broni. I po co im w ogóle te białe wdzianka – one przed niczym nie chronią. Tak więc mój zarzut co do szturmowców nie polega do końca na ZŁYCH efektach specjalnych, ale na ich braku. To przecież również źle, że efektów nie ma tam, gdzie być powinny?

Spotkanie Hana Solo z Jabbą, „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja”

Tragicznie pod względem graficznym wygląda ten zblurowany cień na ziemi pod obłym ciałem Jabby. Wzrok Harrisona Forda również błądzi gdzieś po wielkiej twarzy Hutta i na nią wcale nie patrzy. Niska jakość tekstur skóry daje o sobie znać najbardziej, kiedy Jabba żegna się z Hanem i odwraca do widza plecami. Zajmują one wtedy prawie połowę ekranu i są wyraźnie nieostre. I nie jest to nieostrość wynikająca z wyjścia poza głębię ostrości, a wyłącznie dlatego, że wtedy nie było możliwości zrenderować tak dużego obszaru grafiki w jakości przypominającej istniejący realnie materiał. Można byłoby również przyczepić się do animacji. Ruch Jabby polega na pełznięciu po ziemi jak to robią ślimaki, z tym że podczas tej czynności ciało Jabby wcale nie wykonuje ruchów, które dawałyby możliwość zmiany położenia. Naprawdę ciekawe, co sobie animatorzy wyobrażali. Pisałem oczywiście o wersji ulepszonej z 2004 roku.

Anakin udaje kowboja, „Gwiezdne wojny: Atak klonów”

Czasem, kiedy oglądam Atak klonów, a zdarza się to dość regularnie, nawet ze względu na sezonowe emisje GW w telewizji, myślę sobie przy tej scenie, co by pomyślał mroczny Darth Vader, gdyby ktoś mu ją puścił. Oczywiście wpierw musiałby ją sfilmować. Te przerośnięte świnie, krowy lub napite krwią kleszcze, jak kto woli, na których Anakin uskutecznia sobie na Naboo rodeo, nazywają się shaaki. Zachęcam każdego, żeby przyjrzał się tej scenie i Anakinowi, który w zupełnie przypadkowy sposób trzyma się grzbietu zwierząt. W końcu upada, a shaak go tratuje. Anakin otrzymuje obrażenia, ale kopyta czy też racice stworzenia właściwie go nie dotykają. Nikt nie zadbał o to, żeby Anakin wyglądał jak Anakin, a nie wyklejanka w PS oraz żeby jego nogi miały jakiś realny kontakt z podłożem. Shaak, kiedy skacze po Anakinie, również tego kontaktu nie posiada.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA