Publicystyka filmowa
Najbardziej WZRUSZAJĄCE sceny w STAR WARS
Większość z nich jest doskonale znana fanom sagi. Jest także równocześnie kluczowa dla losów bohaterów. Tak się więc złożyło, że sceny najbardziej wzruszające determinują to, co stanie się na końcu tej opowiadanej przez dziesiątki lat historii
Najbardziej wzruszające, a także nawet memiczne (np. wyznanie Dartha Vadera na temat ojcostwa Luke’a). Większość z nich jest doskonale znana fanom sagi. Jest także równocześnie kluczowa dla losów bohaterów. Tak się więc złożyło, że sceny najbardziej wzruszające determinują to, co stanie się na końcu tej opowiadanej przez dziesiątki lat historii, chociaż ostatnie dwa filmy właściwie do niej nic nie wniosły. Postanowiłem jednak podejść do zestawienia dla niektórych może dość nietypowo, bo aż całe dwie produkcje uznałem za wzruszające w całości. Pamiętajmy jednak, że rodzaje wzruszeń są różne – jest pozytywne wzruszenie i negatywne wzruszenie, a raczej rozpacz nad tym, co się zobaczyło, i żałość, że nie może być inaczej.
Podwójny zachód słońc na Tatooine, „Gwiezdne wojny: Część IV, Nowa nadzieja” (1977)
Pierwsza część nie obfituje w emocjonalny dramatyzm, ze względu na zaplanowane budowanie napięcia rozłożone na wiele części. Trudno więc znaleźć scenę jednoznacznie wyciskającą łzy. Jakąś szansę miała śmierć (a raczej scalenie się z mocą) Obi-Wana, ale sposób jej ukazania wzruszający nie jest. Pelerynka rycerza Jedi po prostu opada na ziemię, a Vader sprawdza ją ostrożnie nogą. O wiele wcześniej natomiast (0:25:30) jest krótka sekwencja zachodu dwóch słońc na Tatooine, jakiś czas po rozmowie Skywalkera ze swoim wujkiem, który nie chce pozwolić mu na wyjazd do akademii dla pilotów.
Wciąż zdenerwowany i zagubiony Luke wychodzi na zewnątrz i patrzy na pomarańczowe niebo. Czuje, że jest uwięziony na tej pustynnej planecie i nie może nic z tym zrobić. W tle słychać jeden z najbardziej znanych, rzewno-romantycznych motywów skomponowanych dla całej sagi przez Johna Williamsa – Force theme.
Wyznanie Dartha Vadera, „Gwiezdne wojny: Część V, Imperium kontratakuje” (1980)
Z pewnością je planował, chociaż nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, do czego go wyznanie tej prawdy Luke’owi zaprowadzi. Wcześniej jednak testował swojego syna w walce. Sprawdzał, czy jest godny, żeby mu wyjawić tę szokującą prawdę. Luke stawił mu wystarczający opór, chociaż na każdym kroku było widać, że nie jest w stanie pokonać Vadera. Dopiero w sytuacji, kiedy Luke był prawie pokonany i bez ręki, Vader zdecydował się wyznać, że jest jego ojcem, a także zaproponować współpracę.
Najbardziej wzrusza więc reakcja Luke’a, jak na Marka Hamilla nawet całkiem dobrze zagrana. Emocje te widz niewątpliwie czuje, ale jest jeszcze coś. Kropką nad i wzruszenia jest dramatyczny wybór, który podejmuje Skywalker. Woli umrzeć, niż dołączyć do ojca po ciemnej stronie.
Śmierć Ewoka podczas Bitwy o Endor, „Gwiezdne wojny: Część VI, Powrót Jedi” (1983)
Śmierć niewinnego – to jest to, na czym bazuje ta scena (1:43:30). Słodkie, niewinne istoty, żyjące sobie pokojowo na zalesionym Endorze zmuszone zostają do walki w wojnie, której do końca nie rozumieją. Ofiar wśród małych bohaterów musi być dużo. Pamiętam, że scena ta w dzieciństwie bardzo długo siedziała mi w głowie, bo nie mogłem zrozumieć, dlaczego małe, pluszowe stworzonko musiało zginąć. Teraz, gdy oglądam po bez mała 30 latach tę samą sekwencję, wciąż gdzieś w środku coś boli, gdy patrzę na te desperackie próby ożywienia martwego ewoka przez kolegę z klanu, a potem na jego rozpacz. Złośliwi twórcy Powrotu Jedi, żeby zwiększyć ładunek emocjonalny udźwiękowili ewoki tak, że krzyczą trochę jak małe dzieci.
Pożegnanie Anakina z matką, „Gwiezdne wojny: Część I, Mroczne widmo” (1999)
Nie da się zatrzymać zmian, podobnie jak nie da się zatrzymać zachodzącego słońca – tak Shmi wytłumaczyła Anakinowi, że nie może z nim odejść. Chłopak musiał już w takim wieku podjąć decyzję niewyobrażalną dla większości dzieci dzisiaj. Ale obiecał mamie (1:15:30), że wróci i ją uwolni. Tak mu podpowiadało serce. Wiele lat później w jakimś sensie spełnił swoją obietnicę, chociaż wiązało się to z niebezpiecznym krokiem w ciemność mocy. Śmierć i bunt od tego czasu towarzyszyły Anakinowi, aż ostatecznie im uległ. Wtedy jeszcze, kiedy Qui-Gon Jinn obserwował, jak trudno mu jest odejść, mimo uzyskanej wolności i perspektywy stania się rycerzem Jedi przyszły Darth Vader był postrzegany jako ten, który zaprowadzi równowagę w mocy. Czy się to wypełniło?
Rzeź Ludzi Pustyni na Tatooine, „Gwiezdne wojny: Część II, Atak klonów” (2002)
Anakin był krnąbrnym uczniem Obi-Wana. Zawsze się buntował, był niecierpliwy, chciał więcej, obwiniał innych za swoje negatywne emocje, był zbyt pewny nieomylności swoich odczuć. Co do matki jednak się nie mylił. Czuł jej bój, który przeżywała, mimo że byli na innych planetach. Zdesperowany wrócił więc na Tatooine, odnalazł Watto, a potem nową rodzinę Shmi. Okazało się, że została porwana przez Ludzi Pustyni. Gniew w Anakinie już tylko narastał. Tak jak obiecał, odnalazł ją w obozie Ludzi Pustyni. Kiedy mówiąc „kocham”, umarła mu na rękach (1:20:30), jedynym sensownym rozwiązaniem dostrzeganym przez młodego adepta Jedi okazała się krwawa zemsta.
Wymordował wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci. Zarżnął ich jak zwierzęta. Potem przywiózł matkę do jej męża, Cliegga Larsa. Zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił. Podwójnie więc cierpiał, ale czasu nie dało się już cofnąć. Amidala pierwsza była świadkiem przemiany Anakina w kogoś, kto zawsze będzie szukał ukojenia własnego cierpienia, a im bardziej desperacko będzie to czynił, tym głębiej wciągnie go ciemna strona mocy.
Rozkaz 66, „Gwiezdne wojny: Część III, Zemsta Sithów” (2005)
Tak do końca nie chodzi o Rozkaz 66, tylko niewielką scenę, która jest efektem jego działania. Przypomnę więc, że Rozkaz 66 miał na celu obrócenie amii klonów Republiki przeciwko Jedi. Został wprowadzony do tzw. obiegu za pomocą biochipów behawioralnych, które każdy klon miał wszczepione. Nikt z nich więc nie zaprotestował. W ramach tego rozkazu działał również Anakin, czy już wtedy Darth Vader. On jednak żywił nieco inne pobudki. Za wszelką cenę chciał ocalić swoją ukochaną Amidalę od śmierci, co obiecał mu Palpatine. Posunął się więc do masowych morderstw. Wkroczył do świątyni Jedi (1:23:40) i zarżnął wszystkich, nawet dzieci, podobnie zresztą jak zrobił to kiedyś z Ludźmi Pustyni.
Szczególny sprzeciw i wzruszenie budzi moment, gdy Anakin wchodzi do sali, gdzie kiedyś zbierała się Rada Jedi. Dzieci kryją się za fotelami. Jeden chłopczyk wychodzi, sądząc, że przyszedł wybawiciel, i mówi: Mistrzu Skywalker, niestety jest ich zbyt wielu. Co my teraz zrobimy? Anakin nie odpowiada, spogląda wzrokiem pełnym nienawiści i aktywuje miecz świetlny.
Ostatnie słowa Obi-Wana do Anakina na planecie Mustafar – „Gwiezdne wojny: Część III, Zemsta Sithów” (2005)
W Anakinie od dziecka zawsze był obecny głód władzy, a przy tym nieumiejętność dokonania refleksji nad motywami własnych czynów. Nawet na Mustafar, kiedy przyjechała do niego Amidala i próbowała mu powiedzieć, że go kocha i żeby się powstrzymał, jego zaślepienie i zazdrość spowodowały, że także ją zaatakował. W walce z Obi-Wanem pewność siebie go zgubiła. Wykonał skok z obrotem w kierunku swojego mistrza, a ten wyprowadził cios, odcinając Anakinowi nogi w kolanach i rękę. To był szok dla nich obu. Przekonanie Anakina o swojej nadludzkiej sile nagle rozpadło się na tysiące kawałków, a Obi-Wan nie był w stanie nawet go dobić, chociaż wtedy powinien.
Wykrzyczał tylko w kierunku spazmującego od bólu ucznia i przyjaciela (około 1:59:50): To ty byłeś wybrany. Powiedziano, że zniszczysz Sithów, a nie dołączysz do nich. Przywrócisz równowagę mocy, a nie zostawisz ją w ciemności. Wygląda na to, że z perspektywy już tyle opisanych scen to historia Anakina jest najbardziej dramatyczna i wzruszająca.
Śmierć Hana Solo, „Gwiezdne wojny: Część VII, Przebudzenie mocy” (2015)
Wciąż obecny jest we mnie jako fana GW niekreślony i dojmujący sprzeciw wobec tego, co się stało. Han Solo wydawał się postacią konieczną dla istnienia całego uniwersum Gwiezdnych Wojen. I faktycznie po jego śmierci historia rozpadła się jak domek z kart. Kolejne odsłony sagi ścigać się mogą między sobą tylko w kategorii „największy obciach”. Zaraz o nich, teraz skupmy się na śmierci Hana Solo (1:48:35). Sam fakt uderza w emocje bardzo mocno, a na dodatek dokonuje tego syn, Ben Solo, co jest takim spiętrzeniem czynników wywołujących sprzeciw, że dosłownie rzuciło mną na kinowym fotelu. Do końca wierzyłem, że w tej scenie aż do morderstwa nie dojdzie. Poza tym odpalenie miecza świetlnego Bena dokonuje się tak nagle, że zatrzymuje się serce.
Całość filmu „Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi” (2017) i całość filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker: Odrodzenie” (2019)
Wzruszają w tym sensie, że powodują płacz nad tym, co się stało z tą wspaniałą sagą. W jego fabule nie ma czym się na serio emocjonować. Rey dużo biega i coś tam mamrocze do mocy, twórcy uparli się na pokazywanie wszelakiego rodzaju gwiazd śmierci, jakby chcieli wyczerpać wszystkie kombinacje wielkościowe tego typu broni, Kylo Ren jest jakimś takim nieudolnym bohaterem w sensie sztuk walki, Leia udaje Supermena w kosmosie, pojawia się nawet Lando Calrissian, ale nic to do fabuły nie wnosi. Wszyscy generalnie odcinają kupony od tego, co wymyślono kiedyś, nic nowego nie wnosząc do historii. Nie da się tego spokojnie oglądać, a płacz pojawia się raczej ze złości.
Bonus: Scena śmierci Jyn Erso i Cassiana Andora, „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” (2016)
Bonus z oczywistych względów, bo nie jest to pełnoprawna część serii. Wiele razy pisałem o pewnej scenie z tej produkcji, którą uważam za jedną z lepszych w ogóle w kinie fantastycznym. Nie będę tu jej opisywał, gdyż wiele razy już to robiłem, a poza tym wzruszająca raczej nie jest. Również przy końcu produkcji (2:03:02) znalazła się za to inna, jakże romantyczna i patetyczna sekwencja, kiedy Jyn Erso i Cassian Andor przygotowują się na śmierć. Gdzie najlepiej umrzeć w obliczu końca świata? Na plaży. Ważne, żeby nie być wtedy samemu. I kiedy ogarnie nas niszczycielski ogień, mocno kogoś przytulić.
Tak właśnie nasi bohaterowie robią. W tle słychać rzewną muzykę, a kres istnienia jest coraz bliżej. I wcale nie piszę tego prześmiewczo. Może i scena ta jest cukierkowa i naiwnie romantyczna, ale porusza na takim podstawowym emocjonalnym poziomie.
