Publicystyka filmowa
Najbardziej NIEDOCENIONE filmowe REMAKI
NIEDOCENIONE filmowe REMAKI to temat fascynujący! Odkryj, jak nowe wersje klasyków potrafią zaskoczyć i przywrócić wspomnienia.
W ostatnich latach w kręgach recenzentów, teoretyków kina, a także miłośników dziesiątej muzy trwa zażarta dyskusja na temat wtórności i tym samym braku kreatywności twórców filmowych. Przyczynkiem dla wspomnianej wymiany zdań są kolejne premiery sequeli, prequeli, spin-offów, rebootów czy wreszcie remake’ów uznanych już wcześniej produkcji. Dla jednych praktyka eksploatowania na różne strony i sposoby doskonale znanego oraz lubianego tytułu sprzed lat to jawny skok na kasę. Inni z kolei uważają, że nowa odsłona wcześniejszego filmu zmusza jej twórcę do wykazania się nieprzeciętną kreatywnością. Nie mam zamiaru opowiadać się po żadnej ze stron dyskusji, ponieważ twierdzę, że rację mają zarówno jedni, jak i drudzy.
Remaki były, są i będą, czy tego chcemy, czy nie. Dlaczego? A dlatego, że – mimo narzekań – bardzo chętnie je oglądamy i tym samym budujemy u twórców przekonanie o potrzebie ich powstawania. Łatwo jednak się w całym tym powtarzaniu pogubić, coś przegapić, zrównać z ziemią za sam fakt stworzenia na nowo dzieła kultowego. Istnieje więc sporo remake’ów, które są niedocenione. Dotyczy to zarówno ocen recenzentów, jak i publiczności, ponieważ jej niedopisanie doprowadziło do porażki finansowej produkcji. Oto kilka z nich.
Listonosz zawsze dzwoni dwa razy (1981)
To dość dziwne, ale Boba Rafelsona nigdy nie uznawano za reżysera pierwszoligowego, choć w swojej filmografii ma kilka naprawdę interesujących i ambitnych tytułów. Dość powiedzieć, że aż sześć razy współpracował z Jackiem Nicholsonem, a najlepszym przykładem tej kooperacji jest mój ukochany film Pięć łatwych utworów.
Skupmy się jednak na innym tytule, przy okazji którego obaj panowie również się spotkali. Listonosz zawsze dzwoni dwa razy to remake jednego z najważniejszych amerykańskich filmów noir z 1946 roku pod tym samym tytułem. Listonosz… w roku swojej premiery został bardzo chłodno przyjęty przez krytyków. Twórcom produkcji zarzucano zbyt dużą liczbę jednoznacznych, brutalnych scen seksu, które pozbawiły historię energii charakterystycznej dla kina noir. Do nieprzychylnych recenzji dołączyła także Lana Turner, aktorka wcielająca się w rolę Cory w filmie z 1946 roku. Stwierdziła ona, że nie ma zamiaru oglądać takich pornograficznych śmieci.
Tymczasem film Rafelsona wcale nie miał być klimatyczną opowieścią o zdradzie, chciwości i morderstwie, ale właśnie nihilistycznym dziełem o samotnych ludziach. Nieco zapomniany dziś Listonosz… z 1981 roku zapoczątkował erę erotycznych thrillerów, które cieszyły się ogromną popularnością w latach 80. i 90. XX wieku.
Flubber (1997)
Pora na przypadek dość osobliwy, jednak bynajmniej nie w kontekście tytułowej galaretowatej substancji o niezwykłych właściwościach. Jestem bowiem przekonany, że gdyby recenzje tego filmu pisały dzieci, to nie moglibyśmy mówić w przypadku Flubbera o problemie jego niedocenienia. Dorośli widzowie produkcji Lesa Mayfielda ewidentnie zapomnieli, że jest ona skierowana dla ich pociech. Zarzucają więc Flubberowi infantylizm, nadużywanie efektów specjalnych, płaskość, powolność oraz głupotę.
OK! Gdybym dziś obejrzał go ponownie, pewnie doszedłbym do podobnych wniosków. Oglądałem go jednak ponad 20 lat temu, uczęszczałem więc maksymalnie do piątej klasy szkoły podstawowej i wrażenia z seansu miałem raczej pozytywne. Być może nie wyróżniałem się bystrością i inteligencją ponad poziom moich koleżanek i kolegów, ale pamiętam, że klasowy kujon Wojtuś i kujonka Dominika też byli Flubberem zajarani. Morał z tej historii jest taki, że Flubbera nie powinny oglądać osoby powyżej – powiedzmy – 12. roku życia. Inaczej uznają, że to film nudny i głupi. A dlaczego tytuł Lesa Mayfielda znalazł się na tej liście? Flubber jest bowiem remakiem Latającego profesora Roberta Stevensona z 1961 roku.
Morderstwo doskonałe (1998)
Każdy reżyser, który pragnie na nowo opowiedzieć klasyczny film Alfreda Hitchcocka stawia się poniekąd na linii strzału. Wycelowaną broń w kierunku takiego twórcy trzymają zarówno krytycy, jak i widzowie.
Nie inaczej było z remakiem legendarnego M jak morderstwo, który w 1998 roku zaprezentował światu Andrew Davis. Do momentu premiery Morderstwa doskonałego Davis znany był przede wszystkim ze swojej współpracy z Stevenem Seagalem (Nico – ponad prawem, Liberator) oraz za sprawą filmu Ścigany (1993). To oczywiście świetne kino sensacyjne, ale gdzie mu tam do tworów mistrza suspensu. Wydaje się zatem, że już sam ten fakt spowodował, iż ocena Morderstwa doskonałego nie mogła być jednoznacznie pozytywna. Film z Michaelem Douglasem, Gwyneth Paltrow i Viggo Mortensenem może poszczycić się średnią 56% na Rotten Tomatoes, chociaż zasługuje na większe uznanie. Morderstwo doskonałe to bowiem kino seksowne, intrygujące, pełne napięcia i akcji. Świetna zabawa i ogromna przyjemność z oglądania doskonałych występów gwiazd kina.
Vanilla Sky (2001)
W 2001 roku Cameron Crowe był na fali wznoszącej. Po sukcesie komercyjnym Jerry’ego Maguire’a i krytycznym U progu sławy Crowe wydawał się idealnym kandydatem do wyreżyserowania amerykańskiego remake’u filmu Alejandro Amenábara Otwórz oczy. Mógł bowiem pozwolić sobie zarówno na gwiazdorską obsadę (Tom Cruise, Cameron Diaz, Penélope Cruz, Kurt Russell) zapewniającą często sukces finansowy, jak też podjąć się tematu, który pozwalał na realizację ambitnych artystycznych planów. Powodem porażki krytycznej filmu Vanilla Sky było niezrozumienie wizji Camerona Crowe’a przez recenzentów. Problemem remake’u twórcy Jerry’ego Maguire’a jest pozorny chaos i bałagan, który towarzyszy pierwszemu kontaktowi widza z filmem. Vanilla Sky to dziwna i trudna produkcja wypełniona licznymi wskazówkami co do jej odbioru. Na pierwszy rzut oka jest jednak niezwykle absorbująca i intrygująca.
Dziwi mnie więc fakt, że tak niewielu krytyków podjęło próbę przebrnięcia przez dzieło Crowe’a po raz drugi. Być może taki stan rzeczy spowodowany był powierzchownością, którą najczęściej filmowi zarzucano. Jak dla mnie zarzut to jednak zupełnie bezpodstawny, a ponowne spotkanie z Davidem Amesem z pewnością podniosłoby ostateczną ocenę produkcji.
Włoska robota (2003)
Włoska robota F. Gary’ego Graya to właściwie powód, dla którego powstało to zestawienie. Tak! Uwielbiam ten remake klasycznego brytyjskiego filmu akcji z 1969 roku. Oczywiście nie oznacza to wcale, że inni też muszą piać z zachwytu, jednak do dziś nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Włoska robota z 2003 roku ma reputację niewypału. Produkcja Graya to przecież ewidentny i – co ważniejsze – kompetentny przebój. Twórcy nie udają, że silą się na coś więcej niż czystą zabawę. Zaproponowali zatem rzecz świeżą, urokliwą, wypełnioną po brzegi rewelacyjnym humorem, a jednocześnie nieuwłaczającą inteligencji widza. Zadowalającego efektu końcowego dopełnia odpowiednio dobrana plejada gwiazd. Włoska robota wybrzmiewa bez fałszywej nuty, z pełnym szacunkiem dla oryginału. Tak się robi remaki!
Kandydat (2004)
Kiedy Jonathan Demme zdecydował się na zrealizowanie remake’u filmu Przeżyliśmy wojnę Johna Frankenheimera z 1962 roku, wiele osób zastanawiało się, po co w ogóle uwspółcześniać to arcydzieło i czy w ogóle polityczne intrygi oraz paranoje jeszcze na współczesnego widza działają. Chociaż Kandydat zebrał dobre recenzje, to obawy o brak zainteresowania podobnymi tematami wśród publiczności okazały się uzasadnione.
Film Demme’a pod względem finansowym właściwie tylko się zwrócił. Dziwne to o tyle, że Kandydat to przecież porywający dramat, polityczny thriller, a nawet science fiction z rewelacyjnym Denzelem Washingtonem w roli głównej. Zdecydowanie godny remake mistrzowskiego filmu Frankenheimera, który skutecznie przeniesiono do naszych czasów i realiów.
King Kong (2005)
King Kong Petera Jacksona to drugi remake rewolucyjnego filmu z 1933 roku pod tym samym tytułem. Chociaż jego recenzje tuż po premierze były raczej przychylne, to nie zyskał jednoznacznej pochwały, na jaką ewidentnie zasługuje.
Tym samym jego reputacja przez ostatnie 15 lat znacząco osłabła. Warto zauważyć jednak, że Peter Jackson w porównaniu do oryginału, jak również do remake’u z 1976 roku, ma dużo więcej publiczności do zaoferowania. Problem niedocenienia King Konga A.D. 2005 wynika najprawdopodobniej z faktu, że wcześniejsze produkcje oceniano głównie jako zjawisko. Były więc przede wszystkim wynikiem mariażu możliwości technicznych i wyobraźni twórców. Od samej historii ważniejszy był jednak efektowny pokaz z gigantyczną małpą w centrum opowiadania. Chociaż Jackson w swojej superprodukcji również zachwyca nas wspaniałymi efektami specjalnymi, to poza nimi jego King Kong to zupełnie inne od poprzedników zwierzę.
Film twórcy Władcy Pierścieni to list miłosny do starego Hollywood z cudownymi kreacjami wszystkich występujących tutaj aktorów. To również opowiedziana z niezwykłą subtelnością historia o platonicznej miłości, która pod ciężarem ręki wielu innych twórców mogłaby stać się powodem do żartów. Peter Jackson, kręcąc King Konga, zrealizował swoje marzenia i zaproponował XXI-wiecznej publiczności kolejną rewolucyjną wersję klasyka. Zupełnie jednak inną niż oryginał, bo naznaczoną miłością do kina.
Wilkołak (2010)
Wilkołak to najprawdopodobniej najbardziej niedoceniony film w tym zestawieniu. Po pierwsze ma zaledwie 34% w skali Rotten Tomatoes wśród krytyków. Po drugie wpływy z biletów na film Joego Johnstona nie pokryły nawet budżetu produkcji. Wilkołakowi zarzuca się głównie nieudolność w budowaniu napięcia i brak oryginalności. Nie potrafię się jednak z tym w całości zgodzić. Wilkołak ma swoje wady, ale nie wynikają one akurat z powyższych zarzutów.
Klimat filmu Johnstona jest przecież wyjątkowo mroczny. Gotycka oprawa doskonale kontrastuje z dynamicznymi i gwałtownymi scenami akcji. Oryginalności może i brak, ale Wilkołak to dość wierny remake dzieła Waggnera z 1941 roku, więc czegóż, jak nie odświeżenia powinniśmy się w tym aspekcie spodziewać? Ewidentne niedociągnięcia fabularne, które są faktycznym powodem dla krytyki filmu, nie pozbawiły mnie frajdy z jego oglądania. Fanom gotyckiego horroru spodobać powinny się również interesujące kreacje aktorskie.
Postrach nocy (2011)
Postrach nocy Craiga Gillespiego to stosunkowo mało znany film. Być może problem braku jego popularności wynika z tego, że twórca Miłości Larsa podjął się odświeżenia kultowego dzieła Toma Hollanda z 1985 roku, a jak powszechnie wiadomo, rzeczy kultowych nie powinno się tykać. Upór Gillespiego podparty był jednak dobrymi pomysłami i rewelacyjną obsadą.
Postrach nocy z 2011 roku to pastisz pastiszu, jakim był film pod tym samym tytułem z 1985 roku. Stanowi ponadto wspaniałą, niezobowiązującą rozrywkę z prostym, czytelnym morałem. Chociaż Anton Yelchin oraz Colin Farrell przyciągają swoją grą uwagę, to i tak całe show kradnie im przebojowy David Tennant. Ten film trzeba obejrzeć przede wszystkim dla jego występu.
BONUS
Charlie i fabryka czekolady (2005)
Charlie i fabryka czekolady Tima Burtona znajduje się w tym zestawieniu jako bonus, ponieważ według samych twórców nie powinno się go uznawać za remake. Utrzymują oni bowiem, że to zupełnie nowe odczytanie książki dla dzieci autorstwa Roalda Dahla, a nie przeróbka dzieła filmowego Mela Stuarta z 1971 roku pod tytułem Willy Wonka i fabryka czekolady. Trudno mi jednak uwierzyć, że Tim Burton oraz autor scenariusza do produkcji z 2005 roku – John August nie inspirowali się obrazem z Gene’em Wilderem w roli głównej. Nawiązania do Willy’ego Wonki… widoczne są tu bowiem na kilku poziomach. Jednym z nich jest motyw sfałszowanego biletu, który nie występuje w książce, ale jest obecny w filmie Stuarta. Pozostawiając kwestie dwutorowej inspiracji Charliego i fabryki czekolady, dzieło Burtona ma wszelkie cechy charakterystyczne dla jego twórczości. Oferuje zatem dużo więcej aniżeli hektolitry czekolady i setki cukrowych lasek. To przecież surrealistyczny, baśniowy hołd złożony miłości i dobru, a także krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego. Nie wszyscy krytycy uznali to za zaletę. A szkoda, bo tak właśnie powinno się realizować rozrywkowe kino nie tylko dla najmłodszych.
Czy zgadzacie się z moimi wyborami? Jakie filmy dodalibyście do tego zestawienia?
