Publicystyka filmowa
Najbardziej ORYGINALNE horrory XXI wieku
W XXI WIEKU horrory zyskały nowy wymiar, łącząc oryginalność z klasycznymi motywami. Odkryj najciekawsze z nich, które zachwycają i przerażają!
Od samego początku XXI wieku mamy do czynienia z renesansem gatunku horroru. Pojawiają się coraz to oryginalniejsze produkcje, które składają hołd klasykom oraz oferują kinomanom zupełnie nową jakość. Oto kilka moich ulubionych, a zarazem najciekawszych horrorów z ostatnich 19 lat.
Inni (2001)
Na liście nie mogło zabraknąć hiszpańskich horrorów, które wprowadzały i nadal wprowadzają do tego gatunku nową jakość. Gęsta, duszna atmosfera pogrążonego w mgle domostwa udziela się głównej bohaterce, która zaczyna podejrzewać, że jej dom jest nawiedzony. Jednocześnie musi zajmować się dwójką dzieci cierpiących na dziwną przypadłość – mają alergię na słońce.
Gotycki klimat w połączeniu ze świetnym występem Nicole Kidman nie raz, nie dwa sprawił, że podskoczyłam w fotelu. To zupełnie inny rodzaj straszenia, dużo bardziej wyrafinowany niż klasyczne jump-scare’y.
[Rec] (2007)
Kolejny hiszpański tytuł – tym razem zupełnie nowe spojrzenie na filmy o zombie. W [Rec] śledzimy losy ekipy telewizyjnej uwięzionej w budynku pełnym nieumarłych. To chyba najlepszy film z gatunku found footage nakręcony w XXI wieku. Nijakie Paranormal Activity nawet nie umywa się do europejskiej produkcji. To też chyba jeden z niewielu przypadków, gdzie trzęsąca się kamera nie jest problemem, a zabiegiem celowym. Mamy bowiem do czynienia z intensywną historią, która wręcz wymaga wykorzystania tego zabiegu. [Rec] wywołuje strach i niepokój, gdyż kamerzysta tak naprawdę nie wie, gdzie patrzeć, aż w końcu okazuje się, że jest już za późno.
Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii (2015)
Robert Eggers to kolejny przykład reżysera, który nie tylko pieczołowicie dba o wszelkie szczegóły, ale potrafi bawić się horrorową konwencją, tworząc coś niezwykle oryginalnego. Sama historia wydaje się być czymś, o czym wiele razy słyszeliśmy, jednak nigdy nikt nie odważył się przenieść takiej historii o wiedźmach na duży ekran. To przewrotne doświadczenie, ze względu na fakt, iż fabuła jest niezwykle prosta, zaś strach i przerażenie są realne jak nigdy wcześniej. Patrząc na lęki i fascynacje związane z XVII-wiecznym życiem, współczesny widz zaczyna wierzyć w moc diabła i czarnego kozła, który jest jego posłańcem. W Czarownicy wybrzmiewają echa pierwszych kinowych opowieści grozy. Film bez wątpienia stanie się klasykiem.
Lighthouse (2019)
Nie mogłam powstrzymać się przed dodaniem na listę kolejnego obrazu Eggersa, gdyż Lighthouse było dla mnie niesamowitym filmowym przeżyciem. Czarno-białe widowisko skupia się na toksycznej męskości, mitologii, wierzeniach i baśniowej warstwie wizualnej. A interpretacji jest tak wiele jak osób, które oglądały film.
Bo w Lighthouse niewiele rzeczy jest pewnych. Nawet to, czy bohaterów od szaleństwa dzieli tylko jeden krok, czy już dawno ten krok zrobili. Już sam fakt, iż jeden z nich stopniowo traci kontrolę nad sobą i otoczeniem, otwiera pole do interpretacji. Ważnym bohaterem filmu okazuje się być natura, która przejmuje kontrolę nad latarnią morską oraz dwoma głównymi bohaterami.
Hostel (2005)
Eli Roth ze swoim filmem Hostel wprowadził do filmowego obiegu gatunek torture porn, dziś traktowany raczej jako ciekawostka z poprzedniej dekady. W roku 2005 był jednak wielkim hitem, który wyniósł reżysera na szczyt. Niech nikogo nie zmyli nadmiar krwi i gore na ekranie – produkcja stanowi bowiem zgrabny komentarz do hedonistycznej turystyki wschodnioeuropejskiej uprawianej przez Amerykanów.
Historia jest niezwykle prosta: grupa imprezowych nastolatków zostaje wybrana, by zginąć z rąk członków ekskluzywnego klubu uwielbiających różnego rodzaju tortury. Choć późniejsze dzieła reżysera to totalny chaos, Hostel do dziś pozostaje przykładem świetnego pomysłu i społecznego komentarza zamkniętego w ramy czystej grozy.
Sierociniec (2007)
Debiut hiszpańskiego reżysera Juana Antonio Bayony we współpracy z Guillermo del Toro to połączenie gotyckiej fabuły, matczynych lęków oraz konieczności zmierzenia się z trudną przeszłością.
Główna bohaterka powraca do sierocińca, gdzie dorastała, a jej chory adoptowany syn nagle znika w wielkim budynku. Reżyser wziął z gatunku horroru wszystko, co najlepsze, a następnie przystosował to do nowej rzeczywistości. Nie ma tu przysłowiowych wybuchów i fajerwerków. Jest za to minimalistyczna sceneria, przerażające dzieci oraz „coś” czające się w ciemnościach. To połączenie wielu horrorowych elementów, które dają zupełnie nową jakość, gdy chodzi o sposób straszenia.
Coś za mną chodzi (2014)
To jeden z najbardziej oryginalnych i ciekawych horrorów, który garściami czerpie z dorobku gatunku lat 80., pełen metafor i nawiązań do twórczości samego Johna Carpentera.
Główna bohaterka dowiaduje się, że ciąży na niej klątwa i teraz już zawsze „coś” będzie za nią podążało, chyba że bohaterka przeniesie tę klątwę na inną osobę. Pozornie to kolejny film z elementami nadprzyrodzonymi, ale nic bardziej mylnego. Produkcja po brzegi wypełniona jest alegoriami, zaś tytułowe „coś” to idealne ucieleśnienie naszych uniwersalnych lęków. To także pokazanie, że dorosłe życie wcale nie jest takie idealne, jak mogłoby się wydawać.
Pozwól mi wejść (2008)
Szwedzka produkcja dokonała reinterpretacji klasycznego już mitu wampiryzmu, tym razem skupiając się na relacji dwójki młodych bohaterów. Zdaniem jednych to współczesny gotycki romans, dla innych – poetycka opowieść o przyjaźni z mroźną zimą w tle.
Tym razem groza ma twarz 12-letniej dziewczynki. Choć wielu rzeczy nie widzimy bezpośrednio na ekranie, widz sam jest w stanie wypełnić luki, w których często kryje się przerażająca prawda. Reżyser wykazuje niezwykłą umiejętność operowania sugestywnymi szczegółami związanymi z naturą wampirów w celu zbudowania przerażającego fundamentu historii.
Midsommar. W biały dzień (2019)
Wiem, że dla wielu to Dziedzictwo. Hereditary jest najbardziej oryginalnym horrorem ostatnich lat, jednak do mnie bardziej przemawia drugi film Ariego Astera, który w specyficzny sposób przedstawia własną wariację na temat filmu Kult oraz pogańskich wierzeń nordyckich i ukazuje ewolucję toksycznego związku. Każdy z tych elementów idealnie wpisuje się w historię o festiwalu na końcu świata, gdzie zawsze świeci słońce, a przybysze z zewnątrz znikają jeden po drugim.
Reżyser miesza znane motywy, dając nam jedno z bardziej ciekawych współczesnych dzieł kina grozy. Trzeba mocno się nagłowić, by odkryć symbolikę ukrytą w poszczególnych scenach oraz w pięknych ujęciach.
Zabawa w pochowanego (2019)
Dla mnie absolutne objawienie i jeden z lepszych horrorów, jakie widziałam w zeszłym roku. Zgodnie z tradycją każda osoba, która wżenia się w ekscentryczną rodzinę bogaczy, musi zagrać w wylosowaną przez siebie grę. Panna młoda (w tej roli bezbłędna Samara Weaving) szybko zdaje sobie sprawę, że zabawa w chowanego to tak naprawdę walka na śmierć i życie.
W tym momencie musi zmierzyć się z całą rodziną męża, która chce ją zabić, gdyż panna młoda ma zostać ofiarą dla samego diabła. Wymieszanie horroru z czarną komedią działa na korzyść filmu, pokazując, że prosty koncept może dawać wiele frajdy. Nawiązania do gatunkowych konwencji zostały tu wykorzystane w inteligentny sposób. Czy final girl przetrwa noc? Koniecznie musicie przekonać się sami.
BONUS
Wizyta (2015)
M. Night Shyamalan nietypowo skupia się na minimalistycznej historii, w której groza czai się pod postacią dwójki sympatycznych staruszków. Reżyser korzysta z gatunku found footage, co nadaje filmowym wydarzeniom wrażenie realności.
Wydawać by się mogło, że ten koncept został już do cna wyeksploatowany, jednak okazuje się, że jest wręcz przeciwnie. Nie mamy bowiem do czynienia z niczym nadprzyrodzonym. Ot, dwójka zwykłych ludzi zachowuje się trochę dziwacznie. Siła filmu leży w ciekawym zamyśle, gdzie sami do końca nie wiemy, czego można się spodziewać po starszej parze, która każdego dnia terroryzuje swoich wnuków.
