Connect with us

Publicystyka filmowa

SZYBKA PIĄTKA #129. Najlepsze męskie role w historii

SZYBKA PIĄTKA #129 to zbiór niezapomnianych męskich ról w historii kina. Odkryj, które kreacje zdobyły serca widzów!

Published

on

SZYBKA PIĄTKA #129. Najlepsze męskie role w historii

W Dniu kobiet pisaliśmy o najlepszych rolach kobiecych. Dziś – dla dopełnienia – o tych męskich. Zgadzacie się z wyborami naszych redaktorów?

Krzysztof Dylak

  1. Jack Nicholson jako Jack Torrance (Lśnienie) – Wyborna kreacja postępującego szaleństwa w wykonaniu Nicholsona jest kwintesencją postaci z kina grozy, która jest człowiekiem, a nie jakimś odrealnionym zabójcą w masce czy duchem. Diaboliczny uśmiech żarłacza ludojada, posępny wzrok, prawie wilczy zarost. Sfrustrowany pisarz z twórczą impotencją, owładnięty złą energią widmowego hotelu Overlock należy do absolutnie mistrzowskich ról nie tylko w swoim gatunku.

    Nawet w początkowych fazach filmu Kubricka, kiedy Jack jest jeszcze nieskażony obłędem, pisarz wydaje się nieco psychopatyczny, jakby skrywał w sobie utajone pokłady szału, który w odpowiednich warunkach wydobędzie się z duszy dozorcy.

  2. Rutger Hauer jako John Ryder (Autostopowicz– No cóż, o tej roli wyraziłem swoje zdanie przy okazji szybkiej piątki dotyczącej postaci, które wzbudzają w nas strach. Zdanie podtrzymuję również w przypadku tego zestawienia.

    Hauer jako zabójczy psychopata na autostradzie jest bezbłędny. Po pierwsze jest to postać zagrana bardzo klimatycznie. Stawiam ją nawet wyżej od słynnej kreacji zmarłego niedawno Holendra w Łowcy androidów, którą również darzę dużym szacunkiem. Lecz to jednak obrazie Roberta Harmona, Hauer jest głównym królem zła. Jest jak przyczajony aligator, tylko zamiast mokradeł przyczaił się na szosach. Dla mnie numer jeden wśród ekranowych, seryjnych zabójców.

  3. Al Pacino jako Tony Montana (Człowiek z blizną) – Rewelacyjna rola Ala Pacino, napędzana żywiołową siłą i energią, dominującą na ekranie swoją mocną charyzmą.

    Zachłanny i zaborczy gangster, który z nizin przestępczego świata zdobywa szczyty na obczyźnie w USA, to absolutny kult i symbol latynoskiego mafioza. Gangsterska odmiana Makbeta, której przychodzi zapłacić najwyższą cenę za brutalny upór, honor i upojenie władzą.

  4. Matt Dillon jako Jack (Dom, który zbudował Jack) – Lars von Trier powierzył główną rolę mordercy – artysty Dillonowi pozwalając mu w pełni wykazać się aktorsko.

    To bez wątpienia rola życia tego aktora, który powoli grzązł w filmowej mieliźnie, a pod okiem Duńczyka pokazał na co go stać. Rola równie ambitna, co ryzykowna, nie w pełni doceniona tak jak powinna. Skoro Joaquin Phoenix otrzymał (w sumie zasłużonego w tym roku) Oscara za rolę antybohatera z pierwszego planu, to Dillon moim zdaniem powinien chociaż zdobyć nominację. Z tym, że to rola bardziej europejska, a z pewnością bardziej bezkompromisowa i mniej populistyczna.

  5. Ex aequo : Jeremy Irons jako Beverly i Elliot Mantle (Nierozłączni) i Harvey Keitel jako Porucznik (Zły porucznik)
    Nie mogłem się zdecydować, którą rolę wybrać, ponieważ obie kreacje się wyróżniają wnikliwością i zaangażowaniem, a przede wszystkim realną prawdą w odegraniu upadku na płaszczyźnie moralnej i mentalnej.

    Keitel u Ferrary to mocna odwaga, wulgarność bez pudru i kokieterii, etyczny rynsztok oraz staczanie się na dno w chyba w jednej z najbardziej wyrazistych ról pierwszego planu nie tylko dekady. Irons u Cronenberga odznaczył się chłodną neurozą i ascetyczną dokładnością w skomplikowanym portrecie braci bliźniaków w godnym Oscara finale (odsyłam do zestawienia o najbardziej pamiętnych scenach filmowych morderstw). Oba wykonania wszakże nie należą do łatwych rzeczy w oglądaniu, lecz doświadczamy przy nich aktorstwa przed duże A.

    Advertisement

Michalina Peruga

  1. Klaus Kinski jako Nosferatu (Nosferatu wampir) – Klaus Kinski to, z całym szacunkiem dla Gary’ego Oldmana i Beli Lugosiego, najlepszy Drakula w historii kina. Może poza Maxem Schreckiem z adaptacji Friedricha Wilhelma Murnau z 1922 roku. Kinski jest autentycznie przerażający i odrażający jako Drakula, jawi się trochę jako melancholijny, otępiały dziwak.
  2. Ray Milland jako Don Birman (Stracony weekend) – W tym filmie Billy’ego Wildera Ray Milland wciela się w niespełnionego pisarza-scenarzystę, który boryka się z alkoholizmem.

    Powojenne, przesiąknięte realizmem studium choroby alkoholowej, dość odważne jak na lata 40., ze świetną rolą Millanda, za którą został nagrodzony Oscarem.

  3. Dustin Hoffman jako Willy Loman (Śmierć komiwojażera) – Za tę rolę Hoffman zdobył Złotego Globa i Emmy i nic dziwnego. W tej adaptacji klasycznej sztuki Arthura Millera aktor wciela się w rolę tytułowego komiwojażera. Jako sfrustrowany swoim życiem pozbawionym znaczących osiągnięć mężczyzna popadający w konflikt z synami, Hoffman jest świetny w tej dramatycznej roli, w duecie zresztą z Johnem Malkovichem grającym jego starszego syna.
  4. J. K. Simmons jako Terrence Fletcher (Whiplash) – Jeśli chodzi o kino ostatnich lat, to jedna z moich zdecydowanie ulubionych ról, a Simmons jest jak stworzony do roli zimnego, despotycznego nauczyciela muzyki. Aktor był zresztą faworytem sezonu nagród w 2015 roku, zgarniając wszystkie najważniejsze statuetki świata filmowego.
  5. Wojciech Pokora jako Stanisław Maria Rochowicz / Marysia (Poszukiwany, poszukiwana) – Uwielbiam ten film i uwielbiam Wojciecha Pokorę w roli historyka sztuki, który, oskarżony o kradzież z muzeum obrazu, ukrywa się przed światem, przyjmując tożsamość domowej gosposi o imieniu Marysia.

    Talent komediowy Pokory błyszczy na ekranie, czyniąc ten film jedną z lepszych komedii PRL-u.

Odys Korczyński

  1. John Hurt jako Winston Smith (1984) – Zastanawiałem się kiedyś, czy po odegraniu takiej roli John Hurt nie musiał iść do psychoterapeuty. Kreacja Winstona jest tak sugestywna, że przeraża, jak bardzo aktor potrafił wcielić się w tragiczną postać z książki Orwella. Niekiedy wracam do tego filmu, ale tylko wtedy, gdy nic z tyłu głowy się na mnie nie czai, bo inaczej ta dramatyczna hekatomba może rozwalić mózg.
  2. Tom Hanks jako Forrest Gump (Forrest Gump) – Źródłem doskonałości tej roli jest jej wielowymiarowość. Hanks z jednej strony jest lekko przytrzymanym chłopakiem, a z drugiej niesamowicie mądrym człowiekiem, chociaż brak mu wiedzy przedmiotowej i tego, co górnolotnie nieraz określamy inteligencją. W upartym dążeniu do szczęścia niekiedy jednak zbyt wiele analiz logicznych nie popłaca.
  3. Jakub Gierszał jako Dominik Santorski (Sala samobójców) – O ile pamiętam, poznałem go jako doskonałego aktora właśnie dzięki tej roli. Był jak nie z tej planety, jak nie z polskiego, współczesnego kina. Zresztą cały film wydawał mi się radykalnie odmienny. Być może przez sekwencje animowane. Wracając do Gierszała, w roli Dominika Santorskiego idealnie połączył ryzykanckie podejście do młodości oraz złowrogie nią napawanie się, aż poza granice zdrowego, dorosłego rozsądku.
  4. Arnold Schwarzenegger jako Terminator T-800 (Terminator) – Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z umiejętności aktorskich Arnolda, zwłaszcza w latach 80., kiedy był eksploatowany do bólu w kinie akcji. Nawet jednak z takiego umięśnionego drewniaka, przy odrobinie wysiłku, dało się zrobić aktora legendarnego. Dla mnie rola Terminatora właśnie taka jest.

    Nikt inny nie mógł jej zagrać, tylko Schwarzenegger, bo był własnie taki jak robot – bez skomplikowanej mimiki, bez grania głosem itp.

  5. Rutger Hauer jako Roy Batty (Łowca androidów) – Gdyby nie Hauer, z pewnością rola dowódcy replikantów nie byłaby tak silnie oddziałująca na całe pokolenia fanów Łowcy androidów. To jego słowa, jego autorski skok i postać, w której pozostawił swojego ducha.

    Teraz, gdy aktora nie ma już wśród nas słowa wypowiadane w deszczu przez Batty’ego nabrały szczególnego znaczenia. Hauer być może nareszcie widzi wszystko to, o czym mówił Deckardowi.

Jacek Lubiński

  1. Christian Bale jako Jamie Graham (Imperium Słońca) – Dla mnie to wciąż najlepszy występ tego aktora, który później zasłynął z tak wielu transformacji. I być może też najlepsza dziecięca rola w historii. Jakże dojrzała, wymagająca, skomplikowana. Wyjątkowa po prostu.
  2. Robert De Niro jako Leonard Lowe (Przebudzenia) – Chyba najmniej charakterystyczna kreacja w wybitnym dorobku De Niro, który kojarzony jest raczej z rolami twardych gości, ewentualnie też z aktorską szarżą.

    Nic z tego nie zobaczymy u Leonarda, bo to mocno stonowany występ, ale za to jakże przejmujący – zwłaszcza w scenach nawrotu choroby. Prawdziwy majstersztyk.

  3. Anthony Hopkins jako James Stevens (Okruchy Dnia) – Grając Hannibala, Hopkins miał co prawda większe pole do popisu, ale to właśnie u Ivory’ego dosięgnął absolutu, do perfekcji opanowując z pozoru zimną szorstkość ogłady oraz grę opartą na niuansach i niedopowiedzeniach. To smutna, ale wielka rola.
  4. Rod Steiger jako Bill Gillespie (W upalną noc) – Steiger był aktorskim dynamitem, który w duecie z Sidneyem Poitier dosłownie wybucha na ekranie. Ich pierwsze spotkanie to dla mnie kwintesencja „wejścia w rolę” i scena, którą powinno pokazywać się w szkołach aktorskich jako idealny przykład kumulacji wszystkich sztuczek tego fachu w jeden elektryzujący występ.
  5. James Stewart jako Jefferson Smith (Pan Smith jedzie do Waszyngtonu) i jako Elwood P. Dowd (Harvey) – Dobroć, szczerość oraz uroczą naiwność Stewart doskonale tu zobrazował. To dwie strony tego samego medalu. W pierwszym filmie zachwyca zwłaszcza jego finałowy popis w walce o „kolejną przegraną sprawę”, czym aktor dosłownie dotyka serca widza. W drugim wręcz zaraża go optymizmem postaci będącej przypuszczalnie najsympatyczniejszym bohaterem w historii kina.

    Oba występy stawiam więc na równi – a równych sobie nie mają.

Bonus: cokolwiek od Jacka Nicholsona w latach 1969-2002 i cokolwiek od Daniela Day-Lewisa w ogóle.

Maciej Niedźwiedzki

  1. Al Pacino jako Michael Corleone (Ojciec Chrzestny II) – Na jednej ręce mam za dużo palców, by zliczyć role Ala Pacino, które lubię. W nieomal wszystkich jest dla mnie za dużo krzyku, za dużo wymachiwania rękami, przesadnej ekspresji i popisu. Natomiast w Ojcu chrzestnym II Pacino sięga po zupełnie inne środki wyrazu: dominują stonowanie, cisza, szept i zaduma. Typowy dla niego żar i wyrazistość wyrażona zostaje jedynie w głębokim, niepokojącym spojrzeniu.
  2. Robert De Niro jako Jake La Motta (Wściekły byk) – Fizyczna metamorfoza. Tak. Niespotykane poświecenie dla roli. Na pewno tak. Ta rola nie stałaby się tak legendarna tylko za sprawą długiej, rygorystycznej diety i trwajacych miesiącami treningów. De Niro wcielając się w Jake’a La Mottę nadał tej postaci pewien metafizyczny pierwiastek i zaskakujący uniwersalizm. Dzięki temu losy tego bohatera można odczytywać na bardzo wielu płaszczyznach. Po każdej powtórce ręce aż same składają się do oklasków.
  3. Heath Ledger jako Ennis Del Mar (Tajemnica Brokeback Mountain) – Niesamowity efekt przy użyciu minimalnych środków. Małomówność, wycofanie, nieśmiałość i dystans. Ennis Del Mar rzadko spogląda ponad rondo kapelusza a złożenie choćby jednego dłuższego zdania sprawia mu duży problem. Przy tym wszystkim bardzo dużo o Ennisie wiem. Rozumiem jego lęki, potrzeby i sympatie. Fenomenalna rola, mogąca być traktowana jako symbol, nośnik konkretnych wartości i życiowej postawy.
  4. Ralph Fiennes jako Amon Goeth (Lista Schindlera) – Obłęd i fanatyzm w oczach, zachwiany krok, cynizm i bezwzględność, piskliwy głos i wstręt do ludzi. Amon Goeth to jeden z najbardziej obleśnych, nieprzyjemnych i odpychających bohaterów filmowych. Daleko mu jednak do groteski i przerysowania. Goeth jest psychologicznie wiarygodnym i realnym zagrożeniem. Człowiekiem z krwi i kości, którego z równowagi wyprowadzić może jedno słowo.
  5. Heath Ledger jako Joker (Mroczny rycerz) – To rola tak zniuansowana, że chyba już za dużo razy wracałem do Mrocznego rycerza z przeświadczeniem, że umknął mi jakiś detal, jakiś strzęp informacji, pozwalający mi dowiedzieć się kim naprawdę jest Joker.

    Imponuje mi jak Ledger zbudował swoją postać, dopracowując do perfekcji każdy gest i pozę, każdy krok, brzmienie słów i grę spojrzeń. Totalna kreacja aktorska, zasługująca na swoją renomę i aurę legendy.

Dominika Nowicka

  1. Klaus Kinski jako Lope de Aguirre (Aguirre, gniew boży) – jeśli potraktować ten film Herzoga jako filmową wersję Conradowskiego Serca ciemności (Heart of Darkness) po peruwiańsku, to wydaje się, że Kinski wręcz ucieleśnia postać Kurtza. Już na poziomie fizjonomii, Kinski przejmująco odzwierciedla cechy bezwzględnego kolonizatora, kontrastując przy tym z lokalną społecznością dżungli. Ten wybitny aktor, notabene urodzony w Sopocie, nie tylko samemu świetnie odgrywa rolę konkwistadora, stopniowo popadającego w obłęd na drodze do mitycznego El Dorado, ale również po mistrzowsku współgra w relacji z pozostałymi bohaterami, a nawet z pulsem kapryśnej rzeki.

    Klaus Kinski to tętniące serce tego filmu!

  2. Emil Jannings jako Mefistofeles (Faust) – bezdyskusyjna gwiazda kina niemego, aktor o wielu maskach, wirtuoz mimicznej ekspresji… Choć specyficzna konwencja kina niemego nie przystaje do dzisiejszych standardów gry aktorskiej, wówczas przerysowane miny i teatralne pozy filmowego Mefista były jak najbardziej na miejscu i w cenie. I chociaż od premiery adaptacji filmowej dramatu Goethego minął już blisko wiek, diaboliczna kreacja Jannigsa wciąż zarówno wywołuje ciarki na plecach, jak i bawi kiedy trzeba.

    A dobrze wygrać groteskę nie jest łatwo, zwłaszcza w taki sposób, żeby się nie zestarzała po latach.

  3. Max von Sydow jako Antonius Block (Siódma pieczęć) – przed paroma dniami zmarły szwedzki artysta, w słynnym dramacie Bergmana dał najwyższej klasy popis swoich aktorskich umiejętności. Chyba wszystkim z nas utkwił w pamięci konfesyjny monolog bohatera przy kościelnej kracie.

    Jednak, biorąc pod uwagę całokształt jego gry aktorskiej w tym filmie, największe wrażenie na widzu robi podwójny wymiar roli, jaką dźwiga von Sydow – z jednej strony zakłada płaszczyk historycznych realiów i wciela się w postać średniowiecznego rycerza, z drugiej, wydobywa współczesne mu wartości filozofii egzystencjalnej. A przy tym wszystkim jest w stanie jednocześnie pokazać szeroką gamę emocji, od niemalże mnisiego skupienia, po błazeńską uciechę. Aktor orkiestra!

  4. Jack Nicholson jako Robert Eroica Dupea (Pięć łatwych utworów) – wielka rola w roli, można powiedzieć.

    Nicholson w tym filmie wciela się w postać wykształconego Amerykanina, utalentowanego pianisty z wyższej klasy średniej, który w akcie niezgody na panujące konwenanse i podziały, zaczyna żyć zwykłym życiem, zatrudniając się jako robotnik w rafinerii. Nowa rzeczywistość wymaga od niego również nowego sposobu bycia. Dlatego Nicholson w zależności od tego, czy jest w domu rodzinnym z muzycznymi tradycjami, czy w towarzystwie swojej dziewczyny – kelnerki w przydrożnym barze, zachowuje się diametralnie różnie. Wyrazistości i wiarygodności jego roli dodają gwałtowne napady gniewu bohatera. Rola podwójna.

  5. Kyle MacLachlan jako Dale Cooper / Dougie Jones (Miasteczko Twin Peaks / Twin Peaks) – początkowo myślałam, że to mój najbardziej emocjonalny wybór, ale po dłuższym zastanowieniu myślę, że postać Dale’a Coopera to dzisiaj zdecydowanie ktoś więcej niż przystojny agent specjalny FBI w przydużym płaszczu w stylu kina noir, z filiżanką „damn good coffee” w ręku.

    .. Szczera dobroć i empatia, jaką Kyle MacLachlan wykreował przez większą część Miasteczka Twin Peaks, zostaje po 25 latach przełamana. I o tyle, o ile doppelgänger Coopera jest jedynie prostym odwróceniem jego wcześniejszej kreacji, to postać Dougiego Jonesa, który zachowuje się jakby cierpiał na starczą demencję, stanowi ciekawe przesunięcie akcentów. Still damn good!

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *