Publicystyka filmowa
Na ekranach kin w kinach. Najciekawsi FIKCYJNI AKTORZY
FIKCYJNI AKTORZY to barwne postacie z filmów, które bawią, parodiując realnych gwiazdorów. Odkryj ich niepowtarzalny urok!
Aktorstwo to nie jest łatwy kawałek chleba. Wszak przekonująco wejść w skórę kogoś zupełnie innego to nie przelewki. Bywa jednak, że aktorzy grają… samych siebie, gdy na potrzeby parodii gatunku, hołdu dla kina lub zaglądania za kulisy show-biznesu wcielają się w innych aktorów. Nierzadko przy tym popularniejszych od własnego, rzeczywistego statusu i posiadających o wiele barwniejszą osobowość. Oto niektóre z najciekawszych przykładów fikcyjnych aktorów, jacy przewinęli się przez ekrany kin… w kinach.
Dusty Bottoms, Lucky Day i Ned Nederlander (Trzej Amigos; 1986)
Czyli trio Steve Martin, Martin Short oraz Chevy Chase (niekoniecznie w tej kolejności). To jedne z pierwszych postaci przychodzących na myśl w danym temacie. Wzorowani na dawnych gwiazdach kina niemego, a konkretnie pierwszych ikonach westernu, stanowią ogólną bekę z idoli (pop)kultury.
Wierzący w siłę swojego wizerunku oraz wierność fanów, a w rzeczywistości będący jedynie rozpieszczonymi dzieciakami, które nigdy w życiu nie miały w ręku prawdziwej broni i nie musiały borykać się z poważnymi problemami bez wsparcia asystentów i służących. Świetna satyra na hollywoodzkie primadonny, no i sympatyczne kreacje same w sobie.
Bruce Baxter (King Kong; 2005)
Amant popularnego kina przygodowo-awanturniczego, które zrobiło z niego bohatera i twardziela, choć oczywiście prawdziwe oblicze Bruce’a jest zgoła inne. Niemniej to właśnie do swoich ekranowych doświadczeń sięga, gdy zmuszony jest ratować innych w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa, jakie wymusza na nim pokonanie własnych słabości. Ostatecznie to właśnie jemu, zgodnie z wykreowanym wizerunkiem, przypisano miano pogromcy wielkiej małpy. W aktora udanie wcielił się Kyle Chandler i jest to jedna z niewielu postaci, które nie mają swojego odpowiednika we wcześniejszych wersjach King Konga.
Oczywiście główną gwiazdą pozostaje tu zjawiskowa blondynka i pozbawiona pracy aktorka wodewilowa Ann Darrow w interpretacji Naomi Watts.
Fryderyk i Anna Bronscy (Być albo nie być; 1983)
Polski akcent w osobach legend warszawskiej sceny aktorskiej, czyli małżeństwa Bronskich, w które wcieliło się… małżeństwo Brooksów (Anne Bancroft i Mel Brooks).
Ergo Polaków grają Żydzi, ale, jak na Amerykanów przystało, są w tym całkiem dobrzy. W przeciwieństwie do swoich wcieleń. Fryderyk jest bowiem fatalnym aktorem przekonanym o swojej wielkości, a odnoszącym sukcesy jedynie z uwagi na uroczą małżonkę. Dopiero gdy podejrzewa ją o romans, zaczyna ze złości błyszczeć na scenie w adaptacji Szekspira… To sympatyczny remake komedii Ernsta Lubitscha o tym samym tytule, gdzie bohaterami było małżeństwo Tura (Carole Lombard i Jack Benny).
Johnny Cage (Mortal Kombat; 1995)
Gwiazdor kina akcji i mistrz sztuk walki w jednym. Arogancki, przebojowy i zarozumiały, sam wykonuje swoje kaskaderskie popisy na planie. Mimo to jest wyszydzany, a jego możliwości kwestionowane. Dlatego bierze udział w tytułowym turnieju, gdzie zresztą udaje mu się pokonać dwóch kluczowych wojowników z innych światów.
Choć postać Cage’a z gier wzorowana była ponoć na Jeanie-Claudzie Van Dammie, to w filmie wcielił się w niego Linden Ashby, który ćwiczył sztuki walki, jeszcze zanim został wybrany do roli. W marnym sequelu, w którym Cage ginie, aktor nie powrócił, jakby przeczuwając, co się święci – zastąpił go Chris Conrad.
Margo Channing (Wszystko o Ewie; 1950)
Oscarowy film z nominowanymi do Złotego Rycerza kreacjami Bette Davis i Anne Baxter, a w tle także epizod Marilyn Monroe tuż przed jej oszałamiającą sławą. Dwie pierwsze wcielają się w aktorki, odpowiednio: ukształtowaną, doświadczoną i starzejącą się legendę sceny oraz młodą i naiwną nowicjuszkę, która pod pretekstem dobrych chęci stara się wygryźć weterankę i ostatecznie wchodzi w jej buty. Joseph L. Mankiewicz bez upiększeń pokazuje kulisy aktorskiej sławy, jej cenę i to, co potrafi zrobić z ludźmi. Margo to natomiast idealny obraz idola i bożyszcza tłumów muszącego stawić czoła nieubłaganemu upływowi czasu. Paradoksalnie kreacja ta uratowała karierę Davis, na nowo przywracając jej blask.
Rick Dalton (Pewnego razu… w Hollywood; 2019)
Wątpiący w siebie aktor o dogasającej karierze, która, mimo jego starań, nigdy nie doprowadziła go do pierwszej ligi. Gwiazda serialu Bounty Law i spaghetti westernów oraz kilku B-klasowych produkcji pokroju Czternaście Pięści McCluskeya.
Ma problem z dowartościowaniem się (w czym pomaga mu jego kaskader i zarazem przyjaciel Cliff Booth) oraz cierpi na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Nie lubi hipisów. Szczęśliwie nic z tych rzeczy nie trapi wcielającego się weń Leonardo DiCaprio, dla którego występ u Tarantina to kolejny popis talentu oraz n-ty z rzędu hit w pokaźnym dorobku.
Norma Desmond (Bulwar Zachodzącego Słońca; 1950)
Stara gwiazda z epoki kina niemego, wraz z którym przeminęła, gdy zaczęła się era filmów dźwiękowych. Kobieta dosłownie zakonserwowana w czasie.
Zdradzona i zniszczona psychicznie załamaniem swojej kariery, nadal chce grać – chce być kochana przez publikę i pożądana przez mężczyzn. Nakreślona groteskową, acz tragiczną kreską, wydaje się mocno oderwaną od rzeczywistości Meduzą, której spotkanie może się skończyć tragicznie. Postać zainspirowana biografiami kilku rzeczywistych ikon starego kina, ożywa w znakomitej interpretacji weteranki X muzy, Glorii Swanson, dla której rola ta okazała się największym występem w karierze. Choć, paradoksalnie, nie otrzymała za nią Oscara – podobnie jak wymieniona wyżej Bette Davis i jej Margo musiała ustąpić miejsca młodszej od siebie.
Michael Dorsey (Tootsie; 1982)
Jeden z wielu borykających się z zatrudnieniem aktorów nowojorskich. Szanowany, ale trudny we współpracy perfekcjonista, sukces odnosi dopiero wtedy, gdy zakłada damskie ciuszki i z pomocą charakteryzacji zaczyna odgrywać swoje żeńskie alter ego – Dorothy Michaels.
Urocza, ale nieustępliwa i wojownicza, staje się prawdziwą sensacją, podnosząc wszelkie wyniki oglądalności mydlanej opery szpitalnej Southwest General. Kradnie serca mężczyzn, mimo iż staje się pierwszą orędowniczką praw kobiet w tym niełatwym, seksistowskim środowisku. Znamienne, iż perfekcyjnie wcielający się w obie te role Dustin Hoffman został po latach oskarżony o (nigdy niepotwierdzone) molestowanie seksualne. Co bynajmniej nie umniejsza jego kreacji – tej i każdej innej. Również znajomych w planu, na którym aktorów odgrywali także Jessica Lange, Bill Murray i Geena Davis.
Daniel Hillard (Pani Doubtfire; 1993)
A skoro już przy tym jesteśmy, to i Daniel w interpretacji nieodżałowanego Robina Williamsa musiał ratować się „zmianą płci”. Nie uczynił tego jednak po to, by ratować swoją karierę aktora dubbingowego, ale małżeństwo oraz, przede wszystkim, relacje z dziećmi odebranymi mu wskutek rozwodu.
Tak na scenę wkracza tytułowa Euphegenia Doubtfire – podstarzała szkocka niania z zasadami. Z jej pomocą Daniel jest w stanie nie tylko oszukać wrogi mężczyznom system, ale też naprostować i wręcz odnaleźć samego siebie. Koniec końców, dzięki sile wizerunku i szczerości przekazu Pani Doubtfire, wszyscy wygrywają.
Nick Lang (Ciężka próba; 1991)
Kapryśna i rozpieszczona gwiazda w Hollywood zasłynęła dzięki roli „Smoking” Joego Gunna w dochodowej serii filmów à la Indiana Jones. Choć publika go lubi, to krytycy nie mają dla niego żadnej litości. Żeby udowodnić swoją wartość, przyjmuje więc angaż do policyjnego dramatu o wiele mówiącej nazwie Krew na asfalcie.
Przygotowania do tej roli będą dla niego właśnie ciężką próbą zapowiadaną przez plakaty – tradycyjnie przy tym wychodzącą daleko poza aktorstwo i twardo zderzającą się z rzeczywistością, w jakiej Nick niekoniecznie się odnajduje, kiedy kamery nie kręcą. Nie jest to wielka produkcja, ale Michael J. Fox ma tu okazję trochę pośmiać się ze swojego fachu i sprawić, że seans jest całkiem przyjemny.
Bo Laramie (Paparazzi; 2004)
Gorąca gwiazda kina akcji, wyrosła nagle na olbrzymiej popularności hitu Adrenaline Force i jego kontynuacji, którą kręci w ramach fabuły. W głębi serca prosty chłopak ze wsi, który początkowo nie może odnaleźć się w zasadach rządzących show-biznesem, a który ostatecznie staje się aniołem zemsty dla tytułowych dziennikarzy z podrzędnych brukowców, jakie nie przestają go nękać, omal nie doprowadzając do tragedii. Echa śmierci księżniczki Diany rezonują aż za mocno w filmie Paula Abascala, choć reżyser nie ma ostatecznie większych ambicji zgłębienia tematu, tworząc prosty akcyjniak wycelowany w nachalnych gości z aparatami fotograficznymi. Jednak dzięki modelowo wyglądającemu Cole’owi Hauserowi (Pitch Black), który z lekkością bawi się rolą Bo, ogląda się to wszystko z rosnącą satysfakcją.
Kirk Lazarus (Jaja w tropikach; 2008)
Australijski aktor całkowicie poświęcony „metodzie”, tj. jak najgłębszemu wejściu w rolę i przy pomocy wszelkich dostępnych środków zatracenie się w niej do cna. Gdy grał Neila Armstronga, zamknął się w lodówce i próbował nią wejść w atmosferę ziemską. Z kolei na potrzeby wietnamskiego eposu Tropic Thunder przeszedł operację… zmiany koloru skóry, aby zagrać czarnego sierżanta armii Stanów Zjednoczonych.
Po drodze był jeszcze hit o gejach w klasztorze, pod tytułem Aleja Szatana, ale Bóg jeden raczy wiedzieć, do czego Kirk się posunął po przyjęciu roli. Z czasem okazuje się jednak, że wszystkie te przebieranki są rezultatem utraty prawdziwej tożsamości, podkopanej przez kompleksy wiecznego bycia „kolesiem grającego kolesia przebranego za innego kolesia”. I bynajmniej nie jest to odosobniony przypadek, gdyż w tym samym filmie wcielającemu się w Kirka Robertowi Downeyowi Juniorowi partnerują też Jack Black i Ben Stiller, którzy grają odpowiednio: uzależnionego od narkotyków komika i niedowartościowanego gwiazdora filmów akcji.
Lucas Lee (Scott Pilgrim kontra świat; 2010)
Przyszły Kapitan Ameryka, Chris Evans, jako ikona skateboardingu zmieniona w aktora kina akcji pokroju Action Doctor, Koniec gry 2 czy Po prostu nie istniejesz.
Zagrał też w romantycznym hicie Miejmy nadzieję, że niebo istnieje (wszystkie tłumaczenia własne). Idol wielu nastolatków, w tym współlokatora Scotta Pilgrima. Jest męski, arogancki i charyzmatyczny oraz dysponuje wierną drużyną dublerów. Niestety jest też mało bystry, co prowadzi go do dosłownej autodestrukcji i zamienienia się w niezbyt pokaźną kupkę… monet. Wzorem dla tej postaci był Jason Lee – dawny mistrz deskorolki, który znalazł szczęście w aktorstwie.
Don Lockwood (Deszczowa piosenka; 1952)
W swej rzeczywistości największy z największych aktorów kina niemego. Podobnie jak kilku poprzedników, również i on musi zmagać się z przejściem na dźwięk, a przy okazji również z płytką i hałaśliwą partnerką, z którą studio łączy go dla lepszej sprzedaży biletów. Ich wspólny dramat kostiumowy, The Dueling Cavalier (ukłon w stronę Monsieur Beaucaire z Rudolphem Valentino), to pasmo ciągłych kłopotów, które Don dzielnie znosi, ostatecznie z pomocą przyjaciół zmieniając go w musical.
Ten romantyk i poczciwy gość stanowi chyba najbardziej rozpoznawalne wcielenie Gene’a Kelly’ego – w swej klasie także największego z największych – któremu na ekranie partnerują jako aktorki Jean Hagen i Debbie Reynolds.
Rachel Marron (Bodyguard; 1992)
Piosenkarka, która stała się aktorką. Historia jakich wiele, bo takich przypadków było na dużym ekranie multum – nawet jeśli nie wszystkie z nich kończyły się, jak w tym wypadku, oscarową nominacją (za Królową nocy – również tytuł śpiewanego przeboju z Bodyguarda). Dość zresztą napisać, że był to debiut wcielającej się w Rachel Whitney Houston, która wielkiej kariery filmowej nawet chyba nie chciała zrobić, na zawsze pozostając przede wszystkim królową popu.
I chociaż Houston nigdy nie była prześladowana przez tajemniczego fanatyka, to jej życie obfitowało w równie dużo nieprzyjemności, co życie jej bohaterki – w końcu przed kamerą była po prostu sobą. Co ciekawe, w czasie pierwszych przymiarek do filmu główną rolę miała zagrać Diana Ross.
Kit Ramsey (Wielka heca Bowfingera; 1999)
Eddie Murphy w podwójnej roli – nie pierwszy i nie ostatni raz. Tutaj jednak ma okazję wcielić się w dwie strony tego samego medalu i przy okazji ponaśmiewać z fabryki snów. Jako wielka gwiazda tejże jest napuszonym, neurotycznym i samolubnym aktorem, któremu często udziela się paranoja. Odmawia on udziału w tandetnym projekcie SF o tytule Chubby Rain (Pękaty deszcz – ciekawe, czy twórcy byli świadomi slangowego znaczenia tej komicznej zbitki słów?).
Lecz przebiegłość Bowfingera sprawia, że Ramsey… i tak w nim gra, tylko nieświadomie, co tylko potęguje jego obłęd. Dodatkowo przed kamerą staje Jiff – niezbyt inteligentny prostak, bliźniaczo przypominający Kita. Śmiechu jest zatem co nie miara, a Murphy ma szansę pokazać nieco talentu w jednym z lepszych swoich występów końca lat 90.
Trevor Slattery (Iron Man 3; 2013)
Wypalony, uzależniony od narkotyków aktorzyna w interpretacji niezawodnego sir Bena Kingsleya odgrywa rolę swojego życia w propagandowej farsie o nazwie Mandaryn. Nieświadomie pozujący jako prawdziwe zagrożenie, a nie tylko część fikcyjnego show, Trevor dobrze się bawi, nawet jeśli poza planem traktowany jest trochę jak więzień.
Zresztą do prawdziwego więzienia w końcu też trafia – ku jego uciesze jego sława jedynie tam rozkwita, pozwalając mu żyć we względnym luksusie pośród licznych fanów. Oczywiście do czasu, gdy nie upomni się po niego prawdziwy Mandaryn. I trochę szkoda, że wątku tego nie pociągnięto dalej, gdyż z taką legendą kina byłby to prawdziwy samograj.
George Valentin (Artysta; 2011)
Jeszcze jeden reprezentant czasów świetności niemych ruchomych obrazów – nie mylić z George’em Valentinem III, pionierem rumuńskiego lotnictwa. Jean Dujardin jest niezwykle wdzięczną twarzą popularnego przystojniaka lat 20.
ubiegłego stulecia – swoistego Brada Pitta tamtej ery. Sympatyczny, elegancki, zawsze uśmiechnięty, nieco naiwnie traktuje konkurencję w postaci dźwięku. I to właśnie przez tę prostoduszność stacza się na dno, wcześniej jednak wypychając ku sławie przypadkowo spotkaną, piękną dziewczynę. Ot, ładna pocztówka z przeszłości, prawiąca o sile miłości i magii kina, którą można poczuć m.in. dzięki Valentinowi-Dujardinowi.
Maria Vargas aka Maria d’Amata (Bosonoga Contessa; 1954)
Wypatrzona w knajpie prosta dziewczyna z prowincji, przeklęta przez swoją zjawiskową urodę. Z pomocą zauroczonego w niej agenta staje się gwiazdą kina, które zaklina ją w czasie, jednocześnie prowadząc do zguby w przedwczesnym wieku. Wyidealizowana i postawiona na piedestale, ostatecznie zapamiętana jedynie przez garstkę najwierniejszych fanów jej osoby, nie talentu.
Ognista dusza w złotej klatce seksualności i obiekt westchnień zamknięty w klatkach filmu. Taki efekt bardzo łatwo było uzyskać dzięki obecności boskiej Avy Gardner, która w postaci Marii z pewnością znalazła wiele znajomych nut; a którą reżyser Mankiewicz, dotychczas kręcący w czerni i bieli, wymownie skąpał w barwach Technikoloru, tym samym współtworząc mit nieuchwytnej słowami kobiety.
Bridget von Hammersmark (Bękarty wojny; 2009)
Niezwykle popularna wśród rasy aryjskiej aktorka, której największym fanem z pewnością nie będzie nigdy mały Maksymilian. Gwiazda takich produkcji jak Fräulein Doktor jest bowiem szpiegiem na usługach aliantów. Śliczna (gra ją w końcu Diane Kruger), otwarta na ludzi, pełna szyku, stylu i dobrych manier, jednak podskórnie cyniczna i sarkastyczna kobieta, która stoi za tajną operacją mającą w założeniu pozbyć się wszystkich głównodowodzących niemiecką armią, tym samym nieświadomie przypieczętowując swój własny los.
Ta wariacja na temat Maty Hari jest wypadową legendarnych wizerunków Leni Riefenstahl i Marleny Dietrich oraz biografii mniej znanych aktorek: Węgierki Ilony Massey i Szwedki Zarah Leander, która w czasie II wojny światowej szpiegowała dla Rosjan i miała okazję stanąć twarzą w twarz z Goebbelsem.
Warto tu też wspomnieć o drugoplanowym występie Daniela Brühla w roli szeregowca, który wciela się w samego siebie w propagandowym nazistowskim dziele Duma narodu. I również nie wychodzi mu to na dobre.
Sam Weber (Wielki chłód; 1983)
Telewizyjny aktor, któremu sławę przyniosło odgrywanie J.T. Lancera w kryminalnym serialu, do złudzenia przypominającym popularne w owych latach Magnum. I jakkolwiek ta sława ma swoje blaski, Sam wydaje się nią zakłopotany, zwłaszcza wśród normalnie pracujących przyjaciół.
Zaczyna też powoli żałować tej roli, która nie tylko nie przynosi mu innych niż materialne korzyści, ale też doprowadza go do uszczerbku na zdrowiu oraz publicznego urażenia swojego ego. Tom Berenger z wielką gracją oddał niuanse swojego bohatera, obdzierając nieco wizerunek aktora z magii, ale nie odbierając mu człowieczeństwa.
Martin Weir (Dorwać małego; 1995)
Mały, wielki aktor o aparycji Danny’ego DeVito i jego nieprzeniknionym spojrzeniu. Jego wielkość i zajebistość jest nie raz podkreślana w filmie, choćby za pomocą plakatów promujących jego epickie widowisko o Napoleonie.
A wszystko po to, żeby „dorwać małego” i zatrudnić go do filmu na podstawie prawdziwych wydarzeń z TEGO filmu (na podstawie książki). Skomplikowane? Być może. Rola to jednak prosta (i w swej prostocie zabawna), a przy tym – o ironio! – dość niewielka. Ponoć postać ta wzorowana była na… Dustinie Hoffmanie.
Bonus:
Joey Tribbiani (Przyjaciele; 1994-2004)
Podrzędny aktorzyna włoskiego pochodzenia. Jak niemal każdy zaczyna od tandetnych reklam, grania trzecioplanowych ogonów i… dublowania pośladków Ala Pacino. A kończy jako gwiazda opery mydlanej i partner dwukrotnego przegranego na oscarowej ceremonii Brytyjczyka w ambitnym kinie wojennym (bez kangurów). Trzepie grubą kasę, reklamując japońskie… szminki dla mężczyzn. W Joeya z wdziękiem wcielił się Matt LeBlanc, któremu nie przeszkadzało, że z sezonu na sezon twórcy robili z jego postaci coraz większego głupka. Zakpił sobie potem z tego wizerunku w innym serialu, choć, podobnie jak jego bohater, większej kariery nigdy nie zrobił.
