publicystyka filmowa

POLSKIE AKCENTY w zagranicznych FILMACH i SERIALACH

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Ponoć Polaków można spotkać wszędzie, jak Ziemia długa i okrągła – również w kinie, w którym pojawiamy się nie od dziś w przeróżnych postaciach. Oczywiście kinematografia rodzima to jedno, a zachodnie postrzeganie drugie. Dlatego też poniższa rzecz tyczy się tylko i wyłącznie kina zagranicznego, które, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie ma nic wspólnego z Polską.

Nie uświadczycie tu więc osławionej Listy SchindleraPianisty czy ostatnich dokonań Stevena Seagala. Krótko mówiąc, niemal każdy film, który powstawał w naszym kraju bądź korzystał z rodzimej ekipy, nie ma tu racji bytu (chyba że znalazło się w nim coś naprawdę wartego wzmianki). Faktem jest, że w niektórych z poniższych przykładów występują polscy aktorzy, a za jeden z nich odpowiada reżyser polskiego pochodzenia – niech to jednak będzie dopuszczalne minimum.

akcenty_main2

Wybrane tytuły są moim zdaniem najciekawsze, najbardziej wyraziste i zapadające w pamięć nam, Polakom. Niektóre w taki czy inny sposób mają wpływ na to, co dzieje się na ekranie, bądź też dobitnie zaznaczają się w świadomości odbiorcy. I choć nie wszystkie miałem okazję obejrzeć, to ich sława sprawiła, że także pokusiłem się o krótki opis. Kilka z nich ma wydźwięk komediowy, kilka całkiem poważny, a nad innymi aż trzeba się zastanowić. Nie oceniam żadnego, a po prostu czysto obiektywnie zwracam na nie uwagę. Kolejność filmów dla ułatwienia jest alfabetyczna (mniej więcej, ale tylko czasem mniej, a czasami więcej).

Na początek skromną ciekawostkę oferuje nam 7 psychopatów pośród których kryje się Polak – Hans (!!) Kieślowski (Christopher Walken). Biorąc pod uwagę, że fabuła oscyluje wokół filmów per se, nie trudno domyślić się skąd irlandzki reżyser wziął ten pomysł. Wcielenie go w życie również udowadnia solidny research w temacie Słowian, gdyż Hans, jak na Polaka przystało, to drobny cwianiaczek i zarazem człowiek bardzo religijny, mający za sobą dodatkowo tajemniczą, acz bolesną przeszłość i równie niewesołą przyszłość. Jedynie jego związek z mulatką Myrą nie wpisuje się w poczet narodowych przywar.

akcenty_24Następnie początek skromną ciekawostkę oferuje nam seria 24 godziny. Konkretniej sezon siódmy, gdzie w jednym z odcinków Jack Bauer przypadkiem natyka się na polski traktor z Ursusa, za którym następnie się kryje. Mała, czy też raczej duża rzecz, a cieszy.

W słabo znanym u nas Adventureland jeden z bohaterów paraduje w koszulce z logo „Solidarności” – akcja toczy się zresztą w czasach, kiedy organizacja ta była na ustach całego świata. Warto dodać, że grający w tym filmie główną rolę Jesse Eisenberg jest w 1/3 Polakiem.

akcenty_adventureland

I pierwsze spotkanie z Charlesem Bronsonem – w telewizyjnej produkcji Akt zemsty z 1986 roku, gra on górnika polskiego pochodzenia, Jocka Yablonskiego. Obsada tego filmu jest naprawdę niezła, bo oprócz Bronsona mamy między innymi Ellen Barkin, Keanu Reevesa i Ellen Burstyn jako Margaret Yablonski. Film oparto na faktach, choć poza podkreśleniem polskości głównego bohatera nie wnosi on wiele do tematu.

Z kolei w serialu animowanym Amerykański tata od twórców Family Guy (w którym to zresztą okazuje się, że Glenn ma polskie pochodzenie), a konkretniej w trzecim sezonie i dziesiątym odcinku pojawia się następujący motyw: Tearjerker chce w zemście doprowadzić całe Hollywood do płaczu, tworząc najsmutniejszy film na świecie. W nim to przedstawia Polskę A.D. 1939 oraz ukrywającą się żydowską rodzinę z umysłowo upośledzonym i uzależnionym od alkoholu dzieckiem… A wszystko to w czterogodzinnej wersji reżyserskiej! Strach się bać.

Ciekawy wątek pojawił się też w jednym z odcinków Animaniaków, którego bohaterką jest Kasia – dziewczynka ukrywająca się w Warszawie w czasie II wojny światowej. Pomagają jej wielki psiak i sprytna kotka. Całość zaczyna się historycznym wprowadzeniem, w którym narrator opowiada o konflikcie z punktu widzenia naszego kraju. Ilustruje to mapa z animowanymi strzałkami, przedstawiającymi ruchy wojsk. I wszystko byłoby pięknie, tylko że widnieje na niej Polska… w granicach powojennych. Ale lepszy rydz niż nic.

akcenty_aniolW filmie Anioł śmierci (kręconym po części w Polsce, zatem jest to wyjątek od reguły) z udziałem Rutgera Hauera, bohater grany przez Thomasa Iana Griffitha, Frank Wusharsky, przybywa do Polandii, by odnaleźć zabójcę brata. W jednej ze scen uspokaja atakujących go przeciwników mieszanką polskiego z angielskim: „Spokojnie! I said spokojnie!”. Kiedy indziej próbuje również rozmawiać z księdzem, w którego wcielił się Leon Niemczyk (a w obsadzie również przyszły kleryk, Artur Żmijewski). Całość warto obejrzeć także dla kuriozalnych scen akcji z udziałem wybuchających Żuków, dziwnego połączenia ikonicznych elementów kultury z różnych lat oraz mocnej, ale jednak urzekającej ignorancji względem naszego kraju.

W nieco nowszych i nieco kontrowersyjnych Aniołach i demonach też jest dobry motyw – jedną ze stacji telewizyjnych przed Watykanem okazuje się TVN, a reporter tej stacji mówi (po naszemu rzecz jasna) o wyborze na papieża kandydata z Europy środkowej. Reportera zagrał mieszkający w Los Angeles Kristof Konrad (naprawdę Krzysztof Wojsław) i mówi on między innymi o lubianym we Wschodniej Europie kardynale Ebnerze. Za chwalenie Niemca ekipa zostaje potem „ukarana” – podmuch eksplozji rozwala wóz transmisyjny w drzazgi.

akcenty_tvn2

W innych aniołach, bo tych serialowych, i w Ameryce (Anioły w Ameryce), jest scena, w której Meryl Streep rozmawia z bezdomną (w tej roli ucharakteryzowana nie do poznania Emma Thompson). Z ust biedaczki padają takie słowa:

„Zagadka: czemu most Kościuszki nazwali na cześć polaczka?”

Po odpowiedź odsyłam oczywiście do danego tytułu.

Trochę klasyki kina. Gdy w Armii Cieni Jean-Pierre’a Melville’a główny bohater trafia zaraz na początku filmu (jak i wojny, podczas której toczy się akcja) do obozu jenieckiego, zaczyna wyliczać pozostałe grupy współwięźniów, na jakie tam natrafia. Wśród nich oczywiście Polacy, których kilka słów w rodowitym języku da się wyłapać uchem w trakcie tej krótkiej sceny.

Wracamy do telewizji – całkiem nowa seria Ash kontra martwe zło ma w szeregach swoich postaci niejakiego Cheta Kaminskiego, w którego wciela się Ted Raimi, czyli brata twórcy Martwego zła. Niewiele wiadomo o Checie, a jeszcze mniej o jego polskich korzeniach – może poza tym, że lubi pączki, co udowadnia swoim strojem w drugim odcinku trzeciego sezonu.

Z nowszych tytułów zaskakuje także horror Baba Jaga (org. Don’t Knock Twice), w którym pada słowo „Przepraszam” – i to pada w dość nieoczekiwanym momencie, bo tuż przed tym, jak na oczach głównej bohaterki starsza kobieta podcina sobie gardło, wcześniej przyznając przed nią, że jest… rosyjską czarownicą. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, efekt jest odpowiednio niepokojący. W kobietę wcieliła się urodzona w Gdańsku Ania Marson, którą często można zobaczyć na drugim planie w podobnych produkcjach brytyjskich.

Nowelowa podróż braci Coen przez Dziki Zachód – Ballada o Busterze Scruggsie – także ma w sobie mały polski smaczek. W wieńczącej całość opowieści jeden z pasażerów dyliżansu opowiada anegdotę o poznanym przypadkowo Polaku, niejakim… Cipolskim. I niech to wystarczy za komentarz względem tego epizodu, który najlepiej obejrzeć samemu.

Innym „stróżem” pochodzącym z kraju nad Wisłą jest niezapomniany Thomas Banacek z serialu Banacek (z zamierzchłych lat 1972–74). Choć może stróż to za mocne słowo, gdyż poczciwy Tomek jest jedynie prywatnym detektywem z Bostonu, borykającym się z najdziwniejszymi zagadkami. Nie zmienia to jednak faktu, że zależy mu zarówno na prawości, jak i na swoich korzeniach, którym hołduje w bardzo oryginalny sposób – na końcu każdego śledztwa opowiada jakąś polską mądrość ludową, z reguły całkowicie abstrakcyjną i wyssaną z palca. Aha, żeby nie było, że zapomniałem: Tomasza zagrał sam śp. George Peppard – prywatnie syn matematyka z Warszawy. I ponoć bardzo mu się ta postać podobała.

Natomiast w norweskim Białym szaleństwie główni bohaterowie stosują w jednej ze scen specjalny patent – przyklejają sobie tampony nasączone gorzałą na wygolone miejsce na głowie. Podobno jeden z nich nauczył się tego od pewnego Polaka (co specjalnie nie dziwi). Ogólnie nic wielkiego, ale film spokojnie można polecić, nie tylko przez wzgląd na nadmieniony szczegół.

akcenty_nord

Również w nagrodzonej Złotą Palmą Białej wstążce Michaela Hanekego znalazło się dla nas – a właściwie dla naszych pradziadków (czy też prapradziadków, a dla niektórych nawet praprapradziadków) – trochę miejsca. Oto niemiecki baron wydaje ucztę z okazji lokalnego święta. Uczestniczą w niej mieszkańcy okolicznej wsi oraz polscy robotnicy sezonowi. Z ekranu pada więc kilka zdań w ojczystym języku – nasi rodacy w typowy dla siebie sposób komentują urodę i opieszałość dziewczyny, która serwuje im jadło, liczą też na kolejne dokładki. Miły i zabawny przerywnik w tym ponurym, dusznym filmie zapewnili nam prawdziwi Polacy: Krzysztof Zarzecki, Marcin Tyrol i aż trzech Sebastianów – Łach, Badurek i Pawlak. Kargulów nie stwierdzono.

Wspomnieć trzeba też o Big Lebowskim. Tutaj jeden z bohaterów – Walter Sobchak grany z werwą przez Johna Goodmana – to polski katolik, który po ślubie został Żydem. Jest zresztą nawet dość zabawny dialog o wpływie takiego pochodzenia na świętowanie szabasu, do którego Walter jest bardzo przywiązany. Ogółem nic wielkiego, ale sama świadomość, że mamy po „swojej stronie” takiego człowieka robi swoje. Tym bardziej, że Goodman zagrał w tym filmie naprawdę rewelacyjnie. No i poza tym samo Lebowski brzmi swojsko. A już Big Lebowski brzmi dumnie. To przy tym nie pierwszy taki smaczek w kinie Coenów, którzy wcześniej w Arizona Junior przedstawili nam Glenna, który nieustannie opowiada dowcipy o Polaczkach. Pod koniec filmu trafia z jednym z takim kawałów na nieodpowiednią osobę – policjanta drogówki: sierżanta Kowalskiego.

Kolejne miejsce przypada Bitwie o Anglię. W kilku scenach tegoż filmu pojawiają się polscy piloci – rozmawiają ze sobą w rodzimym języku („Nie widzę ich, nie widzę ich! – Są pod Tobą! – Pali się skurczysyn! – Skurczybyki strzelają do nas! – Palę się! Wyskakuję na spadochronie!” itp.), wkurzając tym dowództwo. A kiedy jeden z nich zostaje zestrzelony, angielscy chłopi biorą go za wroga, gdyż nawija do nich tylko i wyłącznie po naszemu. Potem widać, jak czyta rozmówki polsko-angielskie… Film ukazuje, jak wiele Wielka Brytania powinna nam zawdzięczać. Jednocześnie nie idealizuje i w miarę dokładnie pokazuje ówczesne wydarzenia.

W duńskim filmie Andersa Thomasa Jensena, Błyskające światła, już na samym początku pojawia się polski kierowca ciężarówki z transportem papierosów. Niestety, zarówno jego aparycja, jak i akcent, z jakim wypowiada kilka słów („Ne rozumiem, daruj me”, „Da, da”), bardziej wskazywałyby na jego więzi z Armenią lub Gruzją. Dodam tylko, że jego los jest marny – okazuje się, że przywiózł złą markę fajek i zostaje skopany przez trzy czwarte głównych bohaterów.

akcenty_bondNieco inaczej potraktujemy temat Bonda, Jamesa Bonda. Tu pod lupę weźmiemy całą serię. Tak więc (chronologicznie patrząc) w Pozdrowieniach z Rosji jako Kronsteen wystąpił Władysław Sheybal, polski aktor i reżyser, który wyemigrował na Zachód (później zagrał także drugoplanową rólkę w komediowym Casino Royale). W Operacji: Piorun pojawia się za to polski ekspert nuklearny Wladislav Kutze (grany przez George’a Pravda – sic!), który pracuje dla Emilio Largo. W filmie pada nawet zdanie o jednym z polskich uniwersytetów, na którym nasz naukowiec się kształcił. Natomiast w Tylko dla twoich oczu w finale na szczycie góry ląduje helikopter z napisem PZL Świdnik. Z kolei w Żywych światłach dnia (aka. W obliczu śmierci) James Bond używa fałszywego nazwiska – Jerzy Bondon. No i chyba każdy wie, że w GoldenEye główną rolę kobiecą (Natalya Fyodorovna Simonova) gra piękna Izabella Scorupco.

I ciut nowsza produkcja wojenna z 2009 roku, oparta na prawdziwych wydarzeniach – Brother’s War dzieje się w ostatnich dniach II wojny światowej na granicy niemiecko-polskiej. Brytyjski wysłannik w Armii Czerwonej odkrywa szereg spisków wymierzonych przeciwko polskiemu rządowi na emigracji (wśród bohaterów między innymi niejaki Zindrowski), w rezultacie czego zostaje uwięziony przez stalinowski kontrwywiad. Niespodziewanie z pomocą przychodzi mu współwięzień – kapitan Wehrmachtu. Całość wygląda nie najlepiej, a Polaków wykorzystuje za typowe tło, niemniej warto odnotować, że to chyba pierwszy przykład zachodniego filmu, w którym zwrócono uwagę na mordowanie Polaków przez Rosjan.

Natomiast w Brusie Wszechmogącym wcielający się w dziennikarza telewizyjnego Jim Carrey przeprowadza wywiad z polską rodziną piekarzy – Kowolskich – w związku z ich niesamowitym wypiekiem. Co w tym takiego niezwykłego? Otóż na końcu filmu w scenach nieudanych i gagach z planu, widzimy, jak Mama Kowolski (Lillian Adams) uczy Bruce’a polskiego przekleństwa. No cóż…

akcenty_poniedzialekZnacznie lepszym przykładem jest za to popularny swego czasu i u nas Burzliwy poniedziałek. Tutaj Melanie Griffith gra kelnerkę o polskich korzeniach – wzrusza się na swojskiej biesiadzie i nawet śpiewa „nie zapomnę tej miłości…”. Jest tam też zespół jazzowy – Cracow Asamble – zatrudniony w klubie prowadzonym przez Stinga i kilku Polaków w rolach drugoplanowych. Ogólnie pozytywny obraz dziejący się pośród zamieszkujących Anglię emigrantów. Jesteśmy przedstawieni jako ludzie sympatyczni, mający powodzenie u dziewczyn. Film ma doborową obsadę (jeszcze Tommy Lee Jones i Sean Bean) i jest pozycją obowiązkową nie tylko w danym temacie.

Dużo również to gada (i to po polsku właśnie!) Mel Brooks w swoim Być albo nie być, który jest remakiem filmu o tym samym tytule z roku 1942. Akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej w okupowanej Warszawie, a bohaterami są podopieczni teatru Bronski, z jego ojcem założycielem – Fryderykiem – na czele. Pierwsze kilka minut filmu godne jest pochwał, bowiem aktorzy mówią (i nawet śpiewają!) wyłącznie po polsku, co wychodzi im całkiem zgrabnie. Potem jednak między Brooksem i Anną – Anne Bancroft, która tak w życiu prywatnym, jak i na ekranie była jego żoną – dochodzi do zabawnej sprzeczki. Brooks wykrzykiwane przez Bancroft do oklaskującej ją publiki „dziękuję” nazywa wrzaskami. Bancroft ripostuje:

„Wiesz co? Mam cię w dupie!”

akcenty_niebyc

Potem głos z offu oświadcza, że dla ogólnego dobra, reszta dialogów będzie w języku angielskim i jedyne, co zostaje, to w miarę niezłe (jak na komedię) realia okupacji, polskie nazwiska, gazety i porucznik Andre Sobinski, z którym Anna ma romans. Ogółem zabawny film, który Polskę traktuje głównie jako odnośnik dla całej historii. Znowu uwaga przenosi się na prześladowanych Żydów (w jednej ze scen wygłaszana jest płomienna mowa na ten temat), choć mamy tu swoje pięć minut. Raz jeszcze rewelacyjna obsada robi swoje (poza wyżej wymienionymi jeszcze m.in. Christopher Lloyd, Tim Matheson i Charles Durning). Jak najbardziej do obejrzenia. Wielokrotnego.

Ostatnio dodane