Connect with us

Publicystyka filmowa

SKŁÓCONA Z ŻYCIEM. 5 najlepszych ról MARILYN MONROE

SKŁÓCONA Z ŻYCIEM odkrywa pięć niezapomnianych ról MARILYN MONROE, które ukazują jej talent w brutalnym świecie show-biznesu.

Published

on

SKŁÓCONA Z ŻYCIEM. 5 najlepszych ról MARILYN MONROE

Obserwując z dzisiejszego punktu widzenia świat show-biznesu, wiele aktorek podziela los Marilyn. Przegrywają w męskim świecie, w którym oczekuje się od nich, żeby były takie, jak zakłada projekt, który obliczono na przynoszenie jak największych zysków, lub zaspokajały często chore, dwuznaczne i zboczone potrzeby producentów, reżyserów i całej masy innych specjalistów od marketingu filmowego. W latach 50. i 60. nie było inaczej. Marilyn Monroe (Norma Mortenson) była towarem, zbyt szybko wyeksploatowanym, bo zbyt wrażliwym i za mało wyrachowanym.
Advertisement

Za sławę seksbomby i zabawki dla facetów zapłaciła cenę najwyższą. Patrząc więc na jej role słodkiej idiotki, wcale mnie one nie cieszą, bo wiem, jaka bezduszna machina się za nimi kryła. Dzisiaj, w jej urodziny, a także Dzień Dziecka, powspominajmy te kreacje Marilyn, które okazały się najbardziej znaczące dla jej kariery.

Dziewczyna, Słomiany wdowiec (1955), reż. Billy Wilder

W kontekście tego, co dzisiaj dzieje się w Nowym Jorku, nieco dziwnie brzmią słowa Marilyn Monroe – To moje pierwsze lato w Nowym Jorku, a już ledwo żyję. Nie bez kozery cytuję jej słowa, mogące obecnie wzbudzić kontrowersyjne skojarzenia, bo jak na tamte czasy, czyli lata 50., film Wildera był bardzo odważny. Seksualnie, rzecz jasna. Ciągle padają nawiązania do seksu i zdrady. Główna bohaterka trzyma bieliznę w lodówce, a w ogóle to cały czas pląsa, wypina piersi, jakby odbywała taniec godowy, a kwintesencją jej seksualności jest nie kto inny jak Marilyn Monroe – nie to, jak wygląda w filmie, lecz to, kim jest w ogóle, wtedy, gdyż ona gra swój pozafilmowy wizerunek.

Pamiętna scena, kiedy powiew powietrza od przejeżdżającego pod miastem metra podwiewa jej sukienkę, dopełnia symbolicznego obrazu, który zbudowała i którego nie zdążyła zmienić – zagubionej w rzeczywistości, głupiej, ale na swój sposób przebiegłej blondynki, na widok której mężczyźni popadają w obłęd. Dla całej kariery Monroe i tego, jak ją pamiętamy, Słomiany wdowiec jest więc produkcją kluczową i przełomową.

Advertisement
Roslyn Taber, Skłóceni z życiem (1961), reż. John Huston

Marylin Monroe przez całą swoją karierę zmierzała do tej właśnie kulminacji. Chciała być zapamiętana nie tylko jako blondynka do podziwiania, używania, zabawiania i beztroskiego śmiania się, ale pełnokrwista postać dramatyczna.

Osiągnęła tę pozycję w bólu, często popadając w ciąg lekowo-alkoholowy – przez to były przerywane zdjęcia. Po wielu próbach udało się Hustonowi nakręcić Skłóconych z życiem i być może gdyby nie trudna, a raczej na początku lat 60. już beznadziejna sytuacja osobista, ostatni film Marilyn Monroe nie zapisałby się w historii jej kariery jako apogeum umiejętności aktorskich. A tak bolesne coś za coś faktycznie się wydarzyło. Obserwując jej karierę wiele lat po jej śmierci, chcę ją zapamiętać właśnie jako taką aktorkę. Nie jako ten przedmiot do używania ze Słomianego wdowca, chociaż wiem, że była to ważna dla niej rola.

Advertisement

Przez kolejne etapy rozwoju dramatycznego trzeba jednak przejść, a Monroe, jak wiemy, od samego początku próbowała wyzwolić się ze szponów komedii. W końcu udało jej się to, gdy została fatalistyczną Roslyn Taber, jednak niedługo później umarła.

Sugar Kane Kowalczyk, Pół żartem, pół serio (1959), reż. Billy Wilder

Marilyn Monroe Oscara nigdy nie zdobyła, ale chociaż doczekała się w 1960 roku Złotego Globa właśnie za ten film.

Advertisement

Ja zawsze dostaję gorzki koniec lizaka – tak stwierdziła, gdy w pociągu dwaj przebrani za kobiety uciekinierzy (Jack Lemmon i Tony Curtis) złapali ją w ubikacji, gdy popijała z piersiówki whiskey. Robiła to po kryjomu, jak zadzierzgnięta w nieszczęśliwym życiu alkoholiczka. Pół żartem, pół serio było więc dla niej, podobnie jak ten życiowy lizak, gorzką komedią, próbą ucieczki w inny świat przed niepowodzeniami w rzeczywistości. Lecz nawet w filmie to, przed czym uciekała, czyli napastliwi, biedni saksofoniści i inni ledwo wiążący koniec z końcem muzycy, znów ją przyciągnęło.

Zakochała się w uciekinierze, saksofoniście, człowieku o lekkiej duszy, z mnóstwem długów. Tak się symbolicznie kończy film Billy’ego Wildera, zaprojektowany jako frywolna komedia, a tak naprawdę opowieść o usilnym poszukiwaniu szczęścia bez widoków na happy end.

Advertisement

Rose Loomis, Niagara (1953), reż. Henry Hathaway

Wodospad Niagara to symbol potęgi, jaką dysponuje przyroda, a którą człowiek chciałby posiąść, zawłaszczyć i wykorzystać. W pewnym sensie się to udaje, ale gdy wykorzystanie staje się rabunkiem, przyroda odpłaca boleśnie, może nie temu pokoleniu, które ją wykorzystało, ale kolejnym. W tym tkwi cały jej spryt. Nasza miłość do niej zmieniła się w uzależnienie i wykorzystywanie. Tytuł Niagara jest metaforą. Nie można nigdy w życiu dopuścić, żeby miłość stała się takim żywiołem jak ten wodospad. Trzeba dbać, aby uczucie płynęło jak spokojna rzeka Niagara, nim zamieni się w spienioną kipiel.

Inaczej zniszczy wszystko na swojej drodze, a jedynym z niego wyzwoleniem okaże się zbrodnia, a następnie kara za jej popełnienie. Taką ścieżką zdecydowała się pójść główna bohaterka, piękna, seksowna Rose Loomis. W tej roli femme fatale, pogromczyni męskiego ego, Marilyn Monroe zagrała zupełnie inną siebie, pokazała inny wizerunek niż ten, do którego się przyzwyczailiśmy. Z jednej strony posunęła się do planowania morderstwa, z drugiej sama stała się ofiarą, a może już wcześniej nią była. Już po Proszę nie pukać było widać, że Monroe idealnie nadaje się do odgrywania dwuznacznych postaci, co potwierdziła w Niagarze.

Advertisement
Nell Forbes, Proszę nie pukać (1952), reż. Roy Ward Baker

Jedną z tych prób, o których wspomniałem w opisie Skłóconych z życiem, jest właśnie Proszę nie pukać, pierwszy krok do dojrzałego aktorstwa oraz otwarcie swojej mentalności w taki sposób, żeby wewnętrzne problemy pozwoliły na ubogacenie odgrywanej w filmie postaci. Marilyn Monroe idealnie wpasowała się w nieco borderline’ową osobowość głównej bohaterki, która psychicznie nie jest w stanie unieść życia w społeczeństwie, mającym niejednokrotnie inne zdanie od niej.

W końcu ucieka radykalnie w swój własny świat konfabulacji, a na tym rzeczywistym chce się zemścić, ponieważ nie dorósł on do jej osobistego wyobrażenia. Po komediowych wizerunkach, wyestetyzowanych postaciach w pełnym makijażu, ubranych jak na randkę z milionerem i feteszyzujących ujęciach kamer trudno zaakceptować taką Marilyn, a przecież właśnie ta jest prawdziwa. Aktorka wreszcie staje się kobietą, która desperacko walczy o siebie z otaczającymi ją olbrzymami. Musi przegrać, lecz to, co po sobie zostawi będzie trwało w historii kina zawsze. I tak się stało, inaczej po tylu latach od jej śmierci nie byłaby ikoną z jednej strony piękna, z drugiej jego całkowitego zafałszowania w imię pustych, kulturowych wzorców.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *