Publicystyka filmowa
Mistrzyni zmysłowej EROTYKI. 5 najlepszych ról CATHERINE DENEUVE
CATHERINE DENEUVE w MISTRZYNI ZMYSŁOWEJ EROTYKI to prawdziwa królowa francuskiego kina, łącząca urodę z głębią emocji.
Obie z Brigitte Bardot były związane z tym samym mężczyzną, czyli Rogerem Vadimem, tyle że to Bardotka była jego żoną. Deneuve zaś zadowoliła się posiadaniem z nim dziecka. Jeśli chodzi o świat filmu, obie również stały się symbolami francuskiego kina, chociaż Catherine Deneuve była chyba trochę mniej kontrowersyjna. Aktorki musiały jednak jakoś podzielić rynek, a więc podczas gdy Bardot nazywano „najważniejszym towarem eksportowym Francji”, to do Deneuve przylgnęło miano „pierwszej damy francuskiego kina”. Poniżej aż sześć dowodów na to, że faktycznie była ową królową bardzo, bardzo długo, nim abdykowała na rzecz czasu, ale to żaden wstyd.
Séverine Serizy, Piękność dnia (1967), reż. Luis Buñuel
Prezentacja świata prostytucji przez Buñuela jest fikcyjnym dzieckiem swoich czasów, więc raczej nie należy brać go na serio. Za to diagnoza samotności, niezaspokojenia i rozwoju nieakceptowanych przez społeczeństwo pragnień ciekawa, a wręcz trafnie kontrowersyjna. Co by na nią powiedziały radykalne feministki? Tak naprawdę ta galeria osobliwości seksualnych przedstawionych w filmie dotyczy ludzi niezależnie od płci. Catherine Deneuve w roli z pozoru zagubionej Séverine powoli odkrywa zupełnie inny świat, który funkcjonuje równolegle do tego dopuszczonego normami społecznymi, mającymi swoje źródła, a tym samym ograniczenia, zwłaszcza w religii.
Buñuel postacią odgrywaną przez Deneuve pokazuje, że ta delikatna, zagubiona, przestraszona, niepewna siebie blondynka, na dodatek niespełniona seksualnie mężatka, może mieć odwagę przekroczyć wszelkie granice tzw. dobrego smaku. Pięknością Dnia jednak nie zostaje się za darmo.
Carol Ledoux, Wstręt (1965), reż. Roman Polański
Nim Buñuel wykorzystał kunszt Deneuve w odgrywaniu demonów wyuzdanego seksu, z jej talentu skorzystał Polański. Mniej mu chodziło o erotykę. Bardziej postawił na szaleństwo – jego stopniowe narodziny aż po apogeum wstrętu do wszelkiego istnienia. Deneuve dostała niełatwe zadanie odegrania lęku, przekazania go niemal w czystej postaci widzowi. Grana przez nią u Polańskiego Carol Ledoux zabierana jest przez spiralę szaleństwa stopniowo. Odczuwa się wręcz uwierającą niecierpliwość, że tak jest. Chce się, żeby szybciej zwariowała. Na tym polega straszność jej postaci. Lęk kobiety czuć zawsze bardziej niż się on w danej chwili objawia na ekranie. Nasze wrażenie jest mocniejsze niż wizualne bodźce je tworzące. Ten celny zabieg zwiększył autentyzm, z jakim Deneuve odegrała bohaterkę Wstrętu.
Eliane Devries, Indochiny (1992), reż. Régis Wargnier
Indochiny powinny być wrzodem na sumieniu narodu francuskiego, tak przecież zajadle walczącego o libertyńskie ideały. I faktycznie trochę się Francji dostaje w filmie Wargniera, ale reżyser skupia się raczej nie na polityce, a na relacjach społecznych między tubylcami a Francuzami oraz tymi ostatnimi między sobą.
Dystyngowana rola Catherine Deneuve ma coś w sobie z kreacji Nicole Kidman w Australii czy też Meryl Streep w Pożegnaniu z Afryką. Te trzy kobiety mają szczęście w nieszczęściu posiadać trochę władzy w męskim świecie, mało tego – odmiennym kulturowo niż ich pochodzenie. Na styku tych rzeczywistości dochodzi do dramatów społecznych i miłosnych, a główne bohaterki muszą za wszelką cenę trzymać głowy w górze z godnością, bo obserwują je nie tylko tubylcy, lecz także ich narodowi krewniacy. Niestety z obydwu tych stron można się spodziewać najgorszego.
Miriam Blaylock, Zagadka nieśmiertelności (1983), reż. Tony Scott
W żadnym filmie o wampirach, który widziałem, podobnie onirycznego klimatu nie doświadczyłem, i to z ręki twórcy wyspecjalizowanego raczej w produkcjach sensacyjnych, a nie mrocznych opowieściach obyczajowych z elementami horroru. Tak traktuję Zagadkę nieśmiertelności – to dramat psychologiczny wykorzystujący środki znane w kinie grozy. Miriam Blaydock zaś jest elementem łączącym w sobie kilka osobowości – jest damą, wampirem, więc i morderczynią ludzi, a jednocześnie w ramach swojej wampiryczności kobietą fatalną dla tych wampirów, z którymi żyje i sypia.
Obiecuje im wieczność, a tak się składa, że umierają na jej oczach. Wciąż poszukuje nowych ofiar, nie tylko, by pić ich krew, ale żeby ratować samą siebie przed wieczną samotnością. Coś jest w jej krwi demonicznego. Spoglądając na dotychczasową filmografię Catherine Deneuve, można by wątpić, czy ta rola aby do niej pasuje, a tu taka niespodzianka. Wespół z Susan Sarandon stworzyła ciekawą, mrocznie erotyczną parę fatalnych kochanek.
Nelly, Samotnik (1975), reż. Jean-Paul Rappeneau
Jeden z tych dobrych filmów, którego nie uświadczy w telewizji, a tym bardziej na żadnej komercyjnej platformie streamingowej. Można go oczywiście obejrzeć w słabej jakości na pewnym portalu, lecz zaimplementowany mechanizm wyświetlania jest jednym z najtańszych i nie obsługuje np. chromecasta. No trudno, można się przemęczyć, zwłaszcza że film dostarcza mnóstwa rozrywki.
Nelly to jedna z tych bohaterek, która zmusza cały świat, żeby się kręcił wokół niej. Jedni mężczyźni nie mogą pozbyć się jej z głowy, a drudzy mają dość jej fizycznej obecności. Powiedzmy, że jest ona dowcipną wersją femme fatale, przewracającą do góry nogami życie wszystkich tych, którzy zdecydują się obdarzyć ją jakimkolwiek uczuciem. Catherine Deneuve już w samym wyrazie twarzy ma coś podejrzanie niewinnego.
Bonus
Marion Steiner, Ostatnie metro (1980), reż. François Truffaut
Okupacja okupacji nierówna, co widać w Ostatnim metrze. Francuska kultura musiała jednak bardziej onieśmielać nazistów niż polska. To oczywiste – Słowianie stali niżej. A co z Żydami? Oni we Francji również nie mieli łatwo, i bynajmniej nie chodzi mi o stosunek do nich Niemców, ale o relacje z Francuzami.
Antysemityzm w, zdawać by się mogło, tak wolnościowym społeczeństwie francuskim był powszechny (świadczy o tym liczba donosów na dosłownie wszystkich dookoła oraz liczne próby polowania na Żydów dla pieniędzy) i rzec można – z tradycjami ukrywanymi od czasów znacznie poprzedzających antysemicką histerię z czasów II wojny światowej. Jej ostoją był matecznik kościoła katolickiego, co zręcznie Truffaut podkreślił w filmie. W tym obłudnym świecie Catherine Deneuve zagrała trudną rolę Marion Steiner, żony ukrywającej swojego męża o żydowskich korzeniach. Przyszło jej walczyć i o swoje życie, i o istnienie teatru, co jest ciekawą formalnie odskocznią w kinematografii traktującej o wojnie. Truffaut postawił na kameralny klimat obyczajowy, a nie wojenną sensację z mnóstwem ścielących się nazistowskich trupów.
