search
REKLAMA
Zestawienie

Martwi w chwili przybycia. EKRANOWI NIEBOSZCZYCY

Jacek Lubiński

2 listopada 2020

REKLAMA

Ghost story (2017)

Specyficzna opowieść o przemijaniu została zaprezentowana nietypowo, bo za pomocą pudełkowatego formatu obrazu o zaokrąglonych rogach. Archaiczny wygląd miał zwiększyć klaustrofobiczną atmosferę filmu, którego narracja również jest dość nietuzinkowa. Reżyser przedłuża jedne sceny w nieskończoność, podczas gdy inne, fabularnie ważniejsze, wydają się znikać w ułamku sekundy, co ma podkreślać znaczenie (lub jego brak) czasu w życiu – również tym poza życiem. Jakby tego było mało, główny, zmarły nagle bohater przedstawiony został jako błąkające się po kadrze milczące prześcieradło z dziurkami. Wszystko to składa się na intrygującą wizję życia pozagrobowego i nietypowe love story w jednym. Dowód na to, że w kinie, wbrew pozorom, wciąż jest jeszcze miejsce na oryginalność oraz świeże pomysły.

Na zawsze (1989)

Remake w wykonaniu Stevena Spielberga pochodzącego z lat czterdziestych A Guy Named Joe – prywatnie jednego z ulubionych filmów reżysera – był dla wielu fanów tego twórcy mocno rozczarowującym dziełem. Ot, mdłe romansidło z motywem zaświatów. Trudno jednak tak do końca skreślić ten tytuł, bo bez problemu potrafi on oczarować. Historia lotnika, który ginie w trakcie jednej z akcji, po czym wraca na ziemię, aby rozliczyć się ze swoim życiem i przy okazji pomóc ukochanej w znalezieniu szczęścia, to Spielberg pełną gębą, potrafiący podnieść na duchu. Udał się tu humorystyczny wydźwięk, zgrabnie wymieszany z goryczą przemijania i utraty bliskich. Ujmuje również – a raczej: przede wszystkim – boski pierwiastek w osobie anioła o twarzy Audrey Hepburn w jej ostatniej kinowej roli. Dzięki temu to przyjemne kino, nawet jeśli niezbyt wysokich lotów, w jakimś stopniu pozostaje z widzem.

Głęboko, prawdziwie, do szaleństwa (1990)

Samotna Brytyjka (Juliet Stevenson) pozostaje w psychicznej rozsypce po nagłej śmierci ukochanego (świetny jak zawsze Alan Rickman). Chodzi do psychologa, gdzie potrafi w jednej chwili się załamać, zbywa wszystkich przychylnych jej mężczyzn (w tym jednego nadgorliwego Polaka), a gdy jest sama, to mówi do siebie i wydaje jej się, że słyszy głosy byłego partnera. W końcu on zjawia się we własnej „osobie”, przy okazji sprowadzając do rozpadającego się mieszkania kumpli z drugiej strony… Ta mała perełka Anthony’ego Minghelli to przede wszystkim studium nagłej samotności i radzenia sobie ze smutkiem oraz godzenia się ze stratą. Nie jest to łatwe, lecz film nigdy nie pozwala sobie na całkowite przygnębienie widza, pozostając słodko-gorzką, świetnie napisaną i koncertowo zagraną lekcją życia ze śmiercią.

Uwierz w ducha (1990)

Hit ery VHS i systematycznie powracający w ramówce szlagier telewizyjny, znany chyba przez wszystkich widzów, także tych niedzielnych. Love story pomiędzy młodziutką Demi Moore i duchem nieodżałowanego Patricka Swayze’ego to cała masa klasycznych scen, z lepieniem garnków na czele – w końcu nic tak nie rozpala jak domowa ceramika. Lecz pomiędzy romansem i sympatyczną komedią z oscarową rolą Whoopi Goldberg jako medium mamy tu zaskakująco udane połączenie przejmującego dramatu ludzkiego z pełnoprawnym thrillerem, a nawet horrorem. Wszystko to działa zarówno we własnych ramach, jak i wspólnie, co tłumaczy olbrzymią popularność Ghosta (banalny tytuł oryginalny, de facto przywołujący na myśl rasowe kino grozy), który jest ponadczasowym, nawet jeśli miejscami odrobinę kiczowatym dziełem.

Nostalgia anioła (2009)

Czternastoletnia Susie (Saoirse Ronan) zostaje zamordowana i trafia do zaświatów CGI, lawirując pomiędzy Królestwem Niebieskim a Ziemią, skąd obserwuje swoją pozostawioną w tyle, zrozpaczoną rodzinę i śledztwo w sprawie jej morderstwa… Film Petera Jacksona na podstawie bestsellerowej powieści Alice Sebold spotkał się raczej z chłodnym przyjęciem. Coś, co zapowiadało się jako potencjalne arcydzieło, okazało się raczej przeciętnym rzemiosłem, które nierzadko ginie pod natłokiem komputerowych, kiepskich efektów specjalnych, a książkowy przekaz został mocno spłycony i ugrzeczniony. Efekt finalny nie dorównał ambicjom twórców, a potencjał został niewykorzystany. Mimo to trudno było go tu pominąć i warto się z nim zmierzyć na swoich własnych zasadach.

Między piekłem a niebem (1998)

Tragiczna, przejmująca opowieść sprzedana jako wizualne arcydzieło i fantastyczna wizja zaświatów. Szczęśliwa rodzina rozpada się po wypadku, w którym życie tracą dzieci. Jakiś czas później ginie także ojciec, który powraca na ziemię, początkowo nieświadomy swego losu. Tymczasem matka załamuje się psychicznie i popełnia samobójstwo, w rezultacie czego trafia do piekła. Dowiadując się o tym, ojciec chce ratować jej duszę za wszelką cenę… Ten zapomniany już nieco film Vincenta Warda jest przede wszystkim porywającym, niezwykle barwnym i pomysłowym zobrazowaniem różnych odmian życia wiecznego, wspaniale malarski w swym sznycie (zasłużony Oscar za efekty specjalne). Ale jest też wielce emocjonalną przygodą, która chwyta za serce – zwłaszcza dziś, kilka lat po samobójczej śmierci grającego tu główną rolę Robina Williamsa, film porusza jak żaden inny, ale też nastraja optymistycznie, pozwalając bardziej docenić ten doczesny padół łez.

Bonus:

Kruk (1994)

Na deser coś w klimatach superbohaterskich. Mroczna adaptacja komiksu o krwawej zemście to historia Erica Dravena – lidera zespołu rockowego – który zostaje zabity w przeddzień swojego ślubu wraz ze swoją narzeczoną. Dokładnie rok później powstaje z grobu jako połączenie Batmana z Jokerem i zaczyna nękać swoich dawnych oprawców. Film to kultowy, który zasłynął tragicznymi wydarzeniami na planie oraz wyjątkową jak na mainstreamowe, skierowane do młodzieży kino aurą. To także jeden z pierwszych tytułów, w których zdecydowano się sięgnąć po komputerowe efekty specjalne dla przedłużenia ekranowego życia zmarłego w trakcie zdjęć aktora, co z miejsca nadaje mu dodatkowej wagi.

Ponieważ trudno ten temat zabić, składujcie u nas komentarze i refleksje.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA