Connect with us

Publicystyka filmowa

EDGAR WRIGHT. O gościu, który prawie nakręcił „Ant-Mana”

EDGAR WRIGHT. O GOŚCIU, KTÓRY PRAWDOPODOBNIE NAKRĘCIŁBY „ANT-MANA”, to opowieść o niezwykłym reżyserze i jego popkulturowych szaleństwach.

Published

on

EDGAR WRIGHT. O gościu, który prawie nakręcił „Ant-Mana”

Jeśli miałbym stworzyć listę najbardziej nerdowskich reżyserów, nazwisko Edgara Howarda Wrighta znalazłoby się na niej bardzo wysoko. Urodzony w Poole brytyjski filmowiec od kilkunastu lat udowadnia, że jest jednym z najbardziej pozytywnie zakręconych twórców, którzy podczas realizacji swoich projektów bawią się co najmniej tak dobrze, jak ich odbiorcy. Odpowiedzialny za szereg nieszablonowych, nieco wulgarnych i unurzanych w popkulturowej otoczce komedii Wright jest dziś w ścisłej czołówce reżyserów-luzaków, którzy swoją bezkompromisowością i kinofilskimi odniesieniami zaskarbiają sobie rzesze zwolenników.

Advertisement

Położone w południowej Anglii hrabstwo Dorset, w którym Edgar przyszedł na świat 18 kwietnia 1974 roku, należy do najcieplejszych w całej Wielkiej Brytanii. Można więc miejscem urodzenia tłumaczyć pozytywne zakręcenie Wrighta, który – choć nie stroni od typowo brytyjskiego humoru – nadaje swoim filmom energię nietypową dla z reguły ponurego klimatu angielskiego kina. Tak było już od specyficznego jak na wyspiarskie realia debiutu fabularnego – nakręcony w 1995 roku A Fistful of Fingers to parodystyczne nawiązanie do spaghetti westernów à la Sergio Leone, zrealizowane w całości w Somerset, rolniczym hrabstwie, w którym wychował się reżyser.

Zanim jednak Wright nakręcił pełny metraż, zrealizował całe mnóstwo krótkich filmów, najpierw za pomocą kamery Super-8, którą dostał w prezencie, a potem na sprzęcie Video-8, który wygrał w telewizyjnym konkursie. Od samego początku zajmowały go pastisze popularnych gatunków, co zresztą zostało mu do dziś.

Advertisement

ANDREW COWIE/AFP/Getty Images)

Mimo że Edgar nie był zadowolony ze swojego pełnometrażowego debiutu, który w Wielkiej Brytanii trafił do bardzo wąskiej dystrybucji, A Fistful of Fingers spodobało się kilku osobowościom telewizyjnym, które postanowiły zatrudnić go do swoich projektów. I tak Wright związał się na pięć długich lat z małym ekranem, kręcąc dla BBC i Channel 4.

Jedną z ostatnich produkcji, które zrealizował w TV, był szalony sitcom Spaced, powstały w wyobraźni Simona Pegga i Jessiki Stevenson. Pracując nad tym serialem, Wright prześcigał sam siebie w umieszczaniu filmowych odwołań w kolejnych odcinkach. Specjalne wydanie DVD Spaced zawierało nawet Homage-O-Meter, czyli „hołdometr”, specjalne adnotacje na ekranie pojawiające się zawsze wtedy, gdy scena serialu była odniesieniem do klasycznego dzieła filmowego. Spaced było pierwszym prawdziwie udanym wspólnym przedsięwzięciem Wrighta i Pegga, którego poznał na planie serialu Asylum w 1996 roku, ale bynajmniej nie ostatnim. To właśnie z Simonem i Nickiem Frostem, także członkiem ekipy aktorskiej Spaced, wiążą się największe filmowe sukcesy Wrighta.

Między zakończeniem emisji serialu, który był ostatnim telewizyjnym projektem Edgara, a premierą jego kolejnego filmu pełnometrażowego – tym razem znacznie szerzej dystrybuowanego – minęły trzy lata. Tyle jednak potrzeba było, aby stworzyć dzieło kultowe, bo nie można inaczej określić Wysypu żywych trupów (2004), niemal kreskówkowego pastiszu zombie horroru, który doczekał się remake’ów m.

in. na Kubie i w Singapurze! Film Wrighta, który Edgar napisał do spółki z Peggiem, zainspirowany był jednym z odcinków Spaced, w którym główny bohater, będąc pod wpływem amfetaminy i gry wideo Resident Evil 2, śni o zapobieganiu inwazji nieumarłych. W Wysypie… panowie zyskali możliwość rozwinięcia tej idei, a Wright mógł w pełni rozwinąć reżyserskie skrzydła – dynamiczny, akcentujący ruch kamery styl kręcenia mógł wybrzmieć w pełni tylko w produkcji, której domeną jest wysokie tempo akcji. Nawiązujący do klasycznych horrorów George’a A.

Advertisement

Romero Wysyp żywych trupów doskonale się do tego nadawał, a efekt końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania ekipy – kosztujący sześć milionów dolarów projekt zarobił w kinach pięciokrotność swojego budżetu, a sam Stephen King określił film Wrighta jako „dziesiątkę na skali dobrej zabawy i murowany klasyk”. Czy można sobie wymarzyć lepszą rekomendację?

„Trzeba iść za ciosem, wycisnąć z tego pomysłu tyle, ile się da” – tak pewnie pomyślałoby ośmiu na dziesięciu współczesnych filmowców, ale nie duet Wright–Pegg. Panowie co prawda przez chwilę myśleli o zrealizowaniu kontynuacji, w której zombie zostałyby zastąpione innymi monstrami, ale wreszcie zgodnie uznali, że Wysyp… podoba im się najbardziej jako samodzielne dzieło, które swój kultowy status zachowa jedynie w przypadku braku obłożonych ryzykiem porażki sequeli. Udało im się jednak stworzyć nieformalną serię pod nazwą Trylogii Trójsmakowego Rożka Cornetto, co z jednej strony było nawiązaniem do zbawiennego działania tytułowego rodzaju deseru lodowego na objawy kaca, z drugiej… do trylogii Kieślowskiego. Drugą częścią wspomnianej serii było Hot Fuzz – Ostre psy (2007), w której Wright parodiował tym razem kino policyjne, zwłaszcza takie spod znaku Zabójczej broni. Reżyser ponownie współpracował nad scenariuszem z Simonem Peggiem, który wraz z Nickiem Frostem stworzył duet policjantów na angielskiej prowincji. Mimo że tym razem budżet produkcji wyniósł 12 milionów dolarów, znowu zwrócił się kilkukrotnie, czyniąc z tria Wright–Pegg–Frost prawdziwie kasowy – jak na brytyjskie warunki – team.

Advertisement

Druga część Trylogii Cornetto umocniła Edgara na pozycji jednego z najbardziej obiecujących reżyserów Zjednoczonego Królestwa, a wielkim wyróżnieniem dla niego była także możliwość wtrącenia swoich trzech groszy do projektu Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. W Grindhouse (2007) pojawia się stylizowany na produkcje grozy Hammer House zwiastun Don’t, w którym Wright robi to, co potrafi najlepiej – pastiszuje.

Hot Fuzz

Na kolejne dzieło Wrighta trzeba było czekać aż trzy lata i był to pierwszy „samodzielny” projekt Anglika – nie współpracował przy nim ze swoim stałym partnerem Simonem Peggiem ani z Nickiem Frostem. Scott Pilgrim kontra świat (2010), adaptacja komiksu Bryana Lee O’Malleya, to była już zupełnie inna liga – z budżetem sięgającym 85 milionów dolarów projekt ten stanowił najbardziej ambitne przedsięwzięcie w reżyserskiej karierze Edgara, który po raz pierwszy musiał dbać o to, by jego film był zgodny z materiałem źródłowym.

Czym innym jest bowiem samodzielne wplatanie do swych dzieł intertekstualnych odwołań, a czym innym realizacja przedsięwzięcia, które z góry skazane jest na porównania z pierwowzorem. Biorąc pod uwagę, że komiks Scott Pilgrim to nie Marvel ani DC, grupa odbiorcza filmu Wrighta od początku była mniejsza. Nikt nie spodziewał się jednak, że wyniki finansowe będą aż tak mizerne – adaptacja powieści obrazkowej O’Malleya zarobiła nieco ponad połowę kwoty swojego budżetu, mimo że krytycy byli zachwyceni filmem Edgara.

Advertisement

Szalone tempo i odjazdy w stronę psychodelii, a wszystko w komiksowo-elektronicznej otoczce – Scott Pilgrim egzemplifikował wszystkie artystyczno-popkulturowe ciągoty reżysera i zdecydowanie mógł się podobać, ale to nie wystarczyło, by przyciągnąć do kin tłumy. Mimo szerokiej dystrybucji historia o chłopaku zmagającym się z siedmioma potężnymi byłymi swojej nowej dziewczyny poniosła porażkę w box office. Sam Wright raczej specjalnie się tym nie przejął – oprócz tego, że Universal Pictures wstawiło się za nim i jego filmem, twierdząc, że za jakiś czas zostanie on odpowiednio doceniony, a o Scotcie Pilgrimie bardzo pochlebnie wypowiadali się utytułowani koledzy po fachu: Kevin Smith, Jason Reitman czy nawet sam Quentin Tarantino.

Scott Pilgrim kontra świat

A gdy chwalą cię takie tuzy, możesz jedynie dalej robić to, co najlepiej potrafisz – kręcić odjechane filmy. Po zamknięciu rozdziału nieudanej komiksowej adaptacji i stworzeniu scenariusza do Spielbergowskich Przygód Tintina (2011) Wright zabrał się za finałowy odcinek trylogii rożkowej, To już jest koniec (2013). Powrót do stałych współpracowników w osobach Simona Pegga i Nicka Frosta był tym, czego Edgar potrzebował – pijacko-apokaliptyczna opowieść o swoistym „zlocie absolwentów” znowu eksplorowała gatunkowe meandry horroru i science fiction, atakując widza doskonale znanym z poprzednich części trylogii humorem.

To już jest koniec w box office poradził sobie przyzwoicie, zgarniając przy tym naprawdę wysokie noty od krytyków. Ostatnia odsłona tryptyku Cornetto mogła pochwalić się także wyjątkowo mocną obsadą – oprócz Pegga i Frosta zobaczyliśmy w niej całą plejadę brytyjskich i irlandzkich aktorów, z Martinem Freemanem, Pierce’em Brosnanem, Rosamund Pike i Paddym Considine’em na czele. Jak miało się okazać, To już jest koniec było tytułem nad wyraz znamiennym dla współpracy Wright–Pegg–Frost, bowiem od 2013 roku panowie nie mieli okazji ze sobą współpracować i nic nie zapowiada, by w najbliższych latach miało się to zmienić.

Advertisement

Nie należy się w tym jednak doszukiwać konfliktu w popularnym tercecie – specjaliści od pastiszu na poziomie najwyraźniej stwierdzili po prostu, że powiedzieli już wszystko, co na tamtą chwilę mieli do powiedzenia. Niewykluczone, że brytyjskie trio jeszcze powróci do wspólnych projektów, ale taka przerwa na pewno przyda się widzom – w końcu nawet najlepsze żarty mogą się przejeść.

Tymczasem tuż po zakończeniu prac nad To już jest koniec Edgar Wright zabrał się za pracę nad Ant-Manem (2015), do którego scenariusz napisał wraz z Joe Cornishem (z którym współpracował przy okazji pisania Tintina. Romans Wrighta z Marvel Cinematic Universe zapowiadał się znakomicie – mówiło się o najbardziej jajcarskiej komiksowej adaptacji w historii, o połączeniu świetnej komedii z superbohaterskim widowiskiem na najwyższym poziomie.

Edgar miał również stanąć za kamerą, ale… do gry weszły tak zwane kreatywne rozbieżności. To był spory cios, bo Wright i Cornish rozkręcali ten projekt od 2006 roku, a tymczasem na rok przed premierą Ant-Mana musieli pozostawić swoje dziecko komuś innemu – reżyserią zajął się Peyton Reed, a za zmianę scenariusza odpowiadali Adam McKay i Paul Rudd, odtwórca tytułowej roli. Niedawno Edgar przyznał w jednym z wywiadów, że on bardzo chciał nakręcić film Marvelowski, ale Marvel nie do końca chciał zrobić film z Edgarem Wrightem… Pozostaje nam żałować, bo Ant-Man od twórcy Hot Fuzz byłby z pewnością jedną z mocniejszych pozycji w MCU.

Advertisement

Tym samym na kolejny reżyserski projekt przyszło nam czekać aż do teraz, ale wiemy już, że było warto – Baby Driver, zapowiedziany w 2014 roku, to kino pulsujące „wrightyzmem”, energiczne, dynamicznie nakręcone, pełne miłości do kina i popkultury. To kolejny dowód na to, że pochodzący z Dorset filmowy zapaleniec należy do czołówki współczesnych brytyjskich reżyserów i tylko kwestią zaufania producentów i powierzonej mu wolności twórczej zależy, czy Edgar Wright z twórcy znakomitego zamieni się w wybitnego.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *