Publicystyka filmowa
ZŁOTE MALINY. Laureaci, którzy nie zasłużyli na to „wyróżnienie”
ZŁOTE MALINY to filmowe antynagrody, które czasem krzywdzą porządne dzieła. Odkryj najbardziej niesprawiedliwe werdykty tej kuriozalnej ceremonii!
Tak jak oscarowe decyzje i werdykty trudno jest czasem traktować poważnie – zwłaszcza w ostatnich latach – tak i Złotymi Malinami, czyli najsłynniejszymi filmowymi antynagrodami świata, również nie zawsze warto się sugerować. Zdarza się bowiem, że dostają je całkiem porządne filmy, a nawet takie obrazy, które moglibyśmy określić mianem bardzo dobrych. Poniżej piszę o tych werdyktach, które uważam za najbardziej krzywdzące i niesprawiedliwe.
W moim zestawieniu piszę tylko o zwycięzcach, chociaż kuriozalnych nominacji w historii Złotych Malin nie brakuje (Aerosmith w kategorii „Najgorsza piosenka” za Armageddon). Jedna z nominacji jest jednak tak niesprawiedliwa, że po prostu nie mogłam jej pominąć przy tworzeniu tej listy…
1981: Stanley Kubrick nominowany w kategorii „Najgorszy reżyser” za Lśnienie
To niby tylko nominacja, ale już i tak profanacja. Za reżyserię? Serio? Ślepy by zobaczył, a głuchy usłyszał, że Kubrick doskonale wiedział, co i dlaczego nakręcił. O ile jeszcze niechęć Stephena Kinga do ekranizacji Lśnienia jestem w stanie zrozumieć (w końcu jako autor powieści ma pełne prawo być przywiązany do swojej wizji), to tej skandalicznej nominacji już nie. Nie wiem nawet, jakie wymyślono argumenty dla jej przyznania. Może szacowna komisja nie lubiła horrorów? Bo w tym samym roku nominowała Piątek trzynastego w kategorii „Najgorszy film” – co swoją drogą zasługiwałoby na osobny akapit, ale na tę wtopę też nie znajduję słów.
1981: John Adames wygrywa w kategorii „Najgorszy aktor drugoplanowy” za Glorię
Nie ma to jak nazwać najgorszym aktorem roku ośmiolatka. Naprawdę, choćby przez wzgląd na wiek Adamesa jurorzy mogli się powstrzymać od tego werdyktu, po którym chłopiec już nigdy w niczym nie zagrał. Nagrodzona Złotym Lwem za najlepszy film Gloria doczekała się także nominacji do Złotych Malin w kategorii „Najgorszy film” – kolejna wpadka naszego niepowtarzalnego jury ’81. Frustrująca mnie tym bardziej, że dzieło Johna Cassavetesa to mój najukochańszy film na tej liście.
Jednocześnie nienachalnie porusza widza i inteligentnie wciąga go w swoją grę reinterpretowania schematów kina sensacyjnego. O sukcesie filmu decyduje też doskonały duet aktorski, między którym wywiązuje się wyczuwalna chemia. Gena Rowlands – w swojej życiowej roli – wciela się w dojrzałą kobietę po przejściach i z mroczną, gangsterską przeszłością. Kiedy któregoś dnia jej sąsiedzi zza ściany zostają zabici w wyniku mafijnych porachunków, musi przełamać wrodzoną niechęć do dzieci i zaopiekować się jedynym ocalałym z masakry – granym przez Johna Adamesa małym chłopcem, który szybko zakochuje się w swojej opiekunce i postanawia, że ta musi zostać jego dziewczyną (tak, Leon zawodowiec sporo podpatrzył od Glorii). To, co zarzucano roli Adamesa – sztuczne, nienaturalnie dorosłe zachowanie – było dokładnie tym, na czym miała polegać jego rola. Chłopiec udaje przed Glorią latynoskiego macho i cwaniaka, starając się ją w sobie rozkochać. Po śmierci rodziców czuje się dorosły i uważa, że to on, jako mężczyzna, powinien być szefem ich duetu. Jego celowo przejaskrawione zachowanie staje się źródłem wielu komicznych sytuacji i stanowi udaną satyrę na związki damsko–męskie.
1986: Nagroda w kategorii „Najgorszy film” dla Rambo II
Brak dystansu i nierozumienie przemysłu rozrywkowego to częste grzechy malinowych jurorów. Nie wiem jak wy, ale ja nie znoszę snobistycznego podziału na mainstreamowe i niszowe. Kino od zarania jest przede wszystkim rozrywką, najbardziej masową ze sztuk. Także przyznająca Oscary akademia zdaje się tego nie dostrzegać, o czym dobitnie świadczy nowo utworzona kategoria potworek, czyli nagroda za najlepszy film popularny. Tworzenie sztywnej opozycji dobre–popularne szkodzi wielu klasykom, a jednym z nich jest seria Rambo.
Chyba wszystkie części, oprócz pierwszej, były nominowane do Złotych Malin w różnych kategoriach, ale jedynie „dwójka” wygrała statuetkę dla „najgorszego filmu” – dlaczego? Przecież to porządny sequel! Rok 1986 to jeszcze nie ten moment, kiedy seria zaczęła pożerać własny ogon. Dwie kolejne statuetki powędrowały do Stallone’a – za najgorszy scenariusz i dla najgorszego aktora. Sylvester to osobny temat i zostanie przeze mnie szerzej opisany już za chwilę, a co do roku 1986, to sporo nominacji dostał też pewien całkiem fajny, a mało znany film sensacyjny, w którym Mickey Rourke gra Polaka – Rok smoka. Na szczęście w żadnej z kategorii nie przyznano mu nagrody. Ot, taka ciekawostka.
1994: Niemoralna propozycja wygrywa w kategorii „Najgorszy film”
Dodatkowo Woody Harrelson wygrywa w kategorii „Najgorszy aktor drugoplanowy” za rolę właśnie w tym filmie, a Amy Holden Jones za napisany do niego „najgorszy scenariusz”. Adrian Lyne to reżyser, który wiele razy przegrywał w boju o Złotą Malinę – w różnych kategoriach nominowane były Flashdance i 9 ½ tygodnia, ale to Niemoralna propozycja pozostaje jego jedynym zwycięskim filmem w tym konkursie. Mimo nieprzychylności krytyki dzieło to weszło do klasyki romansu. Reżyser Lolity i Fatalnego zauroczenia jak mało kto potrafi przedstawić na ekranie namiętność. Udało mu się to także w tej historii o znudzonym milionerze, kupującym sobie noc z piękną kobietą za zgodą jej męża. Patrząc na Niemoralną propozycję z dzisiejszej perspektywy, nie sposób nie dojść do wniosku, że tak właśnie powinno wyglądać porządne, popularne kino erotyczne.
Porównanie tego filmu z sagą o Greyu wypada jak porównanie Imperium kontratakuje z The Star Wars Holiday Special. O nieprzemijającej popularności Niemoralnej propozycji niech świadczy zapowiedziany przez studio Paramount Pictures remake. Czy między dwójką nowych głównych bohaterów pojawi się równie silne erotyczne napięcie, jakie wyczuwało się między Robertem Redfordem i Demi Moore? Zobaczymy.
1995: Nagroda dla Toma Cruise’a i Brada Pitta w kategorii „Najgorszy duet filmowy” za Wywiad z wampirem
Ekranizacja powieści Anne Rice nie jest filmem pozbawionym wad, ale akurat castingowe wybory są bez zarzutu. Młodziutka Kirsten Dunst, demoniczny Antonio Banderas, zasłuchany w słowa rozmówcy Christian Slater – wszyscy tworzą wyraziste, zapamiętywalne postaci. Nie inaczej jest w przypadku dwójki głównych bohaterów. Louis w wykonaniu Brada Pitta nie jest może najwybitniejszym osiągnięciem w dorobku tego aktora, ale naprawdę trudno określić tę rolę jako złą.
Miał się wcielić w pełnego wątpliwości, wrażliwego wampira i wywiązał się z tego zadania. Ale już Tom Cruise jako Lestat kradnie show w każdej scenie, w której się pojawia. To charyzmatyczna, mocna kreacja aktorska, intrygująca między innymi dlatego, że tak niepodobna do innych filmowych wcieleń Cruise’a. Tą rolą udowodnił, jak szeroki jest jego warsztat. Lestat i Louis idealnie się dopełniają, są jak dwie strony tej samej monety, jak dobro i zło. Nie przepadam za Wywiadem z wampirem, nigdy nie potrafiłam poczuć jego „magii”, ale nawet na myśl by mi nie przyszło, by określić duet Pitt-Cruise mianem słabego.
1996: Paul Verhoeven wygrywa w kategorii „Najgorszy reżyser” za Showgirls
„Verhoeven” i „najgorszy” w jednym zdaniu to już wystarczająca profanacja. Być może wielbię tego reżysera nazbyt bezkrytycznie, ale moim zdaniem nawet w swoich najsłabszych filmach nie schodził poniżej pewnego poziomu. Nie widziałam jeszcze takiego jego obrazu, który byłby dziełem nieudanym. Trudnym, eksperymentatorskim, ryzykanckim – oczywiście, ale na pewno nie złym. Showgirls jest kontrowersyjne, jasne, ale nie sposób nie dostrzec w nim świadomego zamysłu i nie docenić świetnie, dynamicznie nakręconych scen. Holender nie przejął się krytyką ani trochę – osobiście odebrał niechlubną statuetkę, co w historii Złotych Malin zdarzyło się wówczas po raz pierwszy.
Więcej o mieszanym odbiorze Showgirls pisałam już w tym zestawieniu, do którego odsyłam zainteresowanych. W tym samym tekście piszę też o niedoszłym laureacie Złotych Malin, Mother! – w przypadku filmu Aronofsky’ego skończyło się na trzech nominacjach.
1999: Sylvester Stallone wygrywa w kategorii specjalnej „Najgorszy aktor stulecia”
Absolutny rekordzista Złotych Malin – w sumie ma na koncie 11 wygranych i 21 nominacji. Werdykt komisji jest krzywdzący i bardzo populistyczny. Mniej znane nazwisko nie wzbudziłoby takiego zainteresowania, krytycy filmowi postanowili więc dowalić zwyczajowemu chłopcu do bicia – w jedynej dyscyplinie, w której mogli wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę. Sylvester zbudował swoją karierę od zera i własnymi rękami, idealnie wykorzystując własną aparycję, predestynującą go do ról „mięśniaków”. Sly i Arnie (również notorycznie nominowany, ale nigdy zwycięski) to prawdziwi tytani kina popularnego, deklasujący konkurencję w przedbiegach, dwaj ikoniczni twardziele, rządzący wyobraźnią mniejszych i większych chłopców.
Legenda kina akcji i filmów bokserskich to postać zbyt zasłużona dla szklanego ekranu, by jej wieloletnią karierę określać mianem „najgorszej w stuleciu”. Taką statuetkę można przyznać komuś, kto nie ma w dorobku ani jednej dobrej roli i samą swoją obecnością zaszkodził filmom, w których występował. Nie da się tego powiedzieć o Stallonie: nie tylko stworzył takie kreacje, które nawet najwięksi przeciwnicy jego aktorstwa uznają za dobre (vide Rocky), ale też walnie przyczynił się do sukcesu i popularności wielu filmów, które bez jego nazwiska w obsadzie nie poradziłyby sobie tak dobrze.
W kinie nie zawsze chodzi o umiejętności aktorskie, a o to, czy pasuje się do roli, czy nie. Peter O’Toole jest lepszym aktorem niż Sly, ale czy lepiej zagrałby w Rambo? Albo czy wyobrażacie sobie w Rockym kogoś innego w tytułowej roli? No właśnie. Dyskredytowanie wkładu Sylvestra Stallone’a w kinematografię to jak splunięcie mu w twarz.
2000: Nagroda w kategorii „Najgorsza aktorka” dla Heather Donahue za rolę w Blair Witch Project
Jeden z najsłynniejszych horrorów w historii kina był także nominowany w kategorii „Najgorszy film”. Blair Witch Project do dzisiaj dzieli widownię, nie sposób jednak nie docenić innowacyjności tego filmu. Eksperymentalna forma w połączeniu z przemyślaną kampanią marketingową złożyły się na sukces komercyjny Blair Witch Project. Nie brakowało jednak i krytyków, którzy wśród zarzutów wymieniali np. kiepską grę aktorską, ze szczególnym uwzględnieniem Heather Donahue. Nie zgadzam się z tezą, jakoby zagrała ona fatalnie. Celem filmu jest wywołanie wrażenia, że opowiadana historia dzieje się naprawdę.
Dlatego aktorzy grający troje studentów zachowują się w maksymalnie naturalny, nieupiększony i niekinematograficzny sposób – chodziło o efekt autentyczności. Donahue doskonale wyczuła, o co chodzi w tej konwencji. Aktorka jest wręcz stworzona do grania w horrorach – niepokojąca uroda, coś dziwnego i szalonego w spojrzeniu. To właśnie zbliżenie na jej wyłaniającą się z mroku twarz w niebieskiej czapce pozostaje najsłynniejszym kadrem z filmu, kojarzonym nawet przez tych, którzy go nie oglądali. Wystarczy spojrzeć w jej jasne oczy zaszklone łzami – czai się w nich niekłamane, wiarygodne przerażenie, zarażające nas swym niepokojem.
2008: Eddie Murphy wygrywa w kategoriach „Najgorszy aktor”, „Najgorszy aktor drugoplanowy” i „Najgorsza aktorka drugoplanowa” za Norbita
Na pewno nieraz natknęliście się w telewizji na tę nieszkodliwą komedyjkę. Historia wychowanego w sierocińcu Norbita, tkwiącego w nieszczęśliwym związku z krzykliwą Rasputią, to komedia jak setki innych. To, co ją wyróżnia, to gra aktorska Murphy’ego, który wciela się w tym filmie w aż trzy postacie: tytułowego Norbita, otyłą Rasputię i dyrektora sierocińca. W dwóch ostatnich rolach jest tak niepodobny do siebie samego, że w trakcie seansu można w ogóle się nie zorientować, kto gra te postaci – nic dziwnego, że Norbitowi trafiła się oscarowa nominacja za najlepszą charakteryzację.
Praca charakteryzatorów na nic by się jednak nie zdała, gdyby nie talent aktorski Eddiego, który każdej z postaci potrafił nadać indywidualne rysy. Rozumiem malinowe nominacje dla tego filmu np. za najgorszy scenariusz, ale sam aktor został potraktowany zbyt surowo. Ludzie przyznający Złote Maliny bardzo nie lubią Eddiego Murphy’ego – wybrali go nawet najgorszym aktorem pierwszej dekady XXI wieku, co naprawdę nie oddaje sprawiedliwości temu komikowi.
2009: Pierce Brosnan wygrywa w kategorii „Najgorszy aktor drugoplanowy” za Mamma Mia!
Fałsze aktora z Mamma Mia! zdążyły już osiągnąć status legendarny. Pierce Brosnan może nie ma słuchu muzycznego, ale piosenki ABBY nie są przecież jakoś szczególnie wymagające dla wokalistów. No i sama Mamma Mia! nie ma ciśnienia na bycie „ambitnym” musicalem. Moim zdaniem aktor dał radę, co więcej, wykazał się sporym dystansem do siebie, wybierając rolę niejako wbrew swojemu filmowemu emploi. Zgoda, może wypadł nieco blado na tle Meryl Streep i jej pozostałych adoratorów: Stellana Skarsgårda oraz Colina Firtha, którzy stworzyli bardziej wyraziste kreacje – po części dzięki temu, że ich postacie już na poziomie scenariuszowym były ciekawsze. Jednak fakt, że w wymarzonego wybranka głównej bohaterki wcielił się sam James Bond, nadawał całej postaci dodatkowego znaczenia i stanowił subtelne mrugnięcie w stronę widzów. Która z pań nie chciałaby, żeby w jesieni życia uwodził ją taki mężczyzna? Hejt na Brosnana po występie w Mamma Mia! był zbyt ostry.
Na pewno też przyczynił się do tego, że w drugiej części aktor zagrał kompletnie bez entuzjazmu i jakiegokolwiek zaangażowania.
Warto pamiętać też o:
Kevinie Costnerze, wybranym najgorszym aktorem za występ w Robin Hoodzie – Costner był wielokrotnie nominowany do Złotych Malin, ale dopiero rola księcia złodziei przyniosła mu laur zwycięstwa.
Nagrodzie dla Gusa Van Santa za reżyserię Psychola – nawet jeśli uznamy ten eksperyment za nieudany, to reżyserowi i tak nie można odmówić odwagi. Poszukiwania artystyczne, które nie każdemu widzowi muszą podejść – a i sam reżyser skacze w ciemno, nie będąc pewnym wyniku – to chyba nie to samo, co nakręcony dla kasy i na „odwal się” paździerz.
Uznaniu Demi Moore najgorszą aktorką za filmy G.I. Jane i Striptiz – pierwszy film to jedna z najbardziej wyrazistych kreacji tej aktorki. Drugi oczywiście nie jest arcydziełem, ale akurat rola Demi była wymagająca – włożyła w nią sporo pracy i przełamała na ekranie swoje bariery. Choćby za ten wysiłek nie zasłużyła na tę nagrodę.
A jakie jest wasze zdanie? Kto oprócz wymienionych nie powinien dostać Złotej Maliny? A może ci, o których napisałam, zasłużyli sobie na tę antynagrodę? Piszcie w komentarzach!
