Krótkie spięcie

OSCARY W KATEGORII “FILM POPULARNY”. Najgłupszy pomysł w historii Akademii

Autor: Grzegorz Fortuna
opublikowano

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Akademia Oscarowa ma pewien wizerunkowy problem. Oscary uwielbiają przeszłość i nostalgię, więc rzadko trzymają rękę na pulsie współczesności. Akademia często nie jest w stanie rozpoznać filmowego geniuszu nawet wtedy, gdy dostaje nim prosto w twarz, więc ciągle nagradza nie tych, których powinna. Co gorsza, gremium oscarowe powszechnie kojarzy się z wielkim oddziałem geriatrii – średnia wieku jest tam tak wysoka, że większość członków pamięta ponoć z autopsji wojnę secesyjną. Akademia ma najwidoczniej świadomość tych problemów, więc postanowiła na nie zaradzić.

I zrobiła to w najgorszy możliwy sposób.

Członkowie Akademii w młodości.

W opublikowanym na stronie Akademii oświadczeniu pojawiło się kilka zaskakujących nowości. Po pierwsze, Oscary będą przyznawane wcześniej. To akurat najmniejszy problem. Po drugie, ceremonie mają od teraz trwać zaledwie trzy godziny, a mniej atrakcyjne kategorie będą przyznawane w trakcie przerw reklamowych. I to już akurat spory kłopot.

Oznacza to, mniej więcej, że Akademia ma w dupie wszystkich tych maluczkich, których dane osobowe nie zaczynają się na „Meryl” i nie kończą na „Streep”. Jednym z najfajniejszych aspektów Oscarów były zawsze nagrody w kategoriach technicznych – docenienie tych, których nie widzimy na ekranie i których często nie znamy z imion i nazwisk, ale dzięki którym kino ciągle potrafi czynić cuda. Okazuje się, że nie są oni jednak na tyle glamour, by pokazywać ich na żywo w telewizji. Jeśli kiedyś dostaniecie przypadkiem Oscara za montaż dźwięku albo krótkometrażowy film dokumentalny, to zamiast waszej wzruszającej przemowy widzowie obejrzą reklamę Pepsi.

Najgorszą zmianą jest jednak dodanie nowej kategorii – Najlepszy film popularny. Nie jest tajemnicą, że stacja ABC, która transmituje Oscary, narzeka na spadające wyniki oglądalności. Remedium ma stanowić dodanie kategorii, w której wygrać będzie mógł nie ambitny dramat, ale spektakularne widowisko od Disneya.

Powodów, dla których to idiotyczny pomysł, jest bardzo wiele. Po pierwsze – oddzielenie blockbusterów od filmów „ambitnych” wyraźnie sugeruje, że Akademia uważa je za gorsze i chce je zamknąć w getcie, poniekąd zbyć, jako opium dla mas, które trzeba jakoś docenić, bo zarabia miliardy, ale którego nikt nie będzie traktował poważnie. Pamiętacie, jak w 2016 roku nominację dla najlepszego filmu otrzymał Mad Max: Na drodze gniewu George’a Millera? No to zapomnijcie o podobnych ewenementach. Od teraz równie fascynujące widowiska będą konkurowały z Transformersami w nowej kategorii.

Kategoria “Najlepszy filmowy wpierdol” na Oscarach już w 2021 roku.

Po drugie, określenie „film popularny” jest równie sensowne jak tok myślenia antyszczepionkowców. Bo co to właściwie jest „film popularny”? Jakie kryteria film musi spełniać, by załapać się do kategorii „popularnych”, a nie „zwykłych”? Czy będzie to kwestia wysokości budżetu? Liczby kin premierowych? A może wysokości zysków? I czy w takim razie na przykład Zjawa jest filmem popularnym, skoro zarobiła ponad pół miliarda w światowym box offisie? Czy może jednak załapuje się do kategorii dla najlepszych filmów, bo porusza trudne tematy, a za jej sterami stanął ceniony twórca?

Drogi kina popularnego i ambitnego przecinają się od zawsze, a we współczesnym świecie granice między nimi właściwie nie istnieją, więc budowanie podobnych rozróżnień nie ma najmniejszego sensu. Oscary też mają go coraz mniej – nowe decyzje pokazują, że Akademia nie uczy się na własnych błędach, nie potrafi odróżnić dobrego pomysłu od złego, nie łapie, o co chodzi we współczesnej kulturze filmowej. Pokazują to zresztą absolutnie miażdżące komentarze na Twitterze i Facebooku, w których zarówno użytkownicy, jak i krytycy filmowi rozjeżdżają walcem pomysły Akademii. Możemy jednak być pewni, że głosy te nie trafią do członków oscarowego gremium. Ktoś musiałby przesłać im je telegrafem.

Ostatnio dodane