Connect with us

Publicystyka filmowa

Które wątki AVENGERS: KOŃCA GRY budzą największe KONTROWERSJE

AVENGERS: KONIEC GRY wzbudza kontrowersje! Odkryj, co w filmie nie do końca przekonuje fanów superbohaterów.

Published

on

Które wątki AVENGERS: KOŃCA GRY budzą największe KONTROWERSJE

Avengers: Koniec gry nie schodzi z nagłówków gazet, wspinając się po szczeblach na szczyt światowego box office’u. Kilkanaście dni po premierze o filmie rozmawia dwóch naszych redaktorów, których łączy sympatia do kina superbohaterskiego – Łukasz Budnik i Filip Pęziński. 

Advertisement

Łukasz Budnik: Embargo na spoilery zdjęto od poniedziałku, Koniec gry rządzi i dzieli w kinach, a ludzie ekscytują się już nowym zwiastunem kolejnej części Spider-Mana. Dobra okazja, żeby na chłodno spojrzeć na ostatnią odsłonę przygód Avengers, kiedy film zdążył poukładać się już w głowie. Przede wszystkim – co sądzisz o Końcu gry te kilkanaście dni po premierze?

Filip Pęziński: Szczęśliwie udało mi się obejrzeć film już dwa razy, więc moja opinia jest raczej chłodna i wyważona, jeśli taką można nazwać opinię fana serii i miłośnika komiksów superbohaterskich. A uważam, że mimo iż jest to znakomita rozrywka na poziomie, do którego szeroko rozumiana konkurencja nawet nie aspiruje, i niezwykle udane podsumowanie pewnej ery, to wciąż jest to film z przynajmniej kilkoma wadami. Wątpliwości budzą we mnie pewne elementy, które skutecznie wybijały mnie z rytmu.

Advertisement

Ł.B.: U mnie z kolei po pierwszym seansie (tak, ja też zaliczyłem już dwa!) dominował zachwyt, a po drugim, cóż, niewiele się zmieniło. Nadal uważam, że to wspaniałe ukoronowanie jedenastoletniej historii, bardzo emocjonalne, nostalgiczne i jednocześnie stanowiące wspaniałą przygodę. Pomówmy zatem o tych elementach budzących wątpliwości – co uwiera cię w Końcu gry najbardziej?

F.P.: Po pierwsze humor – w przeciwieństwie do poprzednich filmów z serii reżyserowanych przez braci Russo (Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz, Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów, Avengers: Wojna bez granic) ten często gubił umiar w tym aspekcie. Humor przestał być zgrabnie wplatany w całość, a zamiast tego miejscami przesycał całe sceny – np. tę, dłużącą się mocno, z selfie w barze, te z niekończącymi się dowcipami z pupy Kapitana Ameryki czy z przenoszeniem czasu przez ciało Scotta.

Advertisement

Ł.B.: O ile mnie humor nie przeszkadzał – choć faktycznie było go więcej, niż spodziewałbym się po takiej fabule – o tyle pełna zgoda co do sceny ze zdjęciem, chyba najbardziej przesadzonej w tej kategorii. Mam wrażenie, że czasem do głosu dochodził z pewnością obecny na planie Taika Waititi – szczególnie pierwsza scena z Thorem wygląda jak stworzona od podstaw przez niego.

F.P.: No właśnie. Thor. To jego dotyczy jeden z moich najpoważniejszych zarzutów wobec filmu, bo zwyczajnie nie podobał mi się sposób, w jaki poprowadzono tę postać. Jasne, rozumiem zamysł na pokazanie różnych odcieni traumy, ale mam wrażenie, że trauma Thora została przedstawiona akurat tak, by mogła być nośnikiem żartów. Co prawda zabawnych, ale odzierających tę postać z godności. Szczególnie gdy wrócimy myślami do Wojny bez granic, w której Thor był najbardziej chyba dramatyczną, najciekawiej poprowadzoną postacią.

Advertisement

Ł.B.: Tych właśnie zarzutów nie podzielam – minęło pięć lat od czasu, gdy Thor stracił właściwie wszystko. W Wojnie bez granic tłumaczył jeszcze Rocketowi, że chce się odegrać na Thanosie za wyrządzone krzywdy, a ostatecznie zawiódł (słynne „Powinieneś celować w głowę”), i to bardzo. Faktycznie, kontrast między Thorem z Końca gry a tym z Wojny bez granic jest olbrzymi, ale pomijając kilka żartów na temat jego tuszy (wypowiadanych głównie przez Rocketa i Rhodesa), to świetnie udało się pokazać jego skrajne załamanie – czy to wtedy, gdy słyszy o Thanosie, czy wtedy, kiedy rozmawia z matką lub cieszy się, że wciąż jest godny dzierżyć swój młot. To nie tyle odarcie z godności, co ludzka strona superbohatera.

F.P.: Być może masz rację, a z pewnością spoglądasz na ten wątek z ciekawej perspektywy, ale wyczuwam tu dysonans między tym, co na papierze, a tym, co na ekranie. Bo z kina zapamiętałem głównie Rocketa, który jest przytulany przez ogromny brzuch Thora. Nie podobało mi się też stopniowe odkręcanie rozwoju postaci z filmu Ragnarok – zarówno fizycznie, bo Thor ponownie ma oczy i długie włosy, jak i charakterologicznie, bo znów został bogiem młotków.

Advertisement

Ł.B.: Z tym bogiem młotków to nie do końca się zgodzę, przecież w finałowej bitwie używa mocy piorunów – wiadomo zresztą, że młot zabrał po to, żeby potem Kapitan Ameryka mógł spowodować u widzów wybuch radości. No właśnie, czy podoba ci się poprowadzenie postaci Capa?

F.P.: I podoba, i nie podoba. Filmowy Kapitan Ameryka to jeden z moich ulubionych bohaterów Kinowego Uniwersum Marvela i bardzo cenię jego obecność na ekranie. Nic się nie zmieniło w Końcu gry, w którym wciąż jest postacią bardzo dobrze napisaną, poczciwą i niosącą spokój. Ma kilka świetnych momentów – wspomniane przejęcie młota czy doskonałe „Hail Hydra”. Bardzo podobała mi się też scena ukazująca prowadzoną przez niego terapię. Ale nie jestem przekonany co do zakończenia jego losów. Doceniam przewrotność w finale, w którym Tony poświęca się dla innych (kładzie się na drutach, żeby reszta mogła przejść), a Steve pozwala sobie na spokojne życie u boku ukochanej (walczy po to, żeby móc przestać walczyć), ale budzi to moje wątpliwości moralne.

Advertisement

A jak wiemy, moralność to ważna dla Kapitana kwestia. Po pierwsze – jak mógł żyć spokojnie, gdy wiedział o wszystkich czekających Ziemię zagrożeniach (w tym o tym, że w 1945 wcale nie pokonał Hydry). Po drugie – jak bardzo mógł namieszać w rzeczywistości i losach innych mieszkańców galaktyki. Mam też wątpliwości co do spójności prezentowanych przez twórców podróży w czasie. Skąd właściwie stary Steve wziął się w finale?

Ł.B.: Czy nie jest tak, że Steve po oddaniu Kamieni i zdecydowaniu, że zostaje z Peggy, z automatu stworzył nową gałąź czasową, w której żyje dwóch Kapitanów? Jeden zostaje zamrożony, drugi w tym samym czasie zjawia się i żyje z ukochaną. Wtedy i ta moralność nie zostałaby tak zachwiana, bo „oryginalny” Kapitan nadal mógłby działać po staremu.

Advertisement

F.P.: Dobrze, ale wciąż dzięki pomocy drugiego Kapitana można by uratować wiele istnień! Odłóżmy to jednak na bok. Skupmy się na kwestii logiki podróży w czasie – skoro Kapitan stworzył nową gałąź czasową (chociaż scenarzyści twierdzą, że tylko zabranie Kamieni może doprowadzić do utworzenia nowych gałęzi), to jak pojawił się w „naszej” rzeczywistości?

Ł.B.: Nie ma na to chyba innego wytłumaczenia niż to, że Kapitan miał ze sobą urządzenie Tony’ego, z którym odczekał aż do 2023 roku, by przenieść się dokładnie w to samo miejsce i przekazać tarczę Samowi. Zdziwiłeś mnie twierdzeniem, że według scenarzystów TYLKO zabranie Kamieni może spowodować utworzenie nowych odnóg – na logikę to każda ingerencja w wydarzenia powinna z automatu tworzyć nową gałąź, jeśli wierzyć zasadom tłumaczonym przez Hulka… A może się mylę?

Advertisement

F.P.: Pytanie, czy urządzenie Starka może przenosić w inne… hm… wymiary. A jeśli wierzyć Hulkowi, a nie scenarzystom, to czy bohaterowie nie okazali się totalnymi egoistami, tworząc przynajmniej kilka nowych rzeczywistości? W tym taką, w której Thor pozbawiony jest kluczowej dla ratowania wszechświata broni? Dużo w tym wszystkim moim zdaniem wątpliwości, niedopowiedzeń i naciąganych faktów. Przez to właśnie z kina wyszedłem nie zachwycony, ale zmieszany.

Ł.B.: Co do rzeczywistości – nie wiem, jak ich stworzenie ma się do Kapitana wracającego z Kamieniami, ale skoro odniósł Kamienie na miejsce, to sądzę, że zamknął te inne odnogi, jak pokazała rozmowa Bannera z bohaterką Tildy Swinton. Ciekawe, czy Rogers oddając Kamień Duszy, targował się z Red Skullem o zwrócenie mu Nataszy.

Advertisement

F.P.: To prawda. To w ogóle musiało być interesujące spotkanie. W końcu ostatnio ci bohaterowie widzieli się ponad 70 lat temu. A jeśli o Nataszy i jej poświęceniu mowa – według mnie to zdecydowanie najgorsza scena filmu. Rozumiem zamysł, ale ta wciąż i wciąż przeciągana próba poświęcenia się obojga bohaterów zamienia się wręcz w parodię.

Ł.B.: I po raz kolejny muszę stanąć w obronie filmu! O ile uznaję twój zarzut, że bracia Russo mogli za bardzo popłynąć przy powtarzalności tej sceny, o tyle rozumiem doskonale Clinta i Nataszę. Oboje chcieli przyczynić się do uratowania straconych istnień, a jednocześnie nie mieli zamiaru patrzeć nawzajem na swoją śmierć, bo przyjaźnili się od lat i byli właściwie rodziną. Nie zmienia to faktu, że śmierć Wdowy mnie nie ruszyła, może dlatego, że nieszczególnie byłem związany z tą postacią. Za to Scarlett zagrała rewelacyjnie! W ogóle Koniec gry to chyba najlepszy aktorsko Marvel.

Advertisement

F.P.: Nie mam wątpliwości co do motywacji bohaterów – przeszkadza mi samo wykonanie. I tu właśnie dopatrywałbym się wzruszenia ramionami, które wywołuje śmierć bohaterki granej przez Johansson. A czy aktorsko jest to najlepszy Marvel? W kinie blockbusterowym studiu udało się osiągnąć niesamowicie wysoki poziom zaangażowanych gwiazd i trudno jest mi wartościować poszczególne produkcje pod tym kątem, ale mimo wszystko mam wrażenie, że i tu bardziej leżała mi Wojna bez granic – dzięki takim aktorom jak Zoe Saldana, Chris Hemsworth czy Elizabeth Olsen.

Ł.B.: W Końcu gry masz z kolei fantastyczną Karen Gillan – mam wrażenie, że przez warstwy make-upu trochę zapomina się o tym, kto gra Nebulę, a to przecież bardzo wymagająca postać, z którą Gillan radzi sobie świetnie. Bardzo podobała mi się też rola Rennera – moment, w którym widzi, że dzwoni do niego ożywiona żona, jest znakomity. A to z kolei prowadzi do ostatecznej bitwy. Zgadzasz się z twierdzeniami fanów, że to najbardziej epicki moment w historii kina?

Advertisement

F.P.: W historii kina może nie, ale w historii kina superbohaterskiego pewnie tak. Wejście na pole bitwy ożywionych bohaterów to zdecydowanie najlepszy moment filmu, sprawiający, że na chwilę zapominamy o jakichkolwiek wadach produkcji braci Russo. Zresztą cała bitwa to znakomity pokaz idealnego wyczucia w prowadzeniu sekwencji akcji. Jest patetycznie, efektownie, emocjonująco, ale też zabawnie. Idealne podsumowanie jedenastoletniej drogi tego uniwersum.

Ł.B.: Szkoda tylko, że Hulk nie wziął rewanżu na Thanosie, choć zarazem trudno to sobie wyobrazić, patrząc na to, jaką drogę przeszła ta postać w uniwersum. Natomiast pełna zgoda co do konstrukcji bitwy – moment z portalami i „Avengers assemble” to gwarantowane ciary i coś, na co czekało się lata. Jak widzisz teraz dalsze losy MCU? Czy zainteresowanie widzów spadnie bez udziału Downeya Juniora, Evansa czy Johansson?

Advertisement

F.P.: Myślę, że jest to już na tyle rozpędzona machina, że przez długie lata dostawać będziemy kolejne produkcje sygnowane przez Marvel Studios. Pomysłów i postaci jest jeszcze wiele, a brak czołowych bohaterów pierwszej ery Marvela powinien szybko zostać wynagrodzony rozwinięciem takich postaci jak Kapitan Marvel, Spider-Man, Czarna Pantera czy Doktor Strange. W tym momencie zastanawiam się, czy – i jeśli tak, to jak szybko -doczekamy się piątej części Avengers. Z marketingowego punktu widzenia swoiste podsumowania danych etapów w postaci kolejnych odcinków Mścicieli zmuszały widzów do bycia na bieżąco z wszystkimi tytułami.

Słyszałem liczne głosy osób, które na Kapitan Marvel do kina wybrały się tylko dlatego, że wiedziały, iż przed premierą Końca gry nie zdążą nadrobić filmowych zaległości w domowym zaciszu. Zdziwię się, jeśli Marvel w kolejnych filmach z tego zrezygnuje. A jeśli nie, to kto może stanowić większe zagrożenie niż Thanos? Może czas na – w końcu odzyskanego dzięki wykupie Foxa – Galactusa, znanego z komiksów pożeracza planet?

Advertisement

Ł.B.: Skala pewnie będzie jeszcze rosnąć, ale mam wrażenie, że trudno będzie znów stworzyć taką atmosferę, jaka towarzyszyła Końcowi gry. Oczekiwanie na konkluzję prowadzonej przez jedenaście lat historii, jakże konsekwentnie budowanej (Kevin Feige musi być prawdziwym guru zarządzania), miało w sobie coś wyjątkowego. Z pewnością będę czekać na kolejne odsłony MCU, ale nie wiem, czy jeszcze poczuję to samo co przy Końcu gry – coś, co wpłynęło na mój zachwyt tym filmem. Pożyjemy, zobaczymy.

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *