search
REKLAMA
Zestawienie

Kto zgarnie OSCARA? Redakcja Film.org.pl typuje SERCEM i ROZUMEM

REDAKCJA

9 lutego 2020

REKLAMA

Jacek Lubiński

Kto wygra?

Parasite lub Joker

Oba są na fali, acz z różnych przyczyn. W przypadku tego pierwszego być może Akademia zechce symbolicznie nagrodzić jakieś zagraniczne dzieło – jedyne, które obejrzeli wszyscy od czasów Artysty. Z kolei wygrana Jokera może zostać wykorzystana do celów politycznych, bo, jak by nie patrzeć, jest to dzieło o takim właśnie zacięciu. Ale może też stać się tak, że wygra… jeszcze coś innego – wszak w poprzednich latach nie raz tryumfowały o wiele słabsze rzeczy, których waga i kaliber okazywały się bez znaczenia. Nawet Małe kobietki nie są tu więc bez szans – zwłaszcza w wyraźnie sfeminizowanych czasach mogą okazać się wyborem łagodzącym okoliczności przyrody, grając pozostałym na nosie.

Kto powinien wygrać?

1917

Bo to jedyny film w całej stawce zasługujący na miano filmu roku – cała reszta, abstrahując od ich lepszej lub gorszej jakości, nie jest na tyle wyjątkowa, nie zapada tak mocno w pamięć. Snuj Tarantino jak zwykle dorobi się kultowego statusu, Irlandczyk zostanie zapamiętany jedynie przez wzgląd na nazwiska za nim stojące, ale pozostałe tytuły raczej szybko popadną w zapomnienie i skończą tam, gdzie oscarowa stawka z 2010, 2012 bądź 2014 roku – w archiwach. Nawet Parasite z czasem stanie się jedną z wielu znakomitych produkcji azjatyckich, które cyklicznie zalewają rynek – obecnie jest tą najgłośniejszą, ale czy autentycznie najlepszą? Ja nie jestem do końca przekonany.

Tomasz Raczkowski

Kto wygra?

1917

Szczerze, tegoroczna stawka wydaje się wyjątkowo wyrównana. Abstrahuję w tym momencie od prywatnej oceny poszczególnych filmów, mam na myśli potencjał na zdobycie głównej nagrody. Spośród dziewięciu nominowanych filmów tylko dwa wydają mi się odstawać jako mało prawdopodobne wybory Akademii – Jojo Rabbit (mimo wszystko za bardzo swawolny) i Le Mans ’66 (po prostu najmniej ciekawy i nośny z całego grona nominowanych). Pozostała siódemka ma całkiem równo rozłożone atuty artystyczne, marketingowe, polityczne i uznania w branży. Najbardziej na fali wydaje się jednak wojenne widowisko Sama Mendesa, które łączy najwyższy poziom techniczny i angażującą, uniwersalną historię – a takie połączenia Akademia bardzo lubi nie od dziś. Biorąc więc pod uwagę wszystkie czynniki, które mogą zaważyć o zwycięstwie w kategorii najlepszy film, 1917 wydaje się najbardziej prawdopodobną opcją, która zadowoli zapewne większość fanów i ekspertów. Tuż za dziełem Mendesa postawiłbym na Jokera, również mogącego się pochwalić mocną nagrodą-trampoliną (przy 1917 jest to Złoty Glob, przy filmie Phillipsa wenecki Złoty Lew) i cieszący się równie szeroką estymą. Pożyjemy, zobaczymy, ale mój wirtualny zakład idzie na historię bliższą historii.

Kto powinien wygrać?

Parasite

Koreańskie arcydzieło to najlepszy film roku. Jeden z najlepszych filmów ostatnich lat i – chyba trochę niespodziewanie – wielki światowy hit. Film Joon-ho Bonga nie ma sobie równych na żadnym polu, wyprzedzając resztę pretendentów co najmniej o głowę. Niesamowicie precyzyjnie skonstruowany, łączący wiele odległych elementów stylistycznych, a przede wszystkim – wciągającą rozrywkę z głębokim wydźwiękiem społecznym. Parasite to współczesne arcydzieło, ale też i „ten inny” w oscarowej stawce – trochę jak rok temu Roma. Nieanglojęzyczny, stosunkowo odległy od klasycznej konwencji, do której grawitują Oscary, nie wydaje się mieć najmocniejszych kart, by ostatecznie pokonać solidniej zakorzenionych w światowym mainstreamie rywali. W kategorii międzynarodowej Koreańczycy wygrają w cuglach, zapewne zgarniając też ze dwie inne statuetki (typuję najlepszy scenariusz i scenografię), ale typuję, że w głównej kategorii nie zwyciężą. Chyba że po zeszłorocznym zachowawczym werdykcie nastąpi nagłe wychylenie w drugą stronę i Akademia postanowi wyjść poza krąg angloamerykański. Ale domu bym na to nie postawił. Chyba że nie cudzy.

Przemysław Mudlaff

Kto wygra?

1917

Zwycięstwo 1917 Sama Mendesa w kategorii najlepszy film wydaje się być oczywiste i przesądzone. Epickie – jak to się zwykło dziś mawiać – widowisko wojenne zdobyło już wór znaczących dla akademików nagród i, co według mnie jest niemałym atutem, miało światową premierę najpóźniej spośród wszystkich nominowanych filmów. Co do tego drugiego argumentu, zdaję sobie sprawę, że istnieją screenery, które oglądają głosujący, ale wydaje mi się, że aktualna popularność danego obrazu może również odbić się na niedzielnym werdykcie. A jak wiadomo, 1917 wbija w kinie w fotel.

Kto powinien wygrać?

Pewnego razu… w Hollywood

Według bukmacherów i znawców Oscarów (jeżeli w ogóle można kogoś tak nazwać w kontekście przewidywań zwycięzców) tegoroczna filmowa stawka nominowanych w drodze po największą nagrodę jest bardzo zbita i wyrównana. Daje mi to zatem jakąś nadzieję, że jeden z moich dwóch ulubionych nominowanych może sprawić niespodziankę i pokonać Sama Mendesa i jego wojenną przechwałkę. Z drugiej zaś strony wzbudza we mnie obawę, że będzie to Joker, ale to nie temat tych przewidywań. Do moich osobistych faworytów należą Parasite oraz Pewnego razu… w Hollywood. Skoro muszę już wybierać między nimi, to pragnę, aby Oscara zdobył film Tarantino. To dzieło inne niż wszystko, co w tym roku zobaczyłem. Ma w sobie tyle serca i mądrości, o które jakoś nigdy Tarantino nie podejrzewałem. Jest w nim ponadto taka mnogość nawiązań i smaczków, że po każdym kolejnym seansie mam ochotę na następny, bo wciąż wydaje mi się, iż coś przeoczyłem. Pewnego razu… w Hollywood to świetnie napisany podręcznik historii kina amerykańskiego lat 60. Po prostu kocham ten film.

REKLAMA