Publicystyka filmowa
Kto zgarnie OSCARA? Redakcja Film.org.pl typuje SERCEM i ROZUMEM
W artykule „Kto zgarnie OSCARA? Redakcja Film.org.pl typuje SERCEM i ROZUMEM” poznasz dylematy typowania oscarowych faworytów w pełnej emocji analizie.
Podczas typowania oscarowych zwycięzców niemal zawsze na wierzch wyłania się dysonans. Z jednej strony bardzo chcielibyśmy, by film, który zrobił na nas największe wrażenie w roku ubiegłym, zgarnął statuetkę w najważniejszej kategorii, z drugiej jednak strony jesteśmy często świadomi, że, patrząc obiektywnie, szansę na laury może mieć ktoś zupełnie inny. Sercem jesteśmy za jednym, rozumem za drugim. Patrząc zatem tak dwojako, redakcja Film.org.pl postanowiła wytypować swoich faworytów.
A jacy są twoi? Napisz w komentarzu!
Jakub Piwoński
Kto wygra?
Amerykanie lubią historie wojenne. Lubią ten patos, lubią ten dramatyzm i wynikające z niego najwyższe poświęcenie. 1917 nie odcina jednak kuponów od sprawdzonej konwencji. Daje zupełnie nową jakość. Zdjęcia Rogera Deakinsa to czyste złoto operatorki. Metoda jednego ujęcia sprawdza się w tej historii nadzwyczaj dobrze, gdyż pozwala widzowi odnieść wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie było na ekranie wojny, którą tak dobrze dało się poczuć. Może faktycznie jest to wystarczający powód do zgarnięcia najważniejszej nagrody, ale nie do tego, bym chciał do 1917 kiedykolwiek wrócić.
Dla mnie to film konkretnej chwili. Obejrzałem, zrobił na mnie wrażenie, ale dość szybko otrzepałem się z kurzu. Wielkie widowisko, wielkie emocje, ale już napisy końcowe były dla mnie sygnałem do zejścia na ziemię, podczas gdy inne filmy ze stawki rozpamiętywałem czasem tygodniami.
Kto powinien wygrać?
Nie było w ubiegłym w 2019 lepszego filmu. To był mocny rok, owszem, większość z filmów ze stawki to dzieła wybitne. Ale jest wśród nich tylko jedno arcydzieło. Koreański film to tak złożona, niejednoznaczna konstrukcja, tak mądra, zabawna i przerażająca jednocześnie opowieść, że oglądając ją, nie mogłem się nadziwić, jak wielki talent trzeba było mieć, by to napisać, wyreżyserować i zagrać. Joon-ho Bong co prawda już od jakiegoś czasu dobija do światowej czołówki, tym razem jednak przeszedł samego siebie. Dodajmy do tego temat idealnie wpisujący się we współczesny krajobraz społecznych podziałów, by zrozumieć, że wartość Parasite kryje się też w wymowie.
Według mnie nie powinno być tak, że jeśli obraz zgarnia Oscara za film międzynarodowy, jak zapewne stanie się w przypadku Parasite, to można go już odhaczyć i w najwyższej kategorii wysłać złotego rycerza w bezpieczne dłonie wyznawców amerykańskiego patosu. Jeżeli ma się stać wyjątek od tej reguły, jeżeli w końcu ma się okazać, że najlepszy film nieanglojęzyczny to zarazem najlepszy film roku, to powinno się to stać właśnie teraz. Jeśli nie, to niech Akademia zamilknie na długie lata.
Dawid Konieczka
Kto wygra?
Chociaż w tym momencie najpoważniejszym kandydatem do oscarowego zwycięstwa wydaje się 1917, to ja mam przeczucie, że statuetkę zgarnie jednak Quentin Tarantino. Nie byłoby to, co prawda, wielkim zaskoczeniem, w końcu Pewnego razu… w Hollywood zgarnęło już Złoty Glob za najlepszy film komediowy i sądzę, że do akademików mimo wszystko bardziej przemówi niezwykle stylowa, kapitalna pod względem technicznym pocztówka, pełna miłości do lat 60. i samego Hollywoodu.
I to pomimo faktu, że uważam Pewnego razu… za najsłabszy film w dorobku Tarantino, ze szczątkowym scenariuszem i przeciętnym pomysłem na siebie. To jednak nie przeszkadza, by nieustannie nagradzać go zarówno na płaszczyźnie scenariopisarskiej, jak i za rolę Brada Pitta, który poza kilkoma świetnymi scenami praktycznie gra samego siebie.
Kto powinien wygrać?
Parasite
Nie uważam Parasite za najlepszy koreański film, bo w moim osobistym rankingu takie dzieła jak Służąca czy Lament stoją wyraźnie wyżej, tym niemniej jest to zdecydowanie najlepsza i najciekawsza pozycja z oscarowej stawki (w głównej kategorii oczywiście, bo dla Lighthouse zabrakło miejsca). Mistrzowskie łączenie skrajnie odmiennych poetyk gatunkowych, audiowizualny warsztat doprowadzony do perfekcji zarówno pod względem technicznym, jak i artystycznym, niebanalne podejście do tematyki społecznej i aktorstwo wysokiej próby. Rzadko na rozdaniach Oscarów trafia się film tak niezwykły, a jednocześnie prezentujący tak wysoki poziom praktycznie na każdej płaszczyźnie.
Jacek Lubiński
Kto wygra?
Parasite lub Joker
Oba są na fali, acz z różnych przyczyn. W przypadku tego pierwszego być może Akademia zechce symbolicznie nagrodzić jakieś zagraniczne dzieło – jedyne, które obejrzeli wszyscy od czasów Artysty. Z kolei wygrana Jokera może zostać wykorzystana do celów politycznych, bo, jak by nie patrzeć, jest to dzieło o takim właśnie zacięciu. Ale może też stać się tak, że wygra… jeszcze coś innego – wszak w poprzednich latach nie raz tryumfowały o wiele słabsze rzeczy, których waga i kaliber okazywały się bez znaczenia. Nawet Małe kobietki nie są tu więc bez szans – zwłaszcza w wyraźnie sfeminizowanych czasach mogą okazać się wyborem łagodzącym okoliczności przyrody, grając pozostałym na nosie.
Kto powinien wygrać?
1917
Bo to jedyny film w całej stawce zasługujący na miano filmu roku – cała reszta, abstrahując od ich lepszej lub gorszej jakości, nie jest na tyle wyjątkowa, nie zapada tak mocno w pamięć. Snuj Tarantino jak zwykle dorobi się kultowego statusu, Irlandczyk zostanie zapamiętany jedynie przez wzgląd na nazwiska za nim stojące, ale pozostałe tytuły raczej szybko popadną w zapomnienie i skończą tam, gdzie oscarowa stawka z 2010, 2012 bądź 2014 roku – w archiwach. Nawet Parasite z czasem stanie się jedną z wielu znakomitych produkcji azjatyckich, które cyklicznie zalewają rynek – obecnie jest tą najgłośniejszą, ale czy autentycznie najlepszą? Ja nie jestem do końca przekonany.
Tomasz Raczkowski
Kto wygra?
1917
Szczerze, tegoroczna stawka wydaje się wyjątkowo wyrównana. Abstrahuję w tym momencie od prywatnej oceny poszczególnych filmów, mam na myśli potencjał na zdobycie głównej nagrody. Spośród dziewięciu nominowanych filmów tylko dwa wydają mi się odstawać jako mało prawdopodobne wybory Akademii – Jojo Rabbit (mimo wszystko za bardzo swawolny) i Le Mans ’66 (po prostu najmniej ciekawy i nośny z całego grona nominowanych). Pozostała siódemka ma całkiem równo rozłożone atuty artystyczne, marketingowe, polityczne i uznania w branży.
Najbardziej na fali wydaje się jednak wojenne widowisko Sama Mendesa, które łączy najwyższy poziom techniczny i angażującą, uniwersalną historię – a takie połączenia Akademia bardzo lubi nie od dziś. Biorąc więc pod uwagę wszystkie czynniki, które mogą zaważyć o zwycięstwie w kategorii najlepszy film, 1917 wydaje się najbardziej prawdopodobną opcją, która zadowoli zapewne większość fanów i ekspertów. Tuż za dziełem Mendesa postawiłbym na Jokera, również mogącego się pochwalić mocną nagrodą-trampoliną (przy 1917 jest to Złoty Glob, przy filmie Phillipsa wenecki Złoty Lew) i cieszący się równie szeroką estymą. Pożyjemy, zobaczymy, ale mój wirtualny zakład idzie na historię bliższą historii.
Kto powinien wygrać?
Parasite
Koreańskie arcydzieło to najlepszy film roku. Jeden z najlepszych filmów ostatnich lat i – chyba trochę niespodziewanie – wielki światowy hit. Film Joon-ho Bonga nie ma sobie równych na żadnym polu, wyprzedzając resztę pretendentów co najmniej o głowę. Niesamowicie precyzyjnie skonstruowany, łączący wiele odległych elementów stylistycznych, a przede wszystkim – wciągającą rozrywkę z głębokim wydźwiękiem społecznym. Parasite to współczesne arcydzieło, ale też i „ten inny” w oscarowej stawce – trochę jak rok temu Roma. Nieanglojęzyczny, stosunkowo odległy od klasycznej konwencji, do której grawitują Oscary, nie wydaje się mieć najmocniejszych kart, by ostatecznie pokonać solidniej zakorzenionych w światowym mainstreamie rywali.
W kategorii międzynarodowej Koreańczycy wygrają w cuglach, zapewne zgarniając też ze dwie inne statuetki (typuję najlepszy scenariusz i scenografię), ale typuję, że w głównej kategorii nie zwyciężą. Chyba że po zeszłorocznym zachowawczym werdykcie nastąpi nagłe wychylenie w drugą stronę i Akademia postanowi wyjść poza krąg angloamerykański. Ale domu bym na to nie postawił. Chyba że nie cudzy.
Przemysław Mudlaff
Kto wygra?
1917
Zwycięstwo 1917 Sama Mendesa w kategorii najlepszy film wydaje się być oczywiste i przesądzone. Epickie – jak to się zwykło dziś mawiać – widowisko wojenne zdobyło już wór znaczących dla akademików nagród i, co według mnie jest niemałym atutem, miało światową premierę najpóźniej spośród wszystkich nominowanych filmów. Co do tego drugiego argumentu, zdaję sobie sprawę, że istnieją screenery, które oglądają głosujący, ale wydaje mi się, że aktualna popularność danego obrazu może również odbić się na niedzielnym werdykcie. A jak wiadomo, 1917 wbija w kinie w fotel.
Kto powinien wygrać?
Pewnego razu… w Hollywood
Według bukmacherów i znawców Oscarów (jeżeli w ogóle można kogoś tak nazwać w kontekście przewidywań zwycięzców) tegoroczna filmowa stawka nominowanych w drodze po największą nagrodę jest bardzo zbita i wyrównana. Daje mi to zatem jakąś nadzieję, że jeden z moich dwóch ulubionych nominowanych może sprawić niespodziankę i pokonać Sama Mendesa i jego wojenną przechwałkę. Z drugiej zaś strony wzbudza we mnie obawę, że będzie to Joker, ale to nie temat tych przewidywań. Do moich osobistych faworytów należą Parasite oraz Pewnego razu… w Hollywood.
Skoro muszę już wybierać między nimi, to pragnę, aby Oscara zdobył film Tarantino. To dzieło inne niż wszystko, co w tym roku zobaczyłem. Ma w sobie tyle serca i mądrości, o które jakoś nigdy Tarantino nie podejrzewałem. Jest w nim ponadto taka mnogość nawiązań i smaczków, że po każdym kolejnym seansie mam ochotę na następny, bo wciąż wydaje mi się, iż coś przeoczyłem. Pewnego razu… w Hollywood to świetnie napisany podręcznik historii kina amerykańskiego lat 60. Po prostu kocham ten film.
Janek Brzozowski
Kto wygra?
1917
Film Sama Mendesa pochwalić się może między innymi Złotym Globem oraz nagrodą BAFTA w kategoriach najlepszy dramat oraz najlepszy film. To dwa niezwykle silne argumenty w walce o Oscara. Niesamowite zdjęcia Rogera Deakinsa są kolejnym – mistrzowska stylizacja na jedno ujęcie przywodzi na myśl przede wszystkim Birdmana oraz zapierające dech w piersiach popisy Emmanuela Lubezkiego. Fenomenalny film Alejandra Gonzaleza Iñarritu zdominował Oscary w 2015 roku, pokonując w głównej kategorii między innymi Boyhood Richarda Linklatera oraz Grand Budapest Hotel Wesa Andersona. Czy Sam Mendes powtórzy sukces autora Zjawy? Zagrozić mu może chyba tylko Quentin Tarantino i jego urocza (choć niepozbawiona krwawego stempla) fantazja na temat Fabryki Snów.
Kto powinien wygrać?
Historia małżeńska lub Małe kobietki
Bardzo chciałbym zobaczyć na scenie i usłyszeć przemówienie Baumbacha lub Gerwig. Obydwoje stworzyli znakomite, niesamowicie angażujące filmy skoncentrowane wokół rodziny i miłości. Baumbach cofnął się myślami do własnego rozwodu i na bazie tych doświadczeń nakręcił nadzwyczaj dojrzałe dzieło o miłości właśnie – z rozpadu małżeństwa czyniąc, dość paradoksalnie, pretekst do snucia takiej opowieści. Jeszcze dalej w czasie cofnęła się Gerwig, przenosząc na ekran klasyczną już powieść Louisy May Alcott, wydaną po raz pierwszy w 1868 roku.
Reżyserka Lady Bird położyła nacisk na inne akcenty niż autorka literackiego pierwowzoru, nadała postaciom pożądaną psychologiczną głębię (przede wszystkim „oddemonizowując” Amy) oraz inteligentnie zaingerowała w książkowe zakończenie, które dziś raziłoby anachronicznością (zresztą sama Alcott nie była z niego szczególnie zadowolona). Powstał film pod wieloma względami imponujący, pełen młodzieńczego wigoru i pasji tworzenia.
Filip Pęziński
Kto wygra?
1917
Dość chyba niespodziewanie (mimo wdzięcznej dla tego typu wyróżnień tematyki), ale bardzo szybko – dzięki zwycięstwom na galach Złotych Globów i nagród BAFTA oraz imponującej liczbie 10 nominacji do nagród Akademii – 1917 Sama Mendesa wyrósł na zdecydowanego faworyta tegorocznego wyścigu oscarowego. Podniosła tematyka, hollywoodzki rozmach i techniczna oryginalność topią serca kolejnych gremiów. Oscar dla innego filmu byłby niespodzianką…
Kto powinien wygrać?
1917
…i bardzo dobrze! Film Sama Mendesa to moim zdaniem tytuł całkowicie pozbawiony wad, gdzie techniczna perfekcja – aktorstwo, kostiumy, scenografia, muzyka, efekty specjalne, montaż, ZDJĘCIA – spotyka się z niesamowitym, wywołującym ogrom emocji przeżyciem. Dzięki 1917 i jego niezwykłej formie chociaż częściowo możemy naprawdę poczuć grozę wojny. Wielkie kino.
