search
REKLAMA
Ranking

KSIĘŻYC W FILMACH. Magia Srebrnego Globu

Jacek Lubiński

30 stycznia 2018

REKLAMA

Nasz jedyny naturalny satelita i najbliższe Ziemi ciało niebieskie, od którego tak wiele na powierzchni błękitnej planety zależy. Kiedyś wierzono, że zrobiony jest z sera, potem, iż wypełniony jest wodą. Mimo bycia jedynym obiektem pozaziemskim, na którego powierzchni stanął człowiek, nadal pozostaje pełny tajemnic, wciąż silnie utożsamiany jest z magią i bezustannie pobudza wyobraźnię (nie bez kozery studio Dreamworks wykorzystało go w swoim logo). Z okazji przypadającego na ostatni dzień stycznia pełnego zaćmienia (kolejne będzie miało miejsce w lipcu, a następne za rok) przywołujemy kilka przykładów słynnych obliczy Księżyca w kinie. I zachęcamy do podawania własnych w kosmicznych komentarzach.


2001: Odyseja kosmiczna

U Stanleya Kubricka na Księżycu mamy super bazę Clavius z całym dobrodziejstwem inwentarza (między innymi Moonbusem). Mamy także wykopki, wśród których odkryty zostaje tajemniczy monolit. Generalnie powstały dosłownie tuż przed sukcesami misji Apollo film perfekcyjnie wpisuje się pod tym względem w ogromne nadzieje względem podboju srebrnego globu i korzyści, jakie by to przyniosło. Tym razem rzeczywistość nie przerosła jednak filmowych wyobrażeń, nadal pozostających jednymi z najbardziej wiarygodnych fantastycznych wizji w historii kina.


Apollo 13

A skoro już przy tym jesteśmy, to dramat na faktach w reżyserii Rona Howarda pokazuje, dlaczego tak się stało. W nieudanej misji Apollo o feralnym numerze Księżyc pozostaje niedoścignionym marzeniem, będącym tak blisko i zarazem tak bardzo daleko. Dzięki niemu ukazane zostają kosmiczne odległości w skali ludzkiej oraz wszelkie problemy, które pojawiają się przy porywaniu się na podobne wojaże. Znamienne przy tym, że grający tu pierwsze skrzypce Tom Hanks pięć lat wcześniej wystąpił w komedii Joe kontra wulkan, gdzie w jednej ze scen zostaje oślepiony blaskiem Księżyca właśnie (nad wyraz ogromnego), co przywraca mu wiarę. W Apollo 13 role niejako się odwracają i to widoczna z księżycowej orbity Ziemia jest dla niego jedyną nadzieją…


Iron Sky

W tej niezależnej farsie ze Skandynawii Księżyc – a dokładniej jego ciemna strona – to idealna kryjówka dla… nazistów. Dzieci Hitlera ukryły się tam tuż po wojnie i rosnąc w siłę w swej bazie o kształcie – a jakże! – swastyki, szykowały zemstę na całym bożym, niczego nieświadomym świecie. I się w końcu doczekały wyjścia z cienia. Ciekawe, czy my doczekamy się również szumnie zapowiadanego od ładnych paru lat sequela…


Moon

Tytuł filmu mówi wszystko. No, prawie. Abstrahując jednak od fabularnych twistów, jest to chyba najbliższa życiu i najbardziej realna wizja „podboju” Księżyca, który stanowi tutaj kolejne opustoszałe źródło kosmicznych zasobów. Ogromne połacie globu z wolna eksploatują zautomatyzowane „kombajny”, nad którymi czuwa samotny, znudzony i tęskniący do domu „cieć”. Mało to eleganckie, ale w zgodzie z duchem czasu i ludzką naturą. Niemniej widoczki ładne.


Mysz na księżycu

Sequel komediowego hitu z Peterem Sellersem – Mysz, która ryknęła – mało w sumie znany w porównaniu ze swoim poprzednikiem. Oto niewielkie księstwo Grand Fenwick, z pomocą całego splotu okoliczności i datków od światowych mocarstw, wysyła na Księżyc dwóch swoich ludzi. W imię zasady „ostatni będą pierwszymi” Grand Fenwick ląduje tam jeszcze przed USA i ZSRR. Wkrótce jednak niewielki, pokryty skałami skrawek terenu staje się mocno zatłoczony… Jak na komedię przystało, jest tu przede wszystkim zabawnie i cały ten wielki wyścig potraktowany jest z przymrużeniem oka. Lecz biorąc pod uwagę, że całość powstała jeszcze przed pierwszymi sukcesami człowieka na tym polu, twórcom udało się, mimo wszystko, całkiem nieźle oddać realia wyprawy.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA