Connect with us

Publicystyka filmowa

KONTROWERSYJNE finały seriali, które PODZIELIŁY WIDOWNIĘ

Które finałowe odcinki wzbudziły najwięcej kontrowersji?

Published

on

KONTROWERSYJNE finały seriali, które PODZIELIŁY WIDOWNIĘ

Seriale to szczególna forma kinowa, rozwijająca narracje bardziej epickie niż w większości filmów, zbierająca więcej wątków i co najważniejsze, angażująca na długie lata emisji. Prawdziwą sztuką jest w sposób satysfakcjonujący zakończyć latami snutą opowieść. Jeszcze trudniejsze – a może nawet niemożliwe – jest stworzenie konkluzji zadowalającej wszystkich. O ile zawsze niemal znajdą się narzekający na takie czy inne rozwiązanie, zdarzają się finały szczególnie wywołujące zażarte spory. Czasem jest to zamierzony efekt, czasem skutek odważnej koncepcji, a czasem nieumiejętnego finiszu serialu. W tym zestawieniu przyglądam się wybranym finałom popularnych seriali, budzącym szczególne kontrowersje. Rzecz jasna: uwaga na spojlery!

„Jak poznałem waszą matkę”

 

Advertisement

Jak poznałem waszą matkę to jeden z najpopularniejszych sitcomów XXI wieku, który doskonale wypełnił lukę po uwielbianych na świecie Przyjaciołach, przy okazji wnosząc do świata rozpisanych na dwudziestoparominutowe epizody komedii telewizyjnych sporo dobrego w postaci porządnie prowadzonego rozwoju postaci oraz narracyjnego polotu. Ten drugi element przejawiał się w fakcie prowadzenia historii w ramach rozbudowanej retrospekcji, której ostatecznym celem było odkrycie tożsamości tytułowej matki.

Przez osiem sezonów twórcy zbudowali ciekawą grupę bohaterów i sformowali nośną konwencję wziętej w pewien nawias nierzetelnej narracji mieszanki komedii z dramatem obyczajowym. Zakończenie tej sagi było wysoce polaryzujące – po całym sezonie spędzonym na przygotowaniach do wesela przyjaciół Teda Mosby’ego i wieńczącej całą opowieść scenie, w której poznaje w końcu matkę, dowiadujemy się, że w przeciągu kilku kolejnych lat Barney i Robin, których związek rozwijał się przez sześć poprzednich sezonów, rozwiedli się, matka dzieci Teda umarła, a serię wieńczy… zejście się Teda z Robin, z uczuć do której starał się „wyleczyć” niemal przez cały bieg serialu. Choć taki finał znalazł swoich zwolenników, większość fanów uznała go za zniszczenie całej opowieści.

Advertisement

„Dexter”

Opowiadający o samodzielnie i brutalnie wymierzającym sprawiedliwość przestępcom lekarza sądowego Dexter był jednym z serialowych fenomenów połowy lat dwutysięcznych. Nieoczywista kryminalna historia, zapraszająca widzów do poznawania świata przedstawionego z perspektywy wysoce kontrowersyjnego antybohatera zyskała serca publiczności sprawną konstrukcją intrygi i nieoczywistymi portretami postaci, w tym tytułowego Dextera. W późniejszych sezonach dało się wyczuć zarówno spadek formy scenarzystów, jak i stopniowe osuwanie protagonisty z chwiejnej równowagi moralnej w kierunku osobistego „jądra ciemności”.

W finałowej serii twórcy doszli w końcu do ściany, tak komplikując perypetie Dextera, że wyjście z tego splotu wymagało rozwiązania w stylu przecięcia węzła gordyjskiego. Takim ruchem była konkluzja, wysyłająca bohatera z dala od dawnego życia, by wiódł w leśnej głuszy życie drwala. Finał kryminalnego hitu był pozbawiony pazura i dramaturgicznie leniwy, przez co do dziś budzi emocje fanów, wśród których wielu jest wobec takiego obrotu spraw bardzo krytycznych.

Advertisement

„Zagubieni”

Swego czasu Zagubieni byli prawdziwym popkulturowym fenomenem – amerykański serial o ocalałych z katastrofy samolotu rozbitkach na dobrą chwilę przed eksplozją streamingu śledziły z zapartym tchem rzesze fanów na całym świecie. Od początku twórcy przykuwali uwagę mieszanką klasycznej narracji przygodowej o przetrwaniu w oceanicznej dziczy z elementami podszytego dramatem psychologicznym science fiction. Rozwijane przez sześć sezonów wątki stopniowo odchodziły coraz bardziej od początkowej charakterystyki Zagubionych, eksplorując sensacyjne intrygi i ocierające się o motywy paranormalne sekrety wyspy, na którą trafili rozbitkowie.

Sprawdzało się to z raczej dobrym skutkiem za sprawą charyzmatycznych i dobrze prowadzonych postaci, które stabilizowały kolejne scenariuszowe zwroty w coraz bardziej fantastyczne rejony. Ostatecznie jednak Zagubieni zaliczyli wyjątkowo twarde lądowanie – lub wręcz katastrofę przy lądowaniu – w epickim finale, gdy twórcy ujawnili, że większa część akcji rozgrywa się w zaświatach, a wyspa jest czymś w rodzaju czyśćca. Takie rozwiązanie wiele osób uznało za trywialne (było to zbieżne z jedną z popularnych teorii fanowskich stworzonych już na etapie początkowych odcinków) i spłaszczające misternie rozwijane łuki dramaturgiczne, ale też zwyczajnie leniwe – metafizyczne rozwiązanie było chyba dla scenarzystów rodzajem ucieczki od zbytnio zagmatwanych wątków i natłoku tropów czekających na rozwiązanie.

Advertisement

„Gra o tron”

Nakręcona na podstawie sagi George’a R.R. Martina Gra o tron zapisała się na stałe w historii kina (nie tylko seriali), a ostatnie zainteresowanie Rodem smoka wskazuje, że świat Westeros na stałe zadomowi się w masowej wyobraźni. Przełomowy serial HBO oczarował widzów nieprzewidywalną i nierzadko brutalną akcją oraz fascynującą mieszanką dworskich intryg i przygodowego fantasy. W dalszych sezonach (wyprzedzających książki i dopisujących do zainicjowanych przez nie wątków autorskie dalsze ciągi showrunnerów) dało się zauważyć spadek formy, jednak zapowiadany szumnie ósmy sezon miał zapewnić epicką i satysfakcjonująca konkluzję do wielkiej sagi.

Stało się dokładnie odwrotnie – odcinki pisane w wyraźnym pośpiechu i bez przemyślenia, bez spójności dramaturgicznej, bez zakorzenienia poszczególnych zdarzeń w świecie przedstawionym i charakterach postaci, a akcja i zwroty akcji stały się sensem samym w sobie, dziejąc się bez większego ładu i składu. Finałowe przewrotki – pokonanie Nocnego Króla, załamanie Daenerys Targaryen i osadzenie na tronie Brana Starka, ściśnięte na przestrzeni kilku zaledwie epizodów (w serialu, który duże zdarzenia zwykł rozpisywać na długie sekwencje, nierzadko obejmujące kilka sezonów), nawet jeśli mogły mieć sens, były źle przeprowadzone i jedynie irytowały widzów. O ile Gra o tron będzie pamiętana jako na wielu polach wizjonerski projekt, o tyle jej finał zapamiętany będzie jako podręcznikowy przykład fatalnego finiszu serialowej superprodukcji.

Advertisement

„Roseanne”

Popularny sitcom z Roseanne Barr oraz Johnem Goodmanem w rolach głównych był jedną z klasycznych pozycji małego ekranu lat 80. i 90. Do tego była to pozycja dość ciekawa ze społecznego punktu widzenia, jako jedna z nielicznych w tamtych czasach pozycja komediowa prime time’u koncentrująca się na perypetiach przedstawicieli i przedstawicielek klasy pracującej, a nie średniej i wyższej. Przez osiem sezonów Roseanne zebrała dużą popularność wśród widowni, która niezbyt przychylnie przywitała zmiany, jakie nastąpiły w serii finałowej – w sezonie 9. za sprawą wygranej na loterii zmieniła się trajektoria problemów rodziny Connerów, a postaci zaczęły się zachowywać często w sposób nieprzystający do ich wcześniejszego rozwoju.

W samym finale z kolei z dialogu Roseanne dowiadujemy się, że… fabuła serialu była jej projekcją, poprawiającą prawdziwe fakty, w tym śmierć męża. Niespodziewany zwrot akcji uchodzi do dziś za jedno z najgorszych rozwiązań popularnej historii telewizyjnej, do stopnia, w którym w kręconym niemal dwie dekady później sezonie 10. finałowy twist został przez twórców wymazany.

Advertisement

„Seinfeld”

Seinfeld uważany jest do dziś za jeden z najlepszych i najbardziej wpływowych sitcomów w historii telewizji, a opowieść o neurotycznym nowojorskim komiku i jego znajomych w latach 90. była bez wątpienia jedną z wizytówek amerykańskiej popkultury. Dziś, choć serial nieco się zestarzał (po części z winy zapoczątkowania wielu formatów realizacyjnych dla kolejnych przebojów, takich jak chociażby Przyjaciele), to wciąż pozostaje popularną pozycją. Podobnie wciąż kontrowersje, czy wręcz niesmak, budzi finał show.

Ostatni odcinek dziewiątego sezonu, zamykającego opowieść o perypetiach telewizyjnej wersji Jerry’ego Seinfelda traktuje o procesie i osadzeniu w areszcie centralnej czwórki bohaterów. Już ten punkt budzi mieszane uczucia – bohaterowie sitcomu dosłownie kończą za kratkami i tak widzimy ich po raz ostatni. O ile jednak nawet wśród najzagorzalszych fanów serialu są tacy, którzy uważają to za całkiem sensowną konkluzję historii cokolwiek niezbyt przyjemnych ludzi, to już egzekucja tego pomysłu woła o pomstę do nieba. Dwuodcinkowy finał to w zasadzie parada postaci pojawiających się przez dziewięć sezonów, co ma służyć podsumowaniu rozwoju postaci i całego sitcomu, ale jest po prostu… nudne. Od wielkiego zakończenia popularnego show należy oczekiwać czegoś bardziej kreatywnego i wnoszącego sensowniejsze konkluzje.

Advertisement

„Rodzina Soprano”

Na dekadę przed Grą o tron HBO wypuściło inny serial, który w równym, a być może nawet większym stopniu, zrewolucjonizował medium telewizyjnych seriali. Produkcją tą była Rodzina Soprano. Tak się składa, że również ten przełomowy hit stacji zapisał się w historii nie tylko nową jakością wnoszoną do kina, ale również wywołującym wiele emocji finałem, przy czym w tym wypadku kontrowersje wynikają nie z bylejakości produkcji, ale wprost przeciwnie – z precyzyjnie zrealizowanej, choć nie wszystkim przypadającej do gustu wizji twórców. Rodzina Soprano to wiwisekcja życia mafijnej rodziny z New Jersey, a przede wszystkim jej głowy, Tony’ego.

Przez sześć sezonów David Chase i współpracownicy kreślą sugestywną wizję miotających się między życiem prywatnym a brudną robotą gangsterów, tyleż złowrogich, co żałosnych. Z sezonu na sezon serial stawał się coraz bardziej mroczny, aż do drugiej części serii numer sześć, w której tytułowa rodzina znajduje się w stadium postępującego rozkładu. W finałowym epizodzie, po wielu zwrotach akcji, Tony’emu udaje się wynegocjować pokój z nowojorskim klanem Lupertazzich, z którymi prowadził wyniszczającą wojnę, i ocalały z trwającej od miesięcy rzezi zasiada wreszcie w barze, by zjeść kolację ze swoją nuklearną rodziną.

Advertisement

Serial kończy finałowy montaż krzątaniny w knajpie, zakończony nagłym cięciem i pojawieniem się czarnego ekranu. Po emisji widzowie byli zszokowani takim brakiem konkluzji mafijnej sagi, spodziewając się odkupienia, triumfu lub dramatycznego końca antybohatera serialu. Istnieje dobrze poparta teoria, że czarny ekran jest równoznaczny ze śmiercią Tony’ego, zakończenie jest jednak otwarte i do dziś wzbudza dyskusje, stanowiąc jeden z klasycznych przykładów polaryzującego finału.

„Sherlock”

Serial, który wystrzelił karierę Benedicta Cumberbatcha na gwiazdorską orbitę, był początkowo odświeżającą współczesną reinterpretacją klasycznej postaci Arthura Conana Doyle’a, jednak na przestrzeni liczących łącznie 13 epizodów czterech serii kryminalny serial o genialnym detektywie szybko zamienił się w pogmatwany teatr mistyfikacji, zwrotów akcji i rodzinnych przepychanek, a scenariusz nierzadko poświęcał realistyczne zakorzenienie i rzetelny storybuilding na rzecz spektakularnych efektów dramaturgicznych. Kwintesencją tego kierunku jest finałowy epizod, w którym twórcy konkludują opowieść, zdradzając tożsamość pojawiającej się w poprzednich odcinkach przeciwniczki protagonistów jako „sekretną” siostrę Sherlocka i Mycrofta i puentując serial generyczną dramą miłości i resentymentu pomiędzy genialnym rodzeństwem.

Advertisement

Dramaturgia odcinka jest oparta na tanich i wyświechtanych chwytach, postać siostry Sherlocka zostaje spłycona i odarta z wcześniejszego uroku, a całość kończy się w banalny sposób, bez wielkiego postępu na polu charakterystyki bohaterów od pierwszego epizodu. Nic dziwnego, że wielu fanów serialu uznało to rozwiązanie za rozczarowujące, a niektórzy wciąż żyją nadzieją, że ujrzą jednak kolejne epizody, lepiej rozwijające tę historię.

„Twin Peaks: The Return”

Oryginalna emisja kultowego Miasteczka Twin Peaks w 1991 roku kończyła się jednym z najsłynniejszych, przez lata nierozwiązanym cliffhangerem, w którym protagonista, agent Dale Cooper okazał się swoim złym sobowtórem. Zgodnie ze słowami z wizji bohatera na dalszy ciąg historii trzeba było czekać 25 lat, gdy David Lynch powrócił do Twin Peaks w nowej serii zatytułowanej The Return. Nowa odsłona nie przypominała niemal w niczym klasycznego serialu. Zniknął ciepły quasi-telenowelowy ton, postacie i miejsca stały się swoimi ponurymi odbiciami, rozkładowi uległa też fabuła – The Return przyniósł panoramę luźno powiązanych, niekiedy epizodycznych, wątków wydających się nie prowadzić do żadnego wyczuwalnego celu.

Advertisement

Cała siedemnastogodzinna narracja była w zasadzie myleniem tropów, surrealistycznym tripem grającym na przekór oczekiwaniom widzów i ich nostalgii. Ukoronowaniem tej przedłużanej do granic ekspozycji był przedziwny, zakończony bez wyraźnej konkluzji odcinek finałowy. Brak rozwiązania wątków – ani starych, ani wprowadzonych w nowej serii – w jednych wzbudził fascynację (do dziś powstają analizy znaczenia zakończenia serialu), w innych irytację. Nie ulega wątpliwości, że tak jak całe The Return, odcinek What Is Your Name? to propozycja w sposób zamierzony kontrowersyjna i dzieląca widzów w ramach strategii artystycznej.

„Merlin”

Emitowany w latach 2008–2012 Merlin był może nie rewolucyjną, ale przyjemną adaptacją legend arturiańskich w konwencji young adult. Tytułowy mag jest tu adeptem czarnoksięskiej sztuki, który ukrywając swoje zakazane umiejętności, towarzyszy młodemu Arturowi w licznych przygodach, realizując przepowiednię Wielkiego Smoka dotycząca Króla mającego zjednoczyć Albion. Po pięciu sezonach serial wieńczy odcinek, w którym Artur – jeszcze świeżo upieczony władca – zostaje śmiertelnie ranny, a niemogący go ocalić Merlin zwraca Excalibur do jeziora i zostaje nieśmiertelnym strażnikiem, czekającym przez kolejne wieki na odrodzenie Króla.

Advertisement

Słodko-gorzki koniec przygodowego serialu nie wszystkim przypadł do gustu, jako podkopujący sens całej budowanej przez pięć serii intrygi i stawiający na tani element zaskoczenia zmianą legendarnego kanonu.

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *