publicystyka filmowa

Jakie TAJEMNICE kryją CZOŁÓWKI WYTWÓRNI FILMOWYCH?

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Nie przykładamy do nich większej wagi, mimo iż stanowią nieodłączny element i zarazem zapowiedź kinowej przygody. Od ładnych paru lat w modzie są kolejne okazjonalne przeróbki znanych logosów największych kinowych potentatów. Ale mało kto wie, że niektóre z nich same w sobie stanowią osobliwą zabawę pełną ukrytych znaczeń. Jakich? Odpowiedź poniżej.

Bad Robot

Zaczynamy od jednego z najbardziej specyficznych wizerunków. Twór J.J. Abramsa to relatywnie młoda firma, mogąca poszczycić się niezwykle ekscentryczną czołówką, która niczym mały film sam w sobie dopiero po jakimś czasie ujawnia cały swój sens. Powstała ona w 2001 roku i po raz pierwszy pojawiła się na… małym ekranie, zamykając odcinki serialu stacji ABC Agentka o stu twarzach. Z uwagi na telewizyjny rodowód była ona początkowo znacznie krótsza od tej, którą znamy teraz. Dodatkowo towarzyszył jej przepuszczony przez syntezator Ivona okrzyk „zły robot!” właśnie. Głos ten należy do dzieci Abramsa, a on sam wpadł na ten kuriozalny, pozornie niezwiązany przecież w ogóle z filmem pomysł w trakcie jednego ze spotkań twórczych. Cóż, można i tak.

Columbia

Mityczna postać z czasów formowania się Stanów Zjednoczonych.

Tak się składa, że w czerwcu tego roku minął równo wiek, odkąd bracia Harry i Jack Cohn oraz ich kumpel Joe Brandt rozkręcili CBC Film Sales Corporation, czyli podwaliny pod młodsze o sześć lat Columbia Pictures. Nazwa wytwórni, jak i jej niedający się zapomnieć symbol kobiety z pochodnią, to wręcz bezpośrednie użycie jednej z mitycznych postaci czasów formowania się Stanów Zjednoczonych – tak zwanej Lady Columbia. To dosłownie żeńska personifikacja USA i jedna z ikon walki o niepodległość tego państwa. Nieprzerwanie reprezentuje to studio od momentu jego powstania, stosownie dostosowując swój wygląd do zmieniających się czasów – na przykład zamieniając amerykańską flagę, w którą pierwotnie była odziana, na zwykłe szaty. Twarzy jej najbardziej znanej, obecnej inkarnacji, która pochodzi z 1992 roku, użyczyła Jenny Joseph, na co dzień grafik z Nowego Orleanu. Na zawsze jednak znak świata filmu.

©Kathy Anderson, 1991

Disney

Wbrew temu, do czego dom Myszki Miki przyzwyczaił nas przez ostatnie dekady, zamek nie zawsze zdobił filmy z tej stajni. To nieodłącznie kojarzone z Disneyem (i jego landem) logo z rozbrzmiewającą w tle melodią When You Wish Upon a Star zaprezentowane zostało światu dopiero w roku 1985, wraz z premierą Tarana i magicznego kotła. Wcześniej produkcje tego studia poprzedzał prosty napis: „Walt Disney przedstawia”. Przypuszczalnie zmiana ta była wynikiem ogromnej popularności disneyowskich parków rozrywki, który to sukces włodarze wytwórni chcieli przełożyć na będące wtedy w nie najlepszej kondycji poletko kinowe. No i udało się – wszak dobra passa Disneya na rynku filmowym trwa w najlepsze mniej więcej od tego właśnie momentu.

DreamWorks

Narodziny innego potentata kina familijnego datuje się na połowę lat 90., kiedy to Steven Spielberg, Jeffrey Katzenberg i David Geffen – od których nazwisk pochodzi widoczny pod nazwą wytwórni skrót SKG – połączyli swe siły w celu utworzenia produkującej zarówno fabuły, jak i filmy animowane konkurencji dla innych wytwórni. Ponoć wizerunek siedzącego na Księżycu człowieka z wędką nawiedził w snach Spielberga, według którego wizja ta idealnie oddaje klimat Hollywood czasów złotej ery. Efekt finalny to już robota artysty Roberta Hunta, który nieznacznie zmodyfikował projekt, zamieniając mężczyznę na chłopca – odbicie własnego syna. Z czasem czołówka została uzupełniona o nuty wieloletniego współpracownika reżysera – Johna Williamsa. Znamienne, że z samego SKG ostało się dziś już tylko „S”. W międzyczasie bowiem Geffen przeszedł na emeryturę, a Katzenberg rozpoczął własny biznes.

Legendary

Zdołało zapracować na swoją nazwę.

Ta kończąca właśnie pełnoletniość firma to jedna z wielu świeżynek w amerykańskim krajobrazie. Przez te 18 lat dziecko miliardera Thomasa Tulla zdołało jednak zapracować na swoją kozacką nazwę. Także filmy powstałe pod tym szyldem ewidentnie celują w bycie legendami swojego pokolenia – a zalicza się do nich między innymi 300 czy trylogia Mrocznego Rycerza. Nie powinno być więc zaskoczeniem, że i znaczek wytwórni ma w sobie podobne naleciałości. Jest to ni mniej, ni więcej, jak tylko wariacja na temat celtyckiego węzła, czyli zamkniętych splotów, bez początku i końca. Ich geneza sięga Irlandii na pięć tysięcy lat przed Chrystusem, a są one symbolem jedności, bezpieczeństwa oraz… wieczności.

Ostatnio dodane