Connect with us

Publicystyka filmowa

Powody, dla których RANCZO to jeden z NAJLEPSZYCH polskich seriali

Ranczo to jeden z najpopularniejszych polskich seriali telewizyjnych.

Published

on

Powody, dla których RANCZO to jeden z NAJLEPSZYCH polskich seriali

Między wójtem a plebanem stara wojna wiecznie trwa. Michałowa gotuje na plebanii. Lucy główkuje, jak zmienić świat, albo chociaż Wilkowyje, na lepsze. A ławeczka spod sklepu u Więcławskiej niczym antyczny chór komentuje wydarzenia. Wilkowyjska proza życia. 

Advertisement

Ranczo to jeden z najpopularniejszych polskich seriali telewizyjnych. Jako że emisja 10 sezonów trwała od 2006 do 2016 roku, wielu pamięta go głównie jako element z dzieciństwa czy młodości. Nie wiem, jakim cudem, ale ja Ranczo poznałam dopiero kilka miesięcy temu. I od razu się zakochałam. I jeśli wciąż zdarzają się ci, którzy uważają, że Ranczo to niewarty uwagi serial umacniający stereotypy, śpieszę z argumentami, dlaczego jest to jedna z najlepszych polskich produkcji telewizyjnych.

Bo Ranczo demaskuje nasze wady

Wilkowyje, gdzie rozgrywa się akcja, to typowa polska wieś, w której panuje powszechny i usprawiedliwiony alkoholizm oraz niski poziom wykształcenia, za to duża bieda i bogobojność. Ranczo nie oddaje jednak polskiej wsi z dokumentalistycznym obiektywizmem, a raczej w nieco ugrzeczniony sposób. Hit TVP to przede wszystkim komedia obyczajowa, jednak nie byłaby nią bez swojej wszechobecnej polskości. Picie na ławeczce, polityczne disco polo, obowiązkowe msze w niedziele. Ranczo to Polska w pigułce. Twórcy w satyryczny sposób odnoszą się więc do uniwersalnych polskich wad i przywar. Czyli między innymi do sztucznej przyzwoitości czy pobożności. 

Advertisement

Nie ma to jednak na celu wyłącznie rozbawić widza. Jak to w satyrze bywa, w humorystyczny sposób piętnuje ona ludzkie zachowania, obyczaje, stosunki społeczne, przy użyciu stereotypizacji polskiej mentalności. Ale Polacy, jak żadni inni przedstawiciele jakiegoś narodu, potrafią krytykować sami siebie. Powiewem świeżości w Ranczu okazuje się Lucy, czyli Lusia, jak nazywa ją Babka Zielarka. Lucy jest Amerykanką, która po latach postanawia wrócić do ojczyzny swoich przodków i zamieszkać w dawnym dworku swojej babci w Wilkowyjach. To ona jest tą obcą, która wsiąka w wilkowyjskie społeczeństwo i potrafi głośno krytykować absurdy oraz patologie ich skostniałej mentalności.

Pozwala to spojrzeć widzowi na bohaterów, czyli na nas, z nieco innej perspektywy. 

Advertisement

Bo odczarowuje polską wieś

serial ranczo

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, postać Lucy była nie tylko przyczynkiem do wielu żartów sytuacyjnych. Wielkomiejska dziewczyna z New York City, America odbija się od polskich kompleksów i wszechobecnej demotywacji. Ale postanawia zostać i wprowadzić oddolne zmiany, które w przyszłych sezonach owocują. Tak jak na przykład zajęcia komputerowe, Uniwersytet Ludowy czy reforma edukacji Kusego. W przeciągu 10 sezonów bohaterowie wychodzą z nowymi inicjatywami obywatelskimi. Ich poglądy ewoluują, a horyzonty poszerzają się. Zmienia to nieco skostniałe i niezaktualizowane spojrzenie na polską wieś, która nie musi być jedynie dziurą zabitą dechami jak wieś Zagórki z filmu dokumentalnego Arizona Ewy Borzęckiej.

Choć mieszkańcy Wilkowyj to bez dwóch zdań społeczeństwo konserwatywne, przywiązane do tradycji, dzięki pozytywnym wzorcom otwiera się bardziej na to, co nowoczesne, a z czasem odrzuca stanowczo to, co negatywnie kojarzy się z polską prowincją. Widać to doskonale, patrząc na serial jako całość – bohaterowie z pierwszego oraz ostatniego sezonu zdecydowanie różnią się od siebie podejściem do życia, zdobytymi doświadczeniami oraz mentalnością. 

Advertisement

Bo posiada bogaty przekrój bohaterów

Mieszkańcy Rancza to szeroki przekrój osobowości. Oczywiście reprezentują sobą konkretne stereotypowe role społeczne, jednak razem tworzą barwny folklor, który wyłamuje się ze sztywnych ram postrzegania polskiej wsi jedynie w kolorach szarości. Ranczo portretuje mieszkańców jako barwną lokalną społeczność pełną sprzeczności, jednak każdemu z bohaterów twórcy poświęcają na tyle uwagi, że są one w stanie ewoluować, a widz pozna ich każdą wieloaspektową stronę. Poza tym Ranczo ogląda się także dla bohaterów oraz dla relacji, które się między nimi zawiązują.

Najpopularniejszym przykładem będzie tu kwitnące uczucie między Kusym a Lucy, jednak moim ulubionym jest wątek miłosny Michałowej i Stacha Japycza, który udowadnia, że miłość nie zważa na wiek.

Advertisement

Bo porusza ważne i trudne tematy 

Choć oglądalność i popularność Rancza mogłaby wskazywać na to, że jest to pospolity serial dla każdego widza, bez względu na pochodzenie, wykształcenie oraz wiek, wyjątkowo często scenarzyści Jerzy Niemczuk i Andrzej Grembowicz poruszają ważne społecznie tematy. Korupcja w polityce, zdrady małżeńskie, a nawet przemoc domowa. Twórcy nie boją się o tym opowiadać głośno i udawać, jakoby problemu nie było. Choć to kwestia, którą trudno ubrać w komedię, twórcy Rancza mierzą się z nią w charakterystyczny dla siebie sposób – poprzez satyrę i przerysowanie.

Na przykład w odcinkach, w których kobiety z Wilkowyj tworzą grupę bojowniczek atakujących na ulicach wsi mężów bijących żony. Serial obrał właśnie taką drogę docierania do widzów z danym przekazem. Wierzę, że woli naświetlić problemy w taki sposób niż poprzez poważny dramat społeczny, którego prawdopodobnie część widzów Rancza nigdy nie obejrzałaby z własnej woli. Oprócz tego do Wilkowyj, różnymi kanałami, docierają takie nowinki jak antykoncepcja, feminizm, ochrona praw zwierząt. Oczywiście początkowo kwestie zostają odparte przez typowo wiejską zaściankową mentalność, ale z czasem bohaterowie przekonują się do zmian.

Advertisement

Nawet kościołowi, który jest w centrum wilkowyjskiego życia, nieraz się dostaje, a staroświeckie mądrości proboszcza Kozioła są kwestionowane i stawiane w kontrze do bardziej postępowych poglądów mieszkańców tytułowego rancza.

Bo jest wciąż aktualny

Twórcy Rancza w sprytny sposób zamknęli polskie społeczeństwo w pigułce, jednak nie wiadomo, czy spodziewali się, że ich obserwacje i żarty będą aktualne aż do dziś. Na przykład odcinki, w których Paweł Kozioł organizował kampanię wyborczą przeciwko Lucy, zniechęcając do niej wyborców sloganami o obcych z zagranicy chcących zająć polskie ziemie i związanych z tym zagrożeniach. Brzmi znajomo? Szczególnie w tym czasie ponownie zyskuje to na sile. Mimo upływu lat Ranczo równie trafnie obrazuje polskie przywiązanie do religijnych paradygmatów i przesądów, nawet jeśli nie mają oparcia w rzeczywistości.

Advertisement

Na przykład portretując Więcławskich, którzy ukrywają ciężarną córkę w czterech ścianach, aby wieś nie zaczęła gadać, że ta zaszła w ciążę bez ślubu, i to z Chińczykiem. Przykłady można mnożyć – jakby nie patrzeć, Ranczo jest serialem o wiecznej wojnie władzy świeckiej z kościelną. I jedna, i druga ma w Ranczu wiele do powiedzenia, jednak to kościół, z proboszczem na czele, cieszy się wśród mieszkańców największym posłuchem i szacunkiem. A to ze względu na przywiązanie do tradycji i katolickiej tożsamości. W kolejnych sezonach kościelne prawa coraz częściej zderzają się jednak z rzeczywistością, dzięki czemu widz może dostrzec, że niektóre ponadczasowe prawdy z ambony nie mają już oparcia w dzisiejszej rzeczywistości.  

Bo jest absurdalnie śmieszny

Jeden z najważniejszych argumentów, dla których chce się dalej brnąć w historie Hadziuków, Solejuków, Japyczów, Koziołów i innych. W gruncie rzeczy, abstrahując od satyry społecznej, Ranczo to rozbrajająco zabawny serial. Bazuje na wyświechtanych żartach o robotnikach nierobach, kłótliwych i zazdrosnych sąsiadach. Śmiejemy się z Protestu Okupacyjnego pod urzędem gminy, podczas którego Myćko, Wargacz czy Solejuk protestują przeciwko „dyktaturze kobiet i Zachodu”. Jak to powiedziała niegdyś Michałowa: „Chłopy u nas głupie, ale kobiety swój rozum mają”. Jednak twórcy nie raz dają popis i serwują naprawdę pomysłowe rozwiązania.

Advertisement

Na przykład ten, kiedy Szymek Solejuk władał telekinezą, a ksiądz wybierał się do ich domu na egzorcyzmy w odzieniu jak z Egzorcysty. Albo sama postać Solejukowej, która z niewykształconej stereotypowej wiejskiej skromnej gospodyni przeradza się studentkę filozofii, dyskutując z księdzem Maciejem o teologii św. Tomasza. Jednak najzabawniejszy, w mojej ocenie, jest odcinek nr 47 „W samo południe”, w którym ulice Wilkowyj zamieniają się w barykady, a mieszkańcy stawiają czynny opór mafii, wykopując z bunkrów pamiętające czasy wojny granaty, strzelby i panzerfaust. Choć nie jest to rzecz oczywista, podstawą Rancza jest absurdalny humor, który ma mały związek z realizmem.

Dlatego czasem warto brać go z przymrużeniem oka. 

Advertisement

Bo obfituje w ciekawe rozwiązania 

Niby zwykły polski serial, a potrafi zaskakiwać. Czy to zabawnymi rozwiązaniami w budowaniu postaci, czy to pomysłowością w poprowadzeniu akcji. Daje również szansę odczytywania wiele odniesień i ukrytych subtelności, ku uciesze dociekliwych widzów. Zacząć należy od odcinków stylizowanych na Dr House’a czy Ojca Mateusza. W epizodzie 59 „Doktor Wezół”, wilkowyjski doktor, po sugestii żony zamienia się w doktora House’a, a cały odcinek, łącznie z czołówką, przypomina amerykański serial o genialnym lekarzu. Wiele ciekawych pomysłów dotyczy także samej kultowej ławeczki oraz ich bohaterów.

Subtelne pożegnanie starego Jana Japycza, które następuje pod koniec odcinka 21, pozostaje jednym z najbardziej wzruszających momentów serii. Moment pożegnania z ławkowiczami poprzedza śmierć bohatera, jak i samego aktora. Od tego momentu Pietrek, Solejuk, Stach i Hadziuk będą odwiedzać grób kompana przy okazji ważnych wydarzeń. Od pewnego momentu twórcy serialu wpadli także na pomysł, by bohaterowie z ławki żegnali się z widzami jakąś mądrością życiową wypowiadaną prosto do kamery, burząc tym samym czwartą ścianę. Przybiera to formę swoistej klamry i zakończenia sezonu. Zresztą zawsze miałam wrażenie, że ławeczka w Ranczu, oprócz tego, że ma potencjał humorystyczny, jest osobnym elementem serialu, który odgrywa bardziej istotną rolę, niż widz może przypuszczać.  

Advertisement

Innym ciekawym rozwiązaniem jest sama postać Klaudii, czyli córki wójta Kozioła. Klaudia uosabia sobą wszystko, czego rodzice i starsze pokolenie nie rozumieją. Kiedy przeżywa młodzieńczy bunt, identyfikuje się z każdą subkulturą i reprezentuje sobą każdą młodzieńczą filozofię, oczywiście tylko chwilowo, w ramach eksperymentu, poszukując swojej własnej życiowej drogi. Warto także wspomnieć o Babce Zielarce, która, choć wydawała się epizodyczną, niezbyt istotną postacią pustelniczki wytwarzającej zioła, stała się kimś na kształt demiurga, objawiając magiczne zdolności.

Nie sposób nie wspomnieć także o imponującym awansie bohaterów. Sprowadzenie Wilkowyj do mikrokosmosu jest co prawda nierealistyczne i bardzo naiwne, ale nie chodzi tu zawsze o wiarygodność. Wójt zostaje prezydentem, ksiądz biskupem. Pietrek z ławeczki zostaje gwiazdą disco polo, były alkoholik staje się artystą światowego formatu. Albo działalność Lucy, która czyni z małych szarych Wilkowyj małą europejską stolicę postępu i dobrobytu. Na Ranczo powinno się jednak patrzeć z lekkim przymrużeniem oka. To w końcu lustrzane odbicie naszej rzeczywistości, ale wciąż w krzywym zwierciadle.

Advertisement

Bo jest pełen ciepła 

Ranczo to jeden z najlepszych przykładów feel-good serialu. Oczywiście pełno jest w nim konfliktów, spisków, oszustw, amoralności, które ucieleśnia najczęściej największy niegodziwiec serialu, czyli słynny Czerepach. Mimo wszystko jednak bohaterowie zawsze wyciągają do siebie pomocną dłoń lub dłoń na zgodę. Skoro spotkało to wójta i księdza, może spotkać każdego. Mieszkańcy Wilkowyj mają swoje wady, które lubimy wypominać, jednak z zazdrością patrzy się, jak zżytą społeczność tworzą. Nie raz cała grupa stanęła w obronie jednostki, bo tak nakazywała im ich przyzwoitość.

Advertisement

Bo choć bohaterowie się ze sobą droczą, widać między nimi ogromną sympatię i zażyłość (piszę tu głównie o wyjątkowej i niespotykanej relacji Michałowiej i księdza Kozioła). Mimo swojej hermetyczności, którą początkowo można by zarzucić bohaterom serialu, każdy znajdzie tam miejsce dla siebie. Choć twórcy serialu słusznie wytykają nasze narodowe niedoskonałości, trzeba przyznać, że z Rancza bije także bardzo dużo pozytywnej polskości. Udowadnia, że mamy wiele cech, z których możemy być dumni. I to sprawia, że serial nie tylko chce się oglądać dalej, ale najchętniej samemu odwiedziłoby się ekranowe Wilkowyje.

 

Advertisement

Bo jest dla każdego widza

Jestem tego najlepszym dowodem – zaczęłam swoją pełną emocji i wzruszeń przygodę z Ranczem w wieku 24 lat. Serial nie jest tylko, jak przyjęło się go postrzegać, serialem naszych rodziców lub programem, który ogląda się dla nostalgii. Z kolejnych odcinków i sezonów każdy wyciągnie coś dla siebie. Twórcy dbają o to, by każdy z widzów miał osobę, z którą mógłby sympatyzować. To także najbardziej przystępny sposób, aby widzów starszej daty zachęcić do dyskusji i refleksji na takie tematy jak prawo reprodukcyjne i inne nowinki, które twórcy przemycają pod płaszczykiem ekranowych żartów.

A co równie istotne, Ranczo łączy pokolenia. Jeśli narzekasz na brak wspólnych tematów do rozmów z rodzicami, ciotkami, wujkami lub dziadkami, zacznij śledzić ekranowe poczynania Lucy i Kusego, a tych nie zabraknie.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *