Recenzje

300. Orgazm na polu bitwy

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Widzisz scenę – król Leonidas w akcji. Trwa to dobrych parę chwil, w których obserwujesz morderczy balet: wściekłe pchnięcia włócznią, skuteczne cięcia mieczem. Krew bryzga na publiczność, strzały wirują w powietrzu, metal uderza o metal, pojawiają się iskry, trup ściele się gęsto. I słyszysz, jak szczęka opada Ci na ziemię, ale jej nie podnosisz, bo wolisz trwać w tak rzadko spotykanej pozycji – zafascynowany realizacyjną maestrią.

Czujesz swąd kwaśnego potu. Zdawałoby się – woń nieprzyjemna, dla niektórych wręcz obrzydliwa, lecz ty, dość odważnie, wciągasz powietrze i wdychasz cierpkie opary ze spoconych męskich ciał. Niby tylko film, a czujesz to, czyż nie? Podnieca cię widok archetypicznej męskości, która ofensywnie niszczy twą wiarę w równość płciową. I to pomimo deklaracji poprawności politycznej, ideowej i moralnej – kibicujesz nadludziom ze Sparty. Kibicujesz ich niezwykłej brutalności, gdy krew sika na wszystkie strony – z szyi, krtani, torsu, pleców, krocza, nóg. Głowy są odcinane, gardła podcinane, brzuchy wybebeszone – i w jakiś przedziwny sposób, niezgodny z dotychczasową, bardzo osobistą deklaracją wrażliwości, ta przemoc Cię fascynuje, bawi, cieszy. Nie ma tu mowy o inspiracji przemocą – byłbyś idiotą, gdybyś wyszedł w sandałach na ulicę, brudząc swój miecz posoką z ciał przechodniów.

Kadr z filmu "300"

Wiesz, że przemoc potrafi być zabawna, pomimo demoniczności tego typu śmiałego stwierdzenia. To się świetnie ogląda, bo intelektualnie podrażnia zmysły i dotychczasowe przyzwyczajenia. Jesteś bowiem nawykły do widoku czerwieni efektownie zalewającej ekran. Domorośli psychologowie twierdzą, że masz stępioną wrażliwość, że twoje podniecenie na widok efektownych mordów na ekranie powoduje życiową obojętność na sprawy, które wymagają właśnie nieobojętności. Innymi słowy: lubisz gore – gardzisz życiem. Można to ująć jeszcze inaczej: jesteś jednym z tych, którzy niszczą pacyfistyczny dorobek myśli europejskiej; dorobek, który winien stać się wyznacznikiem twej egzystencji, ale niestety, śmiejesz się z niego szyderczo, kpisz z intelektualnej tradycji i doświadczenia przodków wiedzących (nie tylko widzących!), czym jest śmierć. Uśmiechasz się więc na widok zabijania – nie dość, że jesteś głupi, to na dodatek nieczuły.

Kadr z filmu "300"

Kadr z filmu "300"

Fakt, coś w tym jest. Czujesz moralny niepokój, skroń przeszywa etyczny ból, pytasz samego siebie: dlaczego to zabijanie tak podnieca? Dlaczego ślinisz się na widok miecza przecinającego w pół drugiego człowieka? Nie wiesz, ale przeczuwasz odpowiedź – to nie jest na serio. Ani krzty realizmu. Trup celuloidowy to nie trup leżący tuż obok – to trup uśmiercony na niby, ot, aktor – trupio ucharakteryzowany, ale aktor. Żywy! Jego śmierć jest śmiercią komiksową, estetyczną, daleką od realnych doznań i autentycznych emocji. Ktoś tego typu analizę odbioru może nazwać pierwszej wody amatorstwem pozbawionym podstaw filmoznawczych, niemniej czujesz, że najprostsze rozwiązania są słuszne, bo dlaczegóż by nie miałyby takie być? Wiesz dobrze, że kino to iluzja i dopóki twórcy uciekają od rzeczywistości, dopóty rolą kina będzie mamienie widza. I najważniejsze – wiesz, że jesteś oszukiwany. Wiesz, że to nie reality show, a jedynie produkt Fabryki Snów. Oczywiście niektórzy, wbrew Twej woli, będą grzebać w Twoich i innych umysłach dowodząc, że nie masz wpływu na odbiór. Nieraz padnie jednoznaczna ocena – podświadomie łapiesz niemoralny przekaz i w ten sposób stępiasz swą wrażliwość. Nie dość tego – twórcy dzieł krwawych i zwyrodniałych manipulują Tobą i Twoimi oczekiwaniami, w wyniku czego mózg masz sprany, nie potrafisz odróżnić Dobra od Zła i w końcu – nieodwołalnie głupiejesz. Wszystko przez filmową, telewizyjną i komputerową przemoc!

Cóż za tanie fantasmagorie! – krzyczysz. I ani trochę się nie czerwienisz ze wstydu, choć moraliści właśnie takiej postawy by oczekiwali. Nic sobie z tego nie robisz, bo masz w dupie odnowę moralną.

Kadr z filmu "300"

Ostatnio dodane