Connect with us

Publicystyka filmowa

KOBIETO, DAJ GŁOS. Przecież go masz…

KOBIETO, DAJ GŁOS to poruszająca opowieść o walce młodej Żydówki z presją otoczenia i dążeniu do samorealizacji w trudnych czasach.

Published

on

KOBIETO, DAJ GŁOS. Przecież go masz...

Partnerem artykułu jest Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, dystrybutor filmu Bliskość, rosyjskiej produkcji Kantemira Bałagowa, uznanej za objawienie na festiwalu w Cannes. Daria Zhovner wciela się w rolę Ilany, młodej Żydówki, na którą otoczenie wywiera presję, by dostosowała się, poświęciła własne potrzeby i postąpiła altruistycznie, przedkładając osobę brata nad własną. Ilana próbuje wyrwać się z zaklętego kręgu, ale z każdą chwilą jest to coraz trudniejsze. Premiera filmu w polskich kinach 9 marca.

Advertisement

Dawno, dawno temu, kiedy puszcze były jeszcze zielone i gęste, na świecie było bez mała jak w biblijnym raju. Kobiety żyły na równi z mężczyznami: pracowały i weseliły się. Odmienni byli co prawda i odmienne były ich obowiązki, ale prawa mieli jednakie – prawa głosu, podejmowania decyzji o sobie i innych, walki, kiedy było trzeba.

Advertisement

A potem nagle się rypło. Dlaczego, wiemy, temat wałkowany był już miliony razy i nie będziemy się nad przyczynami tego zwrotu akcji rozwodzić – może tylko zaznaczmy, że wprowadzenie koncepcji wspomnianego już raju miało w tym swój niemały udział. Z dnia na dzień kobieta okazała się być istotą głupią, nieczystą i w miarę swoich możliwości umysłowych i cielesnych niebezpieczną, innymi słowy – stworzeniem drugiego sortu. Stworzeniem, które należało płci mądrzejszej i silniejszej w jak największym stopniu podporządkować. I tak to sobie hulało przez wieki ciemne, stosy płonęły, a gawiedź miała uciechę, o czym kinematografia również, obok historii i literatury, nieraz nas informowała.

Nierzadko zresztą z przyczyn niskich kobieta kobiecie była wilkiem. Jak w doskonałym filmie Nicholasa Hytnera Czarownice z Salem (1996), gdzie to przedstawicielka płci pięknej, odrzucona i wściekła, rozpętała piekło w miasteczku, wykorzystując w tym celu panujące w XVII wieku powszechnie przekonanie, że każda kobieta ma szatana pod spódnicą. W jej zresztą przypadku całkowicie słuszne.

Advertisement

Kontrola nad rodzajem żeńskim doprowadziła do absurdów – z jednej strony kobieta wynoszona była na piedestał jako ta, która daje życie, z drugiej jednak dawać je mogła wyłącznie w konkretny, określony prawami tworzonymi przez mężczyzn sposób. Przekonała się o tym boleśnie Hester Prynne (Demi Moore), bohaterka Szkarłatnej litery Rolanda Joffé (1995), która zachodząc w ciążę pod nieobecność męża, naraziła się na publiczny ostracyzm. W niewielkich społecznościach purytańskich taka sytuacja równała się bez mała śmierci. Oznaczona tytułową literą Hester może być bezkarnie lżona przez każdego, kto będzie miał na to ochotę – tylko dlatego, że zrobiła coś, do czego predestynuje ją jej biologiczna natura.

Przez czas długi kobiety traktowane były przedmiotowo – bez pomocy i aprobaty mężczyzn nie mogły dysponować swoim majątkiem, nie miały praw wyborczych, nie były dopuszczane do edukacji. Zdarzały się jednostki wybitne, które miały okazję i możliwość walczyć z tym systemem, były to jednak zaledwie iskierki w bardzo ciemnym tunelu. Krok po kroku musiały kobiety na drodze wyboistej i kamienistej odzyskiwać w porządku prawnym to, co im się należy jak psu buda. Niełatwą tę drogę ukazuje film Sufrażystka (2015).

Advertisement

Niewiele ponad sto lat temu kobiety zaczęły bardziej stanowczo niż do tej pory domagać się swobody decydowania o własnym losie. Przejmująca Carey Mulligan, wojownicza Helena Bonham-Carter i jak zawsze doskonała Meryl Streep pod batutą Sarah Gavron prezentują sylwetki kobiet, które nie bały się aktywnie, często ponosząc spore ryzyko i cierpiąc fizyczne rany, walczyć o swoje.

Wydawać by się mimo wszystko mogło, że to już za nami, a kobiety odzyskały wolę i głos, którego tak długo im odmawiano. Tam, gdzie ucisk panuje nadal, głośno się o tym mówi, piętnuje, walka trwa. Świat się zmienia – cztery lata temu pakistańska działaczka Malala Yousafzai została uhonorowana pokojową Nagrodą Nobla. Dziś na kogoś, kto udowadnia, że umysł kobiety nie dorównuje umysłowi mężczyzny, patrzy się raczej z politowaniem, choć niestety zdarzają się takie asy, choćby na eksponowanych stanowiskach w strukturach Unii Europejskiej.

Advertisement

Na ile jednak zmiana systemu prawnego, która następuje coraz szerzej, ma wpływ na zmianę myślenia? Jak głęboko zakorzenione jest przekonanie, że kobieta jest płcią słabą – nie taką, którą warto wspierać, ale taką, za którą dla jej dobra trzeba myśleć? Płcią podstępną, która cokolwiek chce, załatwi nie przy użyciu rozumu, ale zupełnie innych metod? Płcią emocjonalną, która nie potrafi pokierować swoim zachowaniem w imię wyższego dobra, a wybory której zawsze będą obarczone ryzykiem nagłej histerii?

Zawsze, kiedy myśli moje zbłądzą w te tematy, przypomina mi się film Zakochana złośnica (1999). Większość widzów, jak mniemam, skupia się podczas seansu na wątku uczucia rodzącego się pomiędzy Patrickiem (Heath Ledger) i Katariną (Julia Styles). Ja z całego filmu najlepiej pamiętam jednak metody wychowawcze samotnego ojca, który usiłując ochronić swoje córki przed wpadką, każe im przed każdym niemal wyjściem z domu paradować po salonie z imitacją ciążowego brzucha. Kiedyś wydawało mi się to niezwykle zabawne. Teraz, kiedy jestem nieco starsza, za przeproszeniem, trafia mnie szlag. Jaki jest przekaz tej szopki?… Ty, dziewczyno, musisz uważać, bo jeśli nie będziesz uważała, zmarnujesz sobie życie.

Advertisement

Tatuś panien nie chce źle, w to nie wątpię. Ale wysyła swoim córkom jasny sygnał – mężczyzna od najmłodszych lat dojrzałości płciowej może robić, co chce, bo nikt nie zmusi go do ponoszenia konsekwencji tych działań. To dziewczyna, jeśli zajdzie w nieplanowaną ciążę, w wyniku działań DWOJGA ludzi, będzie musiała się z nią zmierzyć – wyjść za mąż niekoniecznie szczęśliwie; nie wychodzić za mąż i nosić łatkę samotnej matki; zrezygnować ze studiów i ewentualnej kariery lub podjąć bolesną decyzję o usunięciu ciąży. Twoja w tym głowa, dziewczyno, żeby do tego nie doszło – zrezygnuj z przyjemności życia na etapie, na którym twoi koledzy cieszą się nim bez ograniczeń, albo korzystaj z nich, ale ty i tylko ty zadbaj, aby warunki tego korzystania były bezpieczne. Ze swoim problemem, jeśli się pojawi, prawdopodobnie zostaniesz sama.

A jeśli zostaniesz samotną matką? Co gorsza, jeśli zostaniesz samotną matką więcej niż raz, i z więcej niż jednym partnerem? Też nie będzie różowo. Nie wystarczy, że ojcowie mają swoje potomstwo i ciebie w głębokim poważaniu – w końcu to twój był wybór, z takimi się zadawałaś. Dodatkowo jeszcze musisz znosić pełne politowania (w wersji optymistycznej) lub pogardy (najczęściej) spojrzenia i komentarze innych. Erin Brockovich (Julia Roberts), główna bohaterka filmu Stevena Soderbergha o tym samym tytule, jest samotną matką trójki dzieci różnych ojców.

Advertisement

Dwukrotna rozwódka, bez wykształcenia, która na dodatek nosi głębokie dekolty, krótkie spódniczki i wysokie obcasy. Nikt nie traktuje jej poważnie. Robi, co może, żeby znaleźć pracę, ale jest oceniana wyłącznie poprzez pryzmat tego, jak wygląda i tego, jak potoczyło się jej życie. Czy posiadanie dzieci to grzech? Czy dwa rozwody świadczą o niedorozwoju umysłowym? Najwyraźniej. Gdyby na jej miejscu był mężczyzna, byłby bohaterem. Sam! Z trójką dzieci! Jak on daje radę?… A gdyby jeszcze przy okazji miał klatę jak Khal Drogo i uśmiech jak George Clooney, byłby ideałem. Ona jest głupią szmatą.

I najgorsze w Erin Brockovich jest to, że właśnie tak ocenia Erin inna kobieta, która siedzi naprzeciw niej podczas spotkania biznesowego. Odpicowana w kosmos prawniczka, ściśnięta gorsetem stereotypów, patrzy na Erin wzrokiem pełnym odrazy, jednocześnie bez wahania wyciągając ręce po efekty jej ciężkiej pracy. Kobieta kobiecie wilkiem.

Advertisement

Jeśli już w klimatach prawniczych jesteśmy – Legalna blondynka (2001) to urocza komedyjka z Reese Witherspoon w roli głównej. Dziewczyna z Beverly Hills staje na uszach, żeby dostać się na wydział prawa w Harvardzie, bo tam studiuje jej wymarzony misiaczek. Elle zdaje wcale nie łatwy egzamin LSAT, ale to nie wyniki jej testu decydują o przyjęciu jej na wydział, a fakt, że w swoim videozgłoszeniu prezentuje się w bikini na basenie. Takiej tu jeszcze nie mieliśmy, zachwyca się obleśnie rada wydziału – w 100% męska. Elle podejmuje wyzwanie i wytrwale pracuje, zdobywając niezłe oceny.

Jej wysiłek przynosi konkretne owoce – dziewczyna dostaje się do niewielkiej grupy studentów, wybranych przez profesora Callahana do pracy przy procesie roku. I znów okazuje się, że to nie jej wyniki w nauce o tym decydują – pewnego wieczoru Callahan zaprasza ją do swojego gabinetu na krótką rozmowę sam na sam, podczas której jego ręka ląduje na jej kolanie. Elle ma być ozdobą i nie tylko. Zaś jej koleżanka Vivian, nieco mniej atrakcyjna, w zespole Callahana wykorzystywana jest głównie do parzenia kawy i wynoszenia brudnych filiżanek. Prawo to męski świat, kochanie.

Advertisement

MR. NOBODY. Wersja reżyserska

W męskim świecie znalazła się też kapitan Jordan O’Neil (G. I. Jane, 1997). W ramach kampanii prowadzonej przez senat Stanów Zjednoczonych i pod specjalnym patronatem senator Lillian DeHaven młoda kobieta zostaje przeniesiona do obozu szkoleniowego elitarnej jednostki komandosów. Narażona nie tylko na obciążenia fizyczne, związane z morderczym treningiem, ale i na szereg uwłaczających, seksistowskich komentarzy i gestów, Jordan (Demi Moore) nie poddaje się, aby udowodnić mężczyznom, że jest równie wytrzymała jak oni. Aby osiągnąć cel, gotowa jest na wiele – obcina swoje długie włosy przy samej skórze, wprowadza się do męskiego baraku.

Nie życzy sobie „specjalnego” traktowania. To wszystko niemal idzie na marne, kiedy ten sam senat, i ta sama senator DeHaven, którzy postanowili skierować ją na to szkolenie, podczas kolejnych kuluarowych rozmówek dochodzą do wniosku, że powodzenie operacji nie będzie korzystne dla ich interesów. Robią z Jordan dziwadło o skłonnościach homoseksualnych i napuszczają na nią media. Zadziwiająco, jak na świat współczesny, łatwo im to przychodzi.

Advertisement

Jest taka filozofia życiowa, która nakazuje się cieszyć małym. Krok po kroku, mówi, popatrz, jak daleko już zaszłaś, a nie, ile jeszcze drogi przed tobą. Ciesz się tym, co masz, możesz pracować, możesz głosować, możesz wyjść na ulicę i krzyczeć. Nie jesteś, a być mogłaś, traktowana jak inkubator. Popatrz na Opowieść podręcznej (2017), to mogło ci się przytrafić, a przecież tak nie jest.

Nie jest?… Może nie wszędzie. Może nie zawsze. Ale gdzieś. Ale czasami. Wciąż są na tym świecie kobiety, które żyją w Republice Gileadu. I choćby to była jedna, to będzie to o jedną za dużo.

Advertisement

A zatem, kobieto, daj głos. Pokaż, że potrafisz. Kiedyś stanęłaś na barykadzie i wywalczyłaś sobie możliwość wrzucenia do urny świstka papieru. Chyba ci to nie wystarcza?… Spróbuj zmienić sposób myślenia o własnej płci i zacznij od człowieka w lustrze, jak to pięknie śpiewał Król Popu.

Korpogwiazdy i kury domowe, nie skaczcie sobie do oczu. Każda z was ma prawo żyć, jak chce. Matki, nie zabijajcie się w sieci o to, czy karmić piersią czy butelką. To wasze dzieci was ocenią, nie grupy awatarów na fejsie. I jeszcze nie dzisiaj. Kobieto, uszanuj siebie i uszanuj swoje siostry, bo zmagają się z tym samym, co ty. Z niezrozumieniem, czyimś złym językiem, pogardą, szklanym sufitem, którego nie przebijesz niczym, nie tylko głową. I dopóki nie staniemy razem, jak kiedyś, domagając się prawa nie tylko do udziału w wyborach, ale do dokonywania wyborów – naszych, własnych, dużych i małych, każdego dnia, ten sufit każdą z nas będzie dusił. Tego chcesz, kobieto?

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

W filmie szuka różnych wrażeń, dlatego nie zamyka się na żaden gatunek. Uważa, że każdy film ma swojego odbiorcę i kiedy nie przemawia do niej, na pewno trafi w inne, bardziej skłonne ku niemu serce.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *