Publicystyka filmowa
Filmy SCIENCE FICTION, które MUSISZ obejrzeć NA NETFLIKSIE
Odkryj FILMY SCIENCE FICTION, które MUSISZ obejrzeć NA NETFLIKSIE! Przygotuj się na niezwykłe przygody w galaktyce nieskończonych możliwości.
Platforma Netflix kryje w sobie wiele perełek. Trzeba tylko umieć się w tym gąszczu tytułów odnaleźć. W poprzednich przewodnikach po zasobach Netfliksa redakcyjny kolega Jan Brzozowski prezentował najlepsze oryginalne filmy Netfliksa, najlepsze horrory i thrillery oraz inne klasyki dostępne w bibliotece platformy.
Z kolei przeze mnie omówione były filmy dokumentalne. Tym razem zabiorę was na wycieczkę śladami filmów science fiction. Zapewniam was – jest w czym wybierać! Oto piętnaście najlepszych filmów SF dostępnych na Netfliksie.
Godzilla
Kontynuacja od niedawna kroczy przez polskie kina, więc dodatkowej zachęty do powtórki „jedynki” raczej dawać nie trzeba. Cokolwiek by powiedzieć o kolejnym amerykańskim remake’u Godzilli, cechuje go wysoka klasa. Gareth Edwards doskonale wiedział, jak stopniować napięcie. Niby wszyscy Godzillę dobrze znają, a jednak reżyser potrafił zaprezentować potwora tak, by otoczyć go aurą tajemnicy.
Najpierw nadał historii odpowiedni dramatyzm, przeprowadzając widza przez rodzinną tragedię i każąc niejako zapomnieć o głównym monstrum. Gdy się ono w końcu pojawia, jest to ekspozycja podszyta dużą dawką niesamowitej energii i mocy, adekwatnej do gabarytów potwora. Z sentymentem wspominam japońskie filmy wytwórni Tōhō, ale mam wrażenie, że to właśnie Edwardsowi udało się nadać Godzilli niezbędny majestat, podkreślający zarazem niespożyte siły tkwiące w naturze.
Matrix
Niedawno, bo w marcu, filmowi sióstr Wachowskich stuknęła dwudziestka. Znowu pojawił się impuls do powspominania pierwszych seansów na kasecie VHS, a potem na lekcjach informatyki. Oglądanie Matriksa na Netfliksie to już zupełnie inny wymiar widowiska. Wciąż jednak film zachęca do główkowania. Jak bardzo zmieniło się kino po premierze tego przełomowego, jak na tamte czasy, dzieła science fiction? Ile z jego niesamowitych przesłań, wywodzących się z religijnych i filozoficznych myśli, znajduje odbicie w naszej rzeczywistości? Czy przypadkiem nie jest tak, że im Matrix starszy, tym jest lepszy? Technologia prze do przodu w tempie zatrważającym, więc z każdym kolejnym rokiem wizja Wachowskich silniej atakuje naszą wyobraźnię. Jeśli jakimś cudem nie udało wam się zobaczyć tego arcydzieła z 1999, nie czekajcie zbyt długo – to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się sympatyka SF. A jeśli was zadowoli, Netflix posiada w zbiorze także dwa sequele – Reaktywację i Rewolucje. Te jednak nie mogą równać się z oryginałem tak pod względem jakości, jak i kultowości.
Dzień zagłady
Wszystkie filmy katastroficzne mają to do siebie, że zostały oparte na tym samym schemacie. Poznajemy bohaterów, którzy muszą stawić czoło katastrofie. Jest ciężko, wielu traci życie, ale z reguły nadzieja na znalezienie ratunku bierze w historii górę. Nie inaczej jest w Dniu zagłady. To, co mnie jednak w tym filmie ujmuje także po latach, to to, że wzorem prezydenta o twarzy Morgana Freemana nikt nie wciska nam tu kitu.
Nie jesteśmy oszukiwani wątpliwym happy endem w obliczu ostateczności. Dzień zagłady jest w stosunku do swego głównego konkurenta, Armageddonu, mocno melancholijny i smutny po prostu. Ostatnie pożegnanie bohaterów trafia w serce widza w sposób trwały, podkreślając kruchość ludzkiego losu.
Pitch Black
W kategorii kosmicznych zakapiorów, z którymi nie warto zadzierać, Richard B. Riddick nie ma sobie równych. Nie dość, że umięśniony i groźnie wyglądający, to jeszcze widzi w ciemnościach. Jego kinowa przygoda zaczęła się jednak od odpowiednio miarkowanego uderzenia. Pitch Black może nie nosi znamion wielkiego widowiska SF, gdyż prócz tego, że rozgrywa się w jednej lokacji, to jeszcze – powtarzając po innych – mało wnosi do gatunku, ale ma ten pierwiastek, który jest w stanie w takich sytuacjach zapewnić długowieczność – mowa o klimacie. To wystarczy.
Interstellar
Wiele dziwnych zarzutów skierowano w stronę Interstellar tuż po premierze. Że nudny, że miałki, że napuszony. Do dziś trudno brać mi je na poważnie. Po kilku seansach nadal utrzymuję, że to jeden z najlepszych, najdojrzalszych obrazów w dorobku Christophera Nolana, a już na pewno najlepszy jego film spod znaku science fiction. Brytyjczyk ma to do siebie, że czegokolwiek się chwyci, podchodzi do tego bardzo poważnie i skrupulatnie. W Interstellar dał wyraz najprawdziwszej twardej fantastyce; fantastyce, w której nauka wygrywa z fikcją.
Jeśli potrafisz dojrzeć w treściach SF coś więcej, traktując je jako nośnik uniwersalnych przesłań ubranych w atrakcyjny kostium, jeśli szukasz w SF zadumy i klimatu niesamowitości, Interstellar to garnitur skrojony idealnie dla ciebie.
Cube
Uwielbiam filmy, których akcja rozgrywa się na ograniczonej przestrzeni. Szczególnie te spod znaku kina grozy. Duszny, klaustrofobiczny klimat i grupka bohaterów, którzy jeśli chcą przetrwać, muszą nauczyć się współpracować. W 1951 przetarł ten szlak film Five, a kilkadziesiąt lat później podobny pomysł wyjściowy w wyjątkowym opakowaniu zaprezentował Kanadyjczyk Vincenzo Natali. Do dziś przechodzą mnie ciarki na myśl o znalezieniu się w podobnej sytuacji co bohaterowie Cube. Raz, że nigdy nie byłem dobry z matematyki, a dwa, w zasadzie w ogóle nie jest pewne, czy istnieje możliwość ucieczki z tej pułapki.
Może tytułowy, śmiercionośny sześcian to po prostu stechnicyzowana wersja piekła? Lubisz filmy tego typu i szukasz na Netfliksie czegoś podobnego? Obejrzyj Circle – może nie ten kaliber co Cube, ale dzieło równie intrygujące.
Stalowy gigant
Młody chłopak przesadnie przywiązany do swojej mamy odnajduje przyjaźń tam, gdzie raczej powinien spodziewać się zagrożenia. Ten fabularny schemat znamy tak dobrze, że kolejne jego trawestacje nie powinny na nas robić wrażenia. Na szczęście film Brada Birda ma w sobie wiele świeżości. Stalowy gigant emanuje w pierwszej kolejności dużą dawką ciepła, bawiąc przy tym humorem i poruszając dramatyzmem. Czego chcieć więcej? Mnie to wystarczyło, by uznać ten film za jedną z lepszych animacji SF, jakie widziałem.
Niepamięć
Tom Cruise to jeden z tych topowych aktorów Hollywood, którzy chętnie wchodzą do fantastycznych światów. Swoją twarzą sygnował kilka produkcji SF i wypada przyznać, że były to trafne wybory – tak dla nie niego, jak i widza.
Raport mniejszości przychodzi na myśl jako pierwszy, ale biblioteka Netfliksa posiada jeszcze Na skraju jutra oraz Niepamięć. Postanowiłem wyróżnić ten drugi, ponieważ ujął mnie on sprawną reżyserią Josepha Kosinskiego, który przy użyciu cytatów z klasyków SF uszył nietuzinkowe i zapadające w (nomen omen) pamięć widowisko postapokaliptyczne. Na uwagę zasługuje także elektroniczna ścieżka dźwiękowa zespołu M83.
2001: Odyseja kosmiczna
Ojej, toż to klasyka tak wielka, że przygniata mnie nawet perspektywa pisania o niej tak krótkiego opisu. Jakich niby słów użyć, by zachęcić do obejrzenia niezapomnianego arcydzieła Stanleya Kubricka, o którym każdy przynajmniej raz w życiu słyszał? Bo powiedzieć, że to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się fana SF, to jak posłużyć się zwykłym, wyświechtanym frazesem.
Może zatem lepiej będzie dać do zrozumienia, że właśnie dzięki Netfliksowi po latach doceniłem film Kubricka, który wcześniej jawił mi się jako cholernie nieprzystępny twór, tak bardzo tajemniczy, jak tylko się da. Dzięki możliwości obejrzenia go w spokoju, z perspektywy wielu lat, bez ciężaru oczekiwań i porównań, po prostu uznałem jego bezsprzeczną wielkość. Niektóre filmy albo muszą w nas dojrzeć, albo my sami musimy dojrzeć do nich.
Snowpiercer: Arka przyszłości
Joon-ho Bong jest ostatnio na ustach wszystkich, bo udało mu się swoim Parasite wygrać Złotą Palmę w Cannes. Dla sympatyków SF nie jest to bynajmniej nazwisko nowe. Dał wcześniej o sobie znać tak Snowpiercerem, jak i nakręconą dla Netfliksa Okją.
Ten pierwszy film zwraca uwagę świetnym konceptem, wyjętym jakby z gry komputerowej i podszytym najlepszymi antyutopijnymi tradycjami. Każdy z kolejnych wagonów pociągu, którym podróżują ciemiężeni bohaterowie, to rodzaj etapu krwiożerczej rozgrywki. Rozgrywki o wolność, bo wymierzonej w system klasowy. Atrakcyjna formuła przyciąga, a inteligentna fabuła wciąga – to trzeba zobaczyć.
Park Jurajski
Czołowy przedstawiciel Kina Nowej Przygody nieraz z powodzeniem wchodził do świata fantastyki naukowej. W bibliotece Netfliksa można znaleźć trzy wybitne filmy SF autorstwa Stevena Spielberga: Bliskie spotkania trzeciego stopnia, Raport mniejszości i Park Jurajski. Każdy z nich zaskoczy was czymś innym, gdyż każdy to inna twarz science fiction. Podczas gdy pierwszy to klasyczne spotkanie z kosmitami, drugi niesie ze sobą klasyczną cyberpunkową grozę.
Ja wyróżniam trzeci film, bo to mój osobisty top. Do dziś zapierające dech w piersi kino przygodowe, twórczo przetwarzające motyw zaginionego lądu. Stanowiące przy okazji wizualny przełom. Jak wiele w przepychu Jurassic Word jest sztuczności i twórczej niemocy, sprawiającej, że nowe dzieło wypada blado w porównaniu z niedoścignionym oryginałem.
Trzynaste piętro
Jeżeli należysz do tych, których w jakiś sposób mierzi przepych Matriksa, to Trzynaste piętro powinno lepiej poradzić sobie z wciągnięciem was w symulację rzeczywistości. Film, który wyszedł dokładnie w tym samym roku co hit Wachowskich, czyli w okresie milenijnej histerii, równie umiejętnie zaaplikował widzom lęk o przyszłość ludzkości, podważając jednocześnie prawdziwość otaczającego świata. Jest skromniejszy, ale nie mniej wymowny. Co na to zwolennicy tzw. hipotezy symulacji?
Blade Runner 2049
Kurz po produkcji z 2017 opadł już na tyle, że można ocenić sensowność jej powstania bez udziału zbędnych emocji. Nadal uważam, że Łowca androidów najlepiej działa w pojedynkę i niekoniecznie należało rozwijać tę historię. Ale jeśli już pazerne Hollywood uznało, że jest to tytuł warty odkurzenia, jeśli już zdecydowano o powołaniu sequela, to cieszę się, że zrobiono to właśnie w taki sposób. Film Villeneuve’a to kino miejscami ambitniejsze od samego pierwowzoru, mocno przy tym dopieszczone, głównie stylistycznie. Ogląda się to z dużą przyjemnością i podczas seansu nie sposób nie wtopić się w klimat.
Trudno nowemu Blade Runnerowi wytknąć jakiekolwiek wady, może poza jedną – że to wciąż kino tak ładne, jak niepotrzebne.
Powrót do przyszłości
Nie ma lepszego filmu w kategorii komediowo-przygodowego science fiction. No nie ma i basta. Robert Zemeckis wykorzystał mit wehikułu czasu, który w oderwaniu od faktycznych możliwości nauki stanowi tu narzędzie refleksji nad tym, co było, co będzie oraz czy jesteśmy w stanie w pełni rządzić naszym losem. Zapnijcie pasy i wraz z Martym McFlyem i zwariowanym doktorem Emmettem Brownem szykujcie się na porywającą podróż przez czas. Wyobraźnia sama podsunie wam liczne możliwości tego, co chcielibyście zmajstrować w przeszłości lub przyszłości, gdyby tylko dano wam taką możliwość.
Moon
Choć z początku Duncan Jones jednogłośnie przekonał wszystkich do swego talentu, to w miarę dokładania kolejnych tytułów do swej filmografii blask jego twórczości począł słabnąć. Warcraft podzielił widownię, a Bez słowa okazało się wybitnym nieporozumieniem.
Ale jeśli chcemy pamiętać tylko te dobre momenty i wierzyć, że Duncan Jones odziedziczył po ojcu (Davidzie Bowiem) artystyczne zacięcie, warto przypomnieć sobie Moon. To bardzo dobre, inteligentne science fiction, przy tym wyjątkowo skromne i minimalistyczne. Sam Rockwell sprawdza się znakomicie w jednej z nielicznych pozytywnych ról w swoim dorobku, przekonująco oddając astralne zagubienie. A to niejedyne zaskoczenie w tym filmie.
