search
REKLAMA
Zestawienie

Filmy, które wcale NIE SĄ tak ZŁE, jak o nich mówią

Pierwszy tytuł, który przyszedł mi na myśl, to „Pierścienie władzy”.

Odys Korczyński

7 listopada 2022

filmy nie tak złe
REKLAMA

Pierwszy tytuł, który przyszedł mi na myśl, to Pierścienie władzy. Oczywiście ten tekst nie traktuje o serialach, jednak produkcja Amazona jest wybitnie dobrym przykładem tego, jak pozbawiony zahamowań, podły hejt może niesprawiedliwie dotknąć filmu, personalnie aktorów i personalnie widzów, którzy odważą się wypowiedzieć własne zdanie niezgodne z opinią fandomiarzy. Dlatego Pierścienie władzy znalazły się w tym zestawieniu jako pozycja bonusowa, jedenasta. Pozostałe dziesięć lokat to produkcje wypełnione mnóstwem wad, ale nie w takim stopniu, jak tego życzyliby sobie krytycy. Znajdzie się w nich dobry humor, wciągająca akcja, a co najważniejsze, chęć powrotu do seansu, chociaż na niezobowiązujący moment, kiedy robimy coś zupełnie innego, a telewizor towarzyszy nam jak niewidzialny domownik. Są wśród tych produkcji również tytuły niżej ocenione tylko dlatego, że ich twórcy odważyli się podejść do kultowych popkulturowo tematów inaczej, niż tego życzyli sobie skostniali fani.

„Poznaj moich Spartan” (2008), reż. Jason Friedberg, Aaron Seltzer

Oglądając 300 po raz pierwszy, nie spodziewałem się, że ten naburmuszony obraz bazujący na stereotypowym do bólu widzeniu narodu spartańskiego, stanie się kiedykolwiek na poważnie kultowym filmem. Patrząc na jego oceny, trudno zrozumieć ten fenomen. Pierwszy seans kosztował mnie lata temu wielkie zmęczenie. Potem jeszcze kilka razy testowo wróciłem do tego filmu zrobionego za pomocą green boxa, z tym samym jednak rezultatem. Z wielką ulgą więc odnalazłem się w fabule Poznaj moich Spartan, gdzie ten cały patos Zacka Snydera przekuty jest w niezobowiązujący humor. I tak historia sławetnych 300 powinna wyglądać. Do publiczności jednak najwidoczniej taka forma nie trafiła.

„Dom śmierci” (2003), reż. Uwe Boll

To nieprawda, że jest do zły horror. Oglądałem go właśnie dzisiaj, kiedy cmentarze płoną od zniczy i świątecznego patosu. To jest po prostu niezależne kino z nieco osobliwą ścieżką dźwiękową, eksperymentalnym montażem i grą aktorską, która mogłaby być lepsza, ale nie przeszkadza aż tak bardzo, żeby wyłączyć seans. Scenariusz jest dość klasyczny, nieco pastiszowy, lecz zadziwiająco dobrze tworzący suspens. Doskonale wiemy, co się stanie, ale chcemy to wszystko widzieć, a sam „dom śmierci” to kunsztownie zrobiona lokacja z mieszkańcami przypominającymi nieco przybyszów z innego wymiaru, a nie zombie. Nie obraziłbym się, żeby właśnie takie produkcje były wzbogacane o elementy interaktywne. Jest grupa przyjaciół, tajemnicza wyspa, trudne wybory i czająca się za plecami śmierć, której nieodwracalność podana jest z solidnym przymrużeniem oka.

„Nieśmiertelny II: Nowe życie” (1991), reż. Russell Mulcahy

Po obejrzeniu znakomitego pierwszego Nieśmiertelnego fani wpadli w taki zachwyt, że znów zadziałało toksyczne fanostwo i reżyserowi zaczęto odmawiać prawa do pociągnięcia historii dalej, w taki sposób, w jaki uznał za stosowne. Nieśmiertelny II: Nowe życie, to w istocie faktycznie nowy rozdział przygód Connora MacLeoda, uwspółcześniony, bliższy widzowi zaznajomionemu z elementami katastroficznego science fiction. Wart jest obejrzenia i zapamiętania, chociażby ze względu na ciekawą wizję przyszłości wzbogaconą o elementy noir. To, że walka tzw. nieśmiertelnych została nieco zepchnięta na dalszy plan, w niczym nie przeszkadza, o ile się nie jest twardym fanem jedynki. Zresztą tyle razy już w niej mogliśmy poznać, na czym polega zasada, że „pozostać ma tylko jeden”. Wisienką na torcie jest Michael Ironside jako generał Katana, znakomity i niedoceniony antagonista z wyjątkowo banalną ksywką.

„Pluto Nash” (2002), reż. Ron Underwood

Sytuacja jest następująca – filmy science fiction są często klasyfikowane jako ten rodzaj kina, który kierowany jest do mniej dojrzałych widzów, natomiast komedie science fiction są podobnie klasyfikowane, tyle że w grupie samych fanów fantastyki naukowej. Więc, tak czy inaczej, sytuacja Pluto Nasha jest tragiczna, bo nakładają się na niego dwie nieprzychylne opinie u publiczności, moim zdaniem zupełnie niezrozumiałe. Film Rona Underwooda to solidna weekendowa rozrywka, a przy tym formalny trybut dla kina sci-fi lat 60., obraz kolorowy, kiczowaty, na dodatek niezgorszy do wprowadzenia naszych dzieci w arkana gatunku fantastyki. Mam nadzieję, że co bardziej nabzdyczeni filmoznawczo ojcowie nie będą chcieli tej nauki zaczynać od np. Odysei kosmicznej.

„Super Mario Bros.” (1993), reż. Roland Joffé, Dean Semler

Nie spodziewałem się, że tak znaną grę Nintendo można w tak nowatorski sposób przenieść na duży ekran. Oglądając ten film za dzieciaka, miałem wrażenie, że nie ma nic wspólnego z grą, ale w sumie, co mógłby mieć, skoro grafika Nintendo była tak… delikatnie mówiąc, umowna. Twórcy mieli zatem dowolność w odzwierciedleniu przygód rodzeństwa Mario. Cieszy mnie to, bo w tym filmie każdy, niezależnie od wieku, znajdzie coś emocjonującego – nową przygodę, humor, efekty specjalne, potwory, osobliwego antagonistę, akcję, gagi, dobrą muzykę itp. Czego więc się czepiać? Super Mario Bros. jest znakomitym, rozrywkowym kinem na mądrym, dialogowym poziomie, który współcześnie coraz rzadziej spotyka się w wizualizacjach popkulturowych dzieł, a zwłaszcza gier. Spójrzmy chociaż na to, co zrobiono z tytułem Uncharted – wydmuszka treściowa o niejasnej kategorii wiekowej, to znaczy dla wszystkich bez ograniczeń, czyli dla nikogo.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA