search
REKLAMA
Artykuł

Filmy, które PRZYGOTUJĄ CIĘ na KONIEC ŚWIATA

Przemysław Mudlaff

21 czerwca 2019

REKLAMA

Inwazja kosmitów

Wygląda na to, że apokalipsa zombie nie jest wcale taka zła i da się ją jeszcze jakoś godnie i przyjemnie przetrwać. Co jednak począć, kiedy Ziemię najadą bardziej rozumne istoty z kosmosu? Po pierwsze, nie ma najmniejszego sensu wpadać od razu w panikę. Często bowiem okazuje się, że inwazja kosmitów wcale nie musi oznaczać przeszywania ludzi laserami lub eksperymentowania na ich ciałach. Pojawienie się na niebie statków istot pozaziemskich to szansa dla ludzkości, odkrycie faktu, że nie jesteśmy we wszechświecie sami. Istnieją przecież o tym filmy, głównie „wczesnego” Stevena Spielberga, który zdawał się przekonany co do dobrych intencji obcych. Spójrzcie na Bliskie spotkania trzeciego stopnia (1977), gdzie mamy do czynienia z ciepłym, miłym i pełnym uroku doświadczeniem konfrontacji z istotami pozaziemskimi. Podsumowując, czasami kosmici zamiast mordować Ziemian, wolą zagrać im jakąś miłą dla ucha muzykę, wszak jest ona najbardziej uniwersalnym językiem.

Chociaż może to matematyka jest bardziej uniwersalnym sposobem komunikacji? W ten sposób porozumiewano się przecież z tajemniczym Jerrym z Kuli (1998) w reżyserii Barry’ego Levinsona, a także w Kontakcie (1997) Roberta Zemeckisa. Zostawmy jednak wątki poboczne i skupmy się na gorszych scenariuszach kosmicznej inwazji, które jednak wciąż mają jakiś tam związek z muzyką. Jak wspomniałem, panika nie ma sensu, ale nierozsądnie jest także wybiegać przed szereg i z otwartymi ramionami witać obcych. Gołąbek pokoju może zostać przez nich zrozumiany jako atak, co pogorszy nie tylko twoją sytuację, ale też pozostałych ludzi. Gołąb to zresztą wyłącznie pretekst, bo kosmici są czasem po prostu wredni i wrogo wobec ludzkości nastawieni. Dowodem na to jest brawurowy pastisz filmów o inwazji kosmitów nakręcony przez Tima Burtona Marsjanie atakują! (1996). Na szczęście dla Ziemian, mają jeszcze w zanadrzu amerykańskiego piosenkarza muzyki country Slima Whitmana, przez którego interpretację piosenki Indian Love Call (Uwaga! Wszyscy kosmici, którzy włączą ten link, źle skończą) dokonującym inwazji Marsjanom dosłownie eksplodują mózgi. Zanim więc usłyszycie, że do naszej planety zbliża się niezidentyfikowany obiekt obcej cywilizacji, warto nagrać sobie ten utwór na telefon lub inne urządzenia służące odtwarzaniu muzyki. A nuż, widelec pomoże.

Przemysław Mudlaff

Przemysław Mudlaff

Od P do R do Z do E do M do O. Przemo, przyjaciele! Pasjonat kina wszelkiego gatunku i typu. Miłośnik jego rozgryzania i dekodowania. Ceni sobie w kinie prawdę oraz szczerość intencji jego twórców. Uwielbia zostać przez film emocjonalnie skopany, sponiewierany, ale też uszczęśliwiony i rozbawiony. Łowca filmowych ciekawostek, nawiązań i powiązań. Fan twórczości PTA, von Triera, Kieślowskiego, Lantimosa i Villeneuve'a. Najbardziej lubi rozmawiać o kinie przy piwku, a piwko musi być zimne i gęste, jak wiecie co.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA