search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

DARREN ARONOFSKY. Ranking filmów

Jakub Piwoński

12 lutego 2019

darren aronofsky filmy
REKLAMA

4. Zapaśnik (2008)

Pamiętam, że podczas gali oscarowej w 2009 roku mocno kibicowałem Rourke’owi, by ten otrzymał statuetkę za występ w Zapaśniku. Bardzo na nią zasługiwał. W istocie film Aronofsky’ego opiera się na tej wyjątkowej kreacji i jej właśnie także fabularnie jest podporządkowany. Historia zmęczonego zapaśnika, który po raz ostatni chce wyzwolić w sobie ducha walki, zawiera uniwersalną metaforę życia, jako naznaczonej upadkami pogoni za lepszą wersją siebie. W kinie niejednokrotnie już tę historię przeżywaliśmy, ale kreacja Rourke’a jest w Zapaśniku wartością dodaną, windującą film szczebel wyżej. Aronofsky tym razem zdecydował się na prostotę narracyjną, bez większych szaleństw prowadząc widza przez dramat bohatera. A dramat ten urzeka i wzrusza w sposób naturalny.

8/10

3. Pi (1998)

Często jest tak, że pierwszy pełnometrażowy film danego reżysera zdradza wiele fascynacji, jakim ten w późniejszym etapie twórczości będzie się oddawał. W ten sposób debiuty stanowią niejako wizytówkę dokonań autorów. Patrząc pod tym kątem na Pi, można powiedzieć, że twórczość Aronofsky’ego opiera się na poszukiwaniu sensu życia. Nie mniejsze znaczenie ma sięganie do żydowskiego mistycyzmu, w tym wypadku zachęcającego do poszukiwania Boga w liczbach. Pi jest symptomatyczny także za sprawą eksperymentów stylistycznych, jakich Aronofsky często się podejmuje. Akurat w tym wypadku mowa o kręceniu na czarno-białej taśmie, co nadało całości plastyki pokrewnej do ekspresjonizmu niemieckiego, oraz stosowaniu ciętego montażu. Dodajmy do tego niezwykłą muzykę Clinta Mansella (stałego współpracownika reżysera), podkreślającą niepokojący klimat, a tym, co otrzymamy, będzie niepowtarzalny filmowy portret człowieka zagubionego w zagadce istnienia. Debiut reżyserski Aronofsky’ego może nie każdemu przypaść do gustu, ale z pewnością nikogo nie pozostawi obojętnym.

8/10

2. Mother! (2017)

Choć podczas seansu mother! ani przez chwilę nie odczułem nudy, to jednak nie wspominam go najlepiej. Pamiętam, że to, co mi doskwierało, związane było z wrażeniem kompletnego niezrozumienia intencji twórcy. Z jednej strony byłem szalenie zaintrygowany scenariuszem, który z każdą kolejną sceną czyni historię coraz bardziej zaskakującą, z drugiej jednak nie bardzo wiedziałem, co wartościowego mogę z niej dla siebie wyciągnąć. Gdy jednak wszystko sobie w głowie poukładałem, a rebus Aronofsky’ego został rozwikłany, moim oczom ukazał się autentyczny geniusz tego obrazu. Dawno nie miałem w kinie do czynienia z tak inteligentnie rozpisaną alegorią, czyniącą z mother! opowieść o procesie tworzenia oraz iście nietuzinkowe kino biblijne, skrojone na miarę XXI wieku. Ponoć większość fabuł, z jakimi mamy do czynienia chcąc nie chcąc jest opartych na Biblii. Ale chyba tylko Aronofsky potrafi korzystać z niej w tak nietypowy, głęboki, niejednoznaczny sposób, nie bojąc się zarazem komentować tego, co w wierze i duchowości jest przejawem hipokryzji (co z kolei uwidacznia także Noe).

9/10

1. Źródło (2006)

Wyczesana Amidala

Słupki box office’u są nieubłagane – Źródło nie przypadło widzom do gustu. Jego eklektyzm sprawia wrażenie, jakby twórca nie bardzo wiedział, w jakim kierunku interpretacyjnym chciał pójść. Do tego dochodzi jeszcze niepasujące do Aronofsky’ego nadęcie. To jednak według mnie tylko pozory, które mogą zrazić tych, którzy nie podejmą trudu zajrzenia do historii zaprezentowanej w Źródle nieco głębiej. A warto, bo to bez dwóch zdań najciekawszy i najodważniejszy formalnie film Aronofsky’ego. Sięga w nim, dosłownie, absolutu. Miesza koncepcje filozoficzne i religijne, zestawia kabałę, buddyzm i motywy biblijne. Podając w wątpliwość sens istnienia, jednocześnie stara się uparcie owego sensu poszukiwać. To oczywiste, że Aronofsky nie mógł pójść bezpieczną ścieżką, nie mógł zakończyć filmu szczęśliwym, czytelnym zakończeniem, odhaczając kolejny filmowy schemat. Stało się – śmierć zebrała żniwo i zrobi to jeszcze nieraz. Cykliczność jest nieubłagana. Z wszystkich chwil przytoczonych prze reżysera tak naprawdę – dla nas, widzów – znaczenie ma tylko ta obecna. Reszta jest tylko imaginacją, choć cenne jest w Źródle to, że możemy za sprawą filmu wejść w samo centrum tej imaginacji, przyglądając się jej z każdej strony. Piękne, emocjonalne doświadczenie.

9/10

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA