Publicystyka filmowa
Co łączy FIGHT CLUB z MARKIEM ZUCKERBERGIEM, czyli (nie)oczywiste POWIĄZANIA FILMOWE
FIGHT CLUB to nie tylko film, ale i symbol pokoleniowych przemian. Odkryj, jak MARK ZUCKERBERG łączy się z jego przesłaniem i kulturą.
Niektóre filmy mają to do siebie, że łączą się w pary, trylogie lub całe serie przygód. Inne mizdrzą się do widza tysiącami popkulturowych nawiązań, cytatów oraz odniesień, jakie nieraz stanowią clou całej produkcji. Ale są też przykłady powiązań subtelniejszych lub nawet czysto domyślnych, ale w fajny sposób rzucających nowe światło na dane tytuły. Niekiedy wręcz podpadają pod spiskowe teorie dziejów i prezentują cuda, w które trudno jest uwierzyć. A mimo to nie są tak zupełnie pozbawione sensu. Poniżej garść takowych połączeń. Macie własne? Komentujcie!
Carrie (1976) – Trzy kobiety
Pomiędzy horrorem Briana De Palmy i dramatem Roberta Altmana jest zaledwie rok różnicy. Prócz wypełniającej ekran twarzy Sissy Spacek dzieli te filmy absolutnie wszystko. A jednak, gdy przyjrzeć się odgrywanej przez nią w Trzech kobietach postaci Pinky Rose, trudno nie dostrzec pewnych intrygujących zbieżności.
Zarówno ona, jak i wcześniejsza Carrie to osóbki niewinne, czyste, nieznające nie tyle grzechu, ile w ogóle świata. Obu trzeba więc tłumaczyć zwykłe oczywistości, które często i tak rozumieją zbyt dosłownie. To trzymające się na uboczu dziwadła, którymi nikt się nie interesuje – bez przyjaciół, bez hobby, bez talentu. Pinky nie posiada też przeszłości i nie potrafi powiedzieć o sobie nic konkretnego – zupełnie jakby chciała ukryć swoją poprzednią tożsamość, wymyślając na poczekaniu jakąś wymówkę. Nawet w momencie, gdy pojawiają się jej (rzekomo prawdziwi) rodzice, Pinky automatycznie się ich wypiera i bez większego powodu wpada w szał, co również daje do myślenia. Psychika siada jej także w momencie, gdy trzeba odebrać poród, co przecież automatycznie wiąże się w krwią – niezapomnianą traumą ze szkoły.
W końcu same jej personalia są mocno podejrzane. Pinky Rose przypomina jakiś wypatrzony na plakacie pseudonim wątpliwej jakości, a nie prawdziwe imię i nazwisko. Czy zatem mogła być to Carrie White, która po opanowaniu swoich niezwykłych mocy (względnie wyparciu ich z pamięci razem z innymi przykrymi wspomnieniami) usiłuje zacząć nowe życie? Czemu nie?
Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom – Paterson
Pomiędzy jednym a drugim filmem minęły dokładnie cztery lata. To wystarczający okres czasu, aby nieletni bohaterowie Wesa Andersona nieco podrośli i porzucili dziecięcą naiwność na rzecz buntu wobec ideałów, a zabawy w lesie kosztem seansów nowofalowych filmów artystycznych, filozoficznych książek i rozmów o życiu, coraz bardziej zaangażowanym społecznie oraz politycznie. I takich właśnie widzimy ich u Jarmuscha w krótkiej scence w autobusie – studiujących, poważnych, wydoroślałych, choć przecież dalej mających w sobie jakąś młodzieńczą niewinność. Ci sami, ale jakże inni.
Rozmowa – Wróg publiczny
Nie bez kozery w filmie Tony’ego Scotta do drugoplanowej roli starego eksperta od inwigilacji zaangażowano Gene’a Hackmana. Taką właśnie postać grał ponad dwie dekady wcześniej u Francisa Forda Coppoli, gdzie skończyło się to dla niego sporymi problemami.
Jakimi? Odpowiada na to właśnie powstały już w zupełnie innych czasach akcyjniak, w którym metody używane dawniej przez Hackmana są już tylko reliktem przeszłości. On sam natomiast pozostał tym samym odludkiem, co wcześniej, kompletnie pozbawionym zaufania nie tylko do organizacji rządowych, ale też do każdego, kto usiłuje się z nim skontaktować (czemu trudno się dziwić). Działający poza prawem staruszek jest dosłownie nikim, a o jego zdolnościach dowiadujemy się wprost z teczki, w której widnieje jego zdjęcie właśnie z czasów Rozmowy. Co jak co, ale w tym fachu nie ma miejsca na przypadki.
Jackie Brown – Co z oczu, to z serca
Bardzo podobne rozwiązanie zastosowali w swoich filmach Quentin Tarantino i Steven Soderbergh. Realizując swoje filmy w odstępie zaledwie roku, zatrudnili do małego, ale znaczącego epizodu Michaela Keatona. Aktor wcielił się w obu tych fabułach w agenta FBI, Raya Nicolette’a, który u Tarantino przyłapuje na gorącym uczynku tytułową bohaterkę, a u Soderbergha mizdrzy się do głównej heroiny.
Nie powinno to dziwić, gdyż oba filmy oparte są na powieściach Elmore’a Leonarda, zatem Keaton nie musiał nawet zmieniać stroju (a na planie pojawił się zresztą za darmo). I tak oto w jednym filmie zagrało aż dwóch Batmanów!
A skoro już przy tym jesteśmy, to czy Ray Nicolette nie mógłby być emerytowanym Bruce’em Waynem, który po odwieszeniu peleryny postanowił w inny, legalny sposób walczyć ze złem? Kupuję i taką teorię.
Obcy – ósmy pasażer Nostromo – Blade Runner
Fani obu flagowych produkcji Ridleya Scotta od lat usiłują połączyć dwa ważne dla gatunku SF światy.
I mają ku temu całkiem niezłe podstawy. Co prawda na pierwszy rzut oka obcego niewiele łączy z replikantami (których echa wybrzmiewają o wiele bardziej w Galaktycznym wojowniku). A jednak nie ma żadnych przeszkód w wysunięciu tezy, według której Ripley i spółka egzystują w przyszłości Ricka Deckarda…
Już sam fakt, że w obu filmach kluczową rolę odgrywają androidy, których nie sposób odróżnić od ludzi, pobudza wyobraźnię. W obu także za sznurki tychże robotów w ludzkiej skórze pociągają potężne organizacje, które w jakiś sposób ograniczają swoich pupili (w świecie Obcego mających jednak o wiele większe prawa, ale w końcu akcja dzieje się tam dziesiątki lat później). Cegiełkę do tego dodał sam reżyser, często komentując twierdząco daną teorię i odnosząc się do niej zarówno wizualnie (Obcy: Przymierze), jak i nieco bardziej bezpośrednio, bo w dialogu (Prometeusz), w którym pada wzmianka (acz nie wprost) o doktorze Tyrellu. Co ciekawe, to właśnie jemu podobni oraz bezduszne kierownictwo wspomnianych spółek stanowią prawdziwe zło czające się w mrokach skąpanego w deszczu Los Angeles i na powierzchniach odległych planet, na których grasują ksenomorfy. Dodajmy do tego użycie na obu filmowych planach tych samych przedmiotów oraz wizualnych sztuczek i mamy całkowicie wiarygodne połączenie, które jednak, z uwagi na prawa autorskie, na zawsze pozostanie namacalnym, acz niespełnionym twierdzeniem. Ale patrząc na to, co Scott zrobił z serią o obcym, może to i lepiej.
James Bond – Twierdza
Był już Hackman, był Keaton, to pora na sir Seana Connery’ego, który w blockbusterze Michaela Baya wcielił się w tajemniczego więźnia mającego za sobą odsiadkę i ucieczkę z Alcatraz. A przy okazji także byłego agenta brytyjskiego wywiadu… Reszta jest milczeniem, gdyż nie padają żadne konkrety na temat jego życia jako szpiega, ani nawet jego domniemany pseudonim czy znany z serii o Bondzie numer identyfikacyjny.
Co nie zmienia faktu, że Connery zachowuje się niemal dokładnie tak, jak mógłby to robić podstarzały James po latach gnicia w amerykańskim pierdlu. A dodatkowo w rozmowie z bohaterem Cage’a używa też dokładnie tych samych sformułowań, co dawniej w czynnej służbie Jej Królewskiej Mości.
Podziemny krąg – The Social Network
Zapewne spytacie, jak anarchistyczna opowieść z pingwinami w tle ma się do historii powstania Facebooka? Teoretycznie ma się nijak, gdyż poza autorskim stylem wizualnym reżysera i równie posępnej aurze towarzyszącej obu tym tworom, dzieł tych kompletnie nic nie łączy. Poza jednym małym detalem.
Oto w pewnej scenie, czy też raczej krótkim ujęciu, na ekranie (jeszcze) The Facebooka pojawia się ksywka… Tylera Durdena, czyli fejkowe konto stworzone przez samego Marka. To jakkolwiek prozaiczne mrugnięcie okiem Finchera do własnej twórczości można rozumieć na kilka sposobów. Albo Mark też przechodzi swoisty kryzys tożsamości. Albo natknął się w swoim życiu na osobę Tylera lub młodego Eda Nortona przechodzącego kryzys tożsamości. Albo po prostu… oglądał Podziemny krąg. Jak by nie było, ten ewidentnie istnieje w świecie The Social Network.
Batman – Watchmen. Strażnicy
Te dwa superbohaterskie klasyki łączą się bardzo mocno, lecz czynią to na poziomie ewidentnie nerdowskim. Wprawne oko dostrzeże co prawda w Strażnikach użyte przez Zacka Snydera plakaty z symbolem Gacka oraz billboard z napisem „Gotham Opera House”. Konotacja widnieje jednak także na pierwszym planie słynnych napisów początkowych.
Widzimy w nich wychodzącą z rzeczonego budynku parę, która do złudzenia przypomina rodziców Bruce’a Wayne’a. Tuż przed nimi gość w sowim kostiumie spuszcza łomot bandziorowi z pistoletem – to nikt inny, jak Joe Chill, który odpowiedzialny był za zabicie Wayne’ów i tym samym za powstanie Batmana. Zatem można napisać, że jedni faceci w trykotach zapobiegli tworzeniu się innych. A żeby było ciekawiej, to na kartach komiksu Doomsday Clock doszło de facto do połączenia Batmana z Watchmenami.
2010: Odyseja kosmiczna – Interstellar
Raczej wątpliwe, aby coś więcej niż zwykła procedura castingowa stało za zatrudnieniem do filmu Christophera Nolana Johna Lithgowa.
Grający teścia głównego bohatera aktor w jednej ze scen z niezwykłą czułością wspomina hot dogi. Dokładnie tak samo tęsknił za tym jedzeniem, wypełniając kosmiczną misję w 2010: Odysei Kosmicznej, gdzie grał niejakiego Waltera Curnowa. Czy zatem po powrocie na Ziemię Walter mógł stać się Donaldem i trzymać z dala od NASA, z którą ostatecznie i tak związał się jego zięć? A może Walter to brat Donalda? Raczej wątpliwe, zważywszy, że w finale 2010 ujrzeliśmy drugie słońce, którego brakuje w Interstellar, a i linia czasowa zupełnie się nie zgadza. Znając jednak zamiłowanie Nolana do pierwszej Odysei kosmicznej, nie ma tu mowy o przypadkowym rzucaniu słów na wiatr.
Nieoczekiwana zmiana miejsc – Książę w Nowym Jorku
I jeszcze jedna propozycja z rodzaju „zatrudniamy tych samych aktorów i liczymy na to, że widz wyłapie nawiązanie”. Kto jednak oglądał obie te klasyczne komedie Johna Landisa wątpliwości nie będzie mieć żadnych. A rzecz rozbija się o pociesznych braci Duke (Don Ameche i Ralph Bellamy), którzy w Nieoczekiwanej zmianie… byli miliarderami decydującymi o losie głównych bohaterów. Po nagłym bankructwie, jakie spotkało ich w finale, pięć lat później trafia na nich na ulicy Nowego Jorku książę Akeem, który będąc na randce z wybranką serca, wręcza im potajemnie sporą sumę pieniędzy, co jeden z braci kwituje dosadnym „Wróciliśmy (do gry)!”. Mała rzecz, a cieszy – zwłaszcza braci Duke.
Ciekawostka przyrodnicza: w Księciu… pojawili się na ekranie także John Amos i Vondie Curtis-Hall, którzy rok później byli przeciwnikami Johna McClane’a w Szklanej pułapce 2. I nie, tu już nie ma żadnego powiązania. Chociaż…
Titanic – Incepcja
Pod koniec filmu Jamesa Camerona Leonardo diCaprio idzie na dno wraz z tytułowym statkiem. Na początku filmu Christophera Nolana wyłania się z morskiej toni – starszy i jakby bez świadomości. Przypadek? Nie sądzę. Jeśli dodamy do tego również fakt, że Incepcja to rzecz o tym, co dzieje się w snach, to mamy podwójne drugie dno. BRRRRAAAWWWWRMMM!!!
Król Lew – Herkules
W jednej z początkowych scen animowanego kultu Disneya, tuż po krótkiej scysji ze Skazą, ptak Zazu ironicznie podsumowuje złego brata Mufasy, sugerując, iż „byłby z niego niezły futrzak i zawsze w razie potrzeby można by go było przetrzepać”.
Jakież musiało być więc zdziwienie widzów, gdy parę lat później, w kolejnej animacji tego studia, (martwy już) Skaza faktycznie zostaje sprowadzony do tej roli. Jego skórą rzuca o ziemię sam Herkules, który wcześniej użył jej jako nakrycia w trakcie obowiązkowego numeru wokalno-tanecznego. Ten przezabawny, podszyty groteską moment to dla pamiętających masakrę w kanionie dzieciaków nie tylko satysfakcjonujące połączenie obu filmów, lecz także odpowiedź na nigdy niezadane głośno pytanie o czas akcji Króla Lwa, w którego wydarzenia o wiele łatwiej jest teraz uwierzyć.
Las Vegas Parano – Rango
Pozostając przy sztucznych światach, warto wspomnieć również o wyjątkowo ekscentrycznej i wykraczającej daleko poza bajki dla najmłodszych opowieści o pewnym kameleonie. Gwoli ścisłości jest to przede wszystkim hołd dla westernu, z zaliczającą tu gościnny występ inkarnacją pewnej bezimiennej postaci z dolarowej trylogii. Jednakże już na długo przed tym dostajemy ukłon w stronę zupełnie innego rodzaju kina – narkotykowej impresji Terry’ego Gilliama. Jest ona o tyle dziwna, co wielce oczywista. Już bowiem jedno spojrzenie na bohatera Rango budzi fizyczne i stylowe skojarzenia z postacią Johnny’ego Deppa z wcześniejszego filmu. Z postacią, na którą nasz pocieszny kameleon autentycznie (i niemal dosłownie) wpada już w pierwszych minutach własnej historii. Jest w tym duża przewrotność, ale też jakże soczysty to smaczek. Wszak można na luziku założyć, że incydent z Rango jest jakąś wyciętą lub niesfilmowaną sceną Las Vegas Parano. I odwrotnie – że Rango to również jeden wielki trip na dragach.
Menażeria – Strefa mroku (1983)
Ten duet całą swoją siłę wspólnego związku kryje… między słowami. Jednym z negatywnych bohaterów amerykańskiej klasyki szkolnej komedii jest Doug Neidermeyer – ambitny i zawistny chłopaczek, który marzy o karierze wojskowej. Według napisów z epilogu tej produkcji jego życzenie się spełnia, choć spotyka go przez to surowy los: zostaje zabity w wojnie wietnamskiej przez.
.. swoich własnych ludzi. Tenże konflikt jest również częścią kinowej adaptacji słynnego serialu. Kiedy w jednym z czasowych przeskoków Strefy mroku postać Vica Morrowa trafia do Wietnamu, widzimy tam między innymi grupkę amerykańskich żołnierzy, którzy będąc w niemałych tarapatach, żałują, iż zastrzelili Neidermeyera. Reszta jest milczeniem.
Pulp Fiction – Od zmierzchu do świtu
Małe, acz przyjemne powiązanie, kryje się w tym duecie Tarantinowskich produkcji.
O tym, że dzieją się w tym samym świecie i/lub uniwersum filmowym, świadczy… jedzenie. W Od zmierzchu… postaci zatrzymują się na moment w dobrze już znanej widzowi restauracji – Big Kahuna Burger. Tej samej, w której żarcie kupuje wcześniej Brett z Pulp Fiction, tuż przed tym, jak odwiedzają go Jules i Vincent. Patrząc na to, co dzieje się później w obu fabułach, można pokusić się o stwierdzenie, że jest to dość pechowa filia, nawet jeśli żarcie sprzedają tam dobre.
Faceci w czerni – Bardzo dziki Zachód
Nie ulega wątpliwości, że ten drugi film powstał na fali popularności tego pierwszego. I że w nim także mamy do czynienia z mieszanym rasowo, odzianym w gustowną czerń i dysponującym futurystycznymi gadżetami duetem, działającym w ramach tajnej rządowej organizacji. Dodajmy do tego fakt, że w obu tych przypadkach za kamerą stanął ten sam reżyser i wtedy nie powinna dziwić scena, w której Will Smith na Dzikim Zachodzie styka się ze znajomą nazwą broni Noisy Cricket – małego pistoleciku, jaki nosił wcześniej (choć chronologicznie później), a który w kolejnym filmie ktoś mu sprzątnął sprzed nosa, pozostawiając jedynie pustą szufladkę. Czyżby zatem faceci z Bardzo dzikiego Zachodu stanowili protoplastów facetów w czerni? A może nie powinienem o tym jednak pisać…
Speed – Grawitacja
Mówcie sobie, co chcecie, ale Grawitacja powinna nosić nazwę Speed 3: Outer Speed. To w końcu znowu Sandra Bullock jak rękawiczki zmieniająca kolejne środki transportu (i kolejnych przystojnych facetów), które ostatecznie wybuchają bądź ulegają jakiejś innej katastrofie.
Jednak to, co łączy oba te filmy, sięga nieco głębiej… Pomijam tu już oczywiście fakt, że w obu tych przypadkach niemająca pojęcia o prowadzeniu danego pojazdu (a w Grawitacji niemająca wręcz żadnego pojęcia o niczym – jak się zatem tam znalazła?!) Sandra zostaje zmuszona, aby to zrobić, i zrobić to dobrze. Ale przyjrzyjmy się detalom.
W Speed jej postać przyznaje, że chodziła do Uniwersytetu Arizony, w którego koszulkę drużyny futbolowej jest zresztą ubrana. Na tymże uniwersytecie istnieje wydział biomedycznej inżynierii, którą to specjalizacją zajmuje się już profesjonalnie w Grawitacji. Co prawda jej bohaterki noszą inne imiona, lecz przecież w Speed, gdzie nie pada jej nazwisko, Sandra może używać swojego drugiego imienia. Zwłaszcza że będąc w kosmosie, wspomina, iż jej ojciec zawsze chciał mieć chłopca – dlatego też Ryan mogła zostać nazwana odgórnie lub też korzystać z niego dla bezpieczeństwa i wygody, kiedy wspinała się po zdominowanej przez mężczyzn drabince technologicznej kariery.
Ryan (aka Annie ze Speed) wspomina również, że straciła dziecko, przez co rozpadło się jej małżeństwo. I cóż, na końcu Speed 2 Jason Patric oświadcza się jej! Biorąc pod uwagę jego profesję oraz jej zdolność do popadania w kłopoty (i zakładając, że powiedziała: „tak”), łatwo zrozumieć, że utrata potomka była jedynie kwestią czasu. Następujący potem rozpad związku (notabene ten z części pierwszej również nie przetrwał zbyt długo, co trochę mówi nam o tej postaci) może tłumaczyć także wspomnianą już roszadę imion – uciekając przed traumą na orbitę, Sandra po prostu wróciła do swoich prawdziwych personaliów.
A tam niespodzianka – znowu to samo!
Tak, Grawitacja to JEST Spe3d.
Martwe zło (1981) – Piątek trzynastego IX: Jason idzie do piekła
Pierwszy z serii horrorów (w sequelach zaprawionych czarną komedią) Sama Raimiego dał światu dwie ikoniczne rzeczy: Bruce’a „Asha” Campbella i Księgę umarłych (wymyśloną co prawda przez Lovecrafta, ale zwizualizowaną dopiero w Martwym złu).
I ta właśnie kniga stanowi łącznik z uniwersum Jasona Voorheesa – widzimy ją w domu oprawcy o hokejowej masce, wraz z charakterystycznym sztyletem kandariańskim. Nie odgrywa ona żadnej roli w historii, lecz sugerując się piekielnym tytułem tej części Piątku trzynastego, można bezpiecznie założyć, iż oba te przedmioty posłużyły do przywrócenia Jasona do krainy żywych (i mordujących). Oficjalnie serie te połączono później w komiksie Freddy vs Jason vs Ash. A żeby było śmieszniej, to Freddy (Krueger, co by nie było wątpliwości) również tutaj po raz pierwszy krzyżuje swoją rękawicę z Jasonem, tworząc nierozerwalną przyjaźń na lata, jaka odpowiednio rozkwitła w kolejnych filmach.
Spider-Man 2 – Punisher (2004)
Jedna z ulubionych, choć mocno naciąganych teorii fanowskich, która zrodziła się najwyraźniej z poczucia humoru nadmienionego w poprzednim przykładzie reżysera. W finale drugiej części pajęczych przygód, podczas sceny w parku, Raimi wpuścił na drugi plan kolesia o posępnej minie – przypominający do złudzenia Thomasa Jane’a milczący typ spogląda wprost w kamerę, jasno sugerując łącznik z filmem o mścicielu, który zaprowadził porządek w kinach dokładnie w tym samym roku.
Twórcy potwierdzili później w komentarzach do Spider-Mana 2 jego tożsamość, jednocześnie podkreślając żartobliwy sznyt całego zabiegu. Szczególnie że prawa autorskie zabroniły im obecności w danej sekwencji osoby Jane’a, więc do tego krótkiego cameo zatrudnili… jego dublera. Można i tak.
Martwica mózgu – King Kong (2005)
Peter Jackson nigdy nie krył swojego zamiłowania do wielkiej małpy. Dlatego też jeszcze zanim zdołał zrealizować swój wymarzony projekt-remake klasycznego filmu, oddał mu swoisty hołd w jednym ze swoich wcześniejszych dzieł.
Już sam początek jego kultowej komedii gore rozgrywa się na Wyspie Czaszki, skąd Kong pochodził. To właśnie tam grupa naukowców łapie sumatrańskiego małposzczura – zwierzę przyczyniające się do dalszej tragedii w nowozelandzkiej mieścinie. Reżyser powrócił do nich w King Kongu, acz uczynił to w wyjątkowo łatwy do przegapienia sposób – umieszczając w ładowni statku klatkę z odpowiednim napisem. To jednak wystarczyło za oczywisty łącznik obu tytułów.
Robale – Strażnicy Galaktyki
Niesławny James Gunn również dołącza do grona reżyserów, którzy lubują się w delikatnych powiązaniach pomiędzy swoimi filmami. Maniacy uniwersum Marvela zapewne dawno wychwycili, że w scenie u Kolekcjonera, do którego przylecieli tytułowi strażnicy, można w jego pokaźnych zbiorach dostrzec oślizgłe robale z wcześniejszego horroru Gunna. Tam z kolei pojawia się wizja stworów podobnych do szczura, które powracają w obu częściach Strażników… Nieco bardziej grubymi nićmi szyty jest też związek potwora, którego ekipa Guardiansów rozwala na początku Vol. 2 (tzw. Abilisk), z potworem-bossem widzianym w finale Robali. I o ile z osobna te argumenty nie są zbyt silne, tak razem tworzą całkiem ładny, acz nieoficjalny obrazek robali z galaktyki.
