Publicystyka filmowa
ALLEN KONTRA FARROW, czyli słowo przeciwko słowu. Czy nowy miniserial HBO mija się z prawdą?
W miniserialu ALLEN KONTRA FARROW odkrywamy mroczne tajemnice związku Woody’ego Allena i Mii Farrow oraz kontrowersyjne zarzuty molestowania.
Allen, Allena, Allenowi, Allenem. Nazwisko amerykańskiego reżysera znów odmieniane jest przez wszystkie przypadki, bynajmniej nie z powodu premiery jego nowego filmu. Poruszenie spowodował tym razem wyprodukowany przez HBO miniserial, koncentrujący się przede wszystkim wokół molestowania, którego filmowiec miał się dopuścić względem swojej przybranej córki – Dylan Farrow. Twórcy Allen kontra Farrow, Kirby Dick oraz Amy Ziering, przedstawiają na ekranie dzieje związku Woody’ego i Mii, brutalny rozpad ich relacji, a także wszystko to, co nastąpiło później – podsłuchy telefoniczne, proces o opiekę nad dziećmi, wreszcie oskarżenia o molestowanie seksualne. Czy robią to jednak zgodnie z prawdą? Czy nie manipulują faktami?
W oficjalnym opisie na HBO GO możemy przeczytać, że miniserial dokumentalny Dicka i Ziering to „analiza trwającej od wielu lat sprawy zarzutów o molestowanie stawianych pod adresem Woody’ego Allena”. Jeżeli Allen kontra Farrow rzeczywiście jest analizą, to wyjątkowo jednostronną i zrealizowaną pod z góry określoną tezę, zgodnie z którą amerykański reżyser 4 sierpnia 1992 roku molestował seksualnie swoją przybraną córkę na strychu wiejskiej rezydencji Farrowów w Bridgewater, Connecticut.
Przed kamerą Dicka i Ziering pojawiają się tylko osoby, które opowiadają się za taką wersją wydarzeń, a zatem znajdują się po jednej ze stron niemalże trzydziestoletniego konfliktu – są to przede wszystkim członkowie rodziny Farrowów, czasem ich przyjaciele, czasem zaangażowane w śledztwo oraz proces osoby (jak np. prokurator stanowy Frank Maco), a czasem zwykli, sympatyzujący z Farrowami publicyści. Ich wypowiedzi przeplatane są najczęściej fragmentami domowych nagrań wideo, na których Mia wygląda jak wzorcowa, opiekuńcza matka, a rezydencja w Bridgewater przypomina istny raj na ziemi, pełen pochodzących niemalże z całego świata uśmiechniętych dzieci.
Oczywiście harmonia zostaje zakłócona, gdy na scenę wkracza wilk w owczej skórze; początkowo przykładny partner i ojciec, a koniec końców właściwie główny antagonista miniserialu („ten, którego imienia nie wolno wymawiać”) – Woody Allen.
Reżyser nie pojawia się jednak w Allen kontra Farrow we własnej osobie – wizualnie obecny jest jedynie w materiałach archiwalnych. Jego głos słyszymy natomiast, gdy Dick i Ziering decydują się na wkomponowanie w narrację swojego dokumentu fragmentów A propos niczego, czyli wydanej w zeszłym roku autobiografii Allena. Wybiórczo cytowana książka stanowi swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa, który świadczyć ma o rzekomym obiektywizmie twórców, pozwalających w ten sposób wypowiedzieć się również drugiej stronie konfliktu.
Skoro już dotarliśmy do autobiografii Allena, to należy stwierdzić, że jest ona znakomitym przykładem tego, jak twórcy miniserialu świadomie omijają pewne niepasujące do narzuconej z góry narracji zdarzenia. Niczego w Allen kontra Farrow nie usłyszymy np. o tym, że w rodzinie Mii Farrow regularnie pojawiały się przypadki chorób psychicznych (jeden z jej braci popełnił samobójstwo, inny natomiast został skazany za, o ironio, molestowanie seksualne i zamknięty w więzieniu); o tym, że dwoje adoptowanych przez Mię dzieci popełniło w młodym wieku samobójstwo (21-letnia Tam, zdaniem Mosesa Farrowa, przedawkowała tabletki, wywołując w ten sposób atak serca, a 27-letni, niepełnosprawny Thaddeus zastrzelił się około kilkadziesiąt minut drogi od rodzinnego domu); o tym, że jeden z adoptowanych przez Mię chłopców został odesłany po kilku tygodniach z powrotem do ośrodka, ponieważ „jej biologiczny syn Fletcher uznał go za nieznośnego”1; albo o tym, że, aby umożliwić Ronanowi medialną karierę, Mia sfinansowała skomplikowaną operację, podczas której „jego nogi były kilkukrotnie łamane i rekonstruowane w celu ich wydłużenia”2. Nagle rezydencja w Connecticut nie wydaje się tak idyllicznym, sielankowym miejscem jak po obejrzeniu domowych nagrań wideo czy wysłuchaniu ciepłej opowieści któregoś z członków rodziny.
1W. Allen, Apropos of Nothing, tłum. własne, Nowy Jork 2020, str. 227.
2W. Allen, op.cit., str. 282.
Jeszcze więcej niespójności i zaniedbań wytyka twórcom Allen kontra Farrow Hadley Freeman – dziennikarka pisząca dla „The Guardian”. W dość długim, wyczerpującym artykule (gorąco polecam przeczytanie całości) udało jej się zebrać gros argumentów na rzecz Allena, niepojawiających się w miniserialu HBO. Wśród nich Freeman wymienia m.in. zeznania doktor Susan Coates, która już w 1990 roku (a zatem dwa lata przed domniemanym molestowaniem) stwierdziła, że Dylan Farrow bardzo łatwo „ponosi fantazja”, nawet gdy chodzi o prosty opis drzewa.
Przywołuje również wypowiedź Moniki Thompson (niańki zajmującej się Dylan), która podczas procesu o opiekę nad dziećmi najpierw zeznała, że Farrow była doskonałą matką, ale później odwołała swoje zeznanie, tłumacząc to możliwością utraty lukratywnej posady. Wreszcie dziennikarka zwraca uwagę na wyjątkowo interesującą sprzeczność – gdy Moses i Soon-Yi opowiadają o ciemnych stronach swojego dzieciństwa (tzn. przypadkach fizycznej oraz psychicznej przemocy, a także faworyzowaniu przez Mię biologicznej części potomstwa), ich relacje są przez twórców oraz bohaterów miniserialu błyskawicznie deprecjonowane, zrównywane z ziemią.
Momentalnie przypina się im łatkę kłamców i oszustów, prezentując na ekranie co najwyżej kilka losowych zdań lub nagłówek jakiegoś artykułu. Chwilę później Dylan mówi o tym, że osoby, które nie wierzą w jej wyznania, odmawiają jej tym samym podstawowego prawa do „opisania własnych doświadczeń. Najwyraźniej twórcy Allen kontra Farrow nie dostrzegli w zmontowanym materiale żadnej niekonsekwencji. „Doświadczenia jednych dzieci są równiejsze od innych” – konkluduje Freeman.
Artykuł, który ukazał się w „The Guardian”, wywołał na tyle duży rezonans medialny, że Dick i Ziering postanowili odnieść się do niego publicznie poprzez wydanie krótkiego oświadczenia:
Filmowcy odpowiedzialni za Allen kontra Farrow skrupulatnie przestudiowali dziesiątki tysięcy stron dokumentów, w tym transkrypcji z sądu, raportów policyjnych, zeznań naocznych świadków oraz zapisów z ochrony praw dziecka. Rozmawialiśmy z tuzinami ludzi zaangażowanych w sprawę, z wiedzą z pierwszej ręki na temat zdarzeń, ich zeznania mogą być indywidualnie potwierdzone. Allen kontra Farrow to kompletna, przekrojowa i dokładna prezentacja faktów.
Jeżeli Dick i Ziering rzeczywiście „skrupulatnie przestudiowali dziesiątki tysięcy stron dokumentów”, to dlaczego w ich miniserialu odnajdziemy tylko argumenty popierające Mię oraz Dylan Farrow? Jak stworzony przez nich dokument może być „kompletną, przekrojową i dokładną prezentacją faktów”, jeżeli znalazło się w nim miejsce wyłącznie dla jednej ze stron konfliktu?
Jednym z istotnych dowodów na winę Allena jest według Dicka i Ziering jego twórczość. W drugim odcinku biorący udział w miniserialu publicyści „analizują” poszczególne filmy sygnowane nazwiskiem amerykańskiego reżysera, wskazując na to, że można w nich odnaleźć pewien stały schemat, tzn. relację miłosną wyraźnie starszego mężczyzny z powoli wkraczającą w dorosłość nastolatką: „Oglądając filmy Allena, odnosimy wrażenie, że stara się nas oswoić z takimi związkami. Chce nas urobić. Powtarza to raz po raz, przez lata. Powraca ten sam motyw, duża różnica wieku w związkach.
Widząc to często, zaczynasz myśleć, że taka jest norma. Nie dzieje się nic dziwnego”. W tle tymczasem prezentowane są nam fragmenty kilku pasujących do wzorca filmów z ponad 50 wyreżyserowanych przez Allena pełnych metraży. Na piedestale postawiony zostaje, rzecz jasna, Manhattan, w którym ponad 40-letni bohater wiąże się z graną przez 17-letnią Mariel Hemingway (wnuczkę słynnego pisarza) dziewczyną. Hipokryzja twórców Allen kontra Farrow wychodzi na jaw, gdy o podobne sfery zahacza życie Mii Farrow. Jej intymne relacje ze znacznie starszymi od siebie mężczyznami (gdy aktorka wychodziła za Franka Sinatrę, miała 21 lat, on 50; gdy wychodziła za André Previna, miała 25 lat, on 45) portretowane są jako coś całkowicie naturalnego, zasługującego raczej na luźną anegdotkę niż głębszą analizę. „Widząc to często, zaczynasz myśleć, że taka jest norma. Nie dzieje się nic dziwnego”.
Innym ważnym elementem narracji twórców miniserialu jest kolejka elektryczna, która miała być przechowywana na strychu rezydencji w Bridgewater. Zabawka miała kręcić się w kółko, podczas gdy Dylan była molestowana przez Allena, zapewniającego ją, że w zamian zostanie „gwiazdą jednego z jego przyszłych filmów”. Moses i Allen zapewnili, że na strychu nigdy nie było elektrycznego pociągu, czemu przeczy przywołany w dokumencie policyjny rysunek, na którym wyraźnie oznaczone zostały ślady torowiska. Kristi Groteke, obecna w rezydencji 4 sierpnia 1992 roku niania Farrowów, zeznała jednak podczas procesu o opiekę nad Mosesem, Dylan i Ronanem (w 1993 roku), że na strychu, owszem, znajdowała się kolejka, ale nie elektryczna: „pociąg był pociągiem-samochodem, na którym dziecko mogło usiąść i jeździć”. A zatem kto ma w tym miejscu rację? Jak naprawdę wyglądała przechowywana na strychu kolejka? Dlaczego zeznania Kristi Groteke nie zostały przywołane w miniserialu jako kontrapunkt względem szczegółowej opowieści Dylan? Zasadność zadawania takich pytań świadczy o tym, że rzeczywistość może nie być tak czarno-biała, jak chcieliby tego twórcy Allen kontra Farrow.
W ostatnim, podsumowującym całą sprawę odcinku Allen zestawiony zostaje z celebrytami, którzy dopuścili się przestępstw na tle seksualnym. Na ekranie pojawiają się m.in. Michael Jackson, Bill Cosby, Harvey Weinstein, a także Roman Polański. Wybór ostatniego z nich wydaje się szczególnie niefortunny – w 2005 roku Mia Farrow zdecydowała się bowiem wspomóc Polańskiego (skazanego już wówczas za przestępstwo seksualne) podczas procesu o zniesławienie, lecąc do Londynu i składając tam zeznania. Po latach aktorka przeprosiła za to na Twitterze ofiarę reżysera – Samanthę Jane Geimer.
Kobieta najpierw uprzejmie odpisała, że przeprosiny w ogóle nie są potrzebne, gdyż jej rodzina już dawno pogodziła się z rodziną Polańskiego, niedługo później dodając, że Mia właściwie „wrzuca swojego przyjaciela pod autobus dla PR-u. Nie chcę przeprosin od nikogo, kto go wspiera. Nigdy nie odwróciłabym się od przyjaciela dla czerpania z tego korzyści”. Czy muszę dodawać, że o wsparciu twórcy Chinatown przez Mię Farrow również nie usłyszymy w dokumencie Dicka i Ziering nawet jednego słowa?
Mniejsza jednak o Polańskiego – jego sprawa to temat na osobny analityczny materiał. Allen wrzucony został przez twórców miniserialu do gigantycznego wora z napisem: „przestępcy seksualni” pomimo tego, że, w przeciwieństwie do np. Weinsteina czy Cosby’ego, nigdy nie został osądzony i skazany. Ba, nigdy nie zostały mu nawet postawione zarzuty. Jedyny proces, w jakim reżyser wziął udział, dotyczył walki o prawa do opieki nad dziećmi i został rozpoczęty z jego inicjatywy (to nazwa tego procesu posłużyła za tytuł miniserialu). Wymienianie nazwiska Allena obok nazwisk prawomocnie skazanych za przestępstwa seksualne osób wydaje się zwyczajnie niesprawiedliwe, nie wspominając już o mieszaniu z błotem aktorów i aktorek, którzy decydują się publicznie stanąć w jego obronie, dając wyraz swoim wątpliwościom i zwracając uwagę na pewne istotne nieścisłości.
Co tak naprawdę wydarzyło się 4 sierpnia 1992 roku na strychu rezydencji Farrowów? O tym wiedzą tylko Woody Allen oraz Dylan Farrow. Dick i Ziering uznali a priori, że historia opowiedziana przez Dylan jest prawdziwa i pod tę tezę zbudowali całą narrację swojego miniserialu. W ten sposób w Allen kontra Farrow znalazły się tylko argumenty przemawiające za odpowiednią wersją wydarzeń; niewygodne zeznania i wydarzenia godzące w wiarygodność albo dobre imię Dylan oraz Mii zostały przemilczane, zwyczajnie pominięte. Dobrze zaznajomiony z historią widz może poczuć się podczas seansu dokumentu Dick i Ziering jak podczas oglądania znakomicie zrealizowanej propagandy – tworu wybitnie jednostronnego, nie otwierającego pola do dyskusji, ale zamykającego ją; jawnie sugerującego odbiorcy, co ma na dany temat myśleć, jakie wyciągnąć wnioski.
Moim cichym marzeniem jest, aby w przyszłości powstał na temat całej sprawy mniej subiektywny dokument, zrealizowany przez kogoś, kto podszedłby do materiału dowodowego bez z góry wyrobionej opinii. Jaka byłaby konkluzja takiej produkcji? Póki co możemy tylko gdybać.
Czy Allen kontra Farrow zakończy spór wokół zarzutów o molestowanie? Z całą pewnością nie. Wszystkie związane ze sprawą osoby podzieliły się na dwa obozy, które wzajemnie oskarżają się o kłamstwa i manipulacje. Miejsce faktów zajęły dyskusje na temat rodzaju dziecięcej kolejki, a miejsce procesu sądowego PR-owe ataki w mediach. Allen kontra Farrow to dzisiaj słowo przeciwko słowu. Wątpię, aby kiedykolwiek nastąpił w tej sprawie jakikolwiek realny przełom. Co tak naprawdę wydarzyło się 4 sierpnia 1992 roku na strychu rezydencji Farrowów? Tego najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy.
